To będzie o tym co dzieci potrafią zrobić w 15 min.
W rolach głównych:
- Krzyś lat 5 i pół
- Marcin lat 2 i pół
- Kasia sąsiadka
"Historię" tą dedykuję Kasi S. z gorącymi buziakami dla Agnieszki (B)
Jak wiecie, pamiętacie, albo nie, przez jakiś czas spędziłam na zielonej wyspie, potocznie zwanej Irlandią Północną. Mieszkałam tam na małym osiedlu domków. Czas umilały mi moje najlepsze na świecie sąsiadki: Kasia i Agnieszka. Są jednymi z tych za którymi tęsknie ... ale to innym razem.
Zazwyczaj drzwi od ogródków miałyśmy otwarte i każda wchodziła w zasadzie jak do siebie. Tak fajna rodzinka.
Pewnego słonecznego dnia zadzwoniłam do mamy i poprosiłam żeby chłopcy pobawili się chwilkę u siebie sami. W międzyczasie przyszła Kasia. Żeby nie przeszkadzać, poszła do nich na górę, a ja w tym czasie kończyłam rozmawiać ze swą rodzicielką. Nie wiem jak długo trwało połączenie, ale nie dłużej niż 10-15 min.
Wchodząc na piętro, spotkałam się z Kasią na schodach.
- Nie chcesz tego widzieć - powiedziała z miną, której nie umiem sklasyfikować. To było coś w stylu strach, przerażenie, załamanie ...
Obrazek jaki zobaczyłam ....
Wykładzina w przedpokoju mokra, łazienka pływa, zlew zatkany płatkami kosmetycznymi i patyczkami do uszu, a w pokoju chłopców... Na podłodze było wszystko co tylko można było wyjąć. Chyba nie było tam 2 centymetrów bez "czegoś" na podłodze. Gdzieniegdzie kupki z podartego papieru, materac na łóżku Marcina cały mokry.
- Co tu się stało? - zapytałam czując jak nogi mi miekną
Dowiedziałam się, że potop jest wszędzie, bo nie łatwo jest nalać wodę do konewki z prysznica (szczególnie jak robi się to nad podłogą a nie nad wanną). Konewka z wodą była potrzebna do podlania materaca na łóżku. Nie pamiętam już jak wytłumaczyli zatkany zlew.
- Marcinku, dlaczego jesteś rozebrany?
- Mamo, bo ja jestem psem - wyjaśnił, po czym stojąc na czworaka, uniósł swoja tylną "łapę" i nasikał na kupkę podartego papieru.
W pierwszej chwili chciałam zakopać ich w ogródku, albo co najmniej przywiązać do płotu. Kasia ich uratowała. Wygoniła mnie do kuchni w ceku zaparzenia kawy, przeprowadziła pogadankę z panami i przypilnowała żeby posprzątali.
Wieczorem upiłyśmy się, nie pamiętam czym, śmiejąc się już w wydarzeń minionego dnia.
piątek, 29 stycznia 2010
środa, 27 stycznia 2010
Szyszunia
- Wujek byłeś grzeczny (czytaj: dostaliśmy coś od ciebie), więc dostaniesz nagrodę. Wybierz coś sobie-Powiedział Marcin wyciągając z głębokiej szuflady pudełko ze skarbami. Były to szyszki, kasztany, skorupki od orzechów włoskich, korek od wina z piękną kiścią winogron, oraz inne kosztowności.
- Co wybierasz? - dodał zachwycony swoim pomysłem
- To może korek?! - odpowiedział Seler
- Niee. Korek to się nam przyda - powiedział Krzyś wyciagajac po niego swoją rączkę
- To wezmę kasztana.
- A może szyszkę?! - powiedział Marian podając mu ją.
- To zalęgną ci się WEWIÓRKI - dodał uradowany
- O! To ze względu na te WEWIÓRKI biorę tą szyszkę
- To jest duża szyszka! To będą ZABÓJCZE WEWIÓRKI.
Tak oto Seler stał się szczęśliwym posiadaczem Szyszuni
wtorek, 26 stycznia 2010
Zimno i mroźno ...
... pewnie dlatego że mamy zimę.
