Człowiek uczy się całe życie. Nawet ja.
Potraficie dotknąć całą powierzchnią kciuka do przedramienia?!
Ja i połowa mojego potomstwa umiemy.
Okazuje się że dzięki temu mamy predyspozycje do bycia świetnymi sportowcami, bo jesteśmy bardzo elastyczni i mamy zwiększony zakres ruchów. Jednocześnie większą łatwość do kontuzji, więc powinniśmy mieć wzmocnione mięśnie.
Szkoda że nikt mi wcześniej tego nie powiedział, bo pewnie byłabym akrobatką, pływaczką, skakałabym o tyczce albo najęłabym się w cyrku jako kobieta guma. Teraz to tylko za pocisk armatni mogę robić.
Gdybym tylko wiedziała wcześniej ...
piątek, 15 maja 2015
sobota, 11 kwietnia 2015
WIOSNA ACH TO TY
Święta , Święta i po Świętach.
Były dziwne. Bez dzieci, ciche i spokojne - to nie Święta.
Jedyny plus tegorocznych jest taki, że miałam okazję spotkać się z moimi gwiazdami z dalekiej północy. Kochane, gdyby nie wy ...
Powoli wracamy do rzeczywistości.
Po 5 tygodniach Marcin w końcu pożegnał się z gipsem.
Teraz uczy się chodzić jak zwykły człowiek, bo póki co wygląda jak członek Agencji śmiesznych kroków.
Oznacza to że w poniedziałek wraca do szkoły!
Oł jeee!
Teraz jeszcze tylko znajdziemy mieszkanko, pogonimy Gardę co by mnie szybciej sprawdzili i byle do wakacji.
P.S.
A w czasie Świat wszystkim najbardziej smakował BIAŁY BARSZCZYK w moim wykonaniu.
Jaka ja z siebie dumna jestem! Ten barszczyk, którego zapomniałam ugotować.
Dobrze że wiosna u nas na całego, wiec moje dziwne loty mogę zwalić na jej przesilenie.
Były dziwne. Bez dzieci, ciche i spokojne - to nie Święta.
Jedyny plus tegorocznych jest taki, że miałam okazję spotkać się z moimi gwiazdami z dalekiej północy. Kochane, gdyby nie wy ...
Powoli wracamy do rzeczywistości.
Po 5 tygodniach Marcin w końcu pożegnał się z gipsem.
Teraz uczy się chodzić jak zwykły człowiek, bo póki co wygląda jak członek Agencji śmiesznych kroków.
Oznacza to że w poniedziałek wraca do szkoły!
Oł jeee!
Teraz jeszcze tylko znajdziemy mieszkanko, pogonimy Gardę co by mnie szybciej sprawdzili i byle do wakacji.
P.S.
A w czasie Świat wszystkim najbardziej smakował BIAŁY BARSZCZYK w moim wykonaniu.
Jaka ja z siebie dumna jestem! Ten barszczyk, którego zapomniałam ugotować.
Dobrze że wiosna u nas na całego, wiec moje dziwne loty mogę zwalić na jej przesilenie.
piątek, 3 kwietnia 2015
RADOSNYCH ŚWIĄT
Cudownych, rodzinnych Świąt wam życzę kochani.
Słońca za oknem i radości.
Moje w tym roku będą dziwne - bez dzieci :(
piątek, 27 marca 2015
PACZKĄ DOOKOŁA ŚWIATA, CZYLI POWÓD DLA KTÓREGO NIE POWINNAM ROBIĆ ZAKUPÓW
Zrobiłam zakupy przez internet.
Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.
Buty potomkowi kupiłam.
Przez roztargnienie swe, wszak innego powodu nie znajduję (wyrosłam i to bardzo z utrudniania życia innym) pomieszałam adresy - płatniczy i dostawy. Mix wyszedł z tego niezły. Paczka bowiem została wysłana do Irlandii na adres polski.
W owym sklepie internetowym rozpoznają już mój charakter pisma, wszak maile ślą się gęsto. W firmie kurierskiej niedługo będą przybijać ze mną 5tkę przez telefon. Jeszcze chwila a poznam wszystkich na infolinii. Dzisiaj już np składali mi życzenia wielkanocne. Nie wiem czy chcieli dać mi do zrozumienia że liczą na to że przed Wielkanocą się nie usłyszymy?!
Wracając do tematu.
Moja paczka była już:
GATWICK - UK
DUBLIN - IRELAND
BRUSSELS - BELGIUM
POZNAŃ - POLAND i tu miałam przez chwilę nadzieję że pracownicy sortowni czy innego miejsca gdzie rozdzielają przesyłki wpadną na pomysł, że jeśli Łódź, bo kraj i ulica może się zgadzać. Nie wpadli.
