czwartek, 17 grudnia 2009

Majtki opadają ...

Dzisiaj będzie nie o zaśnieżonych drogach, nie o korkach na ulicach. Nie będzie też słowa o nieprzyzwoicie niskiej temperaturze na dworze. Nie będzie również o wspaniałych pomysłach mego potomstwa, ani o bieliźnie, jak w tytule.
Dzisiaj o naszej ulubionej służbie zdrowia i historii mej, która jeszcze nie ma zapisanego końca.
Przez kilka lat mych ostatnich, mieszkałam na "zielonej wyspie" - to wiecie.
Tam miałam założony pewien implant. Termin jego wyjęcia to luty 2011, wiec można by pomyśleć że czasu mam sporo. Postanowiłam jednak usunąć to coś, bo nie działa jak powinno, wręcz przeciwnie.
Dla ścisłości - założyła mi go pielęgniarka w przychodni "lekarzy pierwszego kontaktu".
Tak więc udałam się do swojego lekarza rodzinnego (w Łodzi oczywiście ), ten stwierdził że nie zajmuje się takimi rzeczami i odesłał mnie do Ginekologa. Co było potem? - Zostałam odesłana znowu do Lekarza Rodzinnego, ponieważ lekarz dowcipny, również się tym nie zajmuje. Tam, bardzo miła Pani doktor wypisała mi łaskawie skierowanie do chirurga.
W tak zwanym międzyczasie, próbowałam dowiedzieć się czegoś o możliwościach wydobycia niechcianego przedmiotu ze swego ramienia.
Korzystając ze znajomości znajomej swej (ma kontakt z chirurgami, w związku ze specyfiką swojej pracy), dowiedziałam się że raczej nie znajdę nikogo kto by się tego podjął, bo nie wiedzą jak. Chyba że prywatnie (nie chce wiedzieć nawet za ile), to wtedy już będą wiedzieli - pieniądze jednak uczą.
Jest również opcja chirurgii ginekologicznej (cały czas mówimy i "zapałce" w moim ramieniu), ale wtedy będę musiała dłuuuugo czekać i też nie wiadomo czy się da.
Tak więc po tych optymistycznych wiadomościach "po znajomości", postanowiłam mimo wszystko udac się do chirurga ogólnego. Wizyta w końcu była umówiona.
Przy okazji, dowiedziałam się, że legitymacja ubezpieczeniowa jest ważna miesiąc, a nie dwa, jak zostałam poinformowana tydzień wcześniej u pediatry. Wszystko się tak szybko zmienia ...;)
Zostałam przyjęta przez bardzo miła Panią doktor, która generalnie nie wiedziała "o czym do niej rozmawiam". Jak już zaskoczyła, usilnie próbowała znaleźć jakieś informacje jak to wydłubać na karcie od implanta, gdzie jest tylko napisane, kiedy i gdzie mi to wsadzili,  i kiedy bezwzględnie muszę to wyjąć.
Jak i tam nic nie znalazła, zaczęła się denerwować dlaczego właściwie nie załatwił tego ginekolog i w sumie to powinna mnie do niego spowrotem odesłać.
Skonsultowała się ze swoimi kolegami i nikt nic nie wiedział. Wysłano mnie na prześwietlenie rentgenowskie. Pan doktor stwierdził pokazując mi zdjęcie - "Jest, ale jakby go nie było" (na zdjęciu nie było nawet pół cienia). Dobrze że paskudztwo to jest wyczuwane pod palcem, bo skłonni by pomyśleć że świrnięta jestem i skierowanie do psychiatryka bym dostała.
Pani doktor załamała ręce. Zastanawiała się jak to wyciągnąć, skoro nie widać (nie widać bo pod skórą i warstwą tłuszczyku schowane). i w zasadzie mało wyczuwalne. Uświadomiłam więc panią, że widocznie nie pomacała mnie zbyt dokładnie, bo nie dość że wyczuwam, to jeszcze początek i koniec umiem określić. No i zaczęło się. Ponowne obmacywanie. Przez moment czułam się jak eksponat muzealny. Wszyscy chcieli mnie zobaczyć i dotknąć. W sumie nie pomyślałam o opłatach. W końcu za dotykanie się płaci, chyba że się ma specjalną taryfę, a ci takiej nie mieli.
W przychodni spędziłam blisko 2 godziny. Diagnoza: Nie wiemy czy się da wyciągnąć tak po prostu.  Proszę przyjść po nowym roku. Jeśli by mogła się Pani czegoś dowiedzieć ... z czego to jest i jak to wyjąć ...
Z tego co pamiętam uczelnia którą kończyłam to Uniwersytet Łódzki, a nie Akademia Medyczna. Chociaż, jestem tak zakręcona że i to mogłam pomylić. Może faktycznie mam dyplom lekarza, a nie belfra.