Myślę ze jednak nie jesteśmy do mrozu tak przyzwyczajeni jak do upału latem.
W takie dni, kiedy słupek rtęci nie chce się obudzić, tylko więdnie i opada ... to by człowiek tylko pod kocykiem z kubkiem gorącego czegoś mokrego.
A tu do pracy trzeba, na mróz członki swoje wystawiać.
Dzisiaj miałam okazje nawet na dobry uczynek. Idąc zamyślona na autobus, zobaczyłam pana w "Merolu", który choć bardzo chciał wyjechać z zaspy, to nie mógł. W duchu się zaśmiałam - moje Volvo nie ma takich problemów - pomyślałam. Niby lepiej mi się zrobiło, ale żal trochę biedaka. Ja przynajmniej opatulona, bo przygotowana na dłuuuuga zimną drogę. A on - ten pan w jakiejś koszulince i kurtce to to nawet latem byłoby mi w niej zimno.
Cóż mogłam zrobić - zapytałam się czy nie pomóc.
Jak nie zdążę na przystanek, to każę mu siebie do pracy zawieźć, łaski nie robi - pomyślałam. W odpowiedzi zobaczyłam tylko błagalne spojrzenie. Pełno ludzi obok przechodziło i nikt nawet się nie obejrzał.
Zabrałam się za wypychanie pana w "Merolu". Szybko znalazł się jakiś przechodzień - pomocnik.
Minutka i mogłam pójść dalej.
Pan uchylił szybkę i podziękował grzecznie.
- Są jeszcze ludzie! Miłego dnia. Dziękuję- uśmiechnął się i pojechał.
No dobra, może być autobus - pomyślałam uśmiechając się do siebie. Dobre uczynki, nawet te maleńkie, ogrzewają i zauważyłam że słoneczko mocniej zaczęło świecić.
Właśnie obmyślam plan co by tu zrobić żeby zaczynać tak każdy dzień.
Może nabędę drogą kupna łopatę i nocą, w ciemnościach będę zasypywała samochody sąsiadom. Rano niby przypadkiem przechodząc obok, będę im pomagała, wszak uczynnym dzieckiem jestem ...
... i dostane tytuł "Wypychacza Roku"
Hahahaha
To będzie pewnie miły dzień - bo nie ma wyjścia ;)
- Maaaamoooo! -słyszę dobiegające z pokoju chłopców.
- Słucham! - odpowiadam nie odrywając wzroku od bloga, którego aktualnie czytałam
- Miałaś przyjść dać na buziaczka - brzmi stanowczy głos Marcina.
- Krzyś spakowany?
- Tak! Już dawno - odpowiedział pierworodny
- W piżamkach?
- Tak!
- Umyte ząbki?
- Tak!
- Już idę, tylko dokończę ... - nie mogłam odejść w pół zdania, bo stracę wątek
Nagle słyszę słodkie:
- ... i ostatnie moje słowo PIĘĆ! No moja Droga! - powiedział Marian trzymając się pod boczki i tupiąc bosaczkiem
Uwielbiam ich
Myślę ze jednak nie jesteśmy do mrozu tak przyzwyczajeni jak do upału latem.
W takie dni, kiedy słupek rtęci nie chce się obudzić, tylko więdnie i opada ... to by człowiek tylko pod kocykiem z kubkiem gorącego czegoś mokrego.A tu do pracy trzeba, na mróz członki swoje wystawiać.
Dzisiaj miałam okazje nawet na dobry uczynek. Idąc zamyślona na autobus, zobaczyłam pana w "Merolu", który choć bardzo chciał wyjechać z zaspy, to nie mógł. W duchu się zaśmiałam - moje Volvo nie ma takich problemów - pomyślałam. Niby lepiej mi się zrobiło, ale żal trochę biedaka. Ja przynajmniej opatulona, bo przygotowana na dłuuuuga zimną drogę. A on - ten pan w jakiejś koszulince i kurtce to to nawet latem byłoby mi w niej zimno.
Cóż mogłam zrobić - zapytałam się czy nie pomóc.
Jak nie zdążę na przystanek, to każę mu siebie do pracy zawieźć, łaski nie robi - pomyślałam. W odpowiedzi zobaczyłam tylko błagalne spojrzenie. Pełno ludzi obok przechodziło i nikt nawet się nie obejrzał.
Zabrałam się za wypychanie pana w "Merolu". Szybko znalazł się jakiś przechodzień - pomocnik.
Minutka i mogłam pójść dalej.
Pan uchylił szybkę i podziękował grzecznie.
- Są jeszcze ludzie! Miłego dnia. Dziękuję- uśmiechnął się i pojechał.
No dobra, może być autobus - pomyślałam uśmiechając się do siebie. Dobre uczynki, nawet te maleńkie, ogrzewają i zauważyłam że słoneczko mocniej zaczęło świecić.
Właśnie obmyślam plan co by tu zrobić żeby zaczynać tak każdy dzień.
Może nabędę drogą kupna łopatę i nocą, w ciemnościach będę zasypywała samochody sąsiadom. Rano niby przypadkiem przechodząc obok, będę im pomagała, wszak uczynnym dzieckiem jestem ...
... i dostane tytuł "Wypychacza Roku"
Hahahaha
To będzie pewnie miły dzień - bo nie ma wyjścia ;)
- Maaaamoooo! -słyszę dobiegające z pokoju chłopców.
- Słucham! - odpowiadam nie odrywając wzroku od bloga, którego aktualnie czytałam
- Miałaś przyjść dać na buziaczka - brzmi stanowczy głos Marcina.
- Krzyś spakowany?
- Tak! Już dawno - odpowiedział pierworodny
- W piżamkach?
- Tak!
- Umyte ząbki?
- Tak!
- Już idę, tylko dokończę ... - nie mogłam odejść w pół zdania, bo stracę wątek
Nagle słyszę słodkie:
- ... i ostatnie moje słowo PIĘĆ! No moja Droga! - powiedział Marian trzymając się pod boczki i tupiąc bosaczkiem
Uwielbiam ich
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Filipek
Kochani, wiem że trochę was tu zagląda,dlatego mój apel do was.
To jest FILIPEK
Jest to brat przyjaciela mojego synka.
Sama mam dzieci wiem że najgorsze co może być to bezradność, bezsilność. Przekonałam się też nie raz, że dookoła mnie są dobrzy życzliwi ludzie, bez pomocy których było by bardzo ciężko.
Teraz, wraz z rodzicami Filipka, proszę was o pomoc.
"Nasz synek Filip Kołomański urodził się 7 sierpnia 2007 roku. Mały od urodzenia jest poważnie chory - ma przewlekłą niewydolność nerek. Żeby tego było jeszcze mało Filip cierpi na tzw. prune belly syndrome, co tłumaczy się jako zespół suszonej śliwki lub zespół śliwkowatego brzucha. Wada ta pojawia się raz na 400 000 urodzeń i objawia się brakiem mięśni gładkich brzuszka oraz poważnymi uszkodzeniami układu moczowego. (...)
We wrześniu 2008 roku stan zdrowia maluszka uległ znacznemu pogorszeniu i podjęto decyzję o dializowaniu. Filip dzielnie znosi codzienną 9 godzinną dializę.
Obecnie synek czeka na przeszczep nerki, a w przyszłości na przeszczep mięśni brzucha, co przy jego stanie zdrowia będzie niezwykle skomplikowane i bardzo kosztowne.(...)
Pomimo swojej choroby i wady Filip jest bardzo pogodnym i śmiesznym dzieckiem. Bardzo lubi bawić się ze swoim starszym bratem Danielem, czasami nawet potrafi mu coś spsocić. (...)
Według lekarzy synek miał żyć jedynie kilka godzin, góra kilka dni. Jak widać chęć do życia maluszka jest silniejsza i zaprzecza wszelkim zasadom. Wierzymy, że nad Filipem oprócz opatrzności czuwają również ludzie, którzy swoją dobrocią wspierają nas w walce o każdy dzień. Niestety oprócz wsparcia duchowego synkowi niezbędne jest również wsparcie finansowe.
Można pomóc Filipowi przekazując 1 % swojego podatku lub wpłacając na jego subkonto:
Getin Bank 88 1560