Strony

niedziela, 8 sierpnia 2010

Allegro

Wszystko można sprzedać.
Tapety, meble, śrubki, klocki, cnotę i ...

- Bo jak nie, to ... - powiedział groźnie Seler
- To co? - zapytałam
- To będzie lanie, na gołą pupę
- Przecież teraz nie wolno nawet klapsa dać. Bo mnie ci zabiorą i do domu dziecka oddadzą
- Nie, to dotyczy dzieci, małych, a ty ...
- ?
- Stara dupa już jesteś. Z 3 na początku, po pierwszej przecenie ...
- No tak, z 2 gratisami
- Z małym przebiegiem, dotartym silnikiem, po gwarancji, przeceniona, z gratisami. Tak bym cię opisał gdybym miał cię wystawić na allegro.
Po chwili namysłu dodał
- Z możliwością jazdy próbnej i wysyłki za granicę np do Bahrajnu

Normalnie wziął by i mnie sprzedał.
Tylko kto by mnie chciał, nawet na tak atrakcyjnych warunkach ;)



Logo allegro

środa, 4 sierpnia 2010

PILOT

Mówi się, że jedną przyczyn niżu demograficznego, jest postęp techniki. W końcu od kiedy wynaleziono pilota do telewizora, dzieci stały się zbędne.

Pięknego sobotniego poranka, pilot od telewizora wyparował. Nie tak, ze się schował tylko.  Po prostu wziął i wsiąkł. Poszukiwania zostały rozpoczęte. Szukano w łóżku i  pod. W, za i pod szafkami, w łazience, w lodówce i w piekarniku ... - uległ biodegradacji. Takie rzeczy przecież się nie rozpływają.
Podejrzewałam spisek. Każdemu patrzyłam na ręce. Każdy z domowników został dokładnie przesłuchany.
Nikt nie widział, nie słyszał.

Dramat polega na tym, że aby działanie budzika było skuteczne, programuję sobie telewizor tak, żeby się włączył rano, wybudzając mnie tym samym lekko. Paradoksalnie, ciężko  mi zasnąć jeśli nie brzęczy, ustawiony na wyłączenie za 20 min. Skutek -  ciągle byłam (jestem) niewyspana. Bo zasnąć nie mogę, a potem nie mam odpowiedniej ilości czasu na humanitarną  pobudkę ...

Planowałam dać ogłoszenie do lokalnej gazety, albo chociaż kupić model zastępczy.

Wczorajszego popołudnia, zastałam moje rozbrykane dzieci, tarzające się ze śmiechu po podłodze. W chwili kiedy wchodziłam do pokoju młodocianych, minęłam Mariana pędzącego do łazienki, z piskiem.
- Synu mój, cóż ci się stało? - zapytałam
- Nic matko moja. Pędzę po mopa, bo się posikałem ze śmiechu.

- Krzysiu, co wam się stało? Piliście coś? - zapytałam tego, co to jeszcze w pokoju został. Stał pod oknem ze skrzyżowanymi nogami, trzymając się za brzuch. Ze łzami w oczach, z trudem łapiąc oddech odpowiedział
- Nic, tylko znaleźliśmy pilota

No cóż, ucieszyłam się bardzo, ale nie aż tak jak moi panowie. Nie posikałam się (chociaż ze śmiechu też potrafię). Szczerze mówiąc nadal nie rozumiem co ich tak rozbawiło. No ale mając taka matkę, dzieci normalne do końca być nie mogą!

Zaginiony leżał sobie grzecznie na parapecie w pokoju potomstwa mego. Żeby tam jakiś bałagan był, to bym zrozumiała, że ukryty pod szpargałami. Ale on koło książek i globusa równiutko ułożony był.
Jaki z tego morał?! Jeśli się schowasz głęboko, to na pewno cie znajdą. Połóż się na widoku, to będą cię długo szukać.

