Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2015

Z ADMINISTRACJI DO SZKOŁY SPECJALNEJ I POLICYJNE REKORDY, CZYLI JAK DOSTAŁAM PRACĘ

Wspominałam coś ostatnio że chwalić się będę swoją osobą na rozmowie o prace?!
Otóż  nic z tych rzeczy. Wcale nie musiałam.
Jak tylko przekroczyłam próg biura w którym byłam umówiona, wszyscy poznali się na moim wewnętrznym pięknie. Zewnętrzne było schowane głębiej.

A tak serio, to nigdy nie byłam na takiej rozmowie, a kilka już w swoim życiu zaliczyłam.
Zawsze mi się wydawało i wspomniane doświadczenie to potwierdzało, na rozmowie o prace trzeba się prężyć i swoje zalety eksponować - umysłowe rzecz jasna. Zawsze TO JA musiałam przekonywać że to właśnie MNIE potrzebują do pracy.

Wczoraj było nieco inaczej.
Z 20 min rozmowy - 15 min dwie panie przekonywały mnie dlaczego to właśnie tam powinnam się zatrudnić ..., a nie odwrotnie.

Szłam z nadzieją że dostane pracę w biurze, a zaoferowano mi miejsce w szkole specjalnej (wbrew pozorom nie w charakterze podopiecznego).
A gdybym się jednak nie czuła tam najlepiej to przeniosą  mnie do biura bez najmniejszego problemu ...
Nie wiem jeszcze gdzie jest haczyk, bo chyba musi być nie?!
Jestem zajebista, no ale nie aż tak.

Teraz czekam - kolejny już raz, na potwierdzenie o niekaralności.
Jak tylko upewnią się że grzeczna ze mnie dziewczynka - zaczynam pracę.



środa, 25 lutego 2015

MATKA POLKA CZYLI KOBIETA MULTITASK

My kobiety, matki, to jednak jesteśmy zajebiste.
Robię pranie, myjąc naczynia, drukując referencje i tuląc do snu potomstwo. Jednocześnie biorę prysznic i robię kanapki na rano do szkoły dla potomka, bo pewnie o świcie nie będę miała do tego głowy. Tylko na prasowanie zabrakło mi ręki przez kieliszek z winem.


Zapomniałam jeszcze o tym że czytam materiały o Vacie. I nie mam tu na myśli Waty cukrowej przez "V". Tu się rozgrywa walka o podatki.
Tak, na stare lata dla rozrywki, albo dla samobiczowania się uczę. Na księgową znaczy się.
Czytam i sama nie wierze w to co widzę.

Kobieta Multitask

A jutro rano wszyscy trzymają kciuki, bo będę się chwalić własną osobą na rozmowie o pracę!

P.S.
Czy dodałam że w przerwie popełniam posta?!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

JAKI PONIEDZIAŁEK, TAKA DAWKA POLOPIRYNY ... CZYLI JAK ZAGIEŁAM CZASO-PRZESTRZEŃ

Dokonało się niemalże.
O mały włos nie pozostawiłam ducha gdzieś na wiejskim przystanku.
W Polandii mróz, śnieg. Normalnie zima pełną gębą. Cały czas cieszyłam się że u nas na wsi wiosna prawie. Kiełkują cebulki kwiatów w doniczkach w ogrodzie. Nawet krzak jeden dziwny, co to miałam w planach go wyciąć jak tylko na zimę wyłysieje - nie zdążył. Jeszcze kilka listków zostało, już już witał się z gąską - i zaczął kwitnąć. No żesz kurtka siwa. I jak ja mam go takiego kwitnącego życia pozbawić?! Żal mi się chwasta zrobiło i rośnie dalej.

