czwartek, 3 lutego 2011

ZATRĄB


Jak się okazuje historyjka stara jak świat, albo co najmniej jak węgiel. Ja oczywiście przeczytałam ją dopiero wczoraj - w mailu od znajomego. Zapewne wielu  z was juz to z na, bo widzę że w sieci krąży od dobrych kilku lat.
Dla tych co są "oczytani" jak ja - na poprawienie humoru.

"Któregoś dnia  poszłam do miejscowej księgarni katolickiej i ujrzałam naklejkę na zderzak z napisem:
ZATRĄB JEŚLI KOCHASZ JEZUSA
Akurat byłam w szczególnym nastroju, ponieważ właśnie wróciłam ze wstrząsającego występu chóru, po którym odbyły się gromkie, wspólne modlitwy. Wiec kupiłam naklejkę i założyłam na zderzak.
Jak dobrze, że to zrobiłam!
Co za podniosłe doświadczenie nastąpiło później! Zatrzymałam się na czerwonych światłach na zatłoczonym skrzyżowaniu i pogrążyłam się w myślach o Bogu i o tym, jaki jest dobry ...
Nie zauważyłam, że światła się zmieniły. Jak dobrze, że ktoś również kocha Jezusa, bo gdyby nie zatrąbił, nie zauważyłabym ... a tak odkryłam, że MNÓSTWO ludzi kocha Jezusa!
Wiec gdy tam siedziałam, gość za mną zaczął trąbić, jak oszalały, potem otworzył okno i krzyknął:

"Na miłość Boską! Naprzód! Naprzód! Jezu Chryste, naprzód!"Jakim że oddanym chwalcą Jezusa był ten człowiek! Potem każdy zaczął trąbić! Wychyliłam się przez okno i zaczęłam machać i uśmiechać się do wszystkich, pełnych miłości ludzi. Sama też kilkakrotnie nacisnęłam klakson, by dzielić z nimi tę miłość! Gdzieś z tyłu musiał być ktoś z Florydy, bo usłyszałam, jak krzyczał coś o "suunybeach".
Ujrzałam innego człowieka, który w zabawny sposób wymachiwał dłonią, ze środkowym palcem uniesionym do góry. Gdy zapytałam nastoletniego wnuka, siedzącego z tyłu, co to może znaczyć, odpowiedział, że to chyba jest jakiś hawajski znak na szczęście, czy coś takiego. No cóż, nigdy nie spotkałam nikogo z Hawajów, więc wychyliłam się z okna i też pokazałam mu hawajski znak na szczęście. Wnuk wybuchnął śmiechem...
Nawet jemu podobało się to religijne doświadczenie!
Paru ludzi było tak ujętych radością tej chwili, że wysiedli z samochodów i zaczęli iść w moim kierunku. Z pewnością chcieli się wspólnie pomodlić, lub może zapytać, do jakiego Kościoła należę, ale właśnie zobaczyłam, że mam zielone światło. Pomachałam więc do wszystkich sióstr i braci z miłym uśmiechem, po czym przejechałam przez skrzyżowanie. Zauważyłam, że tylko mój samochód zdążył to zrobić, bo znowu zmieniły się światła. Poczułam smutek, że muszę już opuścić tych ludzi, po okazaniu sobie nawzajem tak pięknej miłości. Otworzyłam wiec okno i po raz ostatni pokazałam im wszystkim hawajski znak na szczęście, a potem odjechałam. 
Niech Bogu będzie chwała za tych cudownych ludzi!"



Źródło zdjęcia w sieci

5 komentarzy:

  1. O rany, ale mnie rozbawiłaś;-) Widać jestem z tych "oczytanych", bo nie znałam tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akularku - uffff - myślałam że ja jedna zostałam.
    Jak widać, my okularnice tak już mamy :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalam to, bo juz krazylo tutaj w oryginale, ale ile razy czytam to zawsze sie uchaham zdrowo:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha.Niby znam a się uśmiałam. Dobre na poprawę humoru.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tego nie znałam:) He he he. Rewelacyjne:).

    OdpowiedzUsuń