Dzisiaj będzie jak zwykle o moich fajnych dzieciach, więc jak zwykle będzie nudno.
... i jeszcze o tym, jak to z tradycjami irlandzkimi jestem do tyłu.
Już nie pamiętam czym się chwaliłam a czym nie. Jak nic, to wszystko wina pogody (chociaż póki co nie narzekam, ale jesień jest jesienią), no bo przecież nie wieku.
Jakich czas temu syn starszy po powrocie ze szkoły
- Dostałem "exelenta" (czyli coś w stylu wyróżnienia) z pracy domowej
- Super
- Jako jedyny z klasy! - zaznaczył dobitnie
- Wow, to z czego to?!
- Siedzisz?! - zapytał że niby w trosce o moje bezpieczeństwo - z ANGIELSKIEGO
Dodam tylko że Krzyś jest jedynym Polakiem w klasie i jednym z 8 obcokrajowców na jakieś 30szt!
Dni temu kilka, oprócz pięknych ocen z testów (nauka, geografia, hiszpański, i nie wiem co jeszcze) przyniosło mi dziecię takie cudeńko.
Projekt z zajęć praktycznych - wieszak na nożyczki.
Ciekawe po kim to zamiłowanie do dłubactwa w drewnie.
Syn młodszy oczywiście nigdy nie pozostaje w tyle.
Dzisiaj mieli w szkole coś co przypominało trochę nasze Andrzejki, tylko data się nie zgadza. To podobno ich halloweenowa tradycja. Każdy dostał po kawałku ciasta zwanego BARM BREAD. Przypomina trochę naszego keksa. Szczęśliwiec, któremu trafi się kawałek z pierścionkiem, wyjdzie za mąż lub się ożeni - w zależności od upodobań - z osoba której podaruje ów pierścionek.
Oczywiście Marcin prawie sobie zęba połamał. Nie na orzechu czy rodzynkach, tylko na pierścionku właśnie. Dalej utrzymuje że poczeka przynajmniej po osiemnastki ... Ale kto go tam wie.
Drogie panie, potencjalne kandydatki, Marian decyzji jeszcze nie podjął. Można matce jego przesyłać drobiazgi w celu przekonania jej. Może zdecyduje się poprzeć waszą kandydaturę, albo chociaż wpisać na listę.
Rodzicielka syna swego lubi:
czekoladę, orzeszki, skarpetki, ciepłe piżamy, kubki, kwiatki ... o alkoholu nie wspominam, bo to dotyczy nieletnich. Jak coś mi się przypomni to dodam do listy.
Jak to dobrze ze jak nie miałam w tym wieku takich dylematów.
czwartek, 23 października 2014
sobota, 11 października 2014
SZYKUJE SIĘ MEGA WEEKEND, CZYLI IRLANDIA PÓLNOCNA W NATARCIU
Jak się człowiek spieszy ...
... to powinien wziąć coś na uspokojenie!
Złośliwości losu.
Mikser się obraził, odkurzacz przestał ze mną gadać w środku nocy. Rano mu przeszło - że niby zmęczony był czy co?! Ja wiem że na noc się nie powinno najadać, ale myślałam że odkurzaczy te zasady nie dotyczą.
A to tylko dla tego że chciałam odgruzować mieszkanie - jak co tydzień, tylko ciut wcześniej. Zazwyczaj akcja "sprzątanie" ma u nas miejsce w sobotę. Tym razem zagoniłam potomstwo do sprzątania już w czwartek. W sobotę nie będzie na to czasu gdyż .... na weekend przyjeżdża moja BZDĘGA, a chłopcy idą z moją ulubioną młodsza siostrą do kina!!!
No cóż Aga będzie musiała uruchomić swoją wyobraźnię. Ale co to dla niej?!
To będzie SUPER WEEKEND!
... to powinien wziąć coś na uspokojenie!
Złośliwości losu.
Mikser się obraził, odkurzacz przestał ze mną gadać w środku nocy. Rano mu przeszło - że niby zmęczony był czy co?! Ja wiem że na noc się nie powinno najadać, ale myślałam że odkurzaczy te zasady nie dotyczą.
A to tylko dla tego że chciałam odgruzować mieszkanie - jak co tydzień, tylko ciut wcześniej. Zazwyczaj akcja "sprzątanie" ma u nas miejsce w sobotę. Tym razem zagoniłam potomstwo do sprzątania już w czwartek. W sobotę nie będzie na to czasu gdyż .... na weekend przyjeżdża moja BZDĘGA, a chłopcy idą z moją ulubioną młodsza siostrą do kina!!!
No cóż Aga będzie musiała uruchomić swoją wyobraźnię. Ale co to dla niej?!
To będzie SUPER WEEKEND!
poniedziałek, 6 października 2014
DZIWNA TA JESIEŃ, CZYLI JAK POTOMSTWO POTRAFI MATKĘ ZASKOCZYĆ.
Dziwne zaczynają się poranki.
Za oknem wiatr, deszcz, zimno ...
Ostatnią rzeczą jaką chciałabym zrobić, to wyłonić się spod kołdry.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie dźwięk miksera.
Syn mój ulubiony starszy robił na śniadanie omlety.
I'm loving it!
A z cyklu Marianowy zawrót głowy:
Dnia któregoś w nie tak odległej przeszłości, w drodze do szkoły.
- Mamo, wkurzasz mnie!
- No co ty nie powiesz?! Ty mnie też.
- Świetnie! A wiesz co to oznacza?!
- Co?
- Że jesteś moją MATKĄ!
Pozostawię bez komentarza.
Za oknem wiatr, deszcz, zimno ...
Ostatnią rzeczą jaką chciałabym zrobić, to wyłonić się spod kołdry.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie dźwięk miksera.
Syn mój ulubiony starszy robił na śniadanie omlety.
I'm loving it!
A z cyklu Marianowy zawrót głowy:
Dnia któregoś w nie tak odległej przeszłości, w drodze do szkoły.
- Mamo, wkurzasz mnie!
- No co ty nie powiesz?! Ty mnie też.
- Świetnie! A wiesz co to oznacza?!
- Co?
- Że jesteś moją MATKĄ!
Pozostawię bez komentarza.
piątek, 3 października 2014
JESIEŃ. PIĘKNA, MOKRA JESIEŃ.
No i zaczęło się.
Pada! I to nie tak przelotnie jak to ma w zwyczaju, tylko regularnie, długo, wkurzająco, upierdliwie ...
Wychodząc z Marianem do szkoły, kurtki przeciwdeszczowej nie wzięłam, bo syn starszy zdążył mi ją zgubić, więc nie jestem w posiadaniu. Nie wzięłam też parasolki - bo tylko była lekka mżawka, jakby coś smarkało. Stwierdziłam że wystarczy mi kaptur w bluzie. Naszykowana jak na rower, bo taki był mój plan, pomaszerowałam z potomkiem.
Wracając trzymałam spodnie żeby mi nie spadły. Okazuje się że gumka nie musi być za luźna żeby walczyć z grawitacją. Wystarczy że się przesiąknie kompletnie wodą.
Ociekająca wodą, wróciłam, rower sobie dzisiaj darowałam. 2gi prysznic w dniu dzisiejszym mam zaliczony.
Teraz będę usiłowała dopłynąć do urzędu.
A poza tym żadnych skarg i zażaleń. Szczególnie na szkołę.
Potomek starszy na ten przykład zapisał się do klubu naukowego i koszykówki.
Kilka dni temu poinformował iż jako jedyny z klasy dostał "exelenta" z pracy domowej ... z angielskiego. Dodam że jest jedynym Polakiem w klasie. Pragnę wierzyć iż to moje dziecko jest bystre, a nie poziom w klasie niski.
Byle do wiosny!
Zdjęcie znalezione w sieci
Pada! I to nie tak przelotnie jak to ma w zwyczaju, tylko regularnie, długo, wkurzająco, upierdliwie ...
Wracając trzymałam spodnie żeby mi nie spadły. Okazuje się że gumka nie musi być za luźna żeby walczyć z grawitacją. Wystarczy że się przesiąknie kompletnie wodą.
Ociekająca wodą, wróciłam, rower sobie dzisiaj darowałam. 2gi prysznic w dniu dzisiejszym mam zaliczony.
Teraz będę usiłowała dopłynąć do urzędu.
A poza tym żadnych skarg i zażaleń. Szczególnie na szkołę.
Potomek starszy na ten przykład zapisał się do klubu naukowego i koszykówki.
Kilka dni temu poinformował iż jako jedyny z klasy dostał "exelenta" z pracy domowej ... z angielskiego. Dodam że jest jedynym Polakiem w klasie. Pragnę wierzyć iż to moje dziecko jest bystre, a nie poziom w klasie niski.
Byle do wiosny!
Zdjęcie znalezione w sieci
środa, 1 października 2014
SAMOOCENA
Co się zmieniło we wrześniu tego roku?!
Moje dzieci znowu pokochały szkołę.
Niewiarygodne
Wczoraj Marian miał bliskie spotkanie z noga od ławki. W klasie w oczach dziewczyn jet zapewne twardzielem, któremu guz urósł, a on nawet się nie skrzywił.
Jak to zobaczyłam ...
- Wow! stary, urosła ci druga głowa!
- Nie, powiększyła mi się przestrzeń mózgowa. Teraz jestem mądrzejszy
Jak to dziecku ud razu samoocena wzrosła.
Moje dzieci znowu pokochały szkołę.
Niewiarygodne
Wczoraj Marian miał bliskie spotkanie z noga od ławki. W klasie w oczach dziewczyn jet zapewne twardzielem, któremu guz urósł, a on nawet się nie skrzywił.
Jak to zobaczyłam ...
- Wow! stary, urosła ci druga głowa!
- Nie, powiększyła mi się przestrzeń mózgowa. Teraz jestem mądrzejszy
Jak to dziecku ud razu samoocena wzrosła.
środa, 3 września 2014
JESZCZE KIEDYŚ PRZYJDZIE NA MNIE CZAS
Pokręcona oraz ciężka (nie tylko za sprawą rozrastającej się powierzchni użytkowej) w pożyciu jestem - wiedzą o ty wszyscy. Nigdy jakoś głębiej się nad tym faktem nie zastanawiałam. Ot przyjęłam za oczywistą oczywistość i już. Ostatnio tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że może już czas się przebadać?!
Oglądaliście film "28 dni" ?
Ja oglądałam i już wszystko wiem.
Ogólnie jest to historia o dziewczynie, która została wysłana na odwyk. Nie żebym zaraz odwyku potrzebowała. Chociaż coś by się zapewne znalazło. Jakaś kawa na ten przykład. Ale jak tu bez kawy żyć?!
W każdym razie, jeden z pacjentów owego odwyku zapytał się któregoś dnia terapeutki kiedy mogą zakładać związki. Odpowiedziała mu mniej więcej tak:
"Jak wyjdziesz stąd, kup sobie roślinę. Jeśli przeżyje rok, kup sobie zwierzę. Jeśli przeżyje rok, będzie to oznaczało że jesteś gotowy". Czy coś w tym stylu.
Podsumowując.
Po powrocie z wakacji, wszystkie kwiatki wylądowały w koszu na śmieci - nic nie przetrwało, nawet moja ukochana kawa.
A zwierzę?! Chomik nie dociągną nawet do 2 tygodni. Tak, "JJ" potocznie zwany Dzikusem, spoczywa w ogródku mojej siostry. Prawdopodobnie nie służyła mu karma - to jest wersja pani weterynarz. Ja tam swoje wiem i uważam że żwirku z kibla dla chomików nie powinien jeść. Ponieważ najprawdopodobniej nie rozumiał po polsku, a my nie wpadliśmy na to co by mówić do niego po angielsku czy irlandzku, więc najadł się nim do syta.
Roślinki dały radę ze 2 miesiące, zwierzę prawie 2 tygodnie ...
Czyli że jeszcze przyjdzie na mnie czas.
Dobrze że potomstwo nie składa póki co zbyt wielu skarg i zażaleń i dzięki Bogu wyglądają na zdrowych, pomimo iż czasem zastanawiam się nad ich zdrowiem psychicznym.
Oglądaliście film "28 dni" ?
Ja oglądałam i już wszystko wiem.
Ogólnie jest to historia o dziewczynie, która została wysłana na odwyk. Nie żebym zaraz odwyku potrzebowała. Chociaż coś by się zapewne znalazło. Jakaś kawa na ten przykład. Ale jak tu bez kawy żyć?!
W każdym razie, jeden z pacjentów owego odwyku zapytał się któregoś dnia terapeutki kiedy mogą zakładać związki. Odpowiedziała mu mniej więcej tak:
"Jak wyjdziesz stąd, kup sobie roślinę. Jeśli przeżyje rok, kup sobie zwierzę. Jeśli przeżyje rok, będzie to oznaczało że jesteś gotowy". Czy coś w tym stylu.
Podsumowując.
Po powrocie z wakacji, wszystkie kwiatki wylądowały w koszu na śmieci - nic nie przetrwało, nawet moja ukochana kawa.
A zwierzę?! Chomik nie dociągną nawet do 2 tygodni. Tak, "JJ" potocznie zwany Dzikusem, spoczywa w ogródku mojej siostry. Prawdopodobnie nie służyła mu karma - to jest wersja pani weterynarz. Ja tam swoje wiem i uważam że żwirku z kibla dla chomików nie powinien jeść. Ponieważ najprawdopodobniej nie rozumiał po polsku, a my nie wpadliśmy na to co by mówić do niego po angielsku czy irlandzku, więc najadł się nim do syta.
Roślinki dały radę ze 2 miesiące, zwierzę prawie 2 tygodnie ...
Czyli że jeszcze przyjdzie na mnie czas.
Dobrze że potomstwo nie składa póki co zbyt wielu skarg i zażaleń i dzięki Bogu wyglądają na zdrowych, pomimo iż czasem zastanawiam się nad ich zdrowiem psychicznym.
poniedziałek, 1 września 2014
KONIEC WAKACJI, CZYLI CZAS NA ODPOCZYNEK!
Potomstwo odstawione do placówek oświatowych.
NARESZCIE!
Po 2 miesiącach...
Ciurkiem...
Bez chwili przerwy...
No dobra, z przerwą kiedy to 3 dni byli u dziadka.
Normalnie nie mogę się odnaleźć.
Cisza, spokój, nikt nie dyskutuje ...
W takim stanie nawet naczynia się dziwnie zmywa.
W każdym razie wakacje uważam za oficjalnie zakończone.
Krzysiek pomykał do szkoły już w zeszłym tygodniu. Co by nastolatkom w jakże trudnym dla ich otoczenia czasie, pomóc wypełnić wolne chwile, oraz umożliwić regenerację systemu nerwowego rodzicielce i nie tylko.
Marian dzisiaj.
A ja już od samego rana wypoczęta ... Tak, kurna spać nie mogłam. To znaczy mogłam a i owszem, ale jak to w tym wieku bywa, nawet ja miewam kłopoty z zaśnięciem - ponownym.
Na życzenie potomka starszego, nastawiłam budzik na godzinę 6 rano. W momencie ustawiania, umysł mój był nieco przyćmiony jak sądzę. Przekonałam się o tym dzisiaj, o 5 rano, kiedy to wszyscy domownicy udawali że nie słyszą. Dlaczego o 5?! bo ustawiłam budzenie na polskiej komórce z polską strefą czasową - nie pytajcie dlaczego nie zmieniłam godziny na lokalną, bo to temat co najmniej na rozdział książki.
Tak więc wyłączyłam wyjące urządzenie i ... zasnąć już nie mogłam.
Tak, ja nie mogłam zasnąć. Mówiłam że się starzeje.
Przekręcając się tak z boku na bok, przez me czoło myślą niezmącone przebiegł pomysł. Nawet chwili się nie wahałam. Realizacja nastąpiła natentychmiast.
o 6 rano, poszłam BIEGAĆ!
Tak, właśnie ja - mówiłam już że się starzeję?!
W sumie nieco szumnie nazwałam tę czynność bieganiem.
Sturlałam swoje cielsko, bo początek był w dół. Gdzieś przy domu mojej siostry prawie dostałam zapaści. Po drodze jeszcze rozedma płuc. Dobrze że o tej porze ludzi nie ma na ulicach zbyt wielu, szczególnie we wsi naszej wszyscy śpią.
Podsumowując:
O poranku biegałam 2 razy - dzisiaj - pierwszy i ostatni.
Gdyby mnie gonili - mogliby iść szybkim krokiem, i tak by byli szybsi.
"Przeinterwałowałam" 1,5 km i serio myślałam że umrę. Byłam pewna że zrobiłam z 10 km.
Obiecuję, następnym razem robić na drutach.
NARESZCIE!
Po 2 miesiącach...
Ciurkiem...
Bez chwili przerwy...
No dobra, z przerwą kiedy to 3 dni byli u dziadka.
Normalnie nie mogę się odnaleźć.
Cisza, spokój, nikt nie dyskutuje ...
W takim stanie nawet naczynia się dziwnie zmywa.
W każdym razie wakacje uważam za oficjalnie zakończone.
Krzysiek pomykał do szkoły już w zeszłym tygodniu. Co by nastolatkom w jakże trudnym dla ich otoczenia czasie, pomóc wypełnić wolne chwile, oraz umożliwić regenerację systemu nerwowego rodzicielce i nie tylko.
Marian dzisiaj.
A ja już od samego rana wypoczęta ... Tak, kurna spać nie mogłam. To znaczy mogłam a i owszem, ale jak to w tym wieku bywa, nawet ja miewam kłopoty z zaśnięciem - ponownym.
Na życzenie potomka starszego, nastawiłam budzik na godzinę 6 rano. W momencie ustawiania, umysł mój był nieco przyćmiony jak sądzę. Przekonałam się o tym dzisiaj, o 5 rano, kiedy to wszyscy domownicy udawali że nie słyszą. Dlaczego o 5?! bo ustawiłam budzenie na polskiej komórce z polską strefą czasową - nie pytajcie dlaczego nie zmieniłam godziny na lokalną, bo to temat co najmniej na rozdział książki.
Tak więc wyłączyłam wyjące urządzenie i ... zasnąć już nie mogłam.
Tak, ja nie mogłam zasnąć. Mówiłam że się starzeje.
Przekręcając się tak z boku na bok, przez me czoło myślą niezmącone przebiegł pomysł. Nawet chwili się nie wahałam. Realizacja nastąpiła natentychmiast.
o 6 rano, poszłam BIEGAĆ!
Tak, właśnie ja - mówiłam już że się starzeję?!
W sumie nieco szumnie nazwałam tę czynność bieganiem.
Sturlałam swoje cielsko, bo początek był w dół. Gdzieś przy domu mojej siostry prawie dostałam zapaści. Po drodze jeszcze rozedma płuc. Dobrze że o tej porze ludzi nie ma na ulicach zbyt wielu, szczególnie we wsi naszej wszyscy śpią.
Podsumowując:
O poranku biegałam 2 razy - dzisiaj - pierwszy i ostatni.
Gdyby mnie gonili - mogliby iść szybkim krokiem, i tak by byli szybsi.
"Przeinterwałowałam" 1,5 km i serio myślałam że umrę. Byłam pewna że zrobiłam z 10 km.
Obiecuję, następnym razem robić na drutach.
środa, 27 sierpnia 2014
KRÓTKIE PODSUMOWANIE
Dzikus zwany JJ-jem uspokoił się nieco.
Nie gryzie, daje się pogłaskać. Pewnie dla tego że jest chory. Syn mój młodszy jest z nim tak związany, że aż poszliśmy ze zwierzakiem do weterynarza. z CHOMIKIEM!
Taniej by było kupić 3 nowe, no ale czego matka nie zrobi dla syna.
Podajemy antybiotyk i wciskamy szkodnikowi wodę co by się nie odwodnił.
Uprzejmie prosimy o trzymanie kciuków.
A tak poza tym, to dzisiaj mija rok, odkąd zamieszkaliśmy na wyspie.
Aż trudno w to uwierzyć!
Miałam zrobić krótkie podsumowanie, ale nie ma co oglądać się w tył.
Zmian było przez ten czas dużo. Zazwyczaj na lepsze. Na gorsze nie było, może na inne, ale staram się ich nie traktować jako złe.
Tylko kilka szt ludzi z Polandii mi brakuje, ale to wszyscy wiedzą.
Ciekawe co przyniesie nam nowy rok?!
Nie gryzie, daje się pogłaskać. Pewnie dla tego że jest chory. Syn mój młodszy jest z nim tak związany, że aż poszliśmy ze zwierzakiem do weterynarza. z CHOMIKIEM!
Taniej by było kupić 3 nowe, no ale czego matka nie zrobi dla syna.
Podajemy antybiotyk i wciskamy szkodnikowi wodę co by się nie odwodnił.
Uprzejmie prosimy o trzymanie kciuków.
A tak poza tym, to dzisiaj mija rok, odkąd zamieszkaliśmy na wyspie.
Aż trudno w to uwierzyć!
Miałam zrobić krótkie podsumowanie, ale nie ma co oglądać się w tył.
Zmian było przez ten czas dużo. Zazwyczaj na lepsze. Na gorsze nie było, może na inne, ale staram się ich nie traktować jako złe.
Tylko kilka szt ludzi z Polandii mi brakuje, ale to wszyscy wiedzą.
Ciekawe co przyniesie nam nowy rok?!
czwartek, 21 sierpnia 2014
NIE MIAŁA BABA KŁOPOTU, CZYLI JAK ZAMIESZKAŁ Z NAMI DZIKUS I KREW SIĘ POLAŁA.
Rzeczą oczywistą i powszechnie znaną jest iż kocham zwierzęta, pod warunkiem iż nie mieszkają ze mną. Mi rozrywki dostarcza potomstwo. Uważam że jak na jeden system nerwowy, jest to ilość wystarczająca.
Odkąd pamiętam, młodzież usiłowała mnie namówić - bezskutecznie.
Kilka lat temu, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Irlandii Północnej ...
- Mamo, czy możemy mieć kota?!
- Nie synku, nie możemy. Zobacz, po ogródku chodzą koty.
- A możemy mieć chociaż psa?!
- Nie, psa tez nie. Ale spójrz, te koty w ogrodzie są takie wielkie jak psy.
- A chomika?!
- Nie umiecie posprzątać w swoim pokoju, a po chomiku będziecie?!
- Dobrze że mamy chociaż nasze pająki!
W tym czasie mniej więcej ustaliłam że na pająki najlepszy jest Cif do łazienek.
No i tak się matka broniła i co?
I od poniedziałku mamy nowego mieszkańca. Przyjechał do nas w zielonym autobusie.
Sama w to nie wierzę.
Bestia zwie się JJ (czyt DżejDżej), ale ja tam na niego wołam Dzikus.
Ofiary w postaci pogryzionych palców już były, krew się lała. Jeszcze nie znalazł się śmiałek który by to stworzenie wziął na rękę i pogłaskał. Ktoś chętny?
Odkąd pamiętam, młodzież usiłowała mnie namówić - bezskutecznie.
Kilka lat temu, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Irlandii Północnej ...
- Mamo, czy możemy mieć kota?!
- Nie synku, nie możemy. Zobacz, po ogródku chodzą koty.
- A możemy mieć chociaż psa?!
- Nie, psa tez nie. Ale spójrz, te koty w ogrodzie są takie wielkie jak psy.
- A chomika?!
- Nie umiecie posprzątać w swoim pokoju, a po chomiku będziecie?!
- Dobrze że mamy chociaż nasze pająki!
W tym czasie mniej więcej ustaliłam że na pająki najlepszy jest Cif do łazienek.
No i tak się matka broniła i co?
I od poniedziałku mamy nowego mieszkańca. Przyjechał do nas w zielonym autobusie.
Sama w to nie wierzę.
Bestia zwie się JJ (czyt DżejDżej), ale ja tam na niego wołam Dzikus.
Ofiary w postaci pogryzionych palców już były, krew się lała. Jeszcze nie znalazł się śmiałek który by to stworzenie wziął na rękę i pogłaskał. Ktoś chętny?
