niedziela, 1 lipca 2012

WAKAJCE

No i znowu mamy wakacje ...
A jeszcze kilka dni temu:
- Spakowałeś się już do szkoły?
- Tak, na czwartek
- Ale dzisiaj jest wtorek!
- No właśnie. W środę będę miał już z głowy!


Część naszej drużyny wyruszyła w kierunku wypoczynku letniego, podczas gdy ja pozostawiałam po sobie w pracy porządek.
Mieliśmy jechać wszyscy razem w ilości szt 6,5 (0,5 stanowi Antosia jako niewiele miejsca zajmująca osobniczka), okazało się jednak że w pociągu relacji Łódź - Miejscowość Nadmorska, nie ma aż tylu wolnych miejsc.W zasadzie, to nie było żadnego.
Decyzją starszych postanowiono co następuje:
Część (5 szt w tym dzieci najmłodsze i najmniej marudzące) jedzie samochodem. Reszta - czym się da.
Tą resztą okazałam się ja i Marian.
W pociągu tylko miejsca stojące, w samolocie drogo jak nie wiem o poza tym nie dokładnie tam gdzie byśmy chcieli, chociaż w dobrym kierunku. rozważałam opcje autostopu, ale z Marianem nie miałabym szans. Wiadomo, sama to co innego. Wszak składam się z uroku osobistego i podczepionej do niego swojej skromnej osoby.
Jedyna realną opcją okazał się autokar. Znalazły się nawet wolne miejsca. Zakładając że oboje mamy wysoko rozwiniętą chorobę lokomocyjną, nie było to najlepsze rozwiązanie. Z racji tego że jedyne - idealne.
Nasłuchawszy się relacji z trasy tych pierwszych miałam nadzieję, że limit przygód został wyczerpany.
Podczas jazdy wpadła im pszczółka (nie maja) do samochodu przez otwartą szybę. Musieli się zatrzymać, żeby ją wygonić. Po kilku minutach ponownej jazdy, okazało się że że siostra moja młodsza ulubiona zgubiła na poboczu telefon, więc wrócić się musieli. Telefon cierpliwie czekał w trawie. Chwilę później, okazało się że Antosia - najmłodsza z podróżujących, się ... zesrała. Potem jechali już bez przeszkód.
A my, pięknego sobotniego wieczora, dotarliśmy na dworzec autobusowym zwanym. Autokar  spóźnił się kilka minut, ale w zasadzie można to uznać za spóźnienie w dobrym tonie. Zobaczywszy autokar, pomyślałam że to żart. Do pobliskich miejscowości, jeździły "wypasione wozy", a nasz - trochę nowszy ogóras.
- O której godzinie będziemy na miejscu? - zapytałam grzecznie kierowcę.
- Droga pani - odpowiedział grzecznie - nie mam pojęcia. Jadę pierwszy raz. Jeśli nie zabłądzimy, to  powinniśmy dojechać na czas.
Nogi mi się ugięły, pot zimy po plecach spłynął.
Podróż minęła nam nad zwyczaj spokojnie, nie licząc cieknącej klimatyzacji - jedna z pasażerek została wybudzona kubłem zimnej wody z tejże maszyny chłodzącej, którą później kierowca profilaktycznie wyłączył.
A teraz smażymy się na plaży, nic nie robimy, śpimy jak długo nam się podoba i nie ma nas dla nikogo!
Jest CUDNIE!!!

P.S.
Wracamy pociągiem. Trzymali dla nas 2 wolne miejsca ;)
Tak więc wrócę jak będę i dobrze mi z tym.

10 komentarzy:

  1. Kto spi,to spi!!!! Niektorzy nie moga:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, mówiłam za siebie.
      Chociaż i ty dzisiaj spałaś ze mną do 10. Aż się dziwię że nam oczy nie zgniły

      Usuń
  2. Ależ Wam zazdroszczę?
    I plaży i morza... i wakacji!!:).
    Bawcie się dobrze!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idusiu i nawet pogodę may cudną jak na zamówienie. Sama sobie zazdroszczę.

      Usuń
  3. :) wakacje? z taka ilościa dzieci? Wow...odwazna kobieta z Ciebie Gosiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama się sobie dziwię. Ale Pieprzu, jak na taką ilość dzieci, jest - REWELACYJNIE!

      Usuń
  4. A podobno nad morzem zimno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, pewnie nad jakimś jest zimno, ale nie nad Bałtykiem. Wczoraj było chłodno, ale to tylko dla tego, że taką właśnie pogodę sobie zamówiliśmy. Spiekliśmy się wszak jak skwareczki, albo boczek. Dzisiaj znowu świeci cudne słońce, więc idziemy NA PLAŻĘ!!!!

      Usuń