HANNOVER - GERMANY
BRUSSELS - BELGIUM
DUBLIN - IRELAND - tu byłam pełna nadziei że się w końcu firmy dogadały.
EAST MIDLANDS - UK Tu kupiłam Marianowi nowe buty - w tym samym sklepie - lubię dreszczyk emocji
LEIPZIG - GERMANY - nowe buty Marcina doszły.
Jeszcze chwila i będzie z tego materiał na film. Paczką dookoła świata. Ciekawe tylko czy młody nie wyrośnie z tych butów zanim dotrą.
Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.
Buty potomkowi kupiłam.
Przez roztargnienie swe, wszak innego powodu nie znajduję (wyrosłam i to bardzo z utrudniania życia innym) pomieszałam adresy - płatniczy i dostawy. Mix wyszedł z tego niezły. Paczka bowiem została wysłana do Irlandii na adres polski.
W owym sklepie internetowym rozpoznają już mój charakter pisma, wszak maile ślą się gęsto. W firmie kurierskiej niedługo będą przybijać ze mną 5tkę przez telefon. Jeszcze chwila a poznam wszystkich na infolinii. Dzisiaj już np składali mi życzenia wielkanocne. Nie wiem czy chcieli dać mi do zrozumienia że liczą na to że przed Wielkanocą się nie usłyszymy?!
Wracając do tematu.
Moja paczka była już:
GATWICK - UKDUBLIN - IRELAND
BRUSSELS - BELGIUM
POZNAŃ - POLAND i tu miałam przez chwilę nadzieję że pracownicy sortowni czy innego miejsca gdzie rozdzielają przesyłki wpadną na pomysł, że jeśli Łódź, bo kraj i ulica może się zgadzać. Nie wpadli.
HANNOVER - GERMANY
BRUSSELS - BELGIUM
DUBLIN - IRELAND - tu byłam pełna nadziei że się w końcu firmy dogadały.
EAST MIDLANDS - UK Tu kupiłam Marianowi nowe buty - w tym samym sklepie - lubię dreszczyk emocji
LEIPZIG - GERMANY - nowe buty Marcina doszły.
Jeszcze chwila i będzie z tego materiał na film. Paczką dookoła świata. Ciekawe tylko czy młody nie wyrośnie z tych butów zanim dotrą.
piątek, 20 marca 2015
ZIELONO MI, CZYLI PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY W WYKONANIU POTOMSTWA
Słońce się zaćmiło - w Dublinie raczej przez chmury. Powiedziałabym nawet że trwa nadal.
Nie zmienia to jednak faktu że wiosnę czuć że hej.
Nawet moim dzieciom wiosennie się zrobiło.
Krzyś przyniósł piękny zielony piórnik. Drewniany. Własnej roboty.
Ja w szkole robiłam obieraczki do ryb z kapsla i kawałka deski. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł zrobienia takiego piórnika?! Przynajmniej pożytek by jakiś był, a tak tylko pogłębiono mój wstręt do ryb.
A Marcin zmienia kolor. Na zielony.
Na szczęście nie ze złości.
Pojechaliśmy do szpitala na umówioną wizytę co by mu zdjęli gips, a tu niespodzianka. Założyli mu nowy - tym razem zielony i to nie na 2 a na 3 tyg.
A miało być tak pięknie :)
Nie zmienia to jednak faktu że wiosnę czuć że hej.
Nawet moim dzieciom wiosennie się zrobiło.
Krzyś przyniósł piękny zielony piórnik. Drewniany. Własnej roboty.
Ja w szkole robiłam obieraczki do ryb z kapsla i kawałka deski. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł zrobienia takiego piórnika?! Przynajmniej pożytek by jakiś był, a tak tylko pogłębiono mój wstręt do ryb.
A Marcin zmienia kolor. Na zielony.Na szczęście nie ze złości.
Pojechaliśmy do szpitala na umówioną wizytę co by mu zdjęli gips, a tu niespodzianka. Założyli mu nowy - tym razem zielony i to nie na 2 a na 3 tyg.
A miało być tak pięknie :)
wtorek, 10 marca 2015
WTORKOWE PODSUMOWANIE TYGODNIA, CZYLI OBY DO WEEKENDU!
W tym tygodniu odhaczyć mogę już kilka ważniejszych zdarzeń.
Wizyta na izbie przyjęć z kostką Marcina.
Telefon z zaproszeniem na kolejną rozmową o pracę. Wygląda na to że wszechświat sobie o mnie przypomniał ... a policja nadal mnie sprawdza. Widać jestem ciekawym przypadkiem.
Nauka w narzeczu mi nieznanym. Zaczynam bowiem mieć wątpliwości czy wykładowym językiem kursu księgowości jest jeden z mi znanych.
Urodzinowy tort dla szwagra. Wygląda na to że się udał, chociaż okaże się jutro, jeśli nie odnotujemy żadnego zgonu albo zatrucia pokarmowego w najbliższym otoczeniu.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Krzysiu!
Kolejny telefon ze szpitala. Okazało się że po ponownym obejrzeniu prześwietlenia Marcina kończyny, przez ortopedę specjalistę, zauważono uraz mięśnia.
Mamy się stawić z samego rana, co by mu jednak stopę usztywnili.
Młody po dzisiejszym dniu był gotów odrzucić kule i "iść" - a tu niespodzianka.
Mamy póki co wtorek i marzę o tym żeby już zamknąć listę.
Do końca tygodnia jednak daleko ...
Wizyta na izbie przyjęć z kostką Marcina.
Telefon z zaproszeniem na kolejną rozmową o pracę. Wygląda na to że wszechświat sobie o mnie przypomniał ... a policja nadal mnie sprawdza. Widać jestem ciekawym przypadkiem.
Nauka w narzeczu mi nieznanym. Zaczynam bowiem mieć wątpliwości czy wykładowym językiem kursu księgowości jest jeden z mi znanych.
Urodzinowy tort dla szwagra. Wygląda na to że się udał, chociaż okaże się jutro, jeśli nie odnotujemy żadnego zgonu albo zatrucia pokarmowego w najbliższym otoczeniu.
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Krzysiu!
Kolejny telefon ze szpitala. Okazało się że po ponownym obejrzeniu prześwietlenia Marcina kończyny, przez ortopedę specjalistę, zauważono uraz mięśnia.
Mamy się stawić z samego rana, co by mu jednak stopę usztywnili.
Młody po dzisiejszym dniu był gotów odrzucić kule i "iść" - a tu niespodzianka.
Mamy póki co wtorek i marzę o tym żeby już zamknąć listę.
Do końca tygodnia jednak daleko ...
poniedziałek, 9 marca 2015
DZIEŃ KOBIET, CZYLI JAK TO MATKA POŻEGNAŁA SIĘ Z RUMAKOWANIEM
Moje dzieci lubią zaskakiwać.
Wychodzi im to całkiem nieźle.
Po dniu kobiet, kiedy to zaczęło mi brakować leków uspokajających, a mój system nerwowy dyndał na strzępach, Marian zaserwował mi nowa niespodziankę.
O czym marzy matka po w...yczerpującym dniu poprzednim?!
Oczywiście że o relaksie na izbie przyjęć.
Wczoraj grał brat z bratem w piłkę. Nóżka się dziecku "wysmykła" i się "wygła".
Krew nie tryskała, potomek większych zażaleń nie meldował, do kościoła na coniedzielną mszę dokuśtykał, wiec jakoś jego kończyna umknęła mojej uwadze. No dobra, odnotowałam, ale nie zakodowałam na czerwono.
Poranek dnia następnego, kiedy to dziecię już w gotowości do szkoły ...
- Mamo, ty pamiętasz że my dzisiaj mamy zwody?!
- No, coś wspominałeś, a co?
- Jak ja mam biegać?
- Normalnie. A co? - Poczułam się jak bałwan Olaf.
- No bo ja nie bardzo mogę chodzić.
Okazało się że kostka potomka podwoiła swoja objętość.
W kila sekund plany na dzień dzisiejszy zostały pozmieniane i tak to właśnie spędziliśmy całe przedpołudnie w szpitalu, na izbie przyjęć.
Na szczęście okazało się że syn jest w jednym kawałku, a staw skokowy "jedynie" skręcony.
Ku radości potomka, dostał kule i do końca tygodnia ma na nich skakać co by kończyny nie nadwyrężać. I jeszcze coś nam lekarka mówiła o poduszce pod nogą. Że niby hrabia ma leżeć z nogą na wysokościach.
No i skończyło się rumakowanie.
Nie dość że o śniadaniach do łóżka i kwiatach od potomstwa już dawno zapomniałam, to jeszcze teraz poszkodowany do opieki ...
Nie miała baba kłopotu ...
Wychodzi im to całkiem nieźle.
Po dniu kobiet, kiedy to zaczęło mi brakować leków uspokajających, a mój system nerwowy dyndał na strzępach, Marian zaserwował mi nowa niespodziankę.
O czym marzy matka po w...yczerpującym dniu poprzednim?!
