Strony

czwartek, 29 października 2009

poniedziałek, 26 października 2009

Gitara, skrzypce ...

Gitara, skrzypce i wiolonczela, że instrumenty są to strunowe, każdy wie. Zazwyczaj zrobione z drewna, czasem z plastiku, ale i z kartonu być mogą. O tym poinformował mnie dzisiaj bardzo, bardzo wczesnym porankiem mój pierworodny.  6:50, wychodzimy za 10 min z domu, a Krzyś oznajmił że dzisiaj w szkole będą bawić się w lutników i potrzebuje pudełka, kartony, albo pojemniki jakieś do stworzenia instrumentów. O gumkach na struny wspomniał już w sobotę, ale z pamięci mej dziurawej zdążyło wylecieć do zakupów. Szybkie przeszpery i znalazłam gumek szt 2. Jak dobrze leniem czasem być. Nie chciało mi się wyrzucić wczoraj śmieci, wszak droga do zsypu daleka. Grzecznie, w szafce obok śmietnika stały kartony po sokach i nawet jakieś pudełeczko po słodkościach. Matki są jednak niesamowite. Zawsze coś znajdą!

Instrumentów nie będzie!
Pod szkołą zorientowaliśmy się, że skleroza nas dopadła.
Wszystkie kartoniki, pudełka, pojemniki, gumki, dyndają w reklamówce na szafie w przedpokoju. Teraz ich celem znowu stało sie wysypisko :)

piątek, 23 października 2009

Biodegradacja

Nie wszystko ulega biodegradacji, to wie raczej każdy. Niektóre rzeczy potrzebują więcej czasu - kilkuset lat, inne kilku ... ale żeby tak w ciągu jednej nocy. Z tego co wiem, PCV, nie jest tym expresowym tworzywem, lubi sobie poleżeć.
No wiec szyld z nazwą firmy w której mam przyjemność pracować, wyparował, rozpłynął się, uległ biodegradacji czy czemu tam jeszcze można. Wczoraj wieczorem jeszcze tu był, a dzisiaj nawet wydawało mi się że go widzę, ale to najwyraźniej była tylko projekcja mojego mózgu.
No więc jak przypuszczałam, nie mógł on ulec procesom chemicznym, o których mowa wcześniej.Wniosek jeden nasuwał mi się na myśl. ZGUBIŁAM go. Ja jestem zdolna do wszystkiego, nawet jesli dla ogółu coś jest nie do popsucia, nie do zgunienia, to ja to zrobię napewno, nawet bez wiekszych wysiłków. Taka ze mnie zdolna dziewczynka :)
W całej okolicy wielkie poruszenie. Pracownicy sąsiednich firm, zachodzili w głowę, komu i do czego mogłaby się przydać tak niepraktyczna rzecz. Chyba tylko do wkopania w ogródku w ziemie w ramach płotka,  czy czegoś takiego. W akcje poszukiwawczą bardzo zaangażował się nasz Pan Ochroniarz, któremu jak stwierdził "nie rzuciła się dzisiaj rano w łokcie" - bardzo mu dziękuje. Wszczął niemalże dochodzenie. Podejrzenie padło na panią sprzątającą. Oczywiście istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności. W związku z tym, pojawiła się tylko w dochodzeniu jako osoba, która jako ostatnia mogła widzieć zaginioną - tablicę. Myślałam że będę musiała czekać na wyniki śledztwa do poniedziałki, bo dopiero w weekend owy świadek maił się pojawić w okolicy. No ale Szerlok spisał się na medal. Kilka telefonów, kilka kontaktów uruchomionych ...
W dniu 23.10.2009 o ok godziny 12 tej, poszukiwana odnalazła się w schowku pani sprzątającej w towarzystwie szczotek, mopów, wiader i innych. Została tam schowana, aby uniknąć sytuacji zagubienia.
Wniosek - w przyrodzie tak łatwo nic nie ginie.
Postanowienie - praca nad komunikacja międzyludzka
Postanowienie 2 - wizyta u okulisty - wzrok chyba mi się poprawił skoro widzę rzeczy których nie ma, albo u neurologa - mam opóźnioną reakcje na bodźce - obraz zobaczony wczoraj, widzę dopiero dzisiaj :)

