Dziwna jestem. To wiem na pewno. Zakręcona, z pomysłami, które rodzą się w mojej głowie w tempie błyskawicznym, które potrafię zrealizować jeszcze szybciej.
Moich znajomych już nic nie zdziwi.
Na ten przykład decyzja o wyprowadzce, choć brana pod uwagę od jakiegoś czasu tak na prawdę podjęta została szybko. I już się dzieje.
Okazuje się że niedaleko padło jabłko od jabłoni.
Jeszcze dzisiaj rano szukałyśmy (z moją siostrą ulubioną młodszą) kogoś kto chciałby wynająć mieszkanie mojej mamy (kawalerkę). Rodzicielka nasza miała przeprowadzić się do mnie. No właśnie, ale to było rano.
Teraz, o godzinie ok 19 szukamy zupełnie czegoś innego.
Kto by pomyślał że usłyszę kiedyś od swojej mamy "Nie lubię wracać do starego. Wolę coś nowego"
I tak oto, po burzliwej dyskusji, rozpatrzeniu za i przeciw, w ciągu pół godziny decyzja następująca została podjęta.
SPRZEDAM
Kawalerkę własnościową 25m2, 3 piętro, w bloku 4-piętrowym.
W Łodzi na osiedlu Żabieniec.
oraz
ZAMIENIĘ
Mieszkanie w wieżowcu własnościowe, 3 piętro, 2 pokoje w Łodzi na osiedlu ... hmm z pewnością dzielnica Bałuty.
okolice Marysińskiej i Łagiewnickiej.
W zeszłym roku remontowane.
NA
3 pokojowe, własnościowe, w bloku z cegły, 1-2 piętro na osiedlu obojętnie jakim, byle nie Retkinia.
Może ktoś z czytelników byłby zainteresowany?
Jakieś propozycje?
Tak to jest jak nie ma dzieci, bo odpoczywają nad morzem, a matka ma dużo czasu na rozważania różne.
Niech już wracają, bo znowu coś wymyślę.
czwartek, 18 lipca 2013
piątek, 12 lipca 2013
WYJECHALI NA WAKACJE ...
Ale wcale nie miało być tak pięknie.
Zaczęło się już 2 dni przed planowanym wyjazdem na kolonie do miejscowości nadmorskiej. W sumie to nazwałabym to wsią nadmorską.
Marian przeleżał w zasadzie cały dzień w łóżku. Nie chciał jeść, co w jego przypadku jest symptomem zaczynających się kłopotów. Matka zwaliła to na stres przedwyjazdowy.
Następnego dnia nie było lepiej. Marcin się wziął i zagotował. Obudziło mnie poranne 38,9'C ...
Diagnoza:
- Pacjent będzie żył. 3 dni w łóżku, wiadro leków i będzie jak nowo narodzony. Oczywiście na kolonie może jechać, ale pierwsze dni będzie nie do życia.
Ale kurde jak? Zbiórka na wyjazd o 8 rano, to nawet doba nie minie, leki nie zaczną działać, a dziecko me się ugotuje od temperatury wewnętrznej własnej, usra, urzyga i wyrzeknie się matki, która go do autokaru wsadzi.
Zaczęłam szukać opcji dowiezienia potomka za dni kilka. Wszak urlopem dysponuję w znacznej ilości. Szkoda tylko ze na wieś nadmorską nie ma bezpośredniego dojazdu z metropolii mej rodzinnej. A jeśli jest, to w swoim zacofaniu znaleźć nie potrafiłam. Rozważałam wynajem odrzutowca. Dałam ogłoszenie w mediach lokalnych, prasie krajowej, radiu, Facebooku ... No bobra, przesadziłam. Skorzystałam tylko z dobrodziejstwa internetu.
Znalazł się nawet jeden śmiałek, co przywróciło mi wiarę w ludzi.
A moje dziecko co?! Niewdzięcznik jeden. Wziął się w garść i pozbierał do kupy. Obudził się o 5 rano i zakomunikował:
- Czuję się świetnie. Możemy jechać.
Przed wyjściem z domu upewnił się czy jego, jak to nazwał "plecakowa kieszeń pierwszej pomocy" jest dostatecznie zaopatrzona. No i wzięli i pojechali. Potomstwo szt 2 rozkoszuje się jodem nad morzem.
Teraz bez wyrzutów sumienia o zaniedbanie potomstwa i bez kombinowania opieki, matka może bezkarnie ścinać "głowy" nieletnim przez 11 godzin dziennie. A w tak zwanym międzyczasie pakować manatki do przeprowadzki.
****
A żeby nie było, że twórczo - remontowo się obijam. W tym tygodniu popełniłam suszarkę na ubrania na balkonie w postaci przecudnej urody sznurków szt 6.
Zaczęło się już 2 dni przed planowanym wyjazdem na kolonie do miejscowości nadmorskiej. W sumie to nazwałabym to wsią nadmorską.
