No i jak wam się zaczął Nowy rok?!
Mój zaczął się tak, że już mógłby się skończyć!
Święta przeżyliśmy - było w sumie fajowsko - tłumnie, rodzinnie ... tak jak Święta wyglądać powinny.
Nowego Roku z potomstwem nie przegapiliśmy, bo prąd był, choć tego dnia różne dziwne rzeczy się działy. Szczególnie połączenie z internetem było tylko wtedy kiedy miało ochotę.
Tak sobie myślałam (tak, tak, zdarza mi się) że może jednak w tym roku to ja bym sobie odpuściła tego bloga. Ostatnio tak mi szło jak krew z nosa. Bo cóż ja mam pisać, jak u nas nudy, nic się nie dzieje, co najwyżej wkurza ...
No ale z natury gadułą jestem, a że szkoda mi tu potencjalnych odbiorców zmęczyć zanadto i zniechęcić szybko, to pewnie z blogiem tak szybko się nie rozstanę.
Przede wszystkim żyjemy - wszyscy w jednym kawałku.
Marian odpowiednio został napromieniowany - palec jest na właściwym miejscu.
Ma tylko zakaz KOPANIA nogą przez 2 tygodnie co by kość mogła nabrać mocy na kolejne akcje.
I to by było na tyle jeśli chodzi o emocjonujące zdarzenia ...
Cisza przed burzą?!
Na koniec nie omieszkam pochwalić się jakiego to mądrego potomka na własnej krwi wyhodowałam.
Przyszły już wyniki grudniowych egzaminów i powiem szczerze ze jestem dumna i blada. Same A i B, tylko z czegoś jak nasz WOS - C, ale ja też nigdy z politycznych rzeczy mocna nie byłam. Za to potomek wykazuje zadatki na naukowca. Nawet w nagrodę na wycieczce naukowej był z "najlepszymi".
Jeszcze kiedyś będzie o nim głośno!
Pamiętając jak mawiał mój profesor od Psychologii - dzieci dziedziczą inteligencję po matce.
Sami więc rozumiecie że nie mogę się powstrzymać - sama siebie przecież chwalić nie będę.
A wy bądźcie obrzydliwie szczęśliwi w tym Nowym 2015 Roku!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Rok. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 stycznia 2015
piątek, 10 stycznia 2014
PLANY I ROKU POCZĄTKI, A ŚWISTAK SIEDZI I ZAWIJA W TE SREBERKA ...
Koniec roku był leniwy.
Powiedziałbym nawet że mega leniwy.
Spędziłam ten czas na "dalekiej północy" u mojego brata na kanapie.
Bałam się że po powrocie do rzeczywistości dostane jakiegoś wstrząsu anafilatycznego czy coś.
Ale nie, trzymam się dzielnie. Nakręcona jestem raczej.
Chociaż czuję powoli zmieniającą się kolejną cyfrę w kalendarzu.
Nie mogę spać w nocy - ci którzy mnie znają wiedzą że takie coś jak "bezsenność" w moim słowniku nie istnieje. No cóż - starzeję się chyba.
Postanowiłam uporządkować zdjęcia ... Przypadkiem oczywiście wpadłam na "tworzenie kopii zapasowych", ze zdjęć rzecz jasna, gdzieś w chmurze w Google.
Przy okazji zaczęłam kasować co bardziej beznadziejne egzemplarze.
Całkiem przypadkiem skasowałam większość zdjęć z bloga.
Jak to powiedział mój brat, nie jestem pierdolnięta, tylko permanentnie zakręcona.
Z tego chyba nigdy nie wyrosnę.
Przy okazji przeglądania zdjęć, wpadłam na kilka "mini filmików". Stare jak nie wiem co, długie nie są, ale wzruszyłam się i uśmiałam do łez.
Czy ktoś jeszcze pamięta moich chłopców w takim wydaniu?!
Jak się dowiedzą to się chyba wyrzekną praw do spadku po swojej rodzicielce, ale co tam.
Krzyś jak to zobaczył, podsumował
- Jak mogłaś pozwolić nam urosnąć?! Byliśmy tacy słodcy!
A tym czasem Nowy Rok przyniósł zmiany, a raczej plany zmian.