P.S
I jeszcze mały rozluźniacz. ! Sebciu muszę!
Wczoraj, Sebastian pomalował w sklepie w którym pracuje 1 ścianę na kolor bliżej nieokreślony, ale podobny do żółtego wyblakniętego od słońca. Po przebraniu się z seksownych ciuszków "roboczych", wracając do sklepu usłyszał bzzzyczenie. To cała masa klientek krążyła wokół lady, z niecierpliwości przebierając nóżkami. Zleciały się jak muchy do pięknej "żółtej" ściany. Na co Sebastian, do swojego szefa : "Dobrze że nie pomalowałem ściany gównem"

I zaraz znowu zaczyna się weekend :)

wtorek, 20 października 2009

z całym szacunkiem ...

Z całym szacunkiem dla innych orientacji niż moja, Durszlak jest Gejem!
Do takiego wniosku w ten piękny, mglisty, pochmurny i zimny poranek, doszedł Sebastian. No cóż, chyba ma racje. To by wiele wyjaśniało.
Dzisiejszy dzień powinnam zapisać szarym mydłem na kominie. Po raz pierwszy w mojej karierze zawodowej w obecnej firmie, ktoś na mnie czekał. Rano, podczas gdy rozkoszowałam się jazdą środkami komunikacji miejskiej, zadzwonił do mnie klient. Zapytał się czy będzie dzisiaj otwarte, bo stoi pod drzwiami ... W pierwszej chwili pomyślałam że to żart. Kierowca autobusu jakby to słyszał, bo zmieścił się w 8 min rozkładowej jazdy z miejsca X do przystanku na którym mam zwyczaj wysiadać. Klient czekał na mnie grzecznie i chyba był bardziej wdzięczy ze otworzę drzwi, niż zły że mnie tam nie było o godzinie o której być powinnam.
Musiałam się trochę poużalać na MPK, że taka biedna i obdarta jestem. Stwierdził, że chyba powinnam kupić samochód. Powiedziałam mu oczywiście że nabyłam droga kupna Durszlaka, ale generalnie to nie chce ze mną współpracować. Na co mój klient stwierdził, że dziwi się bardzo. Nie sądził że ktoś lub coś może mi się oprzeć. Co racja, to racja :)
No więc teraz już wszystko jest jasne. Groszek jest inaczej zorientowany, i ja go nie kręcę. W związku z powyższym, decyzja została podjęta - ostateczna jak sądzę. W przyszłym tygodniu Durszlak vel Groszek, zmienia właściciela. Nie mogę pozwolić na to, żebyśmy się dłużej razem męczyli.
Moja rodzicielka była zachwycona tą informacją. Normalnie była ze mnie dumna (jak to niewiele potrzeba żeby kogoś uszczęśliwić i jednocześnie dowartościować samego siebie)

Wniosek: muszę poważnie rozejrzeć się za szoferem :)

