środa, 4 lipca 2012

Ocean Park

Lato, wakacje plaża ...Ale co robić kiedy pada deszcz?! Opcje na taką ewentualność mieliśmy zaplanowane, gdyż jak wiadomo - spędzamy urlop w kraju. Nad polskim morzem tak już jest, że pewne jest to że na plaży będzie piasek, a woda w morzu słona.
Jak do tej pory wyglądało na to że mam niezłe układy z tym na górze. Dzieci grzeczne - jak nie moje. Pogoda idealna. W 2 strzaskaliśmy się na mahoń oraz spraye i pianki na poparzenia słoneczne stały się częścią naszego ekwipunku. Trzeciego dnia ochłodziło się nieco i trochę posmarkało z nieba

- No i gdzie ta pogoda? - zapytał pewnien pan przy kasie Muzeum
- Jest w sam raz. Dzisiaj chłodniej, żeby odpocząć. Dokładnie taką zamawiałam. Jutro już będzie ładnie.
Prawdopodobnie przy składaniu zamówienia na pogodę zapomniałam dodać, że poproszę bez mżawki, deszczu i innych mokrych atrakcji.
Odwiedziliśmy na ten przykład Muzeum Motyli. W domu oczywiście lepienie z masy solnej ...
Kolejny pochmurny dzień trochę nas zniesmaczył, no ale cóż. Widocznie tam na górze stwierdzili że jeszcze nasze plecy nie nadają się na słońce. Postanowiliśmy więc pójść do Ocean Parku! Oczyma wyobraźni widziałam delfiny pływające nad głową. Orki w basenach i inne rybki ...
Chyba jednak naoglądałam się za dużo filmów.
Po dotarciu na miejsce, wykupieniu biletów, naszym oczom ukazał się ten widok:
Słowem - plac budowy.
kilka atrap zwierząt morskich. oczywiście przy każdym tabliczka - "nie dotykać eksponatów". Kilka makiet zupełnie niedokończonych


Było kilka fajnych makiet, ale mnie nie przekonały aż tak, żeby miejsce to polecić.


Najfajniejszym miejscem w całym parku był plac zabaw. Tyle tylko że padało, i najwięcej na nim byo mokrych, ubłoconych dzieci i wkurzonych rodziców.
Poza tym, płacić za plac zabaw 15 zł od dziecka i 20 zł od dorosłego - lekka przesada.
A w słoneczny piękny dzień ... wolę iść na plażę.

W ramach rekompensaty, po mojej interwencji ,dzieci dostały po upominku. Mogły sobie nawet wybrać między pierdzącym kubkiem, medalem z Grunwaldu, plakietką na drzwi a pieńkiem z siekierą z napisem - "masz przerąbane - Władysławowo". Przerąbane to mają zwiedzający park. A my jesteśmy bogatsi w pierdzące kubki. No i bilety na "kiedy chcemy" żeby przyjść tam jeszcze raz. Na pewno z nich nie skorzystamy. Jeśli jednak ktoś miałby ochotę, to z radością odstąpimy je śmiałkom (2 normalne i 3 ulgowe).

Jutro już ma być ciepło, bo tak sobie zamówiłam. Plecki już prawie nie bolą, wiec znowu można popluskać się w morskiej toni.

6 komentarzy:

  1. Hej, zaraz...ale po co kubek ma pierdziec?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem po co, ale pierdzi. Na szczęście uczestnicy naszej wycieczki są zadowoleni. Uffff

      Usuń
  2. Mam dokladnie takie same skojarzenia jak Pieprz:)) Moze to nocniki a nie kubki, obejrzyj je dokladnie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro zamieszcze dla was zdjęcie i same ocenicie. Może faktycznie pasowaloby inne określenie. Mój mózg innego nie znajduje :)

      Usuń
    2. Dawa zdjecia tych kubko-nocnikow:))

      Usuń
  3. Pierdzący kubek to pewnie będzie pamiątkowy hit tego lata..:))).
    A Ocean Park... jak przypomnę sobie zoo dla dzieci (Kinderzoo) w maleńkiej miejscowości Jona w Szwajcarii... to to, że oprócz różnego rodzaju zwierzątek, które można było karmić(!) było najprawdziwsze w świecie delfinarium z pokazami co 2 godziny, i na dodatek to wszystko było w cenie biletu, który notabene nie kosztował wcale tak dużo 7 Franków, czy coś (dziecko do lat 4 gratis) - to wcale, a wcale się nie dziwię, że do tego OCEAN PARKU wrócić nie chcecie, nawet za darmo...:). No, w niektórych wypadkach wciąż nam daleko do Europy:).
    Życzę jednak już samych słonecznych chwil do końca wakacji:)

    OdpowiedzUsuń