Marian przeleżał w zasadzie cały dzień w łóżku. Nie chciał jeść, co w jego przypadku jest symptomem zaczynających się kłopotów. Matka zwaliła to na stres przedwyjazdowy.
Następnego dnia nie było lepiej. Marcin się wziął i zagotował. Obudziło mnie poranne 38,9'C ...
Diagnoza:
- Pacjent będzie żył. 3 dni w łóżku, wiadro leków i będzie jak nowo narodzony. Oczywiście na kolonie może jechać, ale pierwsze dni będzie nie do życia.
Ale kurde jak? Zbiórka na wyjazd o 8 rano, to nawet doba nie minie, leki nie zaczną działać, a dziecko me się ugotuje od temperatury wewnętrznej własnej, usra, urzyga i wyrzeknie się matki, która go do autokaru wsadzi.
Zaczęłam szukać opcji dowiezienia potomka za dni kilka. Wszak urlopem dysponuję w znacznej ilości. Szkoda tylko ze na wieś nadmorską nie ma bezpośredniego dojazdu z metropolii mej rodzinnej. A jeśli jest, to w swoim zacofaniu znaleźć nie potrafiłam. Rozważałam wynajem odrzutowca. Dałam ogłoszenie w mediach lokalnych, prasie krajowej, radiu, Facebooku ... No bobra, przesadziłam. Skorzystałam tylko z dobrodziejstwa internetu.
Znalazł się nawet jeden śmiałek, co przywróciło mi wiarę w ludzi.
A moje dziecko co?! Niewdzięcznik jeden. Wziął się w garść i pozbierał do kupy. Obudził się o 5 rano i zakomunikował:
- Czuję się świetnie. Możemy jechać.
Przed wyjściem z domu upewnił się czy jego, jak to nazwał "plecakowa kieszeń pierwszej pomocy" jest dostatecznie zaopatrzona. No i wzięli i pojechali. Potomstwo szt 2 rozkoszuje się jodem nad morzem.
Teraz bez wyrzutów sumienia o zaniedbanie potomstwa i bez kombinowania opieki, matka może bezkarnie ścinać "głowy" nieletnim przez 11 godzin dziennie. A w tak zwanym międzyczasie pakować manatki do przeprowadzki.
****
A żeby nie było, że twórczo - remontowo się obijam. W tym tygodniu popełniłam suszarkę na ubrania na balkonie w postaci przecudnej urody sznurków szt 6.
poniedziałek, 8 lipca 2013
DZIĘKUJEMY CI "PITCH PERFECT"
Co zrobić żeby wkupić się w łaski 1,5 rocznej siostrzenicy?!
Wstaje taka rano i nie widzi mamy, bo ta poszła sobie właśnie na 2 dniową randkę z tatą. Zamiast niej uśmiecha się ciocia. Niby pokrewieństwo krwi zachowane, ale to nie to samo ...
No więc czym rozchmurzyć podkówkę na twarzy małolaty?!
Co będzie najlepsze od samego rana?!
Nie słodycze, nie bajki, nawet nie piosenki dla dzieci.
Tylko film muzyczny.
Przeszłam test.
Mogę z Tośką robić co chcę. Ona ze mną też.
Dziękujemy ci "Pitch Perfect"
Wstaje taka rano i nie widzi mamy, bo ta poszła sobie właśnie na 2 dniową randkę z tatą. Zamiast niej uśmiecha się ciocia. Niby pokrewieństwo krwi zachowane, ale to nie to samo ...
No więc czym rozchmurzyć podkówkę na twarzy małolaty?!
Co będzie najlepsze od samego rana?!
Nie słodycze, nie bajki, nawet nie piosenki dla dzieci.
Tylko film muzyczny.
Przeszłam test.
Mogę z Tośką robić co chcę. Ona ze mną też.
Dziękujemy ci "Pitch Perfect"
niedziela, 7 lipca 2013
OGŁOSZENIE LOKALNE
Wakacje rozpoczęły się nieprzyzwoicie wysoką temperaturą, to i chyba nieco mi szare komórki odparowały.
Niby pomysłów co wam napisać mam tysiąc pięćset, ale jak już zasiadam przed komputerem ... ogarnia mnie wówczas błoga zaćma. Pusto, aż grzechocze. Albo na ten przykład pomysły biją się który pierwszy. Ponieważ uparta jestem i uczę się ciągle asertywności, jeśli same nie ustalą grzecznie kolejności (pomysły rzecz jasna), to żaden nie zostanie wykorzystany.
Miała być notka sponsorowana o wadach i zaletach bejcy wodnej i lakierobejcy przeze mnie używanej - sponsorzy jednak się nie biją, to i napisze kiedy indziej (dla niedoinformowanych - szafka na buty została popełniona i świetnie zdaje egzamin w życiu codziennym rodziny G. Oto dowód!)
