czwartek, 19 maja 2011

Rolki, rowery i inne bajery

Beszczelnie się wziął i ukrył - postów.
W mojej świadomości był jako opublikowany, nawet link na facebooku wstawiłam.
Po kilku dniach, bez żadnego komentarza, kliknięcia, odwiedzenia choćby przypadkowego, stwierdziłam iż się wzięli  wszyscy razem zmówili i na HURA obrazili, pogniewali, przestali mnie lubić (chociaż się nie da), czytać ...
Okazało się, że czeka sobie jako "kopia robocza" i cichutko woła PUBLIKUJ POSTA.
Dłużej prosić się nie dam.
Ta Dam
 z dnia ok 12 maja, czyli średnio świeży, ale jeszcze nie zaczął zalatywać zgnilizna. No może zakurzony trochę, ale zdmuchnęłam starannie.

Rolki, rowery i inne bajery wróciły do łask.
Życie podwórkowe w pełni.

Jazda na rowerze, to dziedzina, którą mój ulubiony młodszy syn opanował doskonale. Najlepiej wychodziło mu oczami wyobraźni. Chociaż nie powiem, metoda teatralna - udajemy że jeździmy na rowerze - również bardzo efektowna. Czasem jeszcze wykorzystywał możliwości wirtualne, ale to rzadziej.
Jazda na "żywo" w zasadzie nie wchodziła w grę. Zaczynałam podejrzewać już zaburzenia koordynacji ruchowej, błędnika czy czegoś tam. Zazwyczaj, po kilku, góra kilkunastu minutach próby, rower lądował w krzakach, na środku osiedlowej uliczki, albo w innym miejscu, które aktualnie było pod ręką.

- Czy możesz tak nie tupać mamo?! - wołał do stojącej mnie na trawie (w trampkach)
albo
- Mamo, nie mów tyle, bo się nie mogę skoncentrować.
- Mamo, czy możesz powiedzieć tym dzieciom, żeby nie kopały tej piłki tak głośno?
- Nie mogę się skupic, bo stoisz w miejscu i się patrzysz.
- Dlaczego się nie patrzysz na mnie?
- Popchnij mnie proszę.
- Nie wychodzi mi, bo mnie popychasz.

Co najlepiej gasi pragnienie przed i po takim spacerze - MELISA

Na szczęście po jednym dniu prób, następowała kilkudniowa przerwa spowodowana zniechęceniem.
Aż tu wczoraj, pojawił się na podwórku tata Zuzi, chętny do pomocy. Marcin czerwony ze złości po każdym upadku, nic nie mówił, bo przecież na obcego się nie krzyczy. Poza tym, wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują na to, że jest to potencjalny kandydat na przyszłego teścia ...
Po kilkunastu minutach prób i upadków, mój syn zaczął jeździć! Jeszcze nie umie skręcać, ale wyskakiwanie w locie przed zbliżającą się przeszkodą opanował do perfekcji.
Na widok Marcina uśmiechniętego, sunącego osiedlową dróżką, mogła być tylko jedna reakcja. Wszyscy obecni - spacerowicze, rolkowcze, rowerzyści, mali i duzi,  ... - wszyscy zgodnie zaczęli klaskać w dłonie. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam, żeby Krzyś był tak dumny z brata!. Nie było tylko szampana i fajerwerków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz