środa, 13 listopada 2013

TAKIE TAM ...

No dobra, zaniedbałam bloga.
Moja wina, moja wina ...
Wróciliśmy z dalekiej podróży z niedalekiej północy.
Podróż powrotna była krótka i nudna. Żadnych przesiadek - prosto do celu. A to wszystko za sprawą mojego ulubionego byłego męża.
Zdążyliśmy już wrócić do rzeczywistości.
Zwykła rzeczywistość. Może nie nudna, ale spokojna, przewidywalna ... Aż tu nagle moja ulubiona młodsza siostra z którą przyszło mi mieszkać udała się do lekarza.
Zmienili jej datę porodu z 22 na ...... 15!!!!
No, to koniec z nudą. Wszystko co miałyśmy zrobić w 2 tygodnie, teraz musimy zrobić w 1 . W zasadzie już zrobiłyśmy, bo zostały nam 2 dni do wyklucia.
Na szczęście wszystko się jakoś fajnie ułożyło. Od wakacji usiłowałam zmusić się na ten przykład do posprzątania  garażu.
Wczoraj znalazłam fajowskie biurko dla dzieci mych (w tak zwanym charity shopie) . Problem - nie mamy samochodu. Targanie mebla (nawet tak niewielkich rozmiarów) przez wieś - nawet jak dla mnie jest obciachem.
- Chciałabym kupić biurko. Czy moglibyście przytrzymać je dla mnie maksymalnie do jutra? Muszę zorganizować sobie transport. - zapytałam grzecznie korzystając ze wszystkich dostępnych mi wdzięków.
- Niestety nie mamy tego w zwyczaju. Obawiam się że nie ma takiej możliwości. - Odpowiedział młodzieniec przy kasie, wyjątkowo odporny na moje ... hmm ... uśmiechy.
Jeśli nie urok osobisty, to co? To podstęp!
- Ok. Mam w garażu kilka pudeł zabawek, ubrań ... chciałabym przekazać je wam. Czy jest szansa żeby ktoś po to przyjechał? - zapytałam grzecznie.
- Oczywiście. Zapytam kierowcę kiedy będzie to możliwe - odpowiedział młodzieniec.
- Jutro w okolicach południa?! - zapytał kierowca
- Wspaniale. W takim razie poproszę od razu o przywiezienie biurka które właśnie kupię. Plisssss
- Nie ma sprawy. Proszę tylko podać dokładny adres.

Czyli jak nie drzwiami to oknem.
Tak więc udało się mi nie tylko nabyć droga taniego kupna biurko, ale również opróżnić garaż.

W tak zwanym między czasie udało mi się kupić łóżko piętrowe dla mych dzieci - koniec spania na podłodze - hurrraaaaaaa!!!!!!!

Poza tym tylko kilka farbowań włosów. Kilka dla klientek crazy scissors oraz ze 3 w tym tygodniu moje własnej, osobistej prywatnej głowy.
Jeszcze wczoraj wyglądałam jak własna mama - siwa. Białe z ciemnymi pasemkami. Dzisiaj jak sadziłam, wróciłam do własnego koloru - brąz. Jak to jeden z moich ulubionych szwagrów rzekł "wyglądasz jak Irena Kwiatkowska" - właśnie to chciałam usłyszeć. Nie wiem czy mam  się obrazić na niego teraz, czy być złośliwa i poczekać do weekendu?!
A tak poza tym, to - nudy.

Może tylko tyle że jutro pierwsza wywiadówka w szkole potomstwa, a za 2 dni zamiast 4 dzieci, razem z moją ulubiona młodszą siostrą będziemy miały 5 szt!
Trzymajcie za nią kciuki w piątkowy poranek!

6 komentarzy:

  1. A moze to nie wlosy szwagier mial na mysli? Moze to, ze jestes ..... kobieta pracujaca, ktora zadnej pracy sie nie boi???
    Trzymam kciuki za siostre i za Ciebie.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz że ten złośliwiec mógł mieć to na ,myśli?! Nie sądzę. Ale to prawda że żadnej pracy się nie boję.
      Trzymaj kciuki, ale nie dziękujemy.

      Buziaki

      Usuń
  2. Jak dobrze, że znów piszesz :-) Pozdrawiamy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przefarbowałaś włosy? Po co? Miałaś śliczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ślicznemu we wszystkim ładnie ;)
      A tak serio, to chyba nie czułam się na BLONDI.
      Tak jest mi lepiej. Jestem mniej widoczna w tłumie.

      Usuń