Miało być o powrocie do przeszłości, czyli Łódź miastem wspomnień, albo lepiej, lekcją historii pt."ulice powojennej Polski", albo "jak roz...trwonić kasę podatników na nikomu niepotrzebne rzeczy.
Albo o tym że pozornie bezdźwięczna, a już na pewno bardzo cicha czynność jak mycie podłogi, o godzinie 5 rano brzmi jak zrzucanie rzeczy ciężkich po schodach.
W końcu miało być o tym jak to moja ulubiona młodsza siostra wpadła do mnie na wakacje ... Nie, nie zostanie jej tak. Odwiozę ją za 2 miesiące. Upewnię się że dojechała szczęśliwie, i wrócę może jak już miasto me z gruzów powstanie?! Albo i nie?!
Zmiany, zmiany, zmiany.
Opuszczamy ojczyzny naszej łono. Karmić nas nie chce, albo to ja jestem zbyt leniwa?! Nie chcę pracować po 11 godzin dziennie + 1,5 godz dojazdu w 1 stronę, za ok 1000 zł. No nie chce mi się.
Bilety zakupione. Teraz przygotowania nadszedł czas.
Listy spraw do pozałatwiania. Urzędy, lekarze, dokumenty ...
Lista rzeczy do zrobienia.
Lista rzeczy do kupienia.
... i szukanie kasy ...
Zbieranie odbywa się poprzez oferowanie moich usług. Chociaż ponoć nie potrafię się sprzedać, to zazwyczaj udaje mi się zadowolić klienta ... (Płacący to klient, a jak ktoś nie płaci, to tylko usługobiorca?! Czy jak?!).
Cóż jak oferuję?!
A no na ten przykład, ścinanie, farbowanie, (włosów rzecz jasna), pasemka, czesanie ... i co kto sobie wymyśli (w ramach usług fryzjerskich) za tzw. "co łaska" + wartość biletu komunikacji miejskiej- na dojazd. Jeśli ktoś nie ma kasy, a chciałby skorzystać z fryzjera (bo chodzi jak ja raz na pół roku albo rzadziej), to też walić jak w dym, wszak praktyka i doświadczenie cenniejsze od złota ...
Z powodu ograniczeń logistycznych znacznych, krąg "usługobiorców" zawężam do miasta Łodzi, chyba że ktoś ma ochotę wielką wpaść do mnie, to i z Australii zapraszam.
Pisać, dzwonić ...
Numer telefonu podam, jak napiszecie :)
Jestem dostępna do 27-go sierpnia.
Niby pomysłów co wam napisać mam tysiąc pięćset, ale jak już zasiadam przed komputerem ... ogarnia mnie wówczas błoga zaćma. Pusto, aż grzechocze. Albo na ten przykład pomysły biją się który pierwszy. Ponieważ uparta jestem i uczę się ciągle asertywności, jeśli same nie ustalą grzecznie kolejności (pomysły rzecz jasna), to żaden nie zostanie wykorzystany.
Miała być notka sponsorowana o wadach i zaletach bejcy wodnej i lakierobejcy przeze mnie używanej - sponsorzy jednak się nie biją, to i napisze kiedy indziej (dla niedoinformowanych - szafka na buty została popełniona i świetnie zdaje egzamin w życiu codziennym rodziny G. Oto dowód!)
Miało być o powrocie do przeszłości, czyli Łódź miastem wspomnień, albo lepiej, lekcją historii pt."ulice powojennej Polski", albo "jak roz...trwonić kasę podatników na nikomu niepotrzebne rzeczy.
Albo o tym że pozornie bezdźwięczna, a już na pewno bardzo cicha czynność jak mycie podłogi, o godzinie 5 rano brzmi jak zrzucanie rzeczy ciężkich po schodach.
W końcu miało być o tym jak to moja ulubiona młodsza siostra wpadła do mnie na wakacje ... Nie, nie zostanie jej tak. Odwiozę ją za 2 miesiące. Upewnię się że dojechała szczęśliwie, i wrócę może jak już miasto me z gruzów powstanie?! Albo i nie?!
Zmiany, zmiany, zmiany.
Opuszczamy ojczyzny naszej łono. Karmić nas nie chce, albo to ja jestem zbyt leniwa?! Nie chcę pracować po 11 godzin dziennie + 1,5 godz dojazdu w 1 stronę, za ok 1000 zł. No nie chce mi się.
Bilety zakupione. Teraz przygotowania nadszedł czas.
Listy spraw do pozałatwiania. Urzędy, lekarze, dokumenty ...
Lista rzeczy do zrobienia.
Lista rzeczy do kupienia.
... i szukanie kasy ...