Kolejnych zmian.
Szukam pracy i mieszkania.
Mój planowy termin "0" to koniec marca.
Tak więc trzymajcie kciuki.
A może ktoś z was zna na wyspie zielonej kogoś kto chciałby zatrudnić mą skromną osobę ...
Nie?! - Tak myślałam.
Ale to nic, Dublin i okolice zostały zalane moim CV w ilości hurtowej.
Czekam i działam dalej.
Przy okazji kasowania i psucia ... nadal nie mogę zalogować się na Bloga jak normalny człowiek, tylko kombinuję. Na szczęście mam już wprawę.
Oraz nie mogę wstawić wam filmiku, więc musicie zadowolić się linkami.
Taka sytuacja.
Powiedziałbym nawet że mega leniwy.
Spędziłam ten czas na "dalekiej północy" u mojego brata na kanapie.
Bałam się że po powrocie do rzeczywistości dostane jakiegoś wstrząsu anafilatycznego czy coś.
Ale nie, trzymam się dzielnie. Nakręcona jestem raczej.
Chociaż czuję powoli zmieniającą się kolejną cyfrę w kalendarzu.
Nie mogę spać w nocy - ci którzy mnie znają wiedzą że takie coś jak "bezsenność" w moim słowniku nie istnieje. No cóż - starzeję się chyba.
Postanowiłam uporządkować zdjęcia ... Przypadkiem oczywiście wpadłam na "tworzenie kopii zapasowych", ze zdjęć rzecz jasna, gdzieś w chmurze w Google.
Przy okazji zaczęłam kasować co bardziej beznadziejne egzemplarze.
Całkiem przypadkiem skasowałam większość zdjęć z bloga.
Jak to powiedział mój brat, nie jestem pierdolnięta, tylko permanentnie zakręcona.
Z tego chyba nigdy nie wyrosnę.
Przy okazji przeglądania zdjęć, wpadłam na kilka "mini filmików". Stare jak nie wiem co, długie nie są, ale wzruszyłam się i uśmiałam do łez.
Czy ktoś jeszcze pamięta moich chłopców w takim wydaniu?!
Jak się dowiedzą to się chyba wyrzekną praw do spadku po swojej rodzicielce, ale co tam.
Krzyś jak to zobaczył, podsumował
- Jak mogłaś pozwolić nam urosnąć?! Byliśmy tacy słodcy!
A tym czasem Nowy Rok przyniósł zmiany, a raczej plany zmian.
Kolejnych zmian.
Szukam pracy i mieszkania.
Mój planowy termin "0" to koniec marca.
Tak więc trzymajcie kciuki.
A może ktoś z was zna na wyspie zielonej kogoś kto chciałby zatrudnić mą skromną osobę ...
Nie?! - Tak myślałam.
Ale to nic, Dublin i okolice zostały zalane moim CV w ilości hurtowej.
Czekam i działam dalej.
Przy okazji kasowania i psucia ... nadal nie mogę zalogować się na Bloga jak normalny człowiek, tylko kombinuję. Na szczęście mam już wprawę.
Oraz nie mogę wstawić wam filmiku, więc musicie zadowolić się linkami.
Taka sytuacja.
środa, 2 stycznia 2013
2013 UWAŻAM ZA ROPOCZĘTY
Nowy rok uznaję za rozpoczęty ... i to jak.
Pierwsze postanowienia Noworoczne już mam - w ramach wyciągania wniosków i uczenia się na własnych błędach.
1 - Nigdy więcej nie chodzić do pracy z gorączką i gilami do pasa (ewentualnie wchodzą w grę takie do szyi).
2 - Nigdy więcej postanowień noworocznych, bo i tak szybko o nich zapominam, a jak przychodzi do podsumowania, to człowiek tylko doła łapie że taki mało zdyscyplinowany i z zagubiona silną wolą ...
Wirus, którego miałam wątpliwą przyjemność otrzymać w prezencie gwiazdkowym, zadomowił się na dobre. W zasadzie to chyba ustąpił miejsca już jakimś innym dziwnym bakteriom czy czemuś tam, bo ponoć już nie prątkuję. Można się ze mną całować - nie powinnam zarazić. To jakiś plus.
