Słowo daję, że kiedyś nabędę drogą kupna wiatrówkę, albo inną broń na gołębie. Kiedyś widziałam w internecie rysunek:
Siedzą 2 gołębie na gałęzi i rozmawiają
- To co, sramy?!
- Nie. Poczekaj aż ta z 3-go umyje okna.
No i umyłam.
Ja mi te paskudy znowu nasrają, to jak babcie kocham, że upiekę na obiad.
A teraz z innej beczki. Chociaż może niezupełnie?!
Bo to sprzątanie, to z okazji szykującej się imprezy. W niedzielę mój ulubiony młodszy syn będzie "komunistą". Z tej oto okazji przylatuje do nas moja ulubiona młodsza siostra z całą ferajną w składzie małżonek oraz dzieci szt. 2. Tydzień przed planowaną podrożą szwagier mój ulubiony chciał odprawić bilety. Okazało się, że paszport ich starszej latorośli kończy się dokładnie w dniu wylotu.
Jak podsumował to nasz brat - od razu widać że jesteśmy spokrewnione.
W związku z tym iż sytuacja zaistniała w kraju innym niż Polandia, okazało się że można.
Wyrobienie paszportu w 3 dni, jest możliwe.
Oj, będzie się działo.
piątek, 24 maja 2013
poniedziałek, 6 maja 2013
JAK TO BRAT ZA BRATEM ZATĘSKNIŁ
Prawdziwą przyjaźń poznaje się w biedzie, a miłość braterską podczas nieobecności.
W dniu dzisiejszym, mój ulubiony starszy syn wyjechał szczęśliwie na 4-dniową wycieczkę. Cieszył się on, oraz jego ulubiony młodszy brat.
- Ale super - powiedział podekscytowany Marian, gdy rano zaprowadzałam go do szkoły - 4 dni bez Krzysia! Oł jeee
Nie skomentowałam, bo człowiek o godzinie wczesno porannej często mówi więcej niż chciałby faktycznie powiedzieć.
W godzinach wczesno - popołudniowych, kiedy to wracaliśmy do domu ...
- Wiesz, cały dzień szukałem Krzysia w szkole. Zapomniałem że wyjechał. Ale jakoś dziwnie bez niego. Czy możemy napisać do niego list?
Wieczorem zadzwoniliśmy do wycieczkowicza. Po 3 minutach rozmowy z rodzicielką, z kim spędził syn starszy kolejne pół godziny wisząc na telefonie?! Z bratem oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą. Tłuką się, kłócą, dokuczają niemiłosiernie. Ale tęsknią za sobą z taką samą intensywnością. Za miesiąc kolejne rozstanie. Tym razem wyjedzie młodsza latorośl.
W dniu dzisiejszym, mój ulubiony starszy syn wyjechał szczęśliwie na 4-dniową wycieczkę. Cieszył się on, oraz jego ulubiony młodszy brat.
- Ale super - powiedział podekscytowany Marian, gdy rano zaprowadzałam go do szkoły - 4 dni bez Krzysia! Oł jeee
Nie skomentowałam, bo człowiek o godzinie wczesno porannej często mówi więcej niż chciałby faktycznie powiedzieć.
W godzinach wczesno - popołudniowych, kiedy to wracaliśmy do domu ...
- Wiesz, cały dzień szukałem Krzysia w szkole. Zapomniałem że wyjechał. Ale jakoś dziwnie bez niego. Czy możemy napisać do niego list?
Wieczorem zadzwoniliśmy do wycieczkowicza. Po 3 minutach rozmowy z rodzicielką, z kim spędził syn starszy kolejne pół godziny wisząc na telefonie?! Z bratem oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą. Tłuką się, kłócą, dokuczają niemiłosiernie. Ale tęsknią za sobą z taką samą intensywnością. Za miesiąc kolejne rozstanie. Tym razem wyjedzie młodsza latorośl.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
DZIECKO PRAWDĘ CI POWIE
Ostatnio warsztaty terapii zajęciowej w domu mym trwają.
W sumie to zawsze coś tam dłubię dla relaksu, ale ostatnio przechodzę samą siebie. Jeszcze nie staję obok, ale jest już blisko.
Jakiś czas temu nakręciłam się na meble ze skrzynek i z palet. Palety już u mojej koleżanki czekają na mnie, a w zasadzie na cud teleportacji. Oczyma wyobraźni widzę już stolik kawowy i pufę ...
Puki co zajęłam się skrzynkami, takimi na jabłka. Najpierw nie mogłam nigdzie znaleźć niechcianych, wszak jak się okazuje, to produkt pożądany i cenny jest dość. W końcu znalazłam oraz stałam się szczęśliwym posiadaczem pokaźnej sterty.
Na ostatni tydzień mój duży pokój zamienił się w warsztat stolarski ....