Tym czasem planuję zakup czegoś, co przyklejone do pilota będzie piszczeć jak na niego na ten przykład zaklaszczę, gwizdnę lub krzyknę zrozpaczona.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Kremacja owadów


Nie jestem zwolenniczką robali, o nie. Powiem więcej, mówię zdecydowane NIE tym, co to usiłują bezprawnie wtargnąć, lub co gorsza zamieszkać w moim mieszkanku. 
Zazwyczaj piszczę, krzyczę i uciekam, pozostawiając ten przykry obowiązek wyproszenia intruza innym. Selerowa pomoc jest tutaj nieoceniona (tak, podlizuję cię).
Zdarzyło mi się krzyczeć przez łzy na wściekłą biedronkę. Była głupia, nie chciała wylecieć przez balkon, co groziło jej utratą zdrowia lub życia.
Gościnna jestem bardzo (tak sądzę), ale wszystko co jest mniejsze ode mnie, ma więcej nóg niż ja i nie daj Boże porusza się po innych płaszczyznach niż ja, jest nieproszonym gościem.
W sytuacji, kiedy muszę wyprosić intruza, jestem bardzo asertywna i potrafię powiedzieć WON!
W swych działaniach staram się wykazywać litością i zrozumieniem.

Są jednak tacy, którzy w walce z w/w nie znają umiaru, wręcz rozkoszują się cierpieniem swoich ofiar:
Fragmenty opisów produktu "elektryczna łapka na owady"


"(...)Łapka może wygenerować 2500V w ciągu chwili, co gwarantuje wysoki poziom zadowolenia w czasie walki z niepożądanymi owadami (...)"
Ciekawe kto jest bardziej zadowolony?!

"(...) Urządzenie jest doskonałe do zwalczania latających bestii (...) Poza walorami użytkowymi, urządzenie zapewnia doskonałą zabawę podczas polowania na owady (...)"
Już widzę te "uchichrane" muchy, które giną pękając ze śmiechu.

"(...)Wystarczy machnąć rakietką w powietrzu w kierunku insekta aby usłyszeć "pstryk" - drobne insekty spalają się prawie w całości na siatce rakietki, wystarczy usunąć tylko szczątki (...)"
Szkoda że nie dołączają urny, żeby wsypać tam szczątki po kremacji. Chyba że dostępna jest na oddzielnej aukcji ...


Pytam się zatem, czy jest jakiś organ zajmujący się walka z brutalnym mordem na owadach?!
Jest Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce, 
 Straż dla Zwierząt,
Stowarzyszenie Empatia 
nawet Stowarzyszenie Pomocy Królikom

co z insektami?

    piątek, 30 lipca 2010

    Zaczęło się

    Łażenie po drzewach, bieganie po największych dziurach i zakamarach ...
    ehhh ...!!!
    To były czasy
    Strupy na kolanach, krew na łokciach ...
    I tylko jedna myśl - oby moje własne osobiste dzieci nie wpadły na podobne pomysły!

    - Mamo, zobacz, skaleczyłem się - powiedział szeptem Marian
    - Czym? - zapytałam widząc wielką ranę wielkości łepka od szpilki na paluszku
    - SZKŁEM - wyszepał
    - Bo my wybijaliśmy szyby proszę pani - powiedziała uradowana Hania
    Drużyna w składzie: Krzyś, Marian i Hania wymyślili wspaniała zabawę, a w zasadzie to zawody kto wyrzej rzuci i kto wybije więcej szyb w altance na placu zabaw, na działkach.
    - To teraz trzeba będzie wstawić nowe, za wasze kieszonkowe!
    - Za moje też? - koleżanka zrobiła minę wystraszonego chomika i nie czekając na odpowiedź, czmychnela czym prędzej na swoją działkę.

    W ramach resocjalizacji nieletnich, zarządzone zostało wspólne sprzątanie "placu zabaw", oraz jednodniowy zakaz gry dla moich prywatnych łobuziaków.
    Szkła zostały pozbierane, trawa zgrabiona, śmieci wyrzucone.
    Padła również obietnica używania mózgu podczas zabawy.