Czyli OGŁOSZENIE LOKALNE
W związku z zaistniałą okolicznością, zbieram kasę, na np wysłanie paczki z rzeczami, co by w jednych gaciach nie chodzić przez czas najbliższy (do samoloty nie opłaca się zabierać dużego bagażu - paczka wychodzi taniej), i wiele innych.Zbieranie odbywa się poprzez oferowanie moich usług. Chociaż ponoć nie potrafię się sprzedać, to zazwyczaj udaje mi się zadowolić klienta ... (Płacący to klient, a jak ktoś nie płaci, to tylko usługobiorca?! Czy jak?!).
Cóż jak oferuję?!
A no na ten przykład, ścinanie, farbowanie, (włosów rzecz jasna), pasemka, czesanie ... i co kto sobie wymyśli (w ramach usług fryzjerskich) za tzw. "co łaska" + wartość biletu komunikacji miejskiej- na dojazd. Jeśli ktoś nie ma kasy, a chciałby skorzystać z fryzjera (bo chodzi jak ja raz na pół roku albo rzadziej), to też walić jak w dym, wszak praktyka i doświadczenie cenniejsze od złota ...
Z powodu ograniczeń logistycznych znacznych, krąg "usługobiorców" zawężam do miasta Łodzi, chyba że ktoś ma ochotę wielką wpaść do mnie, to i z Australii zapraszam.
Pisać, dzwonić ...
Numer telefonu podam, jak napiszecie :)
Jestem dostępna do 27-go sierpnia.
czwartek, 27 czerwca 2013
CZY JEST COŚ CO DZIECI MOŻE ZDZIWIĆ?
Moje dzieci nie dziwią się niczemu. A już na pewno niczemu co robię ja.
No może nie do końca. Bardziej zadziwi moje potomstwo widok matki przy garach niż z młotkiem w ręku. Ot taka ze mnie matka polka.
W zeszłym tygodniu kładłam płytki na balkonie. Odebrane to zostało przez potomstwo me jako normalna normalność. Jakby widzieli mnie przy takiej czynności minimum raz w miesiącu. Jedyna reakcja Marcina po powrocie ze szkoły.
- O, cześć. To co, na obiad parówy?!
No tak, matka dziwnymi rzeczami zajęta to i obiadu nie ma. A tu niespodzianka. Obiad był.
Wczoraj po powrocie ze szkoły.
- Mamo, jak tu pięknie ...
Jak stwierdziła moja ulubiona młodsza siostra, tak mógł zareagować tylko artysta, czyli kto?! - Marcin.
Obiad tez był, co zdziwiło ich bardzo.
Mało tego, dzisiaj też będzie. (Boszzz, jaka jestem zaskakująca ;)) Będzie wcale nie dlatego że nie mam co robić. Wręcz przeciwnie, nie wiem w co przeszczepy włożyć. Dzisiaj muszę dokończyć "paletową" zabawę.
Zgodnie z jakimś ustaleniem (dla mnie niezrozumiałym) w ostatnim tyg. nauki, nie ma w szkole obiadów. Tak wiec stoi matka przy garach ... Na szczęście zaczął się sezon na kalafiorowy, kapustki i inne zdrowe i szybkie.
No może nie do końca. Bardziej zadziwi moje potomstwo widok matki przy garach niż z młotkiem w ręku. Ot taka ze mnie matka polka.
W zeszłym tygodniu kładłam płytki na balkonie. Odebrane to zostało przez potomstwo me jako normalna normalność. Jakby widzieli mnie przy takiej czynności minimum raz w miesiącu. Jedyna reakcja Marcina po powrocie ze szkoły.
- O, cześć. To co, na obiad parówy?!
No tak, matka dziwnymi rzeczami zajęta to i obiadu nie ma. A tu niespodzianka. Obiad był.
Wczoraj po powrocie ze szkoły.
- Mamo, jak tu pięknie ...
Jak stwierdziła moja ulubiona młodsza siostra, tak mógł zareagować tylko artysta, czyli kto?! - Marcin.
Obiad tez był, co zdziwiło ich bardzo.
Mało tego, dzisiaj też będzie. (Boszzz, jaka jestem zaskakująca ;)) Będzie wcale nie dlatego że nie mam co robić. Wręcz przeciwnie, nie wiem w co przeszczepy włożyć. Dzisiaj muszę dokończyć "paletową" zabawę.
Zgodnie z jakimś ustaleniem (dla mnie niezrozumiałym) w ostatnim tyg. nauki, nie ma w szkole obiadów. Tak wiec stoi matka przy garach ... Na szczęście zaczął się sezon na kalafiorowy, kapustki i inne zdrowe i szybkie.
czwartek, 20 czerwca 2013
STRAŻ POŻARNA, POLICJA, CBŚ? .. CZY KTOŚ NAM POMOŻE??
- Mamo zadzwońmy na straż Pożarną! - zawołał Krzyś z górnego poziom swego posłania.
- Albo na Policję! Może ktoś nam pomoże! - dodał zrozpaczony Marcin
- Spokojnie, poradzimy sobie ... chyba - nie wiem kogo starałam się uspokoić, ich czy mnie?!