Tym czasem, na jedną z moich aplikacji w sprawie pracy, odpowiedziano. Jakieś 2 tygodnie temu może, byłam na rozmowie o pracę. Jeszcze dobrze do domu nie wróciłam, już dostałam zaproszenie na szkolenie - takie wrażenie na rozmówcach wywarłam ;)
No wiec pojechałam tam dzielnie dzisiaj.
O ile droga samochodem z moją osobistą koleżanką zajęła nam 15 w porywach do 20 min, to autobusem czas ten wydłużył się nieco - 1,5-2 godziny.
Wszystko odbywało się w zasadzie w pobliskiej wsi (następnej dzielnicy Dublina). Problem polega jednak na tym że można tam dojechać tylko z przesiadką (mowa tu o komunikacji miejskiej) i to z taką krajoznawcą - dookoła miasta.
Najpierw zaufałam aplikacji na komórkę z rozkładem jazdy - nie pierwszy, ale najprawdopodobniej ostatni raz. W Polsce podany jest czas o której autobus ma być na przystanku, bo jeśli nie to kierowca musi być naszykowany na ostre cięgi od pasażerów, chyba że trafią się wyrozumiali, lub tak zmarznięci że ich mięśnie nie maja mocy sprawczej w celu rozbujania ręki czy też wytrzeszczu paszczy w celu nawrzeszczenia na winnego. Tutaj, to co jest na rozkładzie na przystanku, o ile w ogóle jest, to tylko wisi. Wspomniana aplikacja pokazuje za ile autobus ma być na danym przystanku. Czas ten potrafi się szybko zmienić w zależności od przepustowości dróg, albo długo nie zmieniać się wcale - w tak zwanych godzinach szczytu.
No więc pognałam skoro świt na przystanek, mając w zapasie 10 min. Jak dotarłam, okazało się że autobus już nie istnieje. W sensie nie pokazuje się. Wziął i wyparował, uległ biodegradacji - jak kolwiek to nazwać. Następny miał być za 45 min. Wróciłam do domu, bo na dworze ziąb. Po sprawdzeniu - miał być za min 15. Ubrałam się wiec grzecznie i pognałam czym prędzej co by i ten mi nie zniknął. I proszę państwa - zagięłam czaso-przestrzeń. Wielu rzeczy mogę się po sobie spodziewać, ale nie tego. Dotarłszy na przystanek okazało się że znowu mam 44 min. Tym razem czekałam. Nie zamarzałam, obudziłam się za to bardzo skutecznie. Po 15 min jazdy - przesiadka. Kolejny autobus za 50 min ... Jak już dotarłam na miejsce oczywiście nie mogłam trafić ... Ale to już nikogo nie dziwi.
Najzabawniejsze było skupianie się na wyłapaniu odpowiedniego przystanka. Oczywiście okolicy nie znam ani ciut ciut. Wiedziałam tylko gdzie mam wysiąść po numerze przystanku. Ale przy moim sokolim wzroku nie zawsze go widziałam nawet jak już autobus stał, a co dopiero wcześniej, bo tutaj jak nie zatrzymasz autobusu przyciskiem STOP (jak w Polandii przystanki na żądanie) to ten będzie jechał w siną dal. No chyba że ktoś mu pomacha na ulicy. Dobrze że nie byłam się w stanie zobaczyć - mojej żółwiej szyi, czy pozycji pieska preriowego.
Dotarłam na miejsce cudem. Tak też wróciłam. Oczywiście pomyliłam przystanki i bałam się że po ciemku to jedynie trafie do pobliskiego szpitala psychiatrycznego. W między czasie zastanawiałam się czy nie zakwitnąć na przystankach, ale byłam bliska jedynie rozpadowi na kawałki pod wpływem niskiej temperatury.
Dałam radę. Teraz odtajam.
Jutro włożę sobie w buty i w rękawiczki rozżarzone węgle chyba. Padła też propozycja od Selera (on to dopiero ma życiowe pomysły) żebym wcześniej wypiła flaszkę wódki, ale jak mają ze mną kontrakt podpisać, to wolałabym chyba nie.

Teraz tylko mursze czekać, aż mnie w policji sprawdzą - wiecie niekaralność i takie tam. Po podaniu im tylu adresów poprzedniego zamieszkania, może to chwilę potrwać. Poza tym grzeczną jestem dziewczynką, ale podobno niezłe ze mnie ziółko.
Na szczęście, nie trwa to dłużej niż 3 do 18 tygodni!!!
Czyli podumowując - nadal szukam pracy!

P.S. Dzisiaj w naszej wsi było +6'C z lekką mżawką.
Wyobrażacie sobie mnie teraz w -20'C ....?!

piątek, 10 stycznia 2014

PLANY I ROKU POCZĄTKI, A ŚWISTAK SIEDZI I ZAWIJA W TE SREBERKA ...

Koniec roku był leniwy.
Powiedziałbym nawet że mega leniwy.
Spędziłam ten czas na "dalekiej północy" u mojego brata na kanapie.
Bałam się że po powrocie do rzeczywistości dostane jakiegoś wstrząsu anafilatycznego czy coś.
Ale nie, trzymam się dzielnie. Nakręcona jestem raczej.
Chociaż czuję powoli zmieniającą się kolejną cyfrę w kalendarzu.
Nie mogę spać w nocy - ci którzy mnie znają wiedzą że takie coś jak "bezsenność" w moim słowniku nie istnieje. No cóż - starzeję się chyba.

