czwartek, 8 kwietnia 2010

internet - szkoła cierpliwości

Mam internet, szybki jak przeciąg!
A było to tak :)
 Jakiś czas temu (ponad 2 lata), kiedy to domem swym nazywałam zielone wyspy, podczas urlopu, podpisałam umowę z pewnym operatorem X na internet przenośny.
Wady i zalety:
- Zasięg średni,
- prędkość - nie potargało mi włosów,
- często tracił kontakt z bazą
+ Kwota niezbyt wygórowana
+ dla mamy w zupełności wystarczające
+ korzystałam z niego tylko w czasie urlopu

Plusów i minusów tyleż samo.
Pewnego pięknego dnia, powróciłam z potomstwem swym na ojczyzny łono. Powoli, dostęp ten do "okna" przestał mi wystarczać.
Zamówiłam internet od nowego dostawcy Y, który dostarczał mi również sygnału telefonicznego. Chciałam żeby mnie ktoś odwiedził - błądzili przez tydzień. Zamówiłam w końcu telefonicznie "internet przeciąg", bez telefonu. Po kilku dniach dostałam modem ... i dupa. Zadzwoniła pani że anulowane, bo się pomyliła. No cóż - błądzić rzeczą ludzką. Miło że się przyznała.
Odesłałam modem, wysłałam rezygnacje, odcięli mi telefon i zaczęli przysyłać faktury i wezwania do zapłaty.
To było w październiku i do tej pory czegoś tam chcą. Tylko że teraz to ja udaje że nie widzę korespondencji od nich.
W każdym razie, cały czas byłam związana z siecią X, bo jak się okazało, czegoś tam brakowało na wypowiedzeniu które do nich wysłałam, więc go nie zrealizowali.
Przez cały czas, przeglądałam różne oferty"okna na świat". Raz nawet umówiłam się z przedstawicielem w celu podpisania umowy, ale chyba biedak zabłądził.
Któregoś pięknego grudniowego wieczoru, zapukał do mnie pan z firmy Z i pyta czy przypadkiem nie jestem zainteresowana.
Ależ offfszem ze tak.
Porozmawialiśmy, podpisaliśmy umowę i kazano mi grzecznie czekać max 35 dni roboczych.
Czekałam ze 40 i nic. Zadzwoniłam, przypomniałam się. Czekałam dalej grzecznie. Po kilku tygodniach, źle wpływający na mój system nerwowy przenośny internet, raczył mi przypomnieć o tym ze czekam na lepsze. Zadzwoniłam.  Zostałam poinformowana że owszem, mogę zrezygnować z powodu niedotrzymania terminu, ale jest już wyznaczona data "uwolnienia" go, 5 marca. Postanowiłam znowu poczekać grzecznie. 8 marca, kiedy to "okno" nie chciało się otworzyć, zadzwoniłam po raz kolejny. Dowiedziałam się w dziale technicznym, że właściciel "puszek na centrali" nie ma dla mnie miejsca. Jednym słowem brak możliwości technicznych. Jest już przygotowane pismo wypowiedzenia, które w ciągu kilku dni zostanie do mnie wysłane wraz z instrukcją co zrobić z modemem.
O wszystkim, przypomniałam sobie, a raczej przypomniał mi pracownik firmy Z, który to był uprzejmy przyjść zapytać się czy wszystko działa i czy mam jakieś zastrzeżenia.
Zastrzeżeń niby nie, bo w końcu do czego?! Zadzwoniłam po raz N-ty i dowiedziałam się CUD
Były problemy, Dział techniczny walczył z właścicielem "magicznej skrzynki na centrali" jak lwica. Wywalczyli dla mnie miejsce. Czyżby dlatego, że udało mi się zrzucić kilka kg balastu i mniej miejsca zajmuję?!
Dnia 7.04.2010 w godzinach wieczornych, internet w kablu zamruczał.
Moja cierpliwość została nagrodzona.
Teraz muszę znowu naskrobać rezygnację dla firmy X ... albo może poczekam, bo przytyje i znowu miejsce mi zabiorą.

P.S.



Przy okazji
Sto lat, sto lat dla mamy mej z okazji jej dzisiejszych urodzin oraz mamy Selerowej, z okazji jutrzejszego święta.
Kabel znaleziony w sieci 
Bukiet znaleziony tu

4 komentarze:

  1. Wiesz co... MEDAL za cierpliwość Ci się należy:).

    A do życzeń i ja się dołączam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i sie zastanawiam jak to sie dzieje, ze my niecierpliwe Blizniaki znajdujemy w sobie takie poklady cierpliwosci przy takich okazjach. A normalnie to juz by sie trup slal...
    Obu Mamom sto lat i serdecznosci!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mma internet powolny ja mucha na wiosnę....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ido - dziękuję w imieniu mam

    Stardust - dziękuję za życzenia w imieniu Jadzi i Iwonki.
    Cierpliwość - normalnie jej nie ma, ale w takich sytuacjach, to albo jestem niemiła jak nie wiem co, albo współczuje pracownikom infolinii. Może dlatego, że sama na podobnej kiedyś pracowałam.
    Na pewno stwierdzić mogę jedno - bliźniaki są the best!

    Nivejko - a ja już nie :)

    OdpowiedzUsuń