Zaopatrzona w zeszyt formaty A4, oraz CIFa w sprayu wyczekiwałam intruza.
- Wiesz, ja co prawda jestem Robalologiem z zamiłowania - dodał Marcin - ale czuję, że jestem lekko przerażony!
I tak oto jeden potworzasty żuk czy coś co lata, hałasu robi jak helikopter sterroryzował mój dom, a w zasadzie mieszkańców.
Ale centymetrów ma ze cztery - przynajmniej.
Nockę na bank mam z głowy. Chyba ze nieproszony gość wyniesie się wcześniej.
Obrazek znaleziony w sieci
- Albo na Policję! Może ktoś nam pomoże! - dodał zrozpaczony Marcin
- Spokojnie, poradzimy sobie ... chyba - nie wiem kogo starałam się uspokoić, ich czy mnie?!
Zaopatrzona w zeszyt formaty A4, oraz CIFa w sprayu wyczekiwałam intruza.
- Wiesz, ja co prawda jestem Robalologiem z zamiłowania - dodał Marcin - ale czuję, że jestem lekko przerażony!
I tak oto jeden potworzasty żuk czy coś co lata, hałasu robi jak helikopter sterroryzował mój dom, a w zasadzie mieszkańców.
Ale centymetrów ma ze cztery - przynajmniej.
Nockę na bank mam z głowy. Chyba ze nieproszony gość wyniesie się wcześniej.
Obrazek znaleziony w sieci
środa, 19 czerwca 2013
ODLEŻANE - WYKONANE
Bo jak ja powiem że coś będzie zrobione, to nie tylko mówię.
Tak będzie z pewnością.
Problem zazwyczaj pojawia się przy określeniu terminu realizacji. Wiele rzeczy musi bowiem nabrać mocy urzędowej.
Wiecie, podanie, 3 zdjęcia, odleżane na stosie innych ...
I tak na ten przykład dawno, dawno temu, jak jeszcze byłam piękna i młoda oraz potomstwo posiadałam w ilości szt 1, kupiłam z moim ulubionym byłym mężem (wówczas ówczesnym) płytki na balkon. Położone zostały w kartonikach w rogu balkonu i tak już im zostało. Okazuje się że porządny gres to był. Przetrwał 10 mroźnych zim, 10 upalnych lat i ani drgnął. Ani nie popękał, ani się sam nie położył ...
Jako że człowiekiem o miękkim sercu jestem i doceniam cierpliwość, ulitowałam się.
Wczoraj się zabrałam, dzisiaj ukończyłam.
Całe życie myślałam że fugowanie jest fajowskie. Pewnie dlatego, że nigdy nie kładłam płytek. A może po prostu się starzeję?!
Dzisiaj myślałam że ta czynność mnie wykończy. To najnudniejsza część procesu układania płytek.
Tak czy inaczej, jestem z siebie dzielna jak stąd do tamtąd.
Teraz jeszcze tylko szafki na buty z palet i można zacząć wakacje.
Tak będzie z pewnością.
Problem zazwyczaj pojawia się przy określeniu terminu realizacji. Wiele rzeczy musi bowiem nabrać mocy urzędowej.
Wiecie, podanie, 3 zdjęcia, odleżane na stosie innych ...
I tak na ten przykład dawno, dawno temu, jak jeszcze byłam piękna i młoda oraz potomstwo posiadałam w ilości szt 1, kupiłam z moim ulubionym byłym mężem (wówczas ówczesnym) płytki na balkon. Położone zostały w kartonikach w rogu balkonu i tak już im zostało. Okazuje się że porządny gres to był. Przetrwał 10 mroźnych zim, 10 upalnych lat i ani drgnął. Ani nie popękał, ani się sam nie położył ...
Jako że człowiekiem o miękkim sercu jestem i doceniam cierpliwość, ulitowałam się.
Wczoraj się zabrałam, dzisiaj ukończyłam.
Całe życie myślałam że fugowanie jest fajowskie. Pewnie dlatego, że nigdy nie kładłam płytek. A może po prostu się starzeję?!
Dzisiaj myślałam że ta czynność mnie wykończy. To najnudniejsza część procesu układania płytek.
Tak czy inaczej, jestem z siebie dzielna jak stąd do tamtąd.
![]() | |||||
| TA DAM!!! |
wtorek, 18 czerwca 2013
NA SZCZĘŚCIE TO TYLKO WSZY!
WSZY.
Obrzydliwe, małe paskudy z wyłupiastymi oczami. Patrzyły się na mnie złośliwie. Wyglądały prawie jak małe krewetki. Takich okazów to jak żyję na tym świecie już lat kilka, to jeszcze nie widziałam.
Na szczęście to był tylko sen.
NA SZCZĘŚCIE!
Bo według informacji jakie znalazłam w sennikach wielu, to już tylko obrzydliwe bogactwo mnie czeka.
Wysłałam totka.
Po południu Marian znalazł 4- listne koniczyny szt 2.