Zastanawiam się czy to nie jest nowoczesna wersja rózgi dla niegrzecznych dzieci?!
Jak w większości miejsc pracy, koniec miesiąca to zazwyczaj niezły czad, a koniec roku to już niezły kosmos. Jako osoba nad wyraz odpowiedzialna (za swoją pracę, bo za zdrowie to już nie bardzo) chodziłam z gilem do pasa i lekko wrząca w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Bo stary trzeba było pięknie zakończyć, nie zostawiać niczego na nowy ... No zakończyłam cudnie.
Dzisiaj zamiast zameldować się w pracy, odmeldowałam się u swojego ulubionego lekarza pierwszego kontaktu.
- Ależ pani dzisiaj jest pociągająca! - przywitał mnie w progu.
I nie miało to związku z moim nieodpartym urokiem osobistym, wdziękiem, urodą, skromnością i masą innych.
Okazuje się że ze mnie taka gorąca laska, że aż mi się zatoki zapaliły, a mój lekarz wie jak kobietę położyć do łóżka. Nie to żebym strasznie się wzbraniała, nie. Oprócz leków, dostałam przymusowe wolne 1,5 TYGODNIA!!!!
Jedne z tabletek, podobno dają "niezłego kopa". Oprócz tego że działają jak kret na uparte zatoki, to jeszcze doprowadzają pacjenta do takiego stanu, po którym nie powinien wsiadać za kierownicę.
ZAPAMIĘTAĆ:
Nie prowadzić przez tydzień.
Jest szansa że się uda, wszak osobistego pojazdu nie posiadam, ale nigdy nie wiadomo.
A lek jest niezły. Jeszcze zanim go wzięłam, już miałam jazdy. Wstawiłam pranie zamiast szybkie 40 min, to wybrałam 40'C - 1,5 godz. Niby cyfra się zgadza ...
Tak więc teraz grzecznie doprowadzam się do stanu używalności.
A mówiłam wam że moje "Noworoczne dzieci" są cudne?!
- Mamo, ale ty jesteś z tym katarem biedna i obdarta!
No coś w tym jest, nie da się ukryć.
Musiałam wyglądać żałośnie, ponieważ potomstwo moje (wszystkie 2 sztuki na raz) nie dość że grzecznie odrobiło lekcje, pozmywali po sobie po obiedzie (tylko miseczki po zupie, ale zawsze) oraz sami między sobą ustalili grafik. Będą zmywać po śniadaniu i wyrzucać śmieci na zmianę, bez bicia.
Jestem w niebie, albo mam dobre leki :)
Pierwsze postanowienia Noworoczne już mam - w ramach wyciągania wniosków i uczenia się na własnych błędach.
1 - Nigdy więcej nie chodzić do pracy z gorączką i gilami do pasa (ewentualnie wchodzą w grę takie do szyi).
2 - Nigdy więcej postanowień noworocznych, bo i tak szybko o nich zapominam, a jak przychodzi do podsumowania, to człowiek tylko doła łapie że taki mało zdyscyplinowany i z zagubiona silną wolą ...
Wirus, którego miałam wątpliwą przyjemność otrzymać w prezencie gwiazdkowym, zadomowił się na dobre. W zasadzie to chyba ustąpił miejsca już jakimś innym dziwnym bakteriom czy czemuś tam, bo ponoć już nie prątkuję. Można się ze mną całować - nie powinnam zarazić. To jakiś plus.
Zastanawiam się czy to nie jest nowoczesna wersja rózgi dla niegrzecznych dzieci?!
Jak w większości miejsc pracy, koniec miesiąca to zazwyczaj niezły czad, a koniec roku to już niezły kosmos. Jako osoba nad wyraz odpowiedzialna (za swoją pracę, bo za zdrowie to już nie bardzo) chodziłam z gilem do pasa i lekko wrząca w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Bo stary trzeba było pięknie zakończyć, nie zostawiać niczego na nowy ... No zakończyłam cudnie.
Dzisiaj zamiast zameldować się w pracy, odmeldowałam się u swojego ulubionego lekarza pierwszego kontaktu.
- Ależ pani dzisiaj jest pociągająca! - przywitał mnie w progu.