Miałam w planach zrobienie szafki na buty, bo "stojak" na obuwie mi się zmarszczył nieoczekiwanie.
Jak to jednak w pracach twórczych bywa, rezultat zazwyczaj jest daleki od tego pierwotnie zaplanowanego.
Milionpińcset drzazg, i 3 puszki bejcy później ...


Stojak na buty został zreanimowany, bo wyszło jak zwykle co innego.
Po przykręceniu ostatniej śrubki, zapytałam Mariana, który akurat się przypałętał, co sadzi o regale.
- Słabo, ale może być!
Na własnej krwi wychowałam krytyka od siedmiu boleści.
Słyszący to Sebastian, który stał z jeszcze ciepłą wiertarką stwierdził, że chłopak nie pogra sobie na komputerze przez następny tydzień.
Po kilku minutach usłyszeliśmy z za drzwi pokoju wycie. Otwieramy, a tam Marian z gitarą śpiewa, coś w rodzaju:
"Najpiękniejszy regał, Na na na, zrobili mama z wujkiem, Tra la la. Najcudniejszy on jest ..."
Ale i tak jestem z siebie dzielna.
No i z palet też coś popełnię - kiedyś.
P.S.
Na zdjęciu uwieczniony został tylko Marian, ale obaj z Krzysiem dzielnie mi pomagali. Nawet Sebastian miał swoich kilka ostatnich śrubek. Lista zasłużonych (albo winnych) jest długa.
W sumie to zawsze coś tam dłubię dla relaksu, ale ostatnio przechodzę samą siebie. Jeszcze nie staję obok, ale jest już blisko.
Jakiś czas temu nakręciłam się na meble ze skrzynek i z palet. Palety już u mojej koleżanki czekają na mnie, a w zasadzie na cud teleportacji. Oczyma wyobraźni widzę już stolik kawowy i pufę ...
Puki co zajęłam się skrzynkami, takimi na jabłka. Najpierw nie mogłam nigdzie znaleźć niechcianych, wszak jak się okazuje, to produkt pożądany i cenny jest dość. W końcu znalazłam oraz stałam się szczęśliwym posiadaczem pokaźnej sterty.
Na ostatni tydzień mój duży pokój zamienił się w warsztat stolarski ....
Miałam w planach zrobienie szafki na buty, bo "stojak" na obuwie mi się zmarszczył nieoczekiwanie.
Jak to jednak w pracach twórczych bywa, rezultat zazwyczaj jest daleki od tego pierwotnie zaplanowanego.
Milionpińcset drzazg, i 3 puszki bejcy później ...


Stojak na buty został zreanimowany, bo wyszło jak zwykle co innego.
Po przykręceniu ostatniej śrubki, zapytałam Mariana, który akurat się przypałętał, co sadzi o regale.
- Słabo, ale może być!
Na własnej krwi wychowałam krytyka od siedmiu boleści.
Słyszący to Sebastian, który stał z jeszcze ciepłą wiertarką stwierdził, że chłopak nie pogra sobie na komputerze przez następny tydzień.
Po kilku minutach usłyszeliśmy z za drzwi pokoju wycie. Otwieramy, a tam Marian z gitarą śpiewa, coś w rodzaju:
"Najpiękniejszy regał, Na na na, zrobili mama z wujkiem, Tra la la. Najcudniejszy on jest ..."
Ale i tak jestem z siebie dzielna.
No i z palet też coś popełnię - kiedyś.
P.S.
Na zdjęciu uwieczniony został tylko Marian, ale obaj z Krzysiem dzielnie mi pomagali. Nawet Sebastian miał swoich kilka ostatnich śrubek. Lista zasłużonych (albo winnych) jest długa.
środa, 24 kwietnia 2013
GRUNT TO DOBRA MOTYWACJA
To że urodziłam się blondynką i mentalną pozostałam do dziś, pomimo mocno ciemnego aktualnego koloru owłosienia - wiadomo.
Z tego też tytułu mało bystrą jednostką czasem bywam.
Dostałam zaproszenie od znajomej (mailowe) do przyłączenia się do grona znajomych gdzieś-tam*. Jako że zapraszająca jedną ulubieńszych znajomych mych jest, przyjęłam bez mrugnięcia.
Kliknęłam, zarejestrowałam, wpisałam co tam chcieli i ....
- Czego szukasz na randkowym portalu? - zabrzmiał głos w słuchawce 3 sekundy po kliknięciu. Że moje zwoje łączą długo dość, nie bardzo wiedziałam o jakie 2 drzewa chodzi?!
- Gdzie?
- Na portalu randkowym. Dostałem zaproszenie na wszystkie 3 adresy mailowe ...