Teraz to już tylko brakuje żebym się cukrem ... wypróżniła.
Czekam grzecznie na wyniki totalizatora i robię listę na co wydam dzisiejsze wygrane miliony.
Obrzydliwe, małe paskudy z wyłupiastymi oczami. Patrzyły się na mnie złośliwie. Wyglądały prawie jak małe krewetki. Takich okazów to jak żyję na tym świecie już lat kilka, to jeszcze nie widziałam.
Na szczęście to był tylko sen.
NA SZCZĘŚCIE!
Bo według informacji jakie znalazłam w sennikach wielu, to już tylko obrzydliwe bogactwo mnie czeka.
Wysłałam totka.
Po południu Marian znalazł 4- listne koniczyny szt 2.
Teraz to już tylko brakuje żebym się cukrem ... wypróżniła.
Czekam grzecznie na wyniki totalizatora i robię listę na co wydam dzisiejsze wygrane miliony.
![]() |
| Koniczynka znaleziona przez Marcina kilka dni temu. W domowej kolekcji mamy jeszcze takie 2 - dzisiejsze:) |
poniedziałek, 17 czerwca 2013
NA MIANO WYLUZOWANEJ MATKI TRZEBA SOBIE ZASŁUŻYĆ, CZYLI JAK WZMOCNIĆ DOZNANIA.
Uzyskać tytuł WYLUZOWANEJ matki do czegoś zobowiązuje.
No nie jest tak?!
Tak więc staram się stanąć jak najbliżej ustawionej porzeczki i powierzone mi niełatwe zadania wykonywać z należyta dla nich powaga i sumiennością.
Nie wypada na ten przykład spędzić weekendu na kanapie przed telewizorem. No chyba że za oknem byłoby nazbyt wilgotno, albo kontakt z otoczeniem groziłby odmrożeniem wszystkiego na raz. Ostatnio jednak pogoda zagraża raczej przegrzaniu się zwojów z następstwem rozwarstwienia się powłok mózgowych, jeśli takowe występują (jeśli nie, to właśnie je wymyśliłam), od zbyt wysokiej temperatury.
Tak wiec pomysł podrzucony przez koleżankę złapany został w locie - bez wcześniejszego dogłębnego przemyślenia.
Piknik w parku - na ZDROWIU. Kto w Łodzi był ten wie.
Dużo przestrzeni, krzaczorów, polanek, straganów, bajorka nawet jakieś są. Używane są co prawda wyłącznie jako wylęgarnią komarów. Wejście do nich bowiem grozi solidną utratą zdrowia, ale są. No i jest jeszcze ZOO, do którego przy temperaturze otoczenia powyżej 25'C staram się nie chodzić. Mój zmysł powonienia jest nazbyt wrażliwy.
Najważniejszą atrakcją owego terenu jest LUNAPARK.
Jest to miejsce, w którym stykają się co najmniej 2 epoki. Jak widzę te wszystkie karuzele, kolejki, strzelnice - cofam się do czasów mojego dzieciństwa, czyli do czasów dawno temu i nie prawda.. Nie zmieniło się nic. Nawet farba na "wozach" jest z przed 30 lat, a przynajmniej taką udaje, jeśli był to zabieg celowy. Z rzeczywistością można się spotkać ... przy KASIE. Przyznam, iż nie jest to jedno z tych spotkań, które wspomina się po latach. Raczej rodzice pociech swych marzą, aby potomstwo usunęło ten fragment z pamięci oraz wykasowało ze słownika słowo WESOŁE MIASTECZKO czy inne, bliskoznaczne. Sami natomiast śnią tylko w nocnych koszmarach o tym zderzeniu.
Wracając do realizacji planów.
W piękne sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się - potomstwo i ja. Zabrawszy wszystko co niezbędne. Kocyk, prowiant suchy i mokry. Nawet talerzyki przecudnej urody papierowe, zielone spakowałam. Była piłka i cała masa różnych różności.
Atrakcje pojawiły się już na początku. Żeby zaoszczędzić sobie drogi, postanowiłam że podjedziemy tramwajem. Zostałby wtedy do przejścia przystanek. Podjechaliśmy. Oczywiście wsiedliśmy w zły tramwaj. Nie nazywałabym się M.Sz-G gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Owa przejażdżka poskutkowała tym, że do przejścia mieliśmy nie jeden, 3 przystanki.
Ze znajomymi spotkaliśmy się przed wejściem do miejsca na "L" albo na "W" -brrrr
Miało to być szybki pół godzinki i potem zabawa na łące.
Po blisko 2 godzinach, kiedy to pełnoletnia część wyprawy miała już atrakcji po kokardki, a młodzież raczej niezbyt, trzeba było coś wymyślić. Kto stanął na wysokości zadania - oczywiście ja. Jak się okazało, moje działania są dalekosiężne i z boku mogą wydawać się jak bardzo przemyślane (to tylko pozory, wszak jest to funkcja nie do końca przeze mnie opanowana).