poniedziałek, 19 października 2009

Zimno :(

Zimno, a ja nie lubię tak :(
Za oknem mgła, temperatura poniżej przyzwoitej ... Piękne jest tylko to, że nie pada.
Weekend minął nam pod hasłem błogie nic nierobienie :) Kocham takie weekendy.
W sobotę szybkie odgruzowanie lokalu mieszkalnego i "małe" zakupy. W niedziele wyskoczyliśmy tylko do kościoła, nawet ugotowałam obiad i to byłoby na tyle z czynności pochłaniających energie. Potomstwo me zajmowało się nic nierobieniem z nami, albo tworzeniem prac plastycznych. Nawet specjalnie się nie kłócili - co nie jest normalne. A my, cały dzień leżeliśmy na kanapie przed telewizorem!!! Wymienialiśmy się tylko termometrem, żeby nie było ze takie nieuzasadnione to nic nierobienie. Sebastian, w swej uprzejmości wielkiej podzielił się ze mną swoimi zarazkami. Niby nic, ale jak się okazało orkiestrę w oskrzelach ma. Ja to chyba tak trochę żeby mu przykro nie było. Fakt jest jednak niezaprzeczalny. cierpiąca jestem! Mój mózg chociaż i tak spowolniony ostatnimi czasy boli okrutnie, w gardle zamieszkała rodzina jeży ...
Z tego wszystkiego przeprosiłam dzisiaj czapkę (z szalikiem i rękawiczkami zadaje się już od jakiegoś czasu).
Opatulona jak nie wiem co, rozpoczęłam kolejny tydzień.

Myślę, że mimo wszystko to będzie miły dzień:)

czwartek, 15 października 2009

BEDZIE DOBRZE :)

"hydraulik potrzebny od zaraz"

Poszukiwany hydraulik, zatykacz albo inny specjalista, ktory poradzi sobie z naszymi rodzinnymi przeciekami. Tak myslalam jeszcze wczoraj.
Jak to zazwyczaj w kazdej przyzwoitej rodzinie bywa, wszyscy dziela sie ze soba, nawet zarazkami. W zeszlym tygodniu, moj mlodszy ulubiony syn przeciekal, a wczoraj zaczal przeciekac moj starszy potomek. Lecialo z niego bardzo konkretnie, z duza czestotliwoscia ... Jak w takich sytuacjach bywa, mialam wizje kolejnej nieprzespanej nocy :( Ku mojej radosci, moj starszy ulubiony syn, zlitowal sie nad swoja matka. W zamian za mozliwosc spania obok - z pietrowego lozka, z gornego pokladu, ciezko by mu bylo wcelowac do miski, w razie jakby co. Noc przespal spokojnie, bez awarii, tylko suszylo biedaka co chwila.

Krzysio uszczelniony! Teraz kolej na mnie ?!

środa, 14 października 2009

... że niby co ?

Trochę się nie wyspałam, trochę wymarzłam, pogniotłam w autobusie. Jakaś młoda osoba pomyliła nawet moje ranie z oparciem :(  Rano nie miałam czasu wyprostować włosów, więc mam nieład artystyczny. Poprawiony przez wiatr prezentuje się, hmm powiedziałabym ciekawie.... Ale żeby zaraz: "wyglądasz fatalnie". Przecież ja zawsze jestem piękna. W sumie to się nawet tak źle nie czułam, dopóki sąsiad mój,  z biura obok uraczył mnie tym porannym komplementem. Dobrze że nie krzyknął ani nie uciekł na mój widok. Ale to by tłumaczyło dlaczego nikt koło mnie nie siadał w autobusie. Od razu zaczęło mnie wszystko boleć, poczułam jak bardzo jestem śpiąca. Na dworze pada, wieje, dmucha ...

No ale dzielne trzeba wypełniać swoje obowiązki.
To tylko 8 godzin w pracy - może nawet ktoś tu zabłądzi, potem tylko chwilka w autobusie (godzinka, może półtorej), pół godziny w kolejce na poczcie i w domu krasnale z czego jeden w stanie podejrzanym. Podejrzewam go o przemycenie wirusa :(  Czyli jutro nie będę wyglądała lepiej, bo pewnie kolejna nieprzespana noc przede mną. Zacznę rozglądać się za nową pracą. Myślę że szanse są, biorąc pod uwagę fakt, że niedługo Halloween, a w takim stanie, to co wychodzi mi naturalnie, bezwiednie, tak po prostu, to straszenie 
Zapowiada się kolejny fascynujący dzień