Postanowiłam uporządkować zdjęcia ... Przypadkiem oczywiście wpadłam na "tworzenie kopii zapasowych", ze zdjęć rzecz jasna, gdzieś w chmurze w Google.
Przy okazji zaczęłam kasować co bardziej beznadziejne egzemplarze.
Całkiem przypadkiem skasowałam większość zdjęć z bloga.
Jak to powiedział mój brat, nie jestem pierdolnięta, tylko permanentnie zakręcona.
Z tego chyba nigdy nie wyrosnę.
Przy okazji przeglądania zdjęć, wpadłam na kilka "mini filmików". Stare jak nie wiem co, długie nie są, ale wzruszyłam się i uśmiałam do łez.
Czy ktoś jeszcze pamięta moich chłopców w takim wydaniu?!
Jak się dowiedzą to się chyba wyrzekną praw do spadku po swojej rodzicielce, ale co tam.

Krzyś jak to zobaczył, podsumował
- Jak mogłaś pozwolić nam urosnąć?! Byliśmy tacy słodcy!

A tym czasem Nowy Rok przyniósł zmiany, a raczej plany zmian.
Kolejnych zmian.
Szukam pracy i mieszkania.
Mój planowy termin "0" to koniec marca.
Tak więc trzymajcie kciuki.
A może ktoś z was zna na wyspie zielonej kogoś kto chciałby zatrudnić mą skromną osobę ...
Nie?! - Tak myślałam.
Ale to nic, Dublin i okolice zostały zalane moim CV w ilości hurtowej.
Czekam i działam dalej.

Przy okazji kasowania i psucia ... nadal nie mogę zalogować się na Bloga jak normalny człowiek, tylko kombinuję. Na szczęście mam już wprawę.
Oraz nie mogę wstawić wam filmiku, więc musicie zadowolić się linkami.
Taka sytuacja.

piątek, 15 marca 2013

BĘDĘ ...

Idzie wiosna - czas na zmiany.
U mnie zaczęły się już jakiś czas temu.
Trwa proces przewartościowywania oraz ustalania co ja w zasadzie bym chciała w życiu robić?!
Że myślenie jak się okazuje bywa zaraźliwe, dołączył się do rozważań Marian. Dumał, dumał i wymyślił.
- Będę architektem! A dla przyjemności perkusistą!
Już wiem kto mi zaprojektuje pierwszy dom -zamyśliłam się wyobrażając sobie piękny przytulny domek z ogrodem ...
- A w wakacje będę podróżnikiem. Będę jeździł po dżunglach i szukał różnych robaków i będę robił im zdjęcia ....
Blech.
Zastanawiam się jak to możliwe, że jesteśmy spokrewnieni?!

A tym czasem szukam nowej pracy, szkolę się i działam powolutku.



 


piątek, 1 marca 2013

DO WZIĘCIA

Młoda, piękna, skromna, z poważną wadą wzroku (ale to może być i zaletą, bo wielu rzeczy dzięki temu nie dostrzegam) szuka przystojnego, nadzianego, może być z lekkim akcentem, najlepiej bruneta lub rudego, chociaż innych opcji nie wykluczam. 
W sumie to może nawet być kobieta - długonoga blondynka, brunetka lub łysa. Opcji z tą samą płcią nie próbowałam jeszcze. A co tam, raz się żyje.
Jednym słowem SZUKAM NOWEGO PRACODAWCY.
Mój uroczy szef po wczorajszych kłamstwach prosto w oczy, że będzie cudnie, wspaniale, miód rzeką płynący, wręczył mi wypowiedzenie jak już wychodziłam. Domyślam że upije się dzisiaj z radości (on znaczy się).

W związku z powyższym, poprzedni post można uznać za nieaktualny.
Z tą książką też żartowałam jakby co.

Czekam na ciekawe propozycje ;)

JESZCZE NIE DO WZIĘCIA

A miało być tak pięknie ...