Szanowni Państwo, jeśli otrzymaliście takowe zaproszenie od mej skromnej osoby, to wybaczcie. Ja wolę randki w REALU, ewentualnie w Tesco. Jeśli przyjęliście zaproszenie, mam nadzieję że zrobiliście to bardziej świadomie niż ja. Ja swój profil na ten tychmiast usunęłam, no chyba że nie udało się, to proszę o informację. Jeśli ktoś miałby ochotę spotkać się ze mną na kawę, to nie potrzebuję do tego żadnego serwisu randkowego wspomagającego. A już na pewno nie takiego, gdzie panowie prężą swe świeżo "wyfotoszopowane" muskuły, a panie wystawiają swe atuty na pokuszenie na "sweet fociach".
Tak więc jeśli ktoś by chciał, to piszcie, dzwońcie, bo poza tym że jestem mamą na pełen etat, aktualnie kończę czaderski kurs taki jeden (kiedyś się pochwalę) i mam pół pokoju zawalonego skrzynkami (drewnianymi, nie po winie), z których aktualnie tworzę w każdej wolnej chwili (nie powiem co, bo od niedzieli, czyli od dnia kiedy to stałam się ich właścicielem, kilka razy mi się zmieniło), to mam czau całe mnóstwo.
A!!!
Miało być o motywacji ...
No więc proceder ten zmotywował mnie to uporządkowania kontaktów na mojej poczcie. Z automatu mam ustawione żeby mój inteligentniejszy (nie ma takiego wyrazu w słoniku sprawdzającym pisownie - dobry słownik) ode mnie program pocztowy dodawał adresy do kontaktów, jak tylko na nie spojrzę ....
Tak więc były tam adresy ... szkoda gadać. No cóż, pracy już w Polsce nie znajdę, czas pakować walizki ...
A tak wyglądają moje skrzynki. Niektórzy mieli już przyjemność zobaczyć ja na FCB a nawet na żywo - taka jestem. Ci co nie mieli, nich patrzą, bo następne (mam nadzieję) zdjęcie będzie z efektem końcowym, tylko "TEMU NA GÓRZE"
znanym.
* Nazwy portalu nie pamietam, bo wszystkie wiadomości skutecznie pokasowałam.
Z tego też tytułu mało bystrą jednostką czasem bywam.
Dostałam zaproszenie od znajomej (mailowe) do przyłączenia się do grona znajomych gdzieś-tam*. Jako że zapraszająca jedną ulubieńszych znajomych mych jest, przyjęłam bez mrugnięcia.
Kliknęłam, zarejestrowałam, wpisałam co tam chcieli i ....
- Czego szukasz na randkowym portalu? - zabrzmiał głos w słuchawce 3 sekundy po kliknięciu. Że moje zwoje łączą długo dość, nie bardzo wiedziałam o jakie 2 drzewa chodzi?!
- Gdzie?
- Na portalu randkowym. Dostałem zaproszenie na wszystkie 3 adresy mailowe ...
Szanowni Państwo, jeśli otrzymaliście takowe zaproszenie od mej skromnej osoby, to wybaczcie. Ja wolę randki w REALU, ewentualnie w Tesco. Jeśli przyjęliście zaproszenie, mam nadzieję że zrobiliście to bardziej świadomie niż ja. Ja swój profil na ten tychmiast usunęłam, no chyba że nie udało się, to proszę o informację. Jeśli ktoś miałby ochotę spotkać się ze mną na kawę, to nie potrzebuję do tego żadnego serwisu randkowego wspomagającego. A już na pewno nie takiego, gdzie panowie prężą swe świeżo "wyfotoszopowane" muskuły, a panie wystawiają swe atuty na pokuszenie na "sweet fociach".
Tak więc jeśli ktoś by chciał, to piszcie, dzwońcie, bo poza tym że jestem mamą na pełen etat, aktualnie kończę czaderski kurs taki jeden (kiedyś się pochwalę) i mam pół pokoju zawalonego skrzynkami (drewnianymi, nie po winie), z których aktualnie tworzę w każdej wolnej chwili (nie powiem co, bo od niedzieli, czyli od dnia kiedy to stałam się ich właścicielem, kilka razy mi się zmieniło), to mam czau całe mnóstwo.
A!!!
Miało być o motywacji ...
No więc proceder ten zmotywował mnie to uporządkowania kontaktów na mojej poczcie. Z automatu mam ustawione żeby mój inteligentniejszy (nie ma takiego wyrazu w słoniku sprawdzającym pisownie - dobry słownik) ode mnie program pocztowy dodawał adresy do kontaktów, jak tylko na nie spojrzę ....
Tak więc były tam adresy ... szkoda gadać. No cóż, pracy już w Polsce nie znajdę, czas pakować walizki ...
A tak wyglądają moje skrzynki. Niektórzy mieli już przyjemność zobaczyć ja na FCB a nawet na żywo - taka jestem. Ci co nie mieli, nich patrzą, bo następne (mam nadzieję) zdjęcie będzie z efektem końcowym, tylko "TEMU NA GÓRZE"znanym.
* Nazwy portalu nie pamietam, bo wszystkie wiadomości skutecznie pokasowałam.
sobota, 20 kwietnia 2013
ZDROWIE PSYCHICZNE RODZICÓW PRZEDE WSZYSTKIM
Jak to jest z kategoriami wiekowymi filmów? O ile te od 16 czy 18 lat jestem w stanie zrozumieć, o tyle te od 12 roku życia, zazwyczaj mnie zastanawiały. Moje potomstwo, szczególnie to młodsze, często załapuje się na nie właśnie i rzadko kiedy dostrzegam powód dla którego oglądać takiego filmu nie powinien.
Otóż od dzisiaj już wiem.
To wszystko w trosce o dobro i zdrowie psychiczne rodziców!
Połowa filmu spędzona na tłumaczeniu i odpowiadaniu na pytania
- A co to?
- Co to znaczy?
- Czy to oznacza że ...
- Dlaczego on cośtam ...
A jak jeszcze nie daj Boże przez przypadek leci film na jedynym kanale, na którym kiedyś niechcący włączono napisy i z lenistwa tylko rodzicielka nie zgłębiła metody ich wyłączania, to można spodziewać się pytań:
- A dlaczego napisane jest tak, a on powiedział co innego?
Na szczęście młody nie wyłapuje jeszcze różnic w oryginalnym tekście (angielskim) i lektora. To w zestawieniu z napisami byłoby strzałem w kolano.
W dniu dzisiejszym, moje wrodzone: spokój, opanowanie i cierpliwość, zostały mocno nadszarpnięte. Powiedziałabym nawet że coś im się naderwało.
Od jutra:
1 - uważnie patrzę na przedział wiekowy
2- wyłączam napisy
3- kupuję melisę
Otóż od dzisiaj już wiem.
To wszystko w trosce o dobro i zdrowie psychiczne rodziców!
Połowa filmu spędzona na tłumaczeniu i odpowiadaniu na pytania
- A co to?
- Co to znaczy?
- Czy to oznacza że ...
- Dlaczego on cośtam ...
A jak jeszcze nie daj Boże przez przypadek leci film na jedynym kanale, na którym kiedyś niechcący włączono napisy i z lenistwa tylko rodzicielka nie zgłębiła metody ich wyłączania, to można spodziewać się pytań:
- A dlaczego napisane jest tak, a on powiedział co innego?
Na szczęście młody nie wyłapuje jeszcze różnic w oryginalnym tekście (angielskim) i lektora. To w zestawieniu z napisami byłoby strzałem w kolano.
W dniu dzisiejszym, moje wrodzone: spokój, opanowanie i cierpliwość, zostały mocno nadszarpnięte. Powiedziałabym nawet że coś im się naderwało.
Od jutra:
1 - uważnie patrzę na przedział wiekowy
2- wyłączam napisy
3- kupuję melisę
środa, 17 kwietnia 2013
GOŚĆ W DOM, BÓG WDOM, CZYLI DZIEŃ OTWARTYCH DRZWI
Mój dom przez wielu uważany jest za otwarty - i słusznie. Jak mawiają pieniędzy, dzieci i gości nigdy dość. Czy jakoś tak.
Ale moja gościnność ma pewne granice o których to miałam okazję przekonać się dni temu kilka.
Było piękne poniedziałkowe popołudnie. Ja w blokach startowych, gdyż wybierałam się do szkoły. Dzieci przekazywane były mojej mamie, kiedy ta dorwała naszykowany dla potomstwa worek na śmieci.
Oczywiście naszykowany do wyrzucenia, nie do zabawy. Bo choć wymagającą matką jestem, to staram się być również humanitarna. Moje dzieci zmywają naczynia na ten przykład po śniadaniu, albo wyrzucają śmieci. Nawet ustalają którego dnia, czyja kolej. Tacy są fajni.
Ale wracając do worka na śmieci.
- Mamo, zostaw ten worek. Naszykowałam, bo Krzyś obiecał że wyrzuci. Zaraz to zrobi.
- Nie. Wiesz, na schodach siedzi i przysypia jakiś "dziad". Lepiej żeby Krzysia nie zaczepiał.
No i poszła rodzicielka moja w siną dal z workiem, a dokładnie do zsypu mieszczącego się na tym samym pietrze. Taki spacer dla zdrowia i kondycji ...
Tu wyjaśniło się po kim mój ulubiony starszy syn odziedziczył nawyk zostawiania drzwi otwartych na oścież. Ja tego nie znoszę. Jak tylko to zauważyłam, a w zasadzie poczułam wiosenny przeciąg otulający moje kostki, grzecznie, cichutko zamknęłam wrota.
Mama wróciła, pokręciła się chwile po pokoju, po czym udała się do kuchni w celu wstawienia wody na herbatkę zapewne.
- No i wpuściłaś go - powiedziała wróciwszy po chwili
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ja?
- A kto, ja?
- No przecież nie ja - nasza wymiana zdań nabierała tempa
- Ale o co chodzi?!
- No wpuściłaś go.
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ale gdzie?
- No siedzi w kuchni.
Szanowny pan "dziad" korzystając z okazji i otwartych drzwi, wpakował mi się do mieszkania i grzecznie rozsiadł się w kuchni na jedynym stołeczku jaki tam znalazł.
Został grzecznie wyproszony, bo przy osobach starszych wiekiem (moja rodzicielka) oraz nieletnich, słów ogólnie uznawanych za wulgarne nie należy używać.
Pan był uprzejmy się zdenerwować oraz w geście dezaprobaty dla naszego czynu wyproszenia go z mojej przecudnej urody kuchni, trzasnąć zamaszyście drzwiami. Po czym usiadł ponownie na schodach na wprost mych drzwi i zasnął.
Chwilę potem wymknęłam się cichaczem, co by śpiącego nie obudzić.
Pewnie było by śmiesznie bardzo, gdyby nie to, że chwilę później (w połowie mojej drogi do celu) zadzwoniła moja mama z informacją iż ów człowiek właśnie usiłuje się dostać do mojego mieszkania. Wali w drzwi, grzebie w zamku swoim kluczem, szarpie za klamkę....
W tym momencie już przestała mnie ta sytuacja bawić.
Zadzwoniłam pod 112 oraz zgłosiłam co zaszło. Nie wiedziałam czy to zbłąkany pijaczek, czy może osoba chora, która zabłądziła.
Przepytana w tą i z powrotem otrzymałam informację o przyjęciu zgłoszenia.
Policja przyjechała ... jak już pół godziny wcześniej ów gość zrezygnował i sobie poszedł w siną dal.
Zastanawiam się czy oni zawsze w tak zawrotnym tempie działają, żeby przypadkiem się na napastnika nie natknąć?!
W każdym razie nadszedł czas na sprecyzowanie mojej gościnności.
Osoby mi znane - zapraszam uprzejmie nawet w dużych ilościach.
Osobniki mi obce, proszone są o wcześniejsze umawianie wizyt.
Ale moja gościnność ma pewne granice o których to miałam okazję przekonać się dni temu kilka.
Było piękne poniedziałkowe popołudnie. Ja w blokach startowych, gdyż wybierałam się do szkoły. Dzieci przekazywane były mojej mamie, kiedy ta dorwała naszykowany dla potomstwa worek na śmieci.
Oczywiście naszykowany do wyrzucenia, nie do zabawy. Bo choć wymagającą matką jestem, to staram się być również humanitarna. Moje dzieci zmywają naczynia na ten przykład po śniadaniu, albo wyrzucają śmieci. Nawet ustalają którego dnia, czyja kolej. Tacy są fajni.
Ale wracając do worka na śmieci.
- Mamo, zostaw ten worek. Naszykowałam, bo Krzyś obiecał że wyrzuci. Zaraz to zrobi.
- Nie. Wiesz, na schodach siedzi i przysypia jakiś "dziad". Lepiej żeby Krzysia nie zaczepiał.
No i poszła rodzicielka moja w siną dal z workiem, a dokładnie do zsypu mieszczącego się na tym samym pietrze. Taki spacer dla zdrowia i kondycji ...
Tu wyjaśniło się po kim mój ulubiony starszy syn odziedziczył nawyk zostawiania drzwi otwartych na oścież. Ja tego nie znoszę. Jak tylko to zauważyłam, a w zasadzie poczułam wiosenny przeciąg otulający moje kostki, grzecznie, cichutko zamknęłam wrota.
Mama wróciła, pokręciła się chwile po pokoju, po czym udała się do kuchni w celu wstawienia wody na herbatkę zapewne.
- No i wpuściłaś go - powiedziała wróciwszy po chwili
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ja?
- A kto, ja?
- No przecież nie ja - nasza wymiana zdań nabierała tempa
- Ale o co chodzi?!
- No wpuściłaś go.
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ale gdzie?
- No siedzi w kuchni.
Szanowny pan "dziad" korzystając z okazji i otwartych drzwi, wpakował mi się do mieszkania i grzecznie rozsiadł się w kuchni na jedynym stołeczku jaki tam znalazł.
Został grzecznie wyproszony, bo przy osobach starszych wiekiem (moja rodzicielka) oraz nieletnich, słów ogólnie uznawanych za wulgarne nie należy używać.
Pan był uprzejmy się zdenerwować oraz w geście dezaprobaty dla naszego czynu wyproszenia go z mojej przecudnej urody kuchni, trzasnąć zamaszyście drzwiami. Po czym usiadł ponownie na schodach na wprost mych drzwi i zasnął.
Chwilę potem wymknęłam się cichaczem, co by śpiącego nie obudzić.
Pewnie było by śmiesznie bardzo, gdyby nie to, że chwilę później (w połowie mojej drogi do celu) zadzwoniła moja mama z informacją iż ów człowiek właśnie usiłuje się dostać do mojego mieszkania. Wali w drzwi, grzebie w zamku swoim kluczem, szarpie za klamkę....
W tym momencie już przestała mnie ta sytuacja bawić.
Zadzwoniłam pod 112 oraz zgłosiłam co zaszło. Nie wiedziałam czy to zbłąkany pijaczek, czy może osoba chora, która zabłądziła.
Przepytana w tą i z powrotem otrzymałam informację o przyjęciu zgłoszenia.
Policja przyjechała ... jak już pół godziny wcześniej ów gość zrezygnował i sobie poszedł w siną dal.
Zastanawiam się czy oni zawsze w tak zawrotnym tempie działają, żeby przypadkiem się na napastnika nie natknąć?!
W każdym razie nadszedł czas na sprecyzowanie mojej gościnności.
Osoby mi znane - zapraszam uprzejmie nawet w dużych ilościach.
Osobniki mi obce, proszone są o wcześniejsze umawianie wizyt.
niedziela, 14 kwietnia 2013
JAK ZOSTAĆ PERFRKCYJNĄ ŚNIADANIOWĄ MAMĄ?!
Powracam do życia.
Mam nadzieję że wkrótce powrócę na blogowe łono, które ostatnimi czasy znacznie zaniedbałam.
Przepis "jak zostać perfekcyjną śniadaniową mamą"
Codzienne śniadanie potomstwa mego, składa się zazwyczaj z miski ciepłego mleka i płatków. Szybkie, nie wymagające większej uwagi, nie stwarzające ryzyka tragedii w przypadku mojej osoby niekoniecznie zalogowanej w pełni do rzeczywistości.
Ale jak przychodzi weekend ... możemy poszaleć. Za sprawą mojej ulubionej młodszej siostry, niemalże rytuałem sobotniego poranka stały się omlety ze szczypiorkiem. Jeśli tylko produkty niezbędne w domu występują, w zasadzie zawsze w sobotę rano serwuję takie dane potomstwu na śniadanie.
- Mamo, to są najpyszniejsze omlety jakie jadłem! - odparł smakowicie mlaskając Marian - W tym tygodniu! - dodał po chwili.
Tak wiec raz w tygodniu jestem najlepszą śniadaniową mamą.
Od razu człowiekowi samoocena rośnie.
Byle do przyszłej soboty.
Tym czasem nastrajamy się na kolejny tydzień. Jakże inny w porównaniu z ostatnim miesiącem. Po 4 tygodniach, mój ulubiony młodszy syn, postanowił wyzdrowieć.
Koncerty w oskrzelach i płucach ucichły. Wracamy do szkoły!
Oł jeeee
Mam nadzieję że wkrótce powrócę na blogowe łono, które ostatnimi czasy znacznie zaniedbałam.
Przepis "jak zostać perfekcyjną śniadaniową mamą"
Codzienne śniadanie potomstwa mego, składa się zazwyczaj z miski ciepłego mleka i płatków. Szybkie, nie wymagające większej uwagi, nie stwarzające ryzyka tragedii w przypadku mojej osoby niekoniecznie zalogowanej w pełni do rzeczywistości.
Ale jak przychodzi weekend ... możemy poszaleć. Za sprawą mojej ulubionej młodszej siostry, niemalże rytuałem sobotniego poranka stały się omlety ze szczypiorkiem. Jeśli tylko produkty niezbędne w domu występują, w zasadzie zawsze w sobotę rano serwuję takie dane potomstwu na śniadanie.
- Mamo, to są najpyszniejsze omlety jakie jadłem! - odparł smakowicie mlaskając Marian - W tym tygodniu! - dodał po chwili.
Tak wiec raz w tygodniu jestem najlepszą śniadaniową mamą.
Od razu człowiekowi samoocena rośnie.
Byle do przyszłej soboty.
Tym czasem nastrajamy się na kolejny tydzień. Jakże inny w porównaniu z ostatnim miesiącem. Po 4 tygodniach, mój ulubiony młodszy syn, postanowił wyzdrowieć.
Koncerty w oskrzelach i płucach ucichły. Wracamy do szkoły!
Oł jeeee
piątek, 5 kwietnia 2013
TESKNIĘ ZA TOBA JAK JUŻ DAWNO ZA NIKIM, CZYLI WIOSNO PRZYBYWAJ
Dzisiaj będzie marudzenie.
Takie nasze, swojskie, POLSKIE narzekanie.
Bo mam już dość, jak większość w tym kraju.
Bo mam już po kokardki śniegu, ciapy i zimowego płaszcza. Nawet moja przecudnej urody czapka z szalikiem zaczynają mnie gryźć zespołowo.
Chcę słońca i zielonej trawki. Wcale nie musi być szału z temperaturą. Zadowolę się każdą, byle bez tej wstrętnej białej brei!!!!!!!!!!!!
Niech już wstrętne zarazki pójdą sobie precz. Dlaczego muszę skupiać się tylko na nas? Pewnie nie tylko, ale tak się jakoś na nas uwzięły, że niech je chudy byk.
W zasadzie to upodobały sobie Mariana.
Po 3 tygodniach kaszlu, w tym 1 tygodniu na antybiotyku z powodu zapalenia oskrzeli, właśnie sobie przypomniały że na płucach dawno nie były ...
Się dziecku weekend świąteczny przedłużył.
1, 2, 3, 4, ... 10 - byle do wiosny!
Takie nasze, swojskie, POLSKIE narzekanie.
Bo mam już dość, jak większość w tym kraju.
Bo mam już po kokardki śniegu, ciapy i zimowego płaszcza. Nawet moja przecudnej urody czapka z szalikiem zaczynają mnie gryźć zespołowo.
Chcę słońca i zielonej trawki. Wcale nie musi być szału z temperaturą. Zadowolę się każdą, byle bez tej wstrętnej białej brei!!!!!!!!!!!!
Niech już wstrętne zarazki pójdą sobie precz. Dlaczego muszę skupiać się tylko na nas? Pewnie nie tylko, ale tak się jakoś na nas uwzięły, że niech je chudy byk.
W zasadzie to upodobały sobie Mariana.
Po 3 tygodniach kaszlu, w tym 1 tygodniu na antybiotyku z powodu zapalenia oskrzeli, właśnie sobie przypomniały że na płucach dawno nie były ...
Się dziecku weekend świąteczny przedłużył.
1, 2, 3, 4, ... 10 - byle do wiosny!
niedziela, 31 marca 2013
WESOŁEGO ALLELUJA
wtorek, 19 marca 2013
GRUNT TO DOBRA INFORMACJA
Co trzeba zrobić żeby być najbardziej doinformowaną osobą w moim otoczeniu?!
Trzeba się ze mną kumplować. Oczywiście nie to ze każdy zakumplowany wie wszystko i wcale nie mam tutaj na myśli faktu iż jestem gadułą. Działam wybiórczo, powiedziałabym nawet że jakiś systemem, którego nie mogę rozpracować. Co jakiś czas wysyłam smsy do innych osób niż zamierzone. Potem się dziwę że nie odpisują. Jestem gotowa obrazić się nawet mocno. Na szczęście nauczona doświadczeniem, po dłuższym czasie bez odpowiedzi, sprawdzam historię korespondencji ... Zauważyłam że już coraz rzadziej przypadkowi odbiorcy informują mnie o pomyłce. Upajają się zapewne moim zakręceniem i nieświadomością! Albo przyjęli to za taką normę że już im się nie chce ?!
Godzina wczesno-poranna. W moim obecnym stanie - unemployed - uznawana za niehumanitarną.
Dzwoni telefon!
Spoglądam na wyświetlacz, a tam rodzicielka moja osobista.
Z racji tego iż ma ze mną do czynienia od kilku lat, wie że rano jestem w fazie zerowego kontaktu z bazą. Budzik uznaję zazwyczaj jako miłą dla ucha melodię. Zasypianie opanowane mam do tego stopnia, że w 30 minut jestem w stanie wyszykować dzieci do szkoły i siebie do wyjścia. Może bez pełnego makijażu, bo takiego raczej nie noszę, ale ludzie na ulicy nie uciekają na mój widok!
Tak więc dzwoni wspomniany.
Odrzuciłam połączenie raz, drugi, za trzecim odpisałam
- Wstaję o 7!
Kto to słyszał żeby budzić mnie pół godziny wcześniej!
Za chwilę słyszę jak dzwoni telefon potomka. Do pokoju po cichutku wszedł równie nieprzytomny Marian
- Mamo, babcia mówi że masz już wstać - na odchodne dodał - Przepraszam że cię obudziłem.
Koło południa dotarło do mnie że sms nie zadziałał i że moja rodzicielka jest najwidoczniej bardzo upartą osobą. Zajrzałam do historii smsów ...
The winner is ... koleżanka XY.
Jakże cudny musiała mieć poranek w związku z tym iż JA osobiście poinformowałam ją o której zamierzam zwlec swój zwłok ...
Najśmieszniejsze jest to, że jej imię i nazwisko ma się nijak do tego w jaki sposób zapisana jest moja mama w telefonie, czyli do MAMA - ICE. Ja to chyba robię na zasadzie losowania. Na kogo wypadnie na tego bęc. Może powinnam aplikować do totalizatora sportowego. Bardziej uczciwego losowania nie można sobie wyobrazić.
Tydzień temu wysłałam wiadomość do koleżanki w celu umówienia się na ZUMBĘ. Zapewne gdzieś owa dotarła, ale z pewnością nie do niej. Do dzisiaj nie wiem kto został szczęśliwym odbiorcą. Oraz najwyraźniej nie miał ochoty pójść ze mną, ponieważ moja propozycja pozostała bez odzewu.
A dzisiaj ...
spędzam miły poranek z Michaelem Buble i jego koncertem oraz posmarkanymi i szczekającymi dziećmi w drugim pokoju - dawno nie chorowali!
Swoją drogą, jeśli ktoś kiedyś bardzo by chciał, zabrać mnie na koncert wyżej wspomnianego, to ja nie odmówię. Obiecuję że bronić się długo nie będę oraz nie z całych sił. Powiedziałabym nawet że poszłabym z przyjemnością.
Trzeba się ze mną kumplować. Oczywiście nie to ze każdy zakumplowany wie wszystko i wcale nie mam tutaj na myśli faktu iż jestem gadułą. Działam wybiórczo, powiedziałabym nawet że jakiś systemem, którego nie mogę rozpracować. Co jakiś czas wysyłam smsy do innych osób niż zamierzone. Potem się dziwę że nie odpisują. Jestem gotowa obrazić się nawet mocno. Na szczęście nauczona doświadczeniem, po dłuższym czasie bez odpowiedzi, sprawdzam historię korespondencji ... Zauważyłam że już coraz rzadziej przypadkowi odbiorcy informują mnie o pomyłce. Upajają się zapewne moim zakręceniem i nieświadomością! Albo przyjęli to za taką normę że już im się nie chce ?!
Godzina wczesno-poranna. W moim obecnym stanie - unemployed - uznawana za niehumanitarną.
Dzwoni telefon!
Spoglądam na wyświetlacz, a tam rodzicielka moja osobista.
Z racji tego iż ma ze mną do czynienia od kilku lat, wie że rano jestem w fazie zerowego kontaktu z bazą. Budzik uznaję zazwyczaj jako miłą dla ucha melodię. Zasypianie opanowane mam do tego stopnia, że w 30 minut jestem w stanie wyszykować dzieci do szkoły i siebie do wyjścia. Może bez pełnego makijażu, bo takiego raczej nie noszę, ale ludzie na ulicy nie uciekają na mój widok!
Tak więc dzwoni wspomniany.
Odrzuciłam połączenie raz, drugi, za trzecim odpisałam
- Wstaję o 7!
Kto to słyszał żeby budzić mnie pół godziny wcześniej!
Za chwilę słyszę jak dzwoni telefon potomka. Do pokoju po cichutku wszedł równie nieprzytomny Marian
- Mamo, babcia mówi że masz już wstać - na odchodne dodał - Przepraszam że cię obudziłem.
Koło południa dotarło do mnie że sms nie zadziałał i że moja rodzicielka jest najwidoczniej bardzo upartą osobą. Zajrzałam do historii smsów ...
The winner is ... koleżanka XY.
Jakże cudny musiała mieć poranek w związku z tym iż JA osobiście poinformowałam ją o której zamierzam zwlec swój zwłok ...
Najśmieszniejsze jest to, że jej imię i nazwisko ma się nijak do tego w jaki sposób zapisana jest moja mama w telefonie, czyli do MAMA - ICE. Ja to chyba robię na zasadzie losowania. Na kogo wypadnie na tego bęc. Może powinnam aplikować do totalizatora sportowego. Bardziej uczciwego losowania nie można sobie wyobrazić.
Tydzień temu wysłałam wiadomość do koleżanki w celu umówienia się na ZUMBĘ. Zapewne gdzieś owa dotarła, ale z pewnością nie do niej. Do dzisiaj nie wiem kto został szczęśliwym odbiorcą. Oraz najwyraźniej nie miał ochoty pójść ze mną, ponieważ moja propozycja pozostała bez odzewu.
A dzisiaj ...
spędzam miły poranek z Michaelem Buble i jego koncertem oraz posmarkanymi i szczekającymi dziećmi w drugim pokoju - dawno nie chorowali!
Swoją drogą, jeśli ktoś kiedyś bardzo by chciał, zabrać mnie na koncert wyżej wspomnianego, to ja nie odmówię. Obiecuję że bronić się długo nie będę oraz nie z całych sił. Powiedziałabym nawet że poszłabym z przyjemnością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


