Potomstwo odstawione do placówek oświatowych.
NARESZCIE!
Po 2 miesiącach...
Ciurkiem...
Bez chwili przerwy...
No dobra, z przerwą kiedy to 3 dni byli u dziadka.
Normalnie nie mogę się odnaleźć.
Cisza, spokój, nikt nie dyskutuje ...
W takim stanie nawet naczynia się dziwnie zmywa.
W każdym razie wakacje uważam za oficjalnie zakończone.
Krzysiek pomykał do szkoły już w zeszłym tygodniu. Co by nastolatkom w jakże trudnym dla ich otoczenia czasie, pomóc wypełnić wolne chwile, oraz umożliwić regenerację systemu nerwowego rodzicielce i nie tylko.
Marian dzisiaj.
A ja już od samego rana wypoczęta ... Tak, kurna spać nie mogłam. To znaczy mogłam a i owszem, ale jak to w tym wieku bywa, nawet ja miewam kłopoty z zaśnięciem - ponownym.
Na życzenie potomka starszego, nastawiłam budzik na godzinę 6 rano. W momencie ustawiania, umysł mój był nieco przyćmiony jak sądzę. Przekonałam się o tym dzisiaj, o 5 rano, kiedy to wszyscy domownicy udawali że nie słyszą. Dlaczego o 5?! bo ustawiłam budzenie na polskiej komórce z polską strefą czasową - nie pytajcie dlaczego nie zmieniłam godziny na lokalną, bo to temat co najmniej na rozdział książki.
Tak więc wyłączyłam wyjące urządzenie i ... zasnąć już nie mogłam.
Tak, ja nie mogłam zasnąć. Mówiłam że się starzeje.
Przekręcając się tak z boku na bok, przez me czoło myślą niezmącone przebiegł pomysł. Nawet chwili się nie wahałam. Realizacja nastąpiła natentychmiast.
o 6 rano, poszłam BIEGAĆ!
Tak, właśnie ja - mówiłam już że się starzeję?!
W sumie nieco szumnie nazwałam tę czynność bieganiem.
Sturlałam swoje cielsko, bo początek był w dół. Gdzieś przy domu mojej siostry prawie dostałam zapaści. Po drodze jeszcze rozedma płuc. Dobrze że o tej porze ludzi nie ma na ulicach zbyt wielu, szczególnie we wsi naszej wszyscy śpią.
Podsumowując:
O poranku biegałam 2 razy - dzisiaj - pierwszy i ostatni.
Gdyby mnie gonili - mogliby iść szybkim krokiem, i tak by byli szybsi.
"Przeinterwałowałam" 1,5 km i serio myślałam że umrę. Byłam pewna że zrobiłam z 10 km.
Obiecuję, następnym razem robić na drutach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BIEGANIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BIEGANIE. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 września 2014
sobota, 21 września 2013
OBIECANKI MACANKI
Ostatnio zaczęliśmy namiętnie uprawiać z potomstwem bieganie -
taka nasza fanaberia. Oczywiście pogoda jest słaba, ale siostra moja
ulubiona posiada bieżnię.
No i tak sobie truchtamy powolutku.
Wczoraj, jak Marian biegał już nie stałam obok, tylko kręciłam się po pokoju. W pewnym momencie zobaczyłam że nóżka mu się "zesmykła" i się przewrócił. To była scena jak z filmu akcji. Widziałam wszystko w zwolnionym tempie. Podbiegłam do niego z wyciągniętą ręką wołając Maaaaa - rciiiiin ...
Wyłączyłam sprzęt i uratowałam syna.
Upadł tak niefortunnie, że nie wypiął się "safety key" i szurał potomek kolankami.
Kończyny dolne syna, a w zasadzie tylko kolanka wyglądają tak, jak by je ktoś ostro potraktował papierem ściernym.
- Mamo, już nigdy więcej ie będę na tym biegał! Nigdy! - mówił przez łzy
Ze 2 godziny później, kiedy już przestało szczypać i boleć:
- Mamo, mogę wejść na bieżnię?
- ?
- Na najmniejszą prędkość. Wiesz, tak żebym się tylko czołgał.
Ten osobnik na własnych błędach się nie uczy.
Ja tak. Następnym razem pamiętać:
1 - stać przy dziecku podczas biegania choćby nie wiem co.
2 - założyć długie spodnie od dresu - krótkie chronią tylko tyłek
Syn nogi w kolankach zgina - rokowania są dobre.
No i tak sobie truchtamy powolutku.
Wczoraj, jak Marian biegał już nie stałam obok, tylko kręciłam się po pokoju. W pewnym momencie zobaczyłam że nóżka mu się "zesmykła" i się przewrócił. To była scena jak z filmu akcji. Widziałam wszystko w zwolnionym tempie. Podbiegłam do niego z wyciągniętą ręką wołając Maaaaa - rciiiiin ...
Wyłączyłam sprzęt i uratowałam syna.
Upadł tak niefortunnie, że nie wypiął się "safety key" i szurał potomek kolankami.
Kończyny dolne syna, a w zasadzie tylko kolanka wyglądają tak, jak by je ktoś ostro potraktował papierem ściernym.
- Mamo, już nigdy więcej ie będę na tym biegał! Nigdy! - mówił przez łzy
Ze 2 godziny później, kiedy już przestało szczypać i boleć:
- Mamo, mogę wejść na bieżnię?
- ?
- Na najmniejszą prędkość. Wiesz, tak żebym się tylko czołgał.
Ten osobnik na własnych błędach się nie uczy.
Ja tak. Następnym razem pamiętać:
1 - stać przy dziecku podczas biegania choćby nie wiem co.
2 - założyć długie spodnie od dresu - krótkie chronią tylko tyłek
Syn nogi w kolankach zgina - rokowania są dobre.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