    Zaczynam odkładać pieniądze na pokrycie przyszłych szkód.
    A tak po cichu - czego mogłam się spodziewać po spadkobiercach moich genów.
    Ja dorzuciłam do 1go pietra dorodnym jabłkiem, wybijając podwójna szybę w oknie sąsiadów. Oraz oczywiście za nic w świecie nie chciałam się przyznać, chociaż poszkodowany widział mnie przez okno - mógł przecież mieć omamy, a szyba była już dawno potłuczona ;)

    niedziela, 25 lipca 2010

    Plany

    - Babciu, a czy ty mnie kochasz??
    - Oczywiście Marcinku - odpowiedziała zgodnie z prawdą babcia
    - A czy ty będziesz kochała mnie zawsze? Choćby nie wiem co? - upewniał się małoletni
    - Oczywiście. Jesteś moim ukochanym wnuczkiem, tak jak Krzyś, Gabrysia, Jakub ... - tu zaczęła się wyliczanka wnucząt, które ma rodzicielka moja.
    - A czy jak będę BANDYTĄ, to będziesz tez mnie kochać?



    Tydzień później

    - Marcin -zapytała ciocia Lula- kim chciałbyś być jak dorośniesz?
    - Ciężko powiedzieć. Ale ja to bym chciał być ŚMIECIARZEM
    - Dlaczego?
    - Bo taki śmieciarz to może znaleźć dużo fajnych rzeczy.
    - Co może znaleźć?!
    - No wiesz, jakieś fajne zabawki i potem może dać je swojej żonie, a żona swoim dzieciom ... Tak, będę śmieciarzem! Już nie chce być ani policjantem, ani strażakiem.
    - Tyle gadasz, ze może chciałbyś zostać psychologiem?!
    - A kto to jest?
    - Taki lekarz, z którym rozmawia się o swoich problemach
    - A to my byliśmy już u takiej jednej miłej pani
    - Jeszcze nie - dodałam z przedpokoju, hamując salwy śmiechu
    - A, no nie. Mama tylko mówi ze chyba musi iść z nami do psychologa - dodał zawiedziony
    - Z nami, to do psychiatry chyba - na zakończenie dodał Krzyś.

    sobota, 24 lipca 2010

    Kocertowe powroty

    Wróciliśmy.
    Naprawili mi syna - mam nadzieję :)
    Przyznam się szczerze, że to nie były moje najlepsze wczasy. 3 dni w szpitalu, 2 noce na krześle ... 
    Hołdy i ukłony w stronę mam, które w takich warunkach muszą dłużej towarzyszyć swoim pociechom.
    U mojego ulubionego młodszego syna zdiagnozowano Zastawkę cewki tylnej.
    Dla wszystkich mam - jeśli wasz skarb moczy się w nocy zbyt długo, ma nadczynność pęcherza - jak zacznie sikać, to tak co 5 min, często ma "wilgotne" majtki, to nie czekajcie aż z tego wyrośnie. To może być zwykłe niewyćwiczenie, albo coś poważniejszego. W naszym przypadku, gdybyśmy jeszcze sobie poczekali, mogłoby dojść w przyszłości nawet do uszkodzenia nerek.
    Nie dajcie się zbyć niedouczonym lekarzom, że wyrośnie. Dręczcie i męczcie. Już zwykłe USG, "przepływ moczu" oraz dobowy bilans płynów, dają odpowiedź. 

    To by było na tyle z gderania matki o potomstwie swym.

     

     A teraz, spóźnione troszkę życzenia urodzinowe dla KASI.
    Rybko, życzymy ci (Ja+ reszta) dużo zdrowia, radości, miłości, humorku takiego, jak nasza pogoda - słoneczna i ciepła. No czego sobie jeszcze chcesz, albo i więcej. 
    Całuski słodkie ślemy do Ciebie.








    Oraz ...
    Wszystkim Krzysiom świata, tym których znam i jeszcze nie miałam okazji, małym i dużym. 
    Przede wszystkim mojemu ulubionemu starszemu synkowi, mojemu ulubionemu szwagrowi, synkowi Nivejki, wiadro słodkich buziaków i worek uścisków z okazji waszego jutrzejszego święta.


    poniedziałek, 19 lipca 2010

    WCZASY

    - Mamo,to nie był najlepszy pomysł!
    - Ale w sensie, że z czym synku?!
    - No z tym wyjazdem - powiedział zdecydowanie Marcin.
    - Synek, odpoczniemy, naprawia cię ...
    - Ale mogliby mnie nie boleć!