A tak poważnie, to majtki opadają. Cały czas myślałam, że nasza służba zdrowia jest "słaba", bo nie ma pieniędzy, brakuje sprzętu ... wygląda na to że i z wiedzą nie jest u nas najlepiej.
Teraz powinnam zadzwonić do przychodni na wyspę i powiedzieć, że mój chirurg nie wie co to jest i jak to wyjąć i poproszę o informacje?!
Może powinnam poprosić o maila z instrukcją obrazkową.
Wstyd :(

14 komentarzy:

  1. Myślę że to jest tak państwowo to oni nie wiedzą, ale prywatnie to już co innego. Swoją drogą to masz tupet żeby lekarzowi w godzinach pracy państwowej głowę zawracać, a nie od razu prywatnie albo chociaż z jakimś koniaczkiem się udać. ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać, nic ująć. Wstyd... Służba zdrowia musi nosić majtki na szelkach;))))

    OdpowiedzUsuń
  3. znajoma mówi w takich sytuacjach: RAJTUZY FALUJĄ:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Sebciu
    No właśnie się zastanawiam, jak ja tak mogłam?1 Ale nie obiecuje poprawy, przynajmniej w tym temacie.

    Nivejka
    Na następną wizytę u pani doktor, zaniosę jej szelki - od Świętego mikołaja i wezmę aparat, żeby uwiecznić jej minę - bezcenną

    Holden
    Niezłe, niezłe.
    Ja mam rajtuzy a'la Tygrysek z Kubusia Puchatka(tak twierdzi mój potomek). To mogę powiedzieć że moje rajtuzy brykają.
    hihih

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG!!!! co za żal!!!
    swoją drogą majtki i wszystko inne opadło mi wczoraj gdy w Faktach usłyszałam, że pani Kopacz właśnie podpisała budżet na nowy rok. Pieniędzy na leczenie nie będzie więcej, a lekarze mają sobie tak gospodarować wydatkami, żeby im starczyło. Paranoja!!! Bo niby na jakich zasadach stworzą teraz lekarze loterię, kogo leczyć a kogo nie.... chorych przybywa, ale widocznie duża część a nich, ta bez znajomości, mężów - prezesów i tapety z dolarów, będzie stawała pod ścianą na odstrzał...

    muszę przyznać, że jesteś nadzwyczaj cierpliwą osobą, ja bym pewnie narobiła szumu już za pierwszym odesłaniem mnie do ginekologa :P co też lęgnie się w głowach lekarzy....???

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiu, może im się nudzi, albo nie wiem co. Generalnie ciężko mnie wyprowadzić z równowagi (nie mówię tu o mich dzieciach - to profesjonaliści). W takich sytuacjach zazwyczaj śmiać mi się chce. Jak więc robić awanturę śmiejąc się w głos ;)

    Z ta tapetą to niezły pomysł. Co prawda byłyby fałszywki, ale myślę że Sebastian znajdzie coś w swoim sklepie i w ramach "Kółka Blogowego" jakiś rabacki dostaniemy. W końcu szczytny cel - poprawa samopoczucia

    OdpowiedzUsuń
  7. Strach się bac. Naprawdę. Długo to coś masz w ręce? Dlaczego? Moja córka coś takiego miała (chyba) ale chirurg zakładał i on wyjmował a nie ginekolog :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. no niestety muszą być fałszywki, gdyż polskie prawo nie pozwala na to, by polska waluta jako dobro i mienie narodowe było wykorzystywane w ten sposób :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Asiu, ale od czego ma się wyobraźnie. Spisz otoczona kasiorą na ścianie ;)
    Zawsze można udać że się nie dostrzega różnicy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasieńko nie wiem czy to to samo co miała córcia twa - w Polsce tego nie ma (za bardzo skomplikowane?)To jest implant antykoncepcyjny. Jest wygodny, to fakt - nie trzeba pamiętać o tabletkach no i oszczędność żołądka myślę znaczna jest.
    Jesteśmy razem od 2 lat i już go nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  11. A moze oni mysla, ze to jest taka wszywka przeciwalkoholowa:)) Takie byly jeszcze za moich czasow w Polsce, tylko zapomnialam jak sie nazywaly. I sie pewnie boja, ze jak Ci wyjma to sie nabzykasz zaraz za rogiem po wyjsciu od lekarza:)))

    OdpowiedzUsuń
  12. To o czym mówisz to chyba Esperal - coś mi tak dzwoni.
    Pewnie masz racje, z tymi ich obawami.
    Po wyjęciu powinnam dostać gacie z szyfrem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To na pewno esperal, a co do gaci z szyfrem to bardzo dobry pomysł. Ale tak dla bezpieczeństwa to tylko ja powinienem znać szyfr :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dżizaaaassss!!!! A może samemu w lazience wydłubać? jak w filme S-F??? Będzie szybciej... I profesjonalniej...

    OdpowiedzUsuń