Otóż przed wyjściem nakarmiłam dzieci kapustką a'la bigos. Po kilku godzinach na karuzelach, kolejkach i innych zaczął działać w celu niedoprowadzenia matki dzieci mych do bankructwa.
Taka o to karuzela "parasolka" w zestawieniu z Marianem ...
I żeby nikt mi nie powiedział że atrakcji moje dzieci mają mało.
Kulturalnie paw został puszczony - nikt postronny nie ucierpiał w zdarzeniu. Potomek po zczołganiu się z karuzeli stwierdził że w sumie to już możemy wracać.
Dziwne że kolejka górska w zasadzie nie zrobiła na mim wrażenia. A już na pewno nie takiego.
Na polance spędziliśmy kolejne pół godzinki. Dłużnej się nie dało. Krwiożercze latające bestie chciały zeżreć nas żywcem. Nie dało się poczytać, pograć w szachy. Nawet gra w piłkę była utrudniona. Wytresowane paskudy. Nie wydajesz kasy, to wypad z parku.
Po sobotnim popołudniu Marianowi zostało wspomnienie, mnie przeciąg w portfelu, a Krzysiowi ślad na powiece po pocałunku latającej bestii. Wygląda jak jednooki Bill. Dziś jest już lepiej, ale wczoraj jego jedno z oczu było "out of service".
Za tydzień kolejna porcja emocji. Jeszcze nie wiem jaka, ale coś wymyślę.
To było o sobocie.
O niedzieli jeszcze nie jestem w stanie mówić. Nawet pisać. Opowiem przy okazji.
Na samą myśl bowiem mam zakwasy wszędzie.
No nie jest tak?!
Tak więc staram się stanąć jak najbliżej ustawionej porzeczki i powierzone mi niełatwe zadania wykonywać z należyta dla nich powaga i sumiennością.
Nie wypada na ten przykład spędzić weekendu na kanapie przed telewizorem. No chyba że za oknem byłoby nazbyt wilgotno, albo kontakt z otoczeniem groziłby odmrożeniem wszystkiego na raz. Ostatnio jednak pogoda zagraża raczej przegrzaniu się zwojów z następstwem rozwarstwienia się powłok mózgowych, jeśli takowe występują (jeśli nie, to właśnie je wymyśliłam), od zbyt wysokiej temperatury.
Tak wiec pomysł podrzucony przez koleżankę złapany został w locie - bez wcześniejszego dogłębnego przemyślenia.
Piknik w parku - na ZDROWIU. Kto w Łodzi był ten wie.
Dużo przestrzeni, krzaczorów, polanek, straganów, bajorka nawet jakieś są. Używane są co prawda wyłącznie jako wylęgarnią komarów. Wejście do nich bowiem grozi solidną utratą zdrowia, ale są. No i jest jeszcze ZOO, do którego przy temperaturze otoczenia powyżej 25'C staram się nie chodzić. Mój zmysł powonienia jest nazbyt wrażliwy.
Najważniejszą atrakcją owego terenu jest LUNAPARK.
Jest to miejsce, w którym stykają się co najmniej 2 epoki. Jak widzę te wszystkie karuzele, kolejki, strzelnice - cofam się do czasów mojego dzieciństwa, czyli do czasów dawno temu i nie prawda.. Nie zmieniło się nic. Nawet farba na "wozach" jest z przed 30 lat, a przynajmniej taką udaje, jeśli był to zabieg celowy. Z rzeczywistością można się spotkać ... przy KASIE. Przyznam, iż nie jest to jedno z tych spotkań, które wspomina się po latach. Raczej rodzice pociech swych marzą, aby potomstwo usunęło ten fragment z pamięci oraz wykasowało ze słownika słowo WESOŁE MIASTECZKO czy inne, bliskoznaczne. Sami natomiast śnią tylko w nocnych koszmarach o tym zderzeniu.
Wracając do realizacji planów.
W piękne sobotnie przedpołudnie wybraliśmy się - potomstwo i ja. Zabrawszy wszystko co niezbędne. Kocyk, prowiant suchy i mokry. Nawet talerzyki przecudnej urody papierowe, zielone spakowałam. Była piłka i cała masa różnych różności.
Atrakcje pojawiły się już na początku. Żeby zaoszczędzić sobie drogi, postanowiłam że podjedziemy tramwajem. Zostałby wtedy do przejścia przystanek. Podjechaliśmy. Oczywiście wsiedliśmy w zły tramwaj. Nie nazywałabym się M.Sz-G gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Owa przejażdżka poskutkowała tym, że do przejścia mieliśmy nie jeden, 3 przystanki.
Ze znajomymi spotkaliśmy się przed wejściem do miejsca na "L" albo na "W" -brrrr
Miało to być szybki pół godzinki i potem zabawa na łące.
