wtorek, 15 grudnia 2009

Pan Hilary, czyli o bystrości mej

Pan Hilary z tego co pamietam szukał okularów swych.
Ja podobnie jak on, wzrok mam kiepski, co za tym idzie i słuch. Bo jest taka zależność, jak nie widzę, to ze słuchem mym kiepsko, chociaż nie jestem głucha jak pień.
Ale nie o uszach miało być.
Słyszę że dzwoni - przypomnienie w telefonie. "Weź kropelki" przypomina. Ok, kropelki ważne są bardzo. Wezmę, za chwilkę. No ale oczywiście zanim do czynu dojdzie ...
  1. - szkiełka trzeba wyjąć, 
  2. - założyć bryle,
  3. - po drodze do łazienki rozłączyć walczące potomstwo
  4. - otworzyć drzwi, bo korespondencja idzie
  5. - zadzwonić do Selera, poinformować co w korespondencji, bo pół godziny do jego przyjścia to za długo i przebierałabym nóżkami aż do interwencji sąsiadki chyba.
 Przeskoczyłam od razu do pkt 3 , pomijając 2 pierwsze.
No i podczas tejże rozmowy stwierdzam ( ze zdenerwowaniem sporym - żeby nie użyć brzydkich słów), że nie mogę znaleźć telefonu co to przypominał. Jestem do dupy. Nie dość że ślepa, bo jak się okazuje w soczewkach wcale nie widzę tego sprzętu, to jeszcze głucha, bo nie pamiętam skąd dźwięk dochodził.

Zrezygnowana zaczęłam nadrabiać pominięte punkty z "listy zadań do zrobienia już"
W zasadzie taki miałam plan.
Dostałam nagłego olśnienia.
Dlaczego nie mogłam znaleźć telefonu.?! - Dlatego że używałam go do rozmowy z Selerem, a że generalnie mam problem z zobaczeniem ucha swego (poza lustrem oczywiście), więc umknął on mojej uwadze.
Oczywiście nie omieszkałam zadzwonić do Sebastiana i poinformować go o bystrości swej niesłychanej. Niech się lepiej dwa razy zastanowi, bo potem nie będzie uwzględniania reklamacji ;)

Tak więc przypomnienie o kropelkach było jakąś godzinę temu. Ja ciągle  z soczewkami na oczach, bez zaaplikowani płynów ...
Do listy powinnam dodać:
      6. - szybki pościk na blogu.

 Kosmos ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz