Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IRLANDIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IRLANDIA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 maja 2023

W GOTOWOŚCI CZYLI CHORA SŁUŻBA ZDROWIA NIE TYLKO W POLSCE


  • Torba do szpitala spakowana.
  • Dokumenty naszykowane,
  • Transport w razie "W" ogarnięty,
  • Menagerowie w pracy poinformowani o tym że to może być w każdej chwili ...

Ciągle czekam na wyznaczenie planowanego terminu, ale kto był w Irlandii, ten wie, że służba zdrowia w tym kraju to tak zwane złudzenie optyczne.

Odkąd wiem, przestałam palić, nie piję, no bo jak?!

Tak więc czekam w gotowości, bo nie znam dnia ni godziny ...

Kiedy to w końcu pozbędę się długo hodowanych kamieni w woreczku zółciowym.


Wskazówka z życia wzięta - w  irlandzkim szpitalu z powodu ostrego bólu brzucha, dostaniecie paracetamol, ale wiecie, taki fancy - w kroplówce oraz ekg. Wszak osoby o zwiększonej masie ciała mają albo zawał albo stres i przesadzają.
Molestujcie swojego lekarza pierwszego kontaktu o badania USG, Gastroskopie ... na które i tak będziecie czekać jakiś rok. Albo tak jak ja, udajcie się poza sezonem do Polandii i zróbcie to przed śniadaniem ... 
Wybierzcie jednak klinikę, która ma opcję wydania opisu w języku angielskim, wszak tłumaczenie przysięgłe nie jest honorowane i będziecie skazani na wątpliwą przyjemność wykonania tych wszystkich badań raz jeszcze, a to trwa ...
Gorzej, jak już podczas badania wycięli wszystko i nie ma skąd wziąć kolejnego materiału do biopsji ...

Mówię wam, cyrk na kółkach.


Badajcie się.

I nie dajcie sobie wmówić hipohondrii!


Ja tym czasem czekam dalej na moje śliczności.

Prawda że podobne do mamusi 😍



czwartek, 16 marca 2023

WIOSENNE ZAKRĘCENIE, CZYLI PO LEKACH NA PRZEZIĘBIENIE SŁYSZĘ I WIDZĘ CO CHCĘ

Już kiedys wspominałam, że u nas na wyspie, to kilka pór roku jednego dnia potrafi być.
Mróz (taki Irlandzki oczywiście w granicach 0'C), śnieg, który w Polsce pewnie nzawany byłby szronem, po kilku godzinach słońce i temperatura w okolicy 10'C i skrobanie szyb na zakończenie dnia.
Zestawienie takie potrafi pojawiac się w różnych konfiguracjach z np gradem jako bonus. Dzięki temu nauczyłam się spontaniczności. Bo jeśli jest ładnie i chciałabym pochodzić po górach, pojechać nad morze czy jak normalny człowiek po parku, to trzeba to zrobić teraz!
Nigdy bowiem nie wiadomo jaka pogoda będzie za kilka godzin.
Albo jadąc nad ocean na ten przykład. Jeśli w tej chwili tam pada, to za 3 godziny jak już tam dojadę, może być pogoda odpowiednia wręcz na kąpiele choćby słoneczne.
Taki worek z niespodzianką.
Nie ma więc mowy o nudzie. 
Dzięki temu, można się bardzo łatwo zahartować, lub jak ja - wyjątkowo łatwo przeziębić.
Tak więc chodzę co chwila wyjątkowo pociągająca, z resztą jak większość mijanych ludzi. Taki mamy klimat.
Żeby funkcjonować, mam swoje ulubione "tabletki bez recepty na grypę".
Żaden katar, czy gorączka mi nie straszne, a i nastrój jakby taki fajniejszy.
Zaczynam podejrzewać, że mój organizm sabotuje moje zdrowie, kiedy spadnie mu poziom substancji czynnej.
Na opakowaniu jest wzmianka żeby nie prowadzić maszyn po zażyciu tabletki na noc.  Zastanawiam się czy te na dzień są zupełnie bezpieczne.

Zatankowałam samochód.
Zapłaciłam.
Wszystko odbyło się jak zwykle.
Stojąc na światłach, obok mnie zatrzymał się rowerzysta.
Uśmiechał się, zapukał w szybę ...
Ja z nosem czerwonym jak Bożonarodzeniowy renifer, pomyślałam sobie że tak mnie jeszcze nikt nie podrywał ...
Z uśmiechem od ucha do ucha puściłam szybę ...
- Słuchaj, masz otwarty wlew. Zamknę go ok? Chciałem tylko ci powiedzieć, żebyś nie myślała że ci grzebię przy samochodzie ...

KURTYNA

P.S.
Dobrze że pamiętałam o odwieszeniu węża z dystrybutora, bo juz bym była gwiazdą internetów.

środa, 25 stycznia 2023

BEZDŹWIĘCZNA NAWIGACJA, CZYLI JAK TO OKAZAO SIĘ ŻE NIE UMIEM MYĆ SAMOCHODU

Irlandia to kraj przecudnej urody. Od ponad 9 lat jestem niezmiennie w nim zakochana. 

Góry, morze, onean ... wszystko w zasiegu ręki i pod dostatkiem. Nawet na brak deszczu nie mona narzekać.

Od kilku lat, jak tylko mam trochę czasu, to staram się zwiedzać, albo chociaż odwiedzać moje ulubione zakamrki .
Kilka razy w roku wpadam na kawę do mojej ulubionej Margo, która zawsze planuje nam super wycieczki. No i tak właśnie ostatnio wylądowałyśmy nad oceanem, na plażach, które nie są specjalnie reklamowane, dzięki czemu są jeszcze bardziej wyjątkowe, bo dzikich tłumów tam się nie spotka.
Ale nie miało być o zwiedzaniu wyspy, bo to by trzeba było książkę pisać, a ja jestem zbyt leniwa.
No więc wyobraźcie sobie, wracamy z M, a nawigacja w telefonie pokazuje cos koło 2 godzin do celu. 
Oczywiście zagadana, przegapiłam zakręt. Stwierdziłam wówczas że to nic, bo przynajmniej będziemy miały 15 min wiecej na gadanie, a umówmy się że do milczących nie należę. 
W pewnym momencie, M zorientowała się że jesteśmy gdzieś, gdzie być nie powinnyśmy. 
To byl moment, kiedy właczyłyśmy dźwięki w nawigacji.
Prawdopodobnie ominęłam jeszcze kilka zakrętów, bo zamiast chwilę po 17, dotarłyśmy na miejsce po 19 ...

Dzięki tej wycieczce, a później drodze powrotnej do domu, mój samochód, kolorem  zaczął przypominać samochód off roadowy. 
Należę do grupy osób, które myją samochód tylko przed ważnymi wydarzeniami, jak na przykład przegąd. Wychodzę z założenia że tu i tak często pada, ja codziennie jeżdżę autostradą, więc to strata czasu i pieniędzy. Dla tych co się właśnie wzdrygnęli z obrzydzeniem, - o higienę osobistą dbam reguralnie.
Ale do brzegu. Postanowiłam złamac swoje zasady, przede wszystkim dla tego, iż szyby stały się mało przejrzyste. 
Na myjnię automatyczną nie wjade - próbowałam raz, ale chyba mam klaustrofobię. Wycofywałam z prędkością światła.
Postanowiłam zrobić sobie Dzień Dziecka i pojechać na myjnię gdzie przystojni panowie, jak na filmach tańczą z gąbkami - nie tańczyli (pewnie dlatego że padało). Poza tym kolejka była taka długa, że musiałabym wziąć dzień wonlny z pracy.
Wygrała myjnia ręczna. W sensie samoobsługowa. Nabyłam drogą kupna kod, wklepałam w maszynę, ale piana i woda to jakoś tak skromnie działały. Jako że nie znam się na tym, uznałam że tak właśnie ma być. Po kilku minutach mojego szaleństwa, jakiś uprzejmy pan, który już miał łzy w oczach od śmiechu, powiedział mi że muszę nacisnąć przycisk ... Takich jak on była cały parking.
Udało się. Umyłam auto, sama wyglądałam jak bym też z tego mycia korzystała (tylko zmarnowałam w domu ciepłą wodę na prysznic rano).
Dumna z siebie byłam tak bardzo, że aż mi kilka centymetrów wzrostu przybyło.
Jak dojechałam do domu, samochód zdążył wyschnąć ... Nie umiem znaleźć odpowiednich słów do opisania wzorów na moim aucie. Te mazy, to jest coś bez nazwy. 


Na szczęście zaraz jadę do pracy. Ustawię się za jakąś ciężarówką i kolor się wyrówna.

czwartek, 11 lutego 2021

WYCIĄGANIE WNIOSKÓW, CZYLI ZACHCIAŁO SIĘ MAŁGORZACIE KOLORÓW

Dziekuję pieknie za wszystkie trzymane kciuki.

Semestr zaliczony!
Zaczął się kolejny, komoda odmalowana.

To nie był mój pierwszy raz. Ale przyznam  się, że można wyść z wprawy. O tym, że to nie był mój pierwszy raz malowania tego konkretnego mebla, przypomniałam sobie usiłując zdjąĆ fronty. Już je kiedyś przyklejałam. 

Wniosek 1 - "Jak nie siłą to młotkiem", nie sprawdza się w przypadku kleju do drewna. 

Klej nie puszcza! 

ODMALOWANA!
Wniosek 2 - przy składnaniu całości do tak zwanej kupy, młotek pomaga, ale pozostawia ślady!
Moja komoda zatem z daleka prezentuje się moim skromnym zdaniem nienajgorzej. Z bliska nikt jej nie oglada. Wiecie, bezpieczny dystans. Standarodowo po złozeniu jej do kupy pozmieniałabym kolejność kolorów. Ale ponieważ szuflad z niej się nie wyjmuje, musiałabym przemalowywać wszystko od nowa ... 

Wniosek 3 - na starość zapał i cierpliwość dużo szybciej idą się paść!

Teraz znowu doniczek zaczyna mi brakować, bo oczywiście nowe zieleninki wpdły do koszyka. 

Same!
Od ostatniego wpisu przybyłoi mi 7. Oficjalnie wydałam już tegoroczny budżet na kwiaty. Dzisiaj niechcący nabyłam kolejnego, ale dzisiaj tłusty czwartek, więc zamiast  pączków. No i doniczkę ma przecudnej urody.

Czy to się leczy?

Ja już szczypiorek kupuje w doniczce. Co prawda wieki temu skończyłam technikum ogrodnicze, ale to baaardzo dawno więc już dawno powinno mi przejść.

Potomstwo do tej pory sapało na widok nowych nabytków, ostatnio już się nie dziwią, a starszy nawet docenił kilka dni temu, że kupiłam tylko kilka roślin i ciągle było miejsce dla niego w samochodzie.

Młodszy w trosce o brak miejsca u mnie w pokoju, podbiera co jakiś czas jakiegoś do siebie. Tak że udziela się.

Jedna rzecz spędza mi sen z powiek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w niedalekiej przyszłości będę musiała się przeprowadzić. Jak ja to wszystko ze sobą zabiorę?

To nic że meble, ubrania. Ale rośliny?!

Musze szukać domu w którym to wszystko się zmieści. Już mi sie dzisiaj przyśnił. 

Teraz tylko zmaterializować sny!

poniedziałek, 25 stycznia 2021

ŻYCIE NA KRAWĘDZI

Oficjalnie zakończyłam semestr. 

Mam nadzieję że zakończyłam, bo jeszcze się zdarzyć może, iż mojej wykładowczyni nie przypadnie do gustu moja pisanina. 

Wszyscy trzymają kciuki, bo ja teraz mam w planach malowanie komody, a nie pisanie kolejnych prac. Muszę efektywnie wykorzystać 2 tygodnie wolności, zanim kolejny semetr się rozpocznie.

Komoda dotknięta zębem czasu, wymaga lekkiej reanimacji. Poza tym, taka obdrapana nie pasuje do moich roślinek, które muszą na niej stanąć. Bo nie wszyscy wiedzą, ale ostatnio liczba roślin w moim mieszkaniu znacząco się zmieniła.

Mam na to 2 teorie.

Pierwsza, to skutek uboczny lockdownu. Człowiek nie czuje się jak skończony dziwak gadając do roślin. Lepiej tak, niż do samego siebie.

Druga opcja równie prawdopodobna - niektóre kobiety, dla towarzystwa kupują koty. Nie powiem że taki pomysł nie przebiegł przez me czoło myślą niezmącone, ale wynajmujemy mieszkanie. Już i tak ukrywamy zająca. Z kotem byłby problem. W moim przypadku zamiast kota - dżungla

Mam 2 tygonie na przearanżowanie wnętrza, półek ... ponieważ zielenina opanowała nawet moje biórko i nie mam jak pracować. Dosłownie, życie na krawędzi. A tu z kazdej strony kuszą, dzielą się szczepkami, promocje roślin, coraz to fajniejsze doniczki ...
Już na zakupy staram się chodzić wtedy i tam, gdzie akurat nie ma ciekawej oferty. Pokapowali się i wstawiają rośliny nawet do sklepów spożywczych. Jeszcze nie umiem robić zakupów z zamkniętymi oczami!

Mam mało czasu.
Szkoła zaczyna się za 2 tygodnie, a w czwartek podwójny atak. Lidl i Aldi straszą promocją.

Jak tu życ?!

sobota, 23 stycznia 2021

Peter, czyli esej może poczekać

Jest sporo rzeczy których robić nie lubię. Nie sprawiają mi przyjemności, a powinny - po co tracić czas na rzeczy niemiłe?!- albo po prostu nie i koniec. 
Nigdy nie lubiłam gotować. Żadna nowość. To tylko fakt, o którym wiedzą ci co mieli przyjemność. Poznać, nie spróbować. Bo chociaż do czynności nie pałam entuzjazmem, to ofiar w ludziach jeszcze nie odnotowałam. Albo o nich nie wiem, bo już nie moga nic powiedzieć. Najbardziej na świecie z domowych obowiazków nie lubię: 
- ściągać naczyń z suszarki - nie dorobiliśmy sie zmywarki, chociaż ona chyba nie posiada takiej opcji 
- składać prania 
- zmywać naczyń - ciagle nie mamy zmywarki 
- prasowania - niestety zapodziałam gdzieś żelazko, które ostatnio prasowało okleinę na stoliku. 
Jest wiele innych o których pozwolicie że nie wsponmnę. 
 Ale to juz tak jest, lubisz, czy nie, to trzeba. Odkąd moje dzieci, a szczególnnie młodsze urosło ponad poziom kuchenki - chciałoby się powiedzieć że w kuchni jestem gościem. Nie dokońca byłoby to prawdą, ponieważ mam salon z kuchnią - wiecie - open space (nie wiem jak wstawić wymiotującego emotika)- w którym to salonie mieści się moja sypialnia, pracownia i wszystko inne. Więc o zgrozo - jestem w kuchni w dzień i w nocy. W kazdym razie młody opanował kuchnię. Gotuje tak, że Pascal wymięka. Serio. Jestem na to żywym dowodem! 
Ale miało być o rzeczach których robić nie lubię. 
Po 40 latach stwierdziłam, że nie lubię studiować. Nie to że zupełnie nie lubię się uczyć. Chyba wolę jednak to, co mnie interesuje niż rzeczy które ktoś mi powiedział że muszę. Bo jak niektórzy z was wiedzą, po skończeńiu colegu (jak to się w ogóle pisze?) w zeszłym roku, poszłam jeszcze na studia uzupełniające ... No stara i głupia. No i teraz mam. 
Mam do napisania esej. 3000 słów. Zabieram się jak do jeża. Z kazdej strony. Wszystko tylko nie pisanie. Generalnie jest to przedmiot, który ciągle wprawia mnie w zadumienie. Po 6 miesiącach ciągle nie mogę zrozumieć powiązania z kierunkiem moich studiow. Żeby nie było, przeczytałam lektury obowiązkowe, i nawet kilka artykułów ponad program, a jak. Rozpisałam plan i kilka wewnętrznych myśli - mamy już 856 słów ( w tym bibliografia, cytaty i spis treści) Oprócz tego mam zrobione 3 prania, w tym 2 poskładane, kotlety, szarlotkę i rosół. No dobra, bulion warzywny. Nie znoszę rosołu. 
Czy rosół nie pachnie wam jak siki?! Podobno mają ten sam skłąd chemiczny ;) 
Wyszorowałam łazienką łącznie z sufitem ... W ramach pomocy swojej własnej osobie, właczyłam standardowo muzykę. YT przyszedł z pomocą. I co?! Było pięknie. Dopóki po pół godzinie motywującej muzyki nie wskoczyła następna lista. (Ci co puszczaja piosenki, chyba znają nasze preferencje).

Peter Bence. Nie, nie promuję i nie sponsoruję tu niczego. Ale przy Afryce zawsze miękną mi kolana. Zawsze miałam słabość do pianistów. Dobrze że ten Węgier (daleko) i młody. Gra tak, że zamiast się rozpędzić z pisaniem, zaczęłam robić świeczki z potomkiem mlodszym ... Który oświadczył że obrzydziłam mu Afrykę na Amen 

Uprzejmie uprasza się o nie dzwonienie i nie pisanie do mnie w dniu jutrzejszym, t.j. 23 - 24.01.2021. Będę kończyć esej którego nie dokonczyłam bo poszłam w tany z Peterem.

niedziela, 10 stycznia 2021

ROZGRZEWAJACY WPIS

Zima, zima. Prawie środek zimy. 

Nawet śnieg mieliśmy 2x po 4 godziny. 

Umówmy się, że jak na Irlandię, to limit śniegu wyczerpaliśmy na ten rok.

Jest to jeden z powodów, jak myślę, kiepskiego budownictwa. Domy stoją i mają się nieźle, ale izolacje, szczególnie w sarych budynkach pozostawiają wiele do życzenia. Nie ma potrzeby opatulać budowli, jeśli zima z temperaturą -5'C jest uznawana za zimę stulecia.
W jednym z takich zabytków mieszkam wraz z potomstwem. Jest ok, choć bywa chłodnawo.

Wczoraj na ten przykłąd, podczas zajęć na uczelni (zdalne), uświadomiłam sobie, iż temperatura 14,9'C jest przyjemna, pod warunkiem iż jest się ciągle w ruchu. Siedzenie w takich warunkach przed komputerem wzmacniało tylko moje cierpienie związane z nudnym wykładem.

Swoją drogą jak to jest, że wiosenne 15'C jest tak przyjemne, że można w krótkim rękawku zwiedzać świat?!

Ale ja nie o tym.
W łazience przestałam sprawdzac temperaturę, po tym jak dnia pewnego po pracy radośnie wskakując pod prysznic odnotowano 10,5'C.

Jak człowiek nie wie, to jakoś tego tak nie odczuwa. 


W dzień miałam jakies 15 stopni w pokoju. Termometr ustawiony jest obok kanapy na której sypiam. Wyobraźcie sobie moje miłe zaskoczenie, kiedy po pół godziniy przebywania w tejże okolicy, temperatura otoczenia wzrosła do 16,4'C!

Jestem gorąca sztuka!

Nawet w średnio wyjściowym ciasteczkowo-potworowym Onesie, które odziedziczyłam w spadku po swoich synach. 

Swoją drogą to świetny wynalazek. Mega ciepły i chyba ratujący moje zmysły w tych tropikach. Jedna uwaga dla przyszłych użytkowników. Na samym początku użytkowania poćwiczcie szybkie robieranie w celu skorzystania z toalety. Może być to zaskakujące doświadczenie jeśli nie ma się wprawy.
Na szczęście mam jeszcze Kaczora Daffy w zapasie.

Ciepłego dnia kochani.

piątek, 8 stycznia 2021

CO PRZYNIESIE 2021, CZYLI JAK STOMATOLOG O PACJĘCIE ZAPOMNIAŁ

2020 był dziwnym rokiem dla wielu, jesli nie dla większości.
Był też dla mnie totalnie milczącym rokiem na blogu.
Od kilku tygodni walczę ze sobą czy nie zacząć znowu pisać ... 
Nie mam postanowień noworcznych, bo i po co?! I tak nic z nich nie wynika. Zastanawiałam sie jednak nad powrotem w blogowe przestrzenie. 

Ostatnio znajoma, z którą nie widziałam sie od kilku tygodni zapytała się mnie co u mnie słychać? Ja na to, a ile ma czasu?

Tak, dzieje się. 2021 ledwo się zaczął, a ciągle sie coś wydarza. Coś, co przytrafić może się tylko mi.

Tak więc z lekką dozą niesmiałości wracam. Mam nadziję, że tym razem na dłużej.

Bo jak nie wpomnieć o dentyście, który o mnie zapomniał?

Słyszałam wiele o służbie zdrowia w Polsce i w Irlandii. Szpitalne SORy to poczekalnie dla odważnych, którzy mają na zbyciu kilka godzin. Zdarzyło mi się kiedyś czekać na wizytę do lekarza rodzinnego, chociaż na szczęście tego nie odwiedzam zbyt często. 

Dzisiaj miałam przyjemność odwiedzić lokalnego stomatologa. Zazwyczaj moja dentystka z Polski jest pierwszą osobą która wie że kupiłam bilet na podniebny autobus. W tym roku się nie udało. Pewnie dlatego że w 2019 przekroczyłam limit. Innego powodu nie widzę. 

Rano przywitał mnie śnieg. Tak, w Irlandii tez czasem pada. Krótko terminowy, bo po 4 godzinach nawet kałuży po nim nie zostało, ale co sprytniejsi nawet bałwana zdążyli ulepić. Radosnie poczłapałam do gabinetu. Standardowy ubaw po tym jak zostałam zapytana o swoje imie i nazwisko. Chyba nigdy nie przestanie mnie to bawić. Dla tych niezorientowanych, Małgorzata, to dość trudne imię do wypowiedzenia przez Irlandczyków, o podwójnym nazwisku z ogromną ilością "sz" i cz" nie wspominając. Drugi człon nazwiska w spadku po ulubionym byłym mężu, którgo to nazwiska zapomniałam zmienić jak był na to czas. Wszyscy po próbie wypowiedzenia i ćwiczeniach buzi i języka zostają przy Gosia pisane przez "h" czyli Gosha- to chyba już kiedyś grali w jakimś filmie.

Tak więc zasiadłam w ciepłej, przytulnej poczekalni. Po godzinie zorientowałam się że już przynajmniej 2 osoby, których wizyty były na późniejszą godzinę, zostały przyjęte. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, jako że gaduła jestem a towarzystwo trafiło się równie rozmowne. 
Przy nadarzającej sie okazji w postaci przemykajacej obok recepcjonistki, zapytałam się czy o mnie nie zapomnieli ...
Już dawno nikt mnie tak nie przepraszał!

Na jej obronę tylko wspomnę że kobiecina jest na ostatnim zakresie ciąży i baby-brain mógł ją dopaść.

Zostałam przyjęta. Nikt się nade mną nie znęcał. Zęby okazały się zdrowe.

Teraz tylko mnie zastanawia jak to jest możliwe? Jestem osobą, którą ciężko przeoczyć. Czyli że duża i nijaka?  

Jak tylko sezon czapkowy sie skończy, rozważę opcję przefarbowania włosów na jakiś wyjątkowy kolor. Może zielony?

Ewentualnie jak otworzą sklepy obuwnicze, to zaopatrzę sie w odblaskowe ciżemki. Co by już nikt o mnie nie zapomniał.


Tym czasem ściskam was mocno i z niecerpliwością czekam co ten dziwny rok przyniesie.

piątek, 17 maja 2019

NOWE DOŚWIADCZENIA, CZYLI JAK SPĘDZIĆ DZIEŃ WOLNY OD PRACY.

Nastał dzień, w którym z pewną dozą niesmiałosci zdecydowałam się na powrót.
Czy ciągle nadaje się na pędzącą blogosferę? Któż to wie. Ale muszę, bo jak to mawiał klasyk "Inaczej sie uduszę"

Po bodaj 3 letniej nieobecności ...

Od mojego ostatniego wpisu wiele się działo, wiele się zmieniło.
Jedno pozostało niezmienne - moje zakręcenie.
Zazwyczaj zwalałam to na zmeczenie materiału, czy tez na klimat. Bo wiecie, w Irlandii to pada i zwoje mózgowe od namiaru wilogci się odklejaja ...
Ale są takie dni jak dzisiejszy - lato w pełni (czyt. słońce i +19'C od kilku dni), dzień drugi zwany wolnym od pracy, w planach kawka z koleżanką dano nie widzianą.
Ja w drodze i nawet o czasie, na środku dość ruchliwej drogi usłyszałam wielkie trachnięcie, a pedał sprzęgła zniknął gdzieś w podłodze.
Oczywiście pierwsze o czm pomyślałam, to O matko cóż żeś za śniadanie zjadła żeś pedał sprzęgła połamała. Sekunda olśnienia i awaryje, pobocze i przystanek autobusowy który szcześliwie wyrósł mi na drodze.
Sytuacja taka zwyczajna, która przytrafić może się każdemu. Najbardziej zafascynowł mnie poziom stresu objawiający się w trzęsieniu rak. Macie tak czasem, że się z nadmiaru adrenaliny chyba telepoczecie? Nie to żebym teraz prowokować takie sytuacje chciała, ale to było niezłe uczucie. Chyba ostatnio tak się trzęsłam jak kłóciłam się z szefem na kilka tyg przed moim zwolnieniem. 