Od jakiegoś roku słyszę w pracy że cięcia, że zwolnienia, że pewnie w końcu i moja głowa poleci. Stało się to jakby częścią istnienia w tej firmie. Z resztą w której nie jest?! Przeszłam z tym do porządku dziennego i raczej nie emocjonuję się kolejnymi "nowościami" z serii czyja głowa w tym miesiącu poleci - mój żołądek i system nerwowy są innego zdania, ale co one (organy wewnętrzne) tam wiedzą.
Co ma być, to będzie.
Od zeszłego tygodnia dało się jednak zauważyć pewne zmiany. Zamykają oddziały,redukują obsadę, pracowników którzy zostają "rozdysponowują" po innych placówkach. Jednym słowem - ratują firmę.
Moja d... khm głowa znowu została zagrożona. Było to na tyle prawdopodobne że już nawet się spakowałam. Od poniedziałku wmawiałam sobie że będzie dobrze, że w sumie to miło będzie od piątku pójść na urlop. że w końcu napisze książkę, której mam już z 10 stron. Że znowu będę DO WZIĘCIA ...
Wczoraj pod koniec dnia pracy dowiedziałam się że jednak zmienili zdanie i przychodzę w piątek (czyt. dzisiaj) normalnie do pracy. Zmiany personalne będą od poniedziałku, ale raczej mnie nie dosięgną ...
No i dzisiaj nie mam już mocy.
W poniedziałek rozdysponowałam swoją energię na efektywną eksploatację do czwartku włącznie.
Dzisiaj jadę na rezerwie i tylko przy życiu utrzymuje mnie świadomość, że za godzin kilka weekend.
Potrzebuję go jak sucha ziemia dżdżu!

Byle do 17:00!

piątek, 1 lutego 2013

PIĄTEK, KTÓREGO NAJWIĘKSZĄ ZALETĄ JEST TO, ŻE SIĘ JUŻ KOŃCZY

Tak, bo dzisiaj jest piątek, który na szczęście do końca ma już bliżej niż dalej.

Miałam nie narzekać.
Tak sobie postanowiłam na wypadek gdyby jednak mit z aniołem stróżem siedzącym codziennie rano na ramieniu i notującym nasze narzekanie jako listę życzeń był prawdą.
Ale już nie mogę.
To prawda że moja praca nie jest pracą marzeń - ale jest! Są tacy, którzy nie mają takiego szczęścia.
To nic że niektóre osoby ze mną pracujące są świniami - dzięki temu bardziej kontrastuje moja zajebistość
To nic że osoby ze mną pracujące są niewyuczalne - dzięki temu wydaję się jeszcze bardzie bystra.
To nic że moja pensja przypomina bardziej jałmużnę - ale jest!
To nic że nikt się mnie nie pyta czy mam ochotę zostać dłużej w pracy i że za nadgodziny nikt nie płaci - jak wystarczająco długo i wytrwale będę prosić pana kierownika, otrzymam w końcu kiedyś maila "wyrażam zgodę na odbiór godzin", a taki mail, to już coś, wszak nikt takich nie dostaje. To ja jestem uprzywilejowana do ustaleń "na piśmie". Inni muszą się zadowolić ustna umową.
To nic że mam do czynienia z ludźmi bardzo niesłownymi - wyleczyłam się skutecznie z naiwności.

Po całym dniu, kiedy to nakrzyczałam na jednego z klientów, zamilkł, myślałam że się obraził (na szczęście nie) i stwierdził.
- Bo bez pani, to oni by byli w czarnej dupie. Każdy sobie panią gębę wyciera ...
Pokazałam mu (klientowi) kierunek do gabinetu kierownika - jak zwykle nie poszedł. Zastanawiam się czy to tylko nasza przypadłość Polaków. Jeśli chcesz zrobić awanturę - sam znajdziesz pokój kierownika, dyrektora czy innego przełożonego osoby na którą aktualnie się wkurzasz. Jeśli masz kogoś pochwalić, to droga 2 metrów staje się niemożliwa do pokonania i nagle przestajemy rozmawiać w tym samym języku.
A może w końcu nie zarabiałabym najmniej?

