środa, 13 listopada 2013

JAKIE SZCZĘŚCIE ŻE TO NIE NIEMIEC ...

Nie to żebym miała coś przeciwko nim.
Generalnie osobą tolerancyjną raczej jestem, a już na pewno bywam. Ale tego jednego (Alzheimer mu dano na imię, albo nazwisko?!) nie lubię i wolałabym żeby naszej rodziny nie odwiedzał.
W każdym razie myślałam że to on, abo chociaż zmęczenie materiału. Okazało się jednak ze to tylko wirus. Jakieś wstrętne przeziębienie i podwyższona temperatura ścięła mi trochę białka a w mózgu - innego wytłumaczenia nie znajduję.
No bo jak inaczej to wyjaśnić?!
Wczoraj zaczęłam odpisywać rodzicielce swojej na smsa. Zaczęłam. Bo przypomniałam sobie o nim dzisiaj rano jak złapałam tel. Długo szła ta wiadomość.
Albo idę po dzieci do szkoły. Spokojnie, powoli, ponieważ wyszłam 5 min wcześniej niż zwykle.
Dzwoni telefon
- Odbierasz dzisiaj dzieci?! Może ci ich podrzucić, czy zostawiasz do jutra?! - zapytała znajoma mama.

Oczywiście że odbieram. Kto by ich chciał tam trzymać do jutra.
Szkoda tylko że zapomniałam, że dzisiaj kończą wcześniej z okazji konsultacji z rodzicami - Matka roku normalnie.

Ale po spotkaniu z wychowawcami jestem zadowolona, wręcz uradowana wielce.
Miło jest usłyszeć że twoje dziecko jedno z drugim robi postępy, że jak robi coś na lekcji, to niezależnie od wyniku widać że robi to nie na 100, ale na 150% oraz że to przyjemność być nauczycielem młodego Galińskiego.
Zupełna nowość!!!

To teraz idę się wychorować. Mam czas do rana. Maksymalnie do piątkowego poranka, kiedy to nastąpi wyklucie młodej (dla niewtajemniczonych - córki mojej ulubionej młodszej siostry która gości nas u siebie).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz