czwartek, 6 września 2012

JUŻ JA COŚ WYMYŚLĘ

Pierwszy tydzień szkoły jeszcze dobrze się nie skończył, a w zasadzie dopiero co się rozpoczął, a my już mamy zaliczone pierwsze katary, temperatury, bóle głowy i czerwone gardła.
Znaczy, że jest dobrze.
Ostatnio, moja koleżanka stwierdziła, że już nic związanego z moją osobą nie jest w stanie jej zdziwić. Szkoda, bo ja czasem lubię zaskakiwać. Cóż, jestem przewidywalna. Zawsze jest duże prawdopodobieństwo ze zrobię coś, o czym normalny człowiek by nie pomyślał.
Zdążyłam już na ten przykład pomylić godziny rozpoczęcia roku szkolnego. Dobrze że dzień był ten sam.:)
W ciągu ostatnich tygodni, takich wpadek było co najmniej kilka, ale już przestałam zwracać na nie uwagę.
Kiedyś dawno temu, a w zasadzie jakiś rok ?! miałam "akcję karnetową". Jak tylko za obiad potomstwa swego w szkole zapłaciłam, to za chwilę taki karnet (zazwyczaj starszego potomka) ulegał biodegradacji. Czasem pozostawiał po sobie jedynie ślad w postaci upiornych paprochów w pralce. Pani w sekretariacie wyczerpała chyba wszystkie możliwości nacisku. Od groźby, przez szantaż na prośbach kończąc. Bezskutecznie. Zdarzało się co prawda czasem że karnet taki był w posiadaniu potomka dłużej niż 3 tyg. Zazwyczaj jednak po tygodniu rozpływał się w przestrzeni. Starałam się je zapobiegawczo kserować. Normą wiec było że po jakimś czasie zamiast np karteczki w kolorze zielonym na ten przykład, młody zanosił pani szarą. Raz zdarzyło mi się nawet nie donieść karnetów do domu ;) W końcu jaki syn, taka matka.
Ale uwaga!!!!
Podczas tegorocznego remontu, potocznie zwanego PALESTYNĄ, który to miał miejsce podczas nieobecności wakacyjnej potomstwa mego, wspomniane, nie doniesione do domu karnety znalazły się!!!
Piękne, w stanie idealnym, dwa, różowe, opisane imieniem i nazwiskiem, z datą PAŹDZIERNIK 2011.
Podejrzewam że ukryły się skutecznie ze strachu przed potomstwem i dopiero po upewnieniu się że nie wpadną w małe, wszędobylskie łapki postanowiły wyjść na światło dzienne. Same wcisnęły się do dziwnego notesika a potem cichaczem do szuflady z rzeczami pt "kiedyś na pewno się przyda".
W pierwszym momencie pomyślałam sobie że pobiegnę z szerokim uśmiechem do szkoły trzymając w ręku znalezisko, żeby pochwalić się pani sekretarce . W trosce o zdrowie wspomnianej miłej pani odpuściłam sobie.
Nie zdążyłam ich oprawić w ramki albo umieścić na jakimś honorowym miejscu ... bo znowu się zgubiły ... Ale kiedyś się znajdą.

W tym roku, wspomniane dowody wykupionych posiłków zostały wycofane!!!!!!!!!!!
Nie wiem czy za sprawą roztrzęsionej na sama myśl o karnetach wydawanych na nazwisko moich dzieci pani z sekretariatu, czy po prostu z oszczędności. Najważniejsze ze snu z powiek spędzać nam już nie będą.

Będę musiała znaleźć sobie jakąś inną przypadłość.
Notoryczne gubienie karnetów w tym roku się nie sprawdzi :)
Już ja coś wymyślę. Bo któż, jak nie ja.

4 komentarze:

  1. Wszystko przez ten sekretariat. teraz musisz siedzieć i myśleć z czym tu się wydurnić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba złożę pisemne zażalenie. No i teraz kombinuję

      Usuń
  2. Ja już po tym tygodniu tez mam dosyć a to dopiero początek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę że jeszcze zdążę się nieźle rozkręcić, wszak to nawet nie połowa września. Oj będzie się działo!

      Usuń