wtorek, 26 stycznia 2010

Zimno i mroźno ...

... pewnie dlatego że mamy zimę.
Myślę ze jednak nie jesteśmy do mrozu tak przyzwyczajeni jak do upału latem. 
W takie dni, kiedy słupek rtęci nie chce się obudzić, tylko więdnie i opada ... to by człowiek tylko pod kocykiem z kubkiem gorącego czegoś mokrego.
A tu do pracy trzeba, na mróz członki swoje wystawiać.
Dzisiaj miałam okazje nawet na dobry uczynek. Idąc zamyślona na autobus, zobaczyłam pana w "Merolu", który choć bardzo chciał wyjechać z zaspy, to nie mógł. W duchu się zaśmiałam - moje Volvo nie ma takich problemów - pomyślałam. Niby lepiej mi się zrobiło, ale żal trochę biedaka. Ja przynajmniej opatulona, bo przygotowana na dłuuuuga zimną drogę. A on - ten pan w jakiejś koszulince i kurtce to to nawet latem byłoby mi w niej zimno.
Cóż mogłam zrobić - zapytałam się czy nie pomóc.
Jak nie zdążę na przystanek, to każę mu siebie do pracy zawieźć, łaski nie robi - pomyślałam. W odpowiedzi zobaczyłam tylko błagalne spojrzenie.  Pełno ludzi obok przechodziło i nikt nawet się nie obejrzał.
Zabrałam się za wypychanie pana w "Merolu". Szybko znalazł się jakiś przechodzień - pomocnik.
Minutka i mogłam pójść dalej.
Pan uchylił szybkę i podziękował grzecznie.
- Są jeszcze ludzie! Miłego dnia. Dziękuję- uśmiechnął się i pojechał.
No dobra, może być autobus - pomyślałam uśmiechając się do siebie. Dobre uczynki, nawet te maleńkie, ogrzewają i zauważyłam że słoneczko mocniej zaczęło świecić.
Właśnie obmyślam plan co by tu zrobić żeby zaczynać tak każdy dzień.
Może nabędę drogą kupna łopatę i nocą, w ciemnościach będę zasypywała samochody sąsiadom. Rano niby przypadkiem przechodząc obok, będę im pomagała, wszak uczynnym dzieckiem jestem ...
... i dostane tytuł "Wypychacza Roku"
Hahahaha
To będzie pewnie miły dzień - bo nie ma wyjścia ;)

- Maaaamoooo! -słyszę dobiegające z pokoju chłopców.
- Słucham! - odpowiadam nie odrywając wzroku od bloga, którego aktualnie czytałam
- Miałaś przyjść dać na buziaczka - brzmi stanowczy głos Marcina.
- Krzyś spakowany?
- Tak! Już dawno - odpowiedział pierworodny
- W piżamkach?
- Tak!
- Umyte ząbki?
- Tak!
- Już idę, tylko dokończę ... - nie mogłam odejść w pół zdania, bo stracę wątek
 Nagle słyszę słodkie:
- ... i ostatnie moje słowo PIĘĆ! No moja Droga! - powiedział Marian trzymając się pod boczki i tupiąc bosaczkiem

Uwielbiam ich

15 komentarzy:

  1. Ładnie to tak panów w mercedesach na popych podrywać ;))) A że dobre dobre z ciebie dziecko to fakt. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sebciu - na wypych ;)
    Jestem dobra, mądra, skromna ...

    OdpowiedzUsuń
  3. No, mamma... aż do pięciu musieli liczyć?;D
    Spróbowałbyś nie kochać...;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To szkoda, że bliżej nie mieszkasz:) może byś mi rankiem ciepło podmuchała na silnik i paliwo? Mój Maybach nie wyrabia w tych temperaturach. Dojeżdżam wszędzie do pracy autem, bo inaczej nigdzie bym nie zdążyła, i jak każdy kierowca ubrana jestem nierozważnie - bez czapki, cieniutkie rękawiczki, spodnie bez żadnego ocieplania pod spodem, a o butach szkoda gadać - stanę w polu i mam 30 minut życia/akurat tyle, żeby wykonać pożegnalne telefony. Dziś włożę dwa koce do bagażnika - tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nivejko - ale jak szybko nauczyli się liczyć
    hihih
    żartuję.
    Nie kochać ich? - w mojej instrukcji obsługi nie ma takiej opcji :)
    Tak jakoś sprytnie się zaprogramowaliśmy ja i oni - kochamy się i już.
    Ale dobrze nam tak
    Ale przecież ty wiesz o czym mówię.

    Czarny(w)Pieprz-u ja tez nigdzie nie mogę zdążyć.
    Grunt to przyzwyczaić do tego otoczenie ;)

    Moja droga, oprócz kocy proszę zabrać jeszcze czapkę i ciepłe rękawiczki. Jak się pochorujesz i pojedziesz na "odtajanie" to kto będzie na Twym blogu pisał ?!

    OdpowiedzUsuń
  6. ja wczoraj w ramach kupienia czegoś gorącego płynnego weszłam do makdonalda i tak mi się błogo zrobiło, kiedy pijąc poczułam cieplutkie ciepło w przełyku, aż nagle do mych uszy wdarła się rozmowa studentek jakiegoś medycznego kierunku rozmawiających o pęknięciach tętnic i o sikającej krwi, a fuj! :\

    a co do teorii ogrzewających dobrych uczynków - zgadzam się, też poczułam ja na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miła jesteś ale Pan mniej miły, bo nie zaproponował podwózki.
    Dobre uczynki są ...dobre.W sercu cieplej, prawda? Jednego lata jako kontroler EU rolników....robiłąm same dobre uczynki i one wracały do mnie.To było miłe lato...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyznaję idee że wszystko co robimy wraca do nas podwójnie.
    I to dobre i to złe niestety.
    Analizując twój dobry uczynek to albo będziessz mieć mercedesa albo... przystanek pod domem. ;)
    PeeS. Prosze nie wystawiać cierpliwości swoich ziółek na próbę... Bo jak się do 10 nauczą liczyć to dopiero będzie.... :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja podobnie jak Kasia, mysle, ze pan mogl zaproponowac podwiezienie. eeech ludzie;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasiu
    Stardust
    Mnie to sie w głowie nie mieści jak on mógł tak postapic. Nie podwieźć mnie na 2gi koniec miasta. No juz kogo jak kogo, ale mnie?
    hihihi
    Mój urok osobisty zamrzł

    Cała Ja - nauczyli sie juz liczyć do 100 albo nie wiem ilu.
    Do 5-ciu - ćwicząć swoją cierpliwość i moje reakcje, do 12-tu licząc pasy na jezdni, a reszta jakos sama przyszła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochać!!!!!!!!! Kochać!!!!!!! To miłosny rozkaz:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak byś pomogła wypchnąć z zaspy malucha, to kierowca zawiózł by Cię i do sąsiedniego miasta...i przy okazji zaprosił na kawę...
    Tak to już jest...:-)))

    OdpowiedzUsuń
  13. HOLDEN - TAK JEST!

    IDA - jutro wypatruję maluchów w zaspach śnieżnych

    OdpowiedzUsuń
  14. Jedyna reakcja na takich małych urwisów to uśmiech. No to się uśmiecham :)

    OdpowiedzUsuń
  15. jaka z Ciebie uczynna kobieta! brawo!!! :D
    a tekst malucha powalający i rozbrajający :P:P:P

    OdpowiedzUsuń