Oczywiście że o relaksie na izbie przyjęć.
Wczoraj grał brat z bratem w piłkę. Nóżka się dziecku "wysmykła" i się "wygła".
Krew nie tryskała, potomek większych zażaleń nie meldował, do kościoła na coniedzielną mszę dokuśtykał, wiec jakoś jego kończyna umknęła mojej uwadze. No dobra, odnotowałam, ale nie zakodowałam na czerwono.
Poranek dnia następnego, kiedy to dziecię już w gotowości do szkoły ...
- Mamo, ty pamiętasz że my dzisiaj mamy zwody?!
- No, coś wspominałeś, a co?
- Jak ja mam biegać?
- Normalnie. A co? - Poczułam się jak bałwan Olaf.
- No bo ja nie bardzo mogę chodzić.
Okazało się że kostka potomka podwoiła swoja objętość.
W kila sekund plany na dzień dzisiejszy zostały pozmieniane i tak to właśnie spędziliśmy całe przedpołudnie w szpitalu, na izbie przyjęć.
Na szczęście okazało się że syn jest w jednym kawałku, a staw skokowy "jedynie" skręcony.
Ku radości potomka, dostał kule i do końca tygodnia ma na nich skakać co by kończyny nie nadwyrężać. I jeszcze coś nam lekarka mówiła o poduszce pod nogą. Że niby hrabia ma leżeć z nogą na wysokościach.
No i skończyło się rumakowanie.
Nie dość że o śniadaniach do łóżka i kwiatach od potomstwa już dawno zapomniałam, to jeszcze teraz poszkodowany do opieki ...
Nie miała baba kłopotu ...
piątek, 27 lutego 2015
Z ADMINISTRACJI DO SZKOŁY SPECJALNEJ I POLICYJNE REKORDY, CZYLI JAK DOSTAŁAM PRACĘ
Wspominałam coś ostatnio że chwalić się będę swoją osobą na rozmowie o prace?!
Otóż nic z tych rzeczy. Wcale nie musiałam.
Jak tylko przekroczyłam próg biura w którym byłam umówiona, wszyscy poznali się na moim wewnętrznym pięknie. Zewnętrzne było schowane głębiej.
A tak serio, to nigdy nie byłam na takiej rozmowie, a kilka już w swoim życiu zaliczyłam.
Zawsze mi się wydawało i wspomniane doświadczenie to potwierdzało, na rozmowie o prace trzeba się prężyć i swoje zalety eksponować - umysłowe rzecz jasna. Zawsze TO JA musiałam przekonywać że to właśnie MNIE potrzebują do pracy.
Wczoraj było nieco inaczej.
Z 20 min rozmowy - 15 min dwie panie przekonywały mnie dlaczego to właśnie tam powinnam się zatrudnić ..., a nie odwrotnie.
Szłam z nadzieją że dostane pracę w biurze, a zaoferowano mi miejsce w szkole specjalnej (wbrew pozorom nie w charakterze podopiecznego).
A gdybym się jednak nie czuła tam najlepiej to przeniosą mnie do biura bez najmniejszego problemu ...
Nie wiem jeszcze gdzie jest haczyk, bo chyba musi być nie?!
Jestem zajebista, no ale nie aż tak.
Teraz czekam - kolejny już raz, na potwierdzenie o niekaralności.
Jak tylko upewnią się że grzeczna ze mnie dziewczynka - zaczynam pracę.
Otóż nic z tych rzeczy. Wcale nie musiałam.
Jak tylko przekroczyłam próg biura w którym byłam umówiona, wszyscy poznali się na moim wewnętrznym pięknie. Zewnętrzne było schowane głębiej.
A tak serio, to nigdy nie byłam na takiej rozmowie, a kilka już w swoim życiu zaliczyłam.
Zawsze mi się wydawało i wspomniane doświadczenie to potwierdzało, na rozmowie o prace trzeba się prężyć i swoje zalety eksponować - umysłowe rzecz jasna. Zawsze TO JA musiałam przekonywać że to właśnie MNIE potrzebują do pracy.
Wczoraj było nieco inaczej.
Z 20 min rozmowy - 15 min dwie panie przekonywały mnie dlaczego to właśnie tam powinnam się zatrudnić ..., a nie odwrotnie.
Szłam z nadzieją że dostane pracę w biurze, a zaoferowano mi miejsce w szkole specjalnej (wbrew pozorom nie w charakterze podopiecznego).
A gdybym się jednak nie czuła tam najlepiej to przeniosą mnie do biura bez najmniejszego problemu ...
Nie wiem jeszcze gdzie jest haczyk, bo chyba musi być nie?!