P.S z Groszkiem to już chyba naprawdę koniec!
Dzisiaj nawet nie próbowałam z nim rozmawiać. Jeszcze wczoraj myślałam że zaprowadzę go na terapie do specjalisty od popsutych durszlaków (nie pamiętam jak się nazywa ten pan, bo jest jeszcze wcześnie rano). Dzisiaj jakoś mi się już nie chce. Może jutro znowu zmienię zdanie - w końcu kobieta zmienną jest ;)
Zobaczymy jak bardzo będzie prosił :)

 P.S 2
Jednak jestem piękna. Sebastian przyglądał się długo, ale w końcu znalazł moje ukryte piękno. Było głęboko schowane, ale jest ;)

poniedziałek, 12 października 2009

... z nami koniec ...

... jak mu to powiedzieć? Jak zakomunikować delikatnie, tak żeby za bardzo nie urazić? To nie ma sensu, nie oszukujmy się dłużej. Będę tęsknić, ale tak będzie lepiej. Poza tym, moja mama nigdy go nie zaakceptowała. Ja wiem, to moje życie i ona go za mnie nie przeżyje, ale ma racje - mama zazwyczaj ma racje.
Kolejny raz pokłóciliśmy się z samego rana. dobry początek tygodnia. Już więcej nie pojadę z tobą do pracy. Dzisiaj skończyło się tym, że wysiadłam pod Castoramą i dalej do pracy pojechałam autobusem. Trudno, będę wcześniej wstawać. Przynajmniej znowu będę miała czas na poczytanie w środkach komunikacji miejskiej.
Wiem że chłopcy będą za nim tęsknić. Bardzo go polubili, ale może kiedyś będzie inny, lepszy i tez się przyzwyczają ...
Serce płacze :(
To już postanowione.
DURSZLAK, z nami koniec!!!

piątek, 9 października 2009

Marcin juz nie przecieka ...

Bolący brzuszek, temperatura, boląca główka, przeciekanie zewsząd ...
Mój najmłodszy potomek, Marcin miał wątpliwa przyjemność doświadczyć objawów jak sądzę grypy żołądkowej :(  Razem z nim cierpieli wszyscy - Krzyś nie mógł hałasować, wyjść na spacer, ja nie mogłam spać ... Swoją drogą ile rzeczy można wymyśleć w nocy żeby obudzić mamę - tylko dzieci tak potrafią.:
- za zimno - przykryj mnie proszę,
-za gorąco - czy możesz mnie odkryć,
- boli mnie głowa - nie chcę syropku,
- chce mi się pić,
- boli mnie głowa - poproszę syropek,
- siusiu,
- boli mnie brzuszek - poproszę miskę ...
Było pewnie jeszcze kilka innych ale z powodu średniej przytomności i specyficznej pory dnia, a raczej nocy, nie pamiętam wszystkiego.
Ciężkie to były chwile, ale daliśmy radę. Mój pierworodny zjednoczył się również z bratem i zaniechał walk i krzyków, a na dowód tego że ta sama krew w ich żyłach płynie - też się pochorował. Co prawda tylko ból głowy i ból brzuszka (chociaż mam wrażenie że z zupełnie innej przyczyny - mnie tez by rozbolał gdybym tyle zjadła), ale cierpiący był? - był! Został więc w domu 1 dzień. Jak się okazało wynudził się tak, że cudowne ozdrowienie nastąpiło i już dzisiaj rano z uśmiechem do szkoły pomaszerował.
A Marcin ... już wczoraj wieczorem miałam wrażenie że ma mu się na życie. Z przerażeniem patrzyłam jak znika kolacja. Dzisiejszej nocy wszyscy spali spokojnie.
Najmłodsze me dziecię już nie przecieka.
Medal dla Babci Jadzi za wytrwałość, bo nie lada wyczyn to zostać z moimi krasnalami w domu, cały dzień, bez możliwości wyjścia ... No i ta mąka ziemniaczana ;)