Nie wliczam już do uroków dnia dzisiejszego tego  że rano padało, a ja wyprałam akurat kurtkę z kapturem. Nie muszę chyba wspominać że nie zabrałam właśnie dzisiaj czapki ani tez nawet parasola.
Albo tego że przed pracą poszłam na szybkie zakupy, bo wczoraj nie zdążyłam, bo jak wspomniałam nikt się dzień wcześniej mnie nie zapytał czy mam ochotę zostać po godzinach, po czym nie przyjechał tramwaj i spóźniłam się do pracy.
Albo tego że w końcu zostawiłam swoje zakupy obok firmowego komputera. Przypomniałam sobie w połowie drogi na przystanek. Nie mogłam się już wrócić, bo bym nie zdążyła.
No i tego że właśnie dzisiaj autobus nie przyjechał ...
Albo tego że Tofisław (pies mojej mamy, która ku mojej "radości" pozwoliła nam się nim opiekować w czasie swojej wizyty u mojej siostry) ugryzł Krzysia,  zarzygał Marcinowi kołdrę, dzisiaj wyjątkowo śmierdzi i ogólnie nie jest moim ulubionym członkiem rodziny - jutro już wróci do swojej pani, a my utwierdziliśmy się w przekonaniu że psa jednak nie chcemy.
....

Dzisiejszy dzień traktuję jako zakończenie tygodnia, a nie jako początek nowego miesiąca.
Jeśli cały luty (na szczęście krótki) będzie tak wyglądał, to w końcu usiądę i zapłaczę.

Byle do wiosny

wtorek, 2 października 2012

POWRÓT

Doprowadziwszy swój organizm niemalże do stanu używalności, powróciłam do pracy.
Niemalże, bo moja krtań jest nadal innego zdania. Mówię i brzmię na oko w zasadzie normalnie. Na ucho profesjonalisty ponoć mam papier ścierny w gardle. Dyskutować nie zamierzam, tylko kisielki, tabletki "mydlane" zażywać zamierzam grzecznie.
Tylko oleju nie wypiję - BLECHHHH

Zazwyczaj po urlopie, albo choćby kilkudniowej nieobecności, stałym punktem jest depresja pourlopowa. Ale któż jej nie ma?!
Organizm rozleniwiony, ma kłopoty z nawiązaniem współpracy z wstawaniem o godzinie dalekiej od humanitarnej, a wieczory przeciągają się do godzin "dnia następnego", widok niektórych osób doprowadza do "refluksu"...
Z drugiej strony ocena własnej osoby w takim dniu pierwszym czy drugim po powrocie rośnie ...
Nikt bowiem nie cieszy się na mój widok tak bardzo, jak niektórzy moi koledzy, którzy na czas mojej nieobecności, bez względu na to czy chcą, czy też nie, przejmują moje obowiązki z różnym skutkiem.
Oraz klienci witają mnie okrzykami "jak to dobrze że w końcu pani wróciła".
Nie powiem, miło jest - przez chwilę.
Po kilku godzinach słuchania cudnych komentarzy skierowanych w kierunku mojej osoby, postanowiłam odsyłać wielbicieli moich kompetencji (bo nie urody przecież) do "od kierownika po dyrektora".
Sugerowałam grzecznie, że numer telefonu czy adres mailowy z radością podać mogę, aby taki klient jeden z drugim wykazać się wyobraźnią mógł do woli. Wówczas zachwytów mogą nie szczędzić.
Wszak osoby wyższego stanowiska żyją w zupełnej nieświadomości, jaki to skarb posiadają.

Dzisiaj postanowiłam sobie, że jeśli zachwyty do końca tygodnia nie skończą się, albo chociaż nie osłabną, wywieszę kartkę w stylu:

SZANOWNI PAŃSTWO
W TROSCE O DOBRO I ZADOWOLENIE KLIENTÓW ORAZ PRACOWNIKÓW, WSZYSTKIE POCHLEBNE UWAGI DOTYCZĄCE PRACY, KOMPETENCJI I INNYCH WARTOŚCI POZYTYWNYCH, PROSIMY KIEROWAĆ BEZPOŚREDNIO DO:
KRS: Jakiśtam Ktośtam
tel: 0123456789
DYREKTOR: Inny Bardzowazny
tel: 0987654321
mail: innybardzowżny@cośtam
PRACOWNIK TĄ DROGA POCHWALONY, MA SZANSE NA DOCENIENIE PRZEZ PRACODAWCĘ


Jeszcze pomyślę, rozważę i zastanowię się.





czwartek, 28 czerwca 2012

Życie

Życie wymusza na nas różne decyzje.
Na mnie przyszedł czas - ALBO ON ALBO JA.
Nie będę siedzieć i patrzeć jak ktoś sobie mną zad wyciera...
Dlatego SZUKAM PRACY.
 