środa, 20 sierpnia 2014
SZEWC BEZ BUTÓW CHODZI, A ZAKRĘCENI W RÓŻNYCH, CZYLI OSTATNI ODCINEK WSPOMNIEŃ
Tak, właśnie tak
Podczas wakacji w Polandii nabyłam drogą kupna sandałki przepięknej urody i cudnej ceny.
Z tą urodą oczywiście można się nie zgodzić, wszak nad gustami się nie dyskutuje. Zaletę jednak mają ważną - są mega wygodne i jak się okazało oryginalne.
Wychodziłam gdzieś z potomstwem. Jak zwykle w pośpiechu. Założyłam szybko nowy nabytek na swe szanowne stopy i pomknęliśmy. Przez chwilę przegalopowała przez me czoło myślą niezmącone jakaś wątpliwość. Byłam pewna że w sklepie nie zauważyłam żeby sandałki przyozdobione były koralikami. Szybko jednak odgoniłam myśl dziwaczną zwalając wszystko na wszędobylski upał i żar lejący się z nieba i ogólne zmęczenie organizmu - jak to na wakacjach bywa.
W pewnym momencie naszej wędrówki, wpadł mi do buta kamyk. I wtedy to właśnie zauważyłam że buty faktycznie są różne.Nie żeby od razu kozak i trampek, ale jednak różne.
Jak to się mogło stać?! Nie wiem. Podejrzewam tylko że nabrawszy nieco "erotycznej powierzchni użytkowej", nie byłam w stanie zapiąć obuwia trzymając stopy razem. Musiały być znacznie od siebie oddalone (tak przypuszczam). A że pole widzenia w moim przypadku to nie jest pierwsza klasa. Może drugi wagon, ale jednak klasa ekonomiczna, to i wzrokiem tak oddalonych od siebie nie ogarnęłam ...
Siedziałam potem wieczorem jak ten kopciuszek i wypruwałam bonusowe koraliki.
Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest to, że każdy kto mnie widział i z kim miałam przyjemność rozmawiać zauważył był ów szczegół. Wszyscy jednak myśleli że tak ma być. Że to moja dusza artystyczna znalazła ujście.
Nie sadziłam że ze mną jest aż tak źle
Podczas wakacji w Polandii nabyłam drogą kupna sandałki przepięknej urody i cudnej ceny.
Z tą urodą oczywiście można się nie zgodzić, wszak nad gustami się nie dyskutuje. Zaletę jednak mają ważną - są mega wygodne i jak się okazało oryginalne.
Wychodziłam gdzieś z potomstwem. Jak zwykle w pośpiechu. Założyłam szybko nowy nabytek na swe szanowne stopy i pomknęliśmy. Przez chwilę przegalopowała przez me czoło myślą niezmącone jakaś wątpliwość. Byłam pewna że w sklepie nie zauważyłam żeby sandałki przyozdobione były koralikami. Szybko jednak odgoniłam myśl dziwaczną zwalając wszystko na wszędobylski upał i żar lejący się z nieba i ogólne zmęczenie organizmu - jak to na wakacjach bywa.
W pewnym momencie naszej wędrówki, wpadł mi do buta kamyk. I wtedy to właśnie zauważyłam że buty faktycznie są różne.Nie żeby od razu kozak i trampek, ale jednak różne.
Jak to się mogło stać?! Nie wiem. Podejrzewam tylko że nabrawszy nieco "erotycznej powierzchni użytkowej", nie byłam w stanie zapiąć obuwia trzymając stopy razem. Musiały być znacznie od siebie oddalone (tak przypuszczam). A że pole widzenia w moim przypadku to nie jest pierwsza klasa. Może drugi wagon, ale jednak klasa ekonomiczna, to i wzrokiem tak oddalonych od siebie nie ogarnęłam ...
Siedziałam potem wieczorem jak ten kopciuszek i wypruwałam bonusowe koraliki.
Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest to, że każdy kto mnie widział i z kim miałam przyjemność rozmawiać zauważył był ów szczegół. Wszyscy jednak myśleli że tak ma być. Że to moja dusza artystyczna znalazła ujście.
Nie sadziłam że ze mną jest aż tak źle
Subskrybuj:
Posty (Atom)