Okazuje się że jako mentalna blondynka zupełnie nie jestem przygotowana na takie akcje. 
Na szczęście w dzisiejzych czasach ma się internet w telefonach, a ja mam jeszcze w zapasie kilka niezastąpionych przyjaciółek, które gotowe były niemalże pchac mnie w mojej kijance. 

Nigdy o tym nie pomyślałam, ale kolor mojego umysłu mnie chyba zwalnia od myślenia i planowania długodystansowego, 
NR. TEL DO UBEZPIECZALNI W RAZIE WYPADKU!
  Przyznam szczerze iż nie pamiętam co jest na polisie w PL którą to trzeba zawsze wozić ze sobą. W krainie trawy wieczie zielonej mamy tzw dyski, czyli małe krążki z nr ubezpieczenia, datą ważności ... Gdyby nie to ze kilka dni temu opłacałam tax drogowy to bym nawet nie znała nazwy ubezpieczalni. No dobra, 99% populacji takie informacje zna. Ale zdarzają sie wyjątki. 
Dzieki ulubionej siostrze mojej młodszej, zdobyłam nr tel i już po godzinie siedziałam w lawecie. 
Moja srebrna strzała została dostarczona do ulubionego mechanika (jakieś 300 m w linii prostej).
Pan laweciarz bajarz - gawedziarz pokazał i objaśnił jak jechać samochodem i zmieniac biegi bez sprzęgła. 
Można by więc uznac iż to była owocna lekcja. Co prawda zapłacę za nią odbierając kijankę od mechanika. 
Zastanawiam się tylko nad jedno. Skoro dzień jak ten, uważam za udany i zabawny, czy jestem jeszcze normalna? Czy już pora udać sie do ortopedy, bo na psychiatrę zdecydowanie za późno?

sobota, 1 sierpnia 2015

KRAJ WIECZNYCH NIESPODZIANEK

Myślałam że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A jednak, ten kraj nigdy nie przestanie.
Piątkowe popołudnie.
Powrót z pracy - Weekendzik!
No i do tego wszystkiego zniecierpliwiony szofer (czyt. kierowca autobusu). Nie spodziewał się chłopina korków i tak tupał nóżką, że w końcu nie wytrzymał i postanowił zmienić trasę. Nie tak że o matko, tylko ociupinkę. Zawinął na trasę szybkiego ruchu!
Akcja jak z filmu.
Pasażerowie zdenerwowani, bo to nigdy nie wiadomo kiedy ktoś postanowi porwać dla okupu na ten przykład.
Myk, pyk, zjazd, objazd, pas dla autobusów ... i jeszcze większy korek.
Tak nam pan dobrze zrobił że postanowiłam dokończyć podróż na piechotę. Dodam że nie byłam odosobniona z tym pomysłem.

No i teraz zaczynam się zastanawiać nad słusznością stwierdzenia babci mojej koleżanki.
Nie zacytuję bo moja pamięć nie jest aż tak rozwinięta, ale sens postaram się przekazać.
Kobieta ZAWSZE powinna być "przygotowana". Wiecie, piękna bielizna, ogolona. Jednym słowem wypicowana . Bo nigdy nie wiadomo co się zdarzy.  Jakiś wypadek, karetka, czy choćby porwanie dla korzyści innych niż okup.
Żeby sobie wstydu nie narobić.
Nawet Pieprzu udowodniła że gotowość ma znaczenie również w podróży.

Jutro lecę po potomstwo.
Już spakowana.
Po rzuceniu okiem na zawartość walizki - zaraz idę na zakupy po nową bieliznę co by nie było "obciachu".
Jakby co.