Liczę na to że od propozycji zatka mi się skrzynka mailowa. Jedna i druga :)

środa, 21 kwietnia 2010

paragrafy

- Co pani taka zmyślona?
- Że co? -  zdziwiłam się spoglądając znad klawiatury swojego komputera - Przepraszam, nie zauważyłam jak pan wszedł
- No właśnie widzę! - dodał uradowany klient, co to najwyraźniej zabłądził, albo drzwi pomylił - zakochana, czy coś?
- Czy coś raczej, chociaż pierwszego się nie wypieram - dodałam siląc się na uśmiech i powoli logując się z powrotem do rzeczywistości.
- Coś ta wiosna pani nie służy, pani Gosiu.
W sensie że nie zabłądził, bo zna moje imię. A właściwie to dlaczego nie służy? Czyżbym tak "uroczo" wyglądała?!
- co to za "czy coś" panią tak wybiło z rytmu?
- A, takie tam. Przeglądam oferty pracy - odpowiedziałam ciekawskiemu - w czym mogę panu pomóc?
- No tak, ambicje rosną! Dobrze, trzeba się rozwijać. - stwierdził zamyślając się na chwilę -Przyniosłem pani potwierdzenie, ze uregulowałem fakturę, no i zakupy zrobić chciałem ...

Niech mnie chudy byk.
Wziął i zapłacił ! Sam, bez bicia i tortur cielesnych!
Świat schodzi na psy.
Niech no teraz wszyscy zaczną terminowo płacić ... Do kogo ja będę dzwonić co by zestresować troszkę? Komu będę fundowała psychiczne tortury swoim słodkim głosikiem?
Na szczęście pozostało już tylko 1,5 miesiąca.
Jak zwykle będę dzielna i dam radę.

Odnośnie "sądnego dnia", który miał się odbyć w poniedziałek.
Zaplanowanego dnia, nie odbył się. W związku z fruwającym pyłem wulkanicznym, mój ulubiony szef nie mógł przylecieć do Polski z rodzinnych Włoch. Podejrzewam to jakieś działania planowane, coś w stylu "poczekaj, postresuj się trochę" czyli jednym słowem znęcanie psychiczne. Okazało się, że udał się w podróż droga lądową - nie zazdroszczę.
- Przyjedzie we wtorek z dokumentami - powiedziała koleżanka z biura w Poznaniu
wtorek:
- Nie przyjedzie do ciebie w cale, bo nie ma czasu. Jutro wyjeżdża na wakacje - poinformował uprzejmie kolega, co to również zaczyna hodować zieloną trawkę w ogródku przed domem, żeby 1go czerwca, uroczyście i oficjalnie rozpocząć sezon "niepracowania"

Kilka godzin później, pan "C" - czyt. szef - zaszczycił mnie swoją obecnością.
Przywitał się grzecznie, potłumaczył coś na migi, wręczył wypowiedzenie, dał na czekoladę dla dzieci ... i tyle go widziałam.
Podsumowując:
Wypowiedzenie doręczone do rąk własnym mojej skromnej osobie.
"Góra" i księgowość sprawdzają moją zdolność rozumienia tekstu, czyli odrabiają lekcję pt "kodeks pracy", zastanawiając się dlaczego należy mi się odprawa.
A ja wiem - hahah

Ja tymczasem zaczęłam akcje odzyskiwania świadectw pracy, a raczej wyrabianie duplikatów.
Któż jak nie ja, trzymając wspomniane tydzień temu w rączkach swych magicznych mógł je "wyparować"?!

Ehh - Byle do czerwca

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Sądny dzień

Dzisiaj jest sądny dzień.
Właśnie czekam na wizytę (chyba ostatnią) swojego "ulubionego" szefa.
To co nieoficjalne do tej pory, dzisiaj stanie się faktem.
Dzisiaj okaże się do kiedy pracuję i czy panu C. udało się tak zamieszać, żeby nie zapłacić mi odprawy i oszczędzić w ten sposób na wakacje w Kenii, na które wybiera się za tydzień.
Czekam z przestudiowanym kodeksem pracy i numerem telefonu do inspektoratu pracy.
Mam jeszcze swój urok osobisty :)

Korzystając z okazji
Chętnych do zatrudnienia mnie, uprzejmie prosze o kierowanie swoich ofert wraz ze zdjęciem na prywatną skrzynkę mailową.
Obiecuję rozważyć każda propozycję, jednak odpowiem tylko wybranym.

Miłego dnia wszystkim życzę :)



Złego kota znalazłam tu