czwartek, 10 grudnia 2009

...

Zauważyłam, że pisząc o moich porankach, powtarzam się.
No ale widocznie taką mam już zasadę działania.
-nie spóźnię się dzisiaj - postanowiłam rano odkładając słuchawkę telefonu. Jak zwykle, moja ulubiona i najlepsza na świecie rodzicielka sprawdzała czy czasem nie zaspałam. Oczywiście że nie zaspałam. Świadomie zostałam w łóżku jeszcze przez 40 minut po tym jak zadzwonił budzik. I wcale nie tak, żebym go nie słyszała. Oczywiście że słyszałam, tylko nie chciało mi się wyciągnąć ręki żeby go wyłączyć ....
Wygramoliłam się z łóżka. Toaleta, kawa .. i wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że Marian jest u mamy i Krzysia obudzić, nakarmić, napoić i odstawić do placówki oświatowej muszę ja.
Bo to z tymi mamami to tak jest (na pewno z moją). Kocha, pomaga,  rozpieszcza i przyzwyczaja do luksusu. Jak już czasem zrobi sobie wolne, to człowiek jakiś rozbity i zapomina jak się robi to, co się robiło przez kilka ostatnich lat ...
No więc, cóż mogłam zrobić. Musiałam sobie poradzić.
- Młody, wstawaj, za 15 min wychodzimy - zadziałało jak zaklęcie. A może jestem wróżką ?!
Na szczęście Krzyś nie jest śpiochem po mamusi ;) Rano jest zdyscyplinowany jak mało kto.
Ja Umyłam głowę i zajęłam się śniadaniem dla potomka, ciągle powtarzając że zaraz wychodzimy i że spóźnię się do racy ...
Pomaszerowałam z kanapkami i herbata do pokoju, knując po drodze, cóż mogę zrobić żeby wstał i jednocześnie nie spadł z łóżka, bo sobie krzywdę zrobi.
Wchodzę do pokoju, a tam przy stole, nie do końca zalogowany ubrany Krzyś czeka na śniadanie.
Chyba zacznę brac przykład z niego.
Oczywiście nie zdążyłam na wcześniejszy autobus, więc postanowiłam  że skorzystam ze sprawdzonego kiedyś sposobu. Zamiast 1 autobusem długo, pojadę 2 tramwajami i 2 autobusami - tyle samo ;)
No więc zaczęło się.
Zdajecie sobie sprawę ile emocji z samego rana dostarczają takie przesiadki.
Po blisko godzinie szalonej jazdy wsiadłam w ostatni autobus. Po 2gim przstanku, zaczęłam szykować się do wysiadki ...
Wyobraźcie sobie, że on skręcił, wcale nie tam gdzie chciałam. To znaczy w ogóle miał nie skręcać. Miał jechać  prosto, bo mi inaczej nie pasuje.
Pomyślałam - lotnisko - bo taki był przewidywany ostatni przystanek. Tylko że ja nie zamierzam nigdzie lecieć. Jak zwykle w takich sytuacjach zaczęłam się śmiać sama do siebie, a ludzie to chyba ze mnie. Stwierdziłam że próby rozmowy z kierowcą pewnie nie przyniosa żadnego efektu, więc poczekam gdzie mnie wywiezie tym razem.
Po 10 minutach jazdy nie wiem gdzie, zobaczyłam że ów pojazd zatrzymuje się tam, gdzie ja właśnie chciałam żeby się zatrzymał. Poprostu zafundował mi tylko wycieczkę krajoznawczą. Czyz nie miło z jego strony?!

Oczywiście spóźniona, ale w jakże prześwietnym humorze ...
Ach te czwartki :)

6 komentarzy:

  1. Aż tak źle z Twoim wstawaniem? Zawsze się spóźniasz? A gdzie i jako kto pracujesz,że Ci tak wolno?
    Ja wstaję o 4,30....i zawsze to robię od razu.W dni wolne nie mogę dospać do 8,00.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z moim wstawaniem jest tragicznie.
    Najśmieszniejsze jest to że kładę się spać wcale nie tak późno.
    Muszę wstać o 6, ale niezbyt często mi się to zdarza. Jak już zaśpię, to przełączam się na program expres i jakoś zdążam.
    Pracuje na peryferiach miasta i autobusem jadę 1-1,5, a ten czasem lubi nie przyjechać.
    Razu pewnego zainwestowałam nawet w Durszlaka, ale nie chciał ze mną gadać więc teraz będzie odśnieżał wioski :)
    A z tym spaniem, to może dlatego ze odsypiam nieprzespany czas - przez ostatnie 1,5 roku spałam niemalże tylko w weekendy (ale to długa historia). Teraz nadrabiam

    A z Ciebie Kasiu jestem dzielna - o tej porze to normalnie chyba tylko za kare bym wstała, chociaż musiałbym się zastanowić

    OdpowiedzUsuń
  3. o raju... jak ja to dobrze znam...Jeszcze piec minut, jeszcze... a potem zasypiam i na gwałtu rety , oraz załamanie karku gonię do pracy. Szkolny dzwonek nie poczeka;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe melodyjke do spania to ty masz trzeba przyznać :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Byl taki czas, ze mialam w sypialni dwa budziki, zaczynaly nadawac rowno razem, 5 minut pozniej dzwonil Owczesny. Na te 3 dzwieki naraz dostawalam kociokwiku, jak juz wszystko opanowalam to Owczesny trzymal mnie na telefonie przez minute, zebym nie zasnela z powrotem. Konczylam rozmowe prawie radosnym glosem i padalam na wyrko:))) 15 minut pozniej Potomek walil piesciami w drzwi i dopiero wtedy wstawalam. Teraz wstaje bez wzgledu na dzien tygodnia ok. 6 rano, bez budzika, bez pomocy. Moze mi sie organizm na starosc reguluje;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nivejko, ja na szczęście nie jestem już stresowana dzwonkiem, ale żal mi tych ludzi - klientów- którzy ewentualnie mogliby na mnie z samego rana czekać (na szczęście niezbyt często się im to zdarza)

    Sebciu, bo to się nazywa sen uczciwego ;)

    Stardust - jak byś opowiadała o moim poranku. Mi to się czasem zdarzało zaspać do pracy na 24:00. Potrafię nawet spać pod prysznicem na stojąco i gotując ryż z głową oparta o szafkę ;)
    Chętnie bym się z tobą zamieniła, a w wieku emerytalnym sobie pośpię ;)

    OdpowiedzUsuń