    Ano mogliby, tyle czasem się nie da.
    Tak więc z Marianem odpoczywamy sobie na oddziale chirurgii dziecięcej. Jak już nas naprawią, to w środę będziemy w domu.
    Na szczęście wszystkie straszne stwory urlopują się - tak sądzę. Bo niby jak wytłumaczyć akt, iż wszystkie (jak do tej pory) pielęgniarki i lekarze, są mili i uśmiechnięci ...?!

    Całuski wam wszystkim ślemy z CZMP - zawsze uśmiechnięci Marian i JA

    piątek, 16 lipca 2010

    Powroty

    Potomek wrócił dni temu kilka. Opalony, zadowolony ...
    Nagadać z Marianem się ni mógł ze 2 dni. Buzia im się nie zamykała. A miłość braterska ... aż sie człowiekowi miło na sercu robiło jak na nich patrzył i słuchał.
    Powróciło już wszystko do normy. Już się kłócą, tłuką ....
    Uffff - myślałam że mi dziecko nad morzem podmienili.
    Ja też powoli wracam do normy. Tumiwisizm i mamtowdupizm opuszczają mnie powoli.
    Może dlatego, że znalazłam pracę?!
    Może dlatego że zaczęłam znajdować sobie co raz to nowsze zajęcia?!
    Od przekopywania ogródka, po oklejanie okna, na robieniu regałów na książki kończąc.







    A to mój nowy piękny regał :)
    Oczywiście bez pomocy Selera nie obyło by się.
    Pewnie dlatego tak bardzo ucieszył się z faktu iż znalazłam pracę, bo następne w planach były drzwi przesuwane w pokoju bąków. Ale to może przy okazji następnego bezrobocia ;)


    W poniedziałek jeszcze tylko na dni kilka z Marianem do CZMP -będą go naprawiać, a jak już skończą ... DO ROBOTY!!!

    poniedziałek, 5 lipca 2010

    Epidemia

    Zastanawiam się, czy nie zgłosić anonimowej informacji do NFZ-tu. Zaobserwowałam bowiem, znaczy wzrost zachorowań na "Tumiwisizm" oraz "Mamtowdupim". Z tego co mi wiadomo, nie znaleziono skutecznego lekarstwa. Przechodzi samo, albo już tak zostaje.
    Broniłam się jak mogłam. Zębami, recami, nogyma i wszystkim czym się da.
    Dopadło mnie.
    Wszystko mi wisi i mam wszystko w głębokim zaciszu mojego zacnego tyłu. Wszystko jest "niechcem, ale muszem".
     PODEJRZENIE EPIDEMII
    Zatem oddalam się, aby zarazy nie rozprzestrzeniać, nabrać dystansu do wszystkiego i samej siebie.
    Jak mi przejdzie, to wrócę i opowiem ja było.

    niedziela, 4 lipca 2010

    Doceniona

    Rodzice zazwyczaj dumni są niezmiernie z potomstwa swego. Ja jestem tego żywym dowodem, o czym wszyscy dobrze wiedzą. To tłumaczy moje słuszne rozmiary. Puchnę i pękam z dumy nieustannie i wciąż.
    Nigdy nie zastanawiałam się jednak czy i jak to działa w drugą stronę. Musze przyznać, że fajnie jest zostać docenionym, zauważonym przez swoje dziecko, nawet jeśli jest to z lekkim przymróżeniem oka.
    Rozmowa Mariana (5 lat i 7 miesięcy) z Amelką (5 lat i 11 miesięcy).

    - Kobieto! Nie przesadzaj! - młody usiłował być stanowczy - bardzo!
    - Bo co?! - zapytała młoda dama z manierą w głosie, jak na prawie 6- latke przystało
    - Bo od przesadzania, to jest tu tylko moja mama!

    AMEN

    Przy okazji, pozwolę sobie cmoknąć uroczyście w policzek, a nawet dwa,
    Idę z okazji jej wczorajszych,  oraz Holdena z okazji jutrzejszych URODZINEK.
    Kochani wszystkiego słodkiego, pięknego ... wraz wiadrem miłości i workiem uścisków życzę JA
    I jeszcze słodkie jak ja czekoladki :)