I nie miało to związku z moim nieodpartym urokiem osobistym, wdziękiem, urodą, skromnością i masą innych.
Okazuje się że ze mnie taka gorąca laska, że aż mi się zatoki zapaliły, a mój lekarz wie jak kobietę położyć do łóżka. Nie to żebym strasznie się wzbraniała, nie. Oprócz leków, dostałam przymusowe wolne 1,5 TYGODNIA!!!!
Jedne z tabletek, podobno dają "niezłego kopa". Oprócz tego że działają jak kret na uparte zatoki, to jeszcze doprowadzają pacjenta do takiego stanu, po którym nie powinien wsiadać za kierownicę.
ZAPAMIĘTAĆ:
Nie prowadzić przez tydzień.
Jest szansa że się uda, wszak osobistego pojazdu nie posiadam, ale nigdy nie wiadomo.
A lek jest niezły. Jeszcze zanim go wzięłam, już miałam jazdy. Wstawiłam pranie zamiast szybkie 40 min, to wybrałam 40'C - 1,5 godz. Niby cyfra się zgadza ...
Tak więc teraz grzecznie doprowadzam się do stanu używalności.
A mówiłam wam że moje "Noworoczne dzieci" są cudne?!
- Mamo, ale ty jesteś z tym katarem biedna i obdarta!
No coś w tym jest, nie da się ukryć.
Musiałam wyglądać żałośnie, ponieważ potomstwo moje (wszystkie 2 sztuki na raz) nie dość że grzecznie odrobiło lekcje, pozmywali po sobie po obiedzie (tylko miseczki po zupie, ale zawsze) oraz sami między sobą ustalili grafik. Będą zmywać po śniadaniu i wyrzucać śmieci na zmianę, bez bicia.
Jestem w niebie, albo mam dobre leki :)
sobota, 31 grudnia 2011
HAPPY NEW YEAR
Podsumowanie minionego roku ...
Bilans ogólny wychodzi raczej na +, bo jakże mogłoby by inaczej.
Jesteśmy zdrowi, mam pracę. Wzbogacona o kilka życiowych doświadczeń, przez co mądrzejsza?!
Pewnie i kilka małych dobrych uczynków na koncie by się znalazło.
Jest SUPER.
Postanowienia noworoczne?!
- będę lepszym człowiekiem
- będę mniej krzyczeć i przestanę być wredną jędzą
- zacznę pisać książkę - wymyślenie np tytułu to również można uznać za początek
- moje dzieci nie będą się mnie wstydzić kiedy śpiewam - przestanę śpiewać lub ograniczę się do miejsc odludnych
Prognoza długoterminowa, na najbliższe dziesięciolecie
- dorobię się samochodu
- nauczę się grać na pianinie, lub saksofonie- grę na nerwach opanowałam do perfekcji
- napiszę książkę - tą, którą zacznę w tym roku
A Wam/Nam
Bilans ogólny wychodzi raczej na +, bo jakże mogłoby by inaczej.
Jesteśmy zdrowi, mam pracę. Wzbogacona o kilka życiowych doświadczeń, przez co mądrzejsza?!
Pewnie i kilka małych dobrych uczynków na koncie by się znalazło.
Jest SUPER.
Postanowienia noworoczne?!
- będę lepszym człowiekiem
- będę mniej krzyczeć i przestanę być wredną jędzą
- zacznę pisać książkę - wymyślenie np tytułu to również można uznać za początek
- moje dzieci nie będą się mnie wstydzić kiedy śpiewam - przestanę śpiewać lub ograniczę się do miejsc odludnych
Prognoza długoterminowa, na najbliższe dziesięciolecie
- dorobię się samochodu
- nauczę się grać na pianinie, lub saksofonie- grę na nerwach opanowałam do perfekcji
- napiszę książkę - tą, którą zacznę w tym roku
A Wam/Nam
Życzę dużo miłości,
Bo jak bez miłości żyć?!
Życzę Wam/Nam radości,
Bo lepiej pogodnym być.
Kasy odrobinkę, bo choć szczęścia nie daje,
To czasem się przydaje
Mądrych decyzji, szalonych zdarzeń.
Życzę Wam/Nam spełnienia marzeń.
Życzę Wam/Nam
lepszego 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
