Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REMONT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REMONT. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2015

REMONTY, ROBOTNICY, CZYLI CO ZROBIĆ ŻEBY POTOMEK BYŁ W SZKOLE PRZED CZASEM

Przyszli z samego rana. Robotnicy znaczy się.
Na szczęście uprzedzeni zostaliśmy o tym fakcie, więc byliśmy już zwarci, gotowi i nawet po śniadaniu.
Odprowadziłam potomka do szkoły, gdzie zauważyłam zaniepokojenie wśród niektórych rodziców.
Bo jak my do szkoły docieramy, to znak że zostało już tylko kilka minut do dzwonka. Tym czasem dzisiaj zaskoczyliśmy wszystkich. Byliśmy tak wcześnie, że aż mi prawie było wstyd.

Po powrocie do domu ugotowałam obiad, a że nie było na co popatrzeć, wszak panowie pracowali u sąsiadki no i ogólnie w wieku daleko poza moim zainteresowaniem, poszłam sobie. Bo co będę marnowała czas marznąć, jak mogę to samo robić w bardziej przyjaznej atmosferze - u mojej siostry.

Wracając z młodym jeszcze nakupowaliśmy owoców i radośnie pomaszerowaliśmy do domu zastanawiając się po drodze jak pięknie wygląda nasze mieszkanie.
Wyglądało pięknie - tak jak je opuściłam.
Syfu, kurzu i innych remontowych dodatków było pełno - ale u sąsiadki.
Do mnie nie mieli czasu wejść. Nie zdążyli.
Zagrozili że przyjdą jutro.
Porozstawialiśmy znowu meble co by było gdzie obiad zjeść - jak ludzie.
A teraz znowu trzeba wszystko na kupę.

W sumie to dobrze że do niej poszli na początku, Przynajmniej wiem że nic, totalnie nic nie może zostać na wierzchu. Tylko że owoców nie zdążymy zjeść. Podejrzewam że wszystko jutro będzie na środku łóżka przykryte gęsto tkanym prześcieradłem - tym którego nie mam.
W mieszkaniu zapanuje zima (jak po gładzi gipsowej) no i obiad pewnie będziemy jeść w jakiejś przydrożnej knajpie, bo nie będzie jak ugotować.
I dobrze mi tak.

Widzieliście już nowe tapety u Sebka?! Jeśli się nie wyprowadzę to na pewno taka właśnie będę miała na ścianie.




Jak by nie mógł ich mieć jak w PL mieszkałam.


poniedziałek, 10 września 2012

SZKLARZ

Nad zaletami swymi, mogłabym rozpisywać się nie dzień, lecz dwa nawet. Wszak jestem bystra, mądra, urocza, zdolna .... oraz skromna nad wyraz.
Jednostką upartą i zawziętą jestem również. Większość moich znajomych mogłaby to potwierdzić.

Zrobiłam sobie szafę. W zasadzie to zrobili ją znajomi, mojego znajomego. Szło im długo, ale się udało. Ponieważ pomysłów miałam milion i jeszcze więcej w trakcie realizacji "zamówienia", nie mieli łatwego zadania. Z efektu jednak zadowolona jestem bardzo. W wersji (jak myślałam) ostatecznej, miało być lustro.
Umówiłam się ze szklarzem na pomiar.
- W poniedziałek koło godziny 10, ktoś do pani przyjedzie.
W tenże poniedziałek, w okolicy godziny 13 udałam się do zakładu szklarskiego, żeby grzecznie acz stanowczo zgłosić swoje niezadowolenie z tytułu olania mnie. Na drzwiach zobaczyłam kartkę :
"W dniu tym i tamtym (poniedziałek) zakład czynny od godziny 14:00"
W duchu wyrwało mi się kilka słów potocznie zwanych wulgarnymi.
Po 14:00 wykonałam telefon
- A mieliśmy do Pani przyjechać??!!
- Z tego co wiem - tak. Chyba że ja coś pokręciłam.
- Oj tak, przepraszam. Bo widzi pani, w kalendarzu zapisała panią szefowa. Tylko że nic nam nie powiedziała i jest na urlopie. Czy możemy umówić się na inny dzień?

Ponieważ sama wiem jak czasem komunikacja międzyludzka zawodzi, zgodziłam się grzecznie. Za tydzień czekałam o umówionej godzinie.
Po kolejnych 2, kiedy to nie doczekałam się kolejny raz, postanowiłam znowu zadzwonić

- A miał ktoś do pani przyjść?! - w słuchawce zabrzmiał głos zdziwionej pani. - To pracownicy panią zapisali jak byłam na urlopie i nic mi nie powiedzieli, wiec wysłałam ich do Warszawy ...

Kolejny termin został ustalony.
Przyszli za 4 razem.
Wymierzono moje drzwi w tą i w tamtą i z powrotem.
- Jeszcze dzisiaj zadzwoni do pani szefowa i poda dokładny koszt z montażem.

Na razie minęły 2 tygodnie. Oczywiście nikt nie zadzwonił.
Jak tylko będę w okolicy, zamierzam odwiedzić ów zakład i podziękować im pięknie za olanie sikiem prostym klienta. Może z nie największym zamówieniem, ale zawsze klienta, który mógłby później polecać usługi tu i tam. Uzyskali skutek odwrotny. Każdego komu do głowy wpadnie skorzystanie z ich usług, będę uprzedzać o sposobie ich pracy.

A co z moją szafą?!
Długo zastanawiać się nie musiałam, wszak pomysły szczególnie związane z wnętrzem mojego mieszkania to moja specjalność. Postanowiłam obić owe skrzydło materiałem. Problem zaczął się przy wyborze owego. Nic mi się nie podobało. Płótna były w nie takim odcieniu, bawełenki z nieciekawym wzorem. Aż razu pewnego zobaczyłam "LITERKI".
Zapałałam uczuciem do nich wielkim.
Oczywiście nabyłam drogą kupna odpowiedni kawałek, wyliczony tak, aby wystarczył również na osłonięcie kaloryfera i "obrusik" na stoliczek.
Wyobrażałam sobie że zamontowanie owego kawałka materiału przecudnej urody będzie jak przysłowiowa bułka z masłem. I o ile samo obicie płyty nie przysporzyło mi większych problemów, to z zamontowaniem okuć był problem. Okazało się że do tego nie wystarczą moje rączki. Poległo na tym 2 facetów. Dopiero 3, sposobem dał radę.
Teraz jestem już dumna i blada, oraz z radością chwalę się wam.
Nie sadziłam ze wyjdzie to aż tak fajnie.
Cóż, jednak ma się pomysły :)



czwartek, 26 lipca 2012

NOWE WCIELENIE MOJEJ DZIURY

Niektórzy z was mieli przyjemność widzieć (nawet na żywo) moją nową dziurę. W zasadzie to ona nie jest taka nowa, bo istnieje dokładnie tyle samo, o cały blok.
Do zeszłej soboty była moją szafą. Bardzo brzydką, starą, niefunkcjonalną i w ogóle be-fuj. Pierwszego dnia minionego weekendu, jako że pokój pociech został  już pomalowany i nie licząc kilku szczegółów na które muszę poczekać, dopieszczony, postanowiłam rozprawić się właśnie z ową wcześniej wspomnianą.

To, o się wtedy tam działo, to istny MEKSYK, albo jak mawiają PALESTYNA.
Gruz, tynk, dechy ... wszystko było wszędzie i w ilościach mogących wskazywać na rozbiórkę co najmniej  ściany łączącej mnie z sąsiadką .
Dzisiaj zobaczyć można już efekt. Nie jest to co prawda HOME MAKOVER, ale i tak dzielna jestem z siebie (po raz kolejny)



W tym miejscu pragnę podziękować:
- SELEROWI, bo dzielnie znosi moje pomysły i w milczeniu  łapie za ciężki sprzęt i działa.
- Dziewczynkom (córkom siostry mej najmłodszej) bo zasypiają przy dźwięku wiertarki, wyrzynarki i innych, nie marudząc i nie płacząc. Mam tylko nadzieję że traumy z tego tytułu mieć nie będą
- siostrze mojej, bo w tak uciążliwej gościnie ja bym długo nie wytrzymała, a ona po 2 miesiącach, nadal chce zostać jeszcze miesiąc!!!
- Sąsiadom, którzy pomimo zwyczaju że uciążliwe prace (czyt. wiercenie) wykonujemy do 20:00, dzielnie znoszą hałasy do punkt 22:00. Nikt nie przychodził ze skargą, a jak przyszedł to nie słyszałam, oraz policji i dzielnicowego na mnie nie napuścili.
- wszystkim innym, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do bałaganu w moim domu, oraz mimo owego nie boją się tu przyjść.