Po blisko 2 godzinach, kiedy to pełnoletnia część wyprawy miała już atrakcji po kokardki, a młodzież raczej niezbyt, trzeba było coś wymyślić. Kto stanął na wysokości zadania - oczywiście ja. Jak się okazało, moje działania są dalekosiężne i z boku mogą wydawać się jak bardzo przemyślane (to tylko pozory, wszak jest to funkcja nie do końca przeze mnie opanowana).
Otóż przed wyjściem nakarmiłam dzieci kapustką a'la bigos. Po kilku godzinach na karuzelach, kolejkach i innych zaczął działać w celu niedoprowadzenia matki dzieci mych do bankructwa.
Taka o to karuzela "parasolka" w zestawieniu z Marianem ...
I żeby nikt mi nie powiedział że atrakcji moje dzieci mają mało.
Kulturalnie paw został puszczony - nikt postronny nie ucierpiał w zdarzeniu. Potomek po zczołganiu się z karuzeli stwierdził że w sumie to już możemy wracać.
Dziwne że kolejka górska w zasadzie nie zrobiła na mim wrażenia. A już na pewno nie takiego.
Na polance spędziliśmy kolejne pół godzinki. Dłużnej się nie dało. Krwiożercze latające bestie chciały zeżreć nas żywcem. Nie dało się poczytać, pograć w szachy. Nawet gra w piłkę była utrudniona. Wytresowane paskudy. Nie wydajesz kasy, to wypad z parku.
Po sobotnim popołudniu Marianowi zostało wspomnienie, mnie przeciąg w portfelu, a Krzysiowi ślad na powiece po pocałunku latającej bestii. Wygląda jak jednooki Bill. Dziś jest już lepiej, ale wczoraj jego jedno z oczu było "out of service".
Za tydzień kolejna porcja emocji. Jeszcze nie wiem jaka, ale coś wymyślę.
To było o sobocie.
O niedzieli jeszcze nie jestem w stanie mówić. Nawet pisać. Opowiem przy okazji.
Na samą myśl bowiem mam zakwasy wszędzie.
środa, 12 czerwca 2013
JAK SIĘ OSKALPOWAĆ, CZYLI DREDY W FAZIE POCZĄTKOWEJ DAJĄ SIĘ ROZCZESAĆ
Syn mój zabłyszczał był nową fryzurą w poniedziałek. Największą frajdą i atrakcją był DRED zrobiony na "kucyku", który pozostał jako wspomnienie po długich włosach.
Tego dnia, późnym wieczorem, będąc w szkole jeszcze odebrałam telefon z domu.
W słuchawce zapłakany Marcin.
- Mamo, bo ja zapomniałem że mam dreda.
- Czy coś się stało?
- Bo ja się wykąpałem i potem chciałem się uczesać ...
Święto na wsi pomyślałam. Moje dzieci bowiem grzebień znają prawie wyłącznie ze zdjęć, no i czasem jak kogoś ścinam, to widzą w dłoni mej. Z reguły starają się nie używać. Akceptują szczotkę do włosów, ale tez trzeba im o niej przypominać. Takie dziwactwo braci G. A tu proszę, sam z własnej nieprzymuszonej woli ...
Wracając do rozmowy
- No i zapomniałem i się rozczesałem ... i wyrwałem połowę włosów.
Tak więc moje dziecko własnoręcznie się oskalpowało.
Na szczęście odbyło się to bezkrwawo i bez ubytku skóry. Włosów jednak zrobiło się jakby mniej.
Ogonek zamiast sięgać do łopatek, sięga do ramion ...
Chyba wstrzymam się z eksperymentowaniem na dzieciach.
Tylko kto nam wybije z głowy nasze głupie pomysły?!
Tego dnia, późnym wieczorem, będąc w szkole jeszcze odebrałam telefon z domu.
W słuchawce zapłakany Marcin.
- Mamo, bo ja zapomniałem że mam dreda.
- Czy coś się stało?
- Bo ja się wykąpałem i potem chciałem się uczesać ...
Święto na wsi pomyślałam. Moje dzieci bowiem grzebień znają prawie wyłącznie ze zdjęć, no i czasem jak kogoś ścinam, to widzą w dłoni mej. Z reguły starają się nie używać. Akceptują szczotkę do włosów, ale tez trzeba im o niej przypominać. Takie dziwactwo braci G. A tu proszę, sam z własnej nieprzymuszonej woli ...
Wracając do rozmowy
- No i zapomniałem i się rozczesałem ... i wyrwałem połowę włosów.
Tak więc moje dziecko własnoręcznie się oskalpowało.
Na szczęście odbyło się to bezkrwawo i bez ubytku skóry. Włosów jednak zrobiło się jakby mniej.
Ogonek zamiast sięgać do łopatek, sięga do ramion ...
Chyba wstrzymam się z eksperymentowaniem na dzieciach.
Tylko kto nam wybije z głowy nasze głupie pomysły?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