Jestem zajebista, no ale nie aż tak.
Teraz czekam - kolejny już raz, na potwierdzenie o niekaralności.
Jak tylko upewnią się że grzeczna ze mnie dziewczynka - zaczynam pracę.
środa, 25 lutego 2015
MATKA POLKA CZYLI KOBIETA MULTITASK
My kobiety, matki, to jednak jesteśmy zajebiste.
Robię pranie, myjąc naczynia, drukując referencje i tuląc do snu potomstwo. Jednocześnie biorę prysznic i robię kanapki na rano do szkoły dla potomka, bo pewnie o świcie nie będę miała do tego głowy. Tylko na prasowanie zabrakło mi ręki przez kieliszek z winem.
Zapomniałam jeszcze o tym że czytam materiały o Vacie. I nie mam tu na myśli Waty cukrowej przez "V". Tu się rozgrywa walka o podatki.
Tak, na stare lata dla rozrywki, albo dla samobiczowania się uczę. Na księgową znaczy się.
Czytam i sama nie wierze w to co widzę.
Kobieta Multitask
A jutro rano wszyscy trzymają kciuki, bo będę się chwalić własną osobą na rozmowie o pracę!
P.S.
Czy dodałam że w przerwie popełniam posta?!
Robię pranie, myjąc naczynia, drukując referencje i tuląc do snu potomstwo. Jednocześnie biorę prysznic i robię kanapki na rano do szkoły dla potomka, bo pewnie o świcie nie będę miała do tego głowy. Tylko na prasowanie zabrakło mi ręki przez kieliszek z winem.
Zapomniałam jeszcze o tym że czytam materiały o Vacie. I nie mam tu na myśli Waty cukrowej przez "V". Tu się rozgrywa walka o podatki.
Tak, na stare lata dla rozrywki, albo dla samobiczowania się uczę. Na księgową znaczy się.
Czytam i sama nie wierze w to co widzę.
Kobieta Multitask
A jutro rano wszyscy trzymają kciuki, bo będę się chwalić własną osobą na rozmowie o pracę!
P.S.
Czy dodałam że w przerwie popełniam posta?!
środa, 18 lutego 2015
SUSHI, CZYLI TO CZEGO TYGRYSKI NIE LUBIĄ WCALE.
Miało być Sushi.
Oficjalnie nie lubię ryb i tak już mi chyba zostanie.
Potomstwu staram się je serwować w postaci różnej na obiady i inne, wszak cieszą się dobrą opinią. Że niby zdrowe są. Oni lubią, więc co im będę bronić.
Przy okazji jakichś zakupów nabyłam drogą kupna glony (takie zielone, śmierdzące bibułki) oraz matę bambusową do "rolowania".
Postawiłam jednak twarde warunki - moja wersja sushi - bez ryb.
Rozgotowałam ryż, naszykowałam warzywka i inne ...
Zabraliśmy się do roboty ochoczo. Przyznam szczerze że wizualnie wyglądało to lepiej niż smakowało.
Wszyscy zgodnie rozwijali glony, które lądowały w śmieciach.
Serio, ktoś to lubi?
Ale wynalazek mamy zaliczony.
Skończyła się grypa, teraz zastanawiam się czy po wczorajszym wynalazku nie będzie zatrucia pokarmowego. Pierwsze ofiary mojego gotowania?!
Gdyby ktoś chciał, to mam prawie całe opakowanie śmierdzących wodorostów. Oddam z radością!
Oficjalnie nie lubię ryb i tak już mi chyba zostanie.
Potomstwu staram się je serwować w postaci różnej na obiady i inne, wszak cieszą się dobrą opinią. Że niby zdrowe są. Oni lubią, więc co im będę bronić.
Przy okazji jakichś zakupów nabyłam drogą kupna glony (takie zielone, śmierdzące bibułki) oraz matę bambusową do "rolowania".
Postawiłam jednak twarde warunki - moja wersja sushi - bez ryb.
Rozgotowałam ryż, naszykowałam warzywka i inne ...
Zabraliśmy się do roboty ochoczo. Przyznam szczerze że wizualnie wyglądało to lepiej niż smakowało.
Wszyscy zgodnie rozwijali glony, które lądowały w śmieciach.
Serio, ktoś to lubi?
Ale wynalazek mamy zaliczony.
Skończyła się grypa, teraz zastanawiam się czy po wczorajszym wynalazku nie będzie zatrucia pokarmowego. Pierwsze ofiary mojego gotowania?!
Gdyby ktoś chciał, to mam prawie całe opakowanie śmierdzących wodorostów. Oddam z radością!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




