Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIEŃ KOBIET. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIEŃ KOBIET. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

DZIEŃ KOBIET, CZYLI JAK TO MATKA POŻEGNAŁA SIĘ Z RUMAKOWANIEM

Moje dzieci lubią zaskakiwać.
Wychodzi im to całkiem nieźle.
Po dniu kobiet, kiedy to zaczęło mi brakować leków uspokajających, a mój system nerwowy dyndał na strzępach, Marian zaserwował mi nowa niespodziankę.
O czym marzy matka po w...yczerpującym dniu poprzednim?!
Oczywiście że o relaksie na izbie przyjęć.
Wczoraj grał brat z bratem w piłkę. Nóżka się dziecku "wysmykła" i się "wygła".
Krew nie tryskała, potomek większych zażaleń nie meldował, do kościoła na coniedzielną mszę dokuśtykał, wiec jakoś jego kończyna umknęła mojej uwadze. No dobra, odnotowałam, ale nie zakodowałam na czerwono.
Poranek dnia następnego, kiedy to dziecię już w gotowości do szkoły ...
- Mamo, ty pamiętasz że my dzisiaj mamy zwody?!
- No, coś wspominałeś, a co?
- Jak ja mam biegać?
- Normalnie. A co? - Poczułam się jak bałwan Olaf.
- No bo ja nie bardzo mogę chodzić.

Okazało się że kostka potomka podwoiła swoja objętość.
W kila sekund plany na dzień dzisiejszy zostały pozmieniane i tak to właśnie spędziliśmy całe przedpołudnie w szpitalu, na izbie przyjęć.

Na szczęście okazało się że syn jest w jednym kawałku, a staw skokowy "jedynie" skręcony.
Ku radości potomka, dostał kule i do końca tygodnia ma na nich skakać co by kończyny nie nadwyrężać. I jeszcze coś nam lekarka mówiła o poduszce pod nogą. Że niby hrabia ma leżeć z nogą na wysokościach.

No i skończyło się rumakowanie.
Nie dość że o śniadaniach do łóżka i kwiatach od potomstwa już dawno zapomniałam, to jeszcze teraz poszkodowany do opieki ...

Nie miała baba kłopotu ...


piątek, 8 marca 2013

BYLE DO WIOSNY

Wolne mi nie służy.
Jak zwykle nie mam na nic czasu, bo znajduję sobie milion zajęć.
W tym tygodniu na ten przykład odwiedzam moją Gruszkę, która szczęśliwie urodziła synka Dawida.
W moim mieszkaniu panuje ład i porządek taki, że gdyby przysłali kogoś z sanepidu, zapewne zamknęli by ten lokal. Nie to że syf z gilem, ale wszystko wszędzie (czyt. pod ręką) bardziej niż zwykle. Któregoś dnia wyprasowałam wszystko co się dało. Ci którzy mieli przyjemność mnie poznać, pewnie nie byliby w stanie sobie tego wyobrazić.
"Miszczem" kulinarnym tez zapewne nie zostanę. Okazuje się że potrafię przypalić nie tylko ryż czy zapiekanki, ale również ugotować wodę na twardo, zrobić zupę - krem bez blendera ... Na szczęście potomstwo jada obiady w szkole.
Dzisiaj przyszła do mnie koleżanka oddać mi pożyczoną walizkę. Przyszła o 14, wyszła po 22. Taka ciężka walizka była. W między czasie, przy okazji obcięłam włosy mojej mamie, synowi koleżanki, Selerowi, koleżance i zrobiłam jej (koleżance) pasemka.
Zaczynam marzyć o dniu kiedy będę chodziła do następnego dnia w piżamie i będę robiła nic.

Punktem kulminacyjnym dzisiejszego dnia była wizyta kuriera o nieprzyzwoitej jak na "doręczyciela przesyłek" porze.
O 21 zadzwonił domofon
- Przesyłka dla pani M.Sz-G

Moim oczom ukazało się ...

Sądząc po reakcji kuriera, moja mina była bezcenna.

DZIĘKUJĘ

I tym oto optymistycznym akcentem zamykam tydzień. Bo weekend to tylko chwila oddechu przed następnym tygodniem.
A patrząc za okno na świeże zaspy śniegu, chciałoby się powiedzieć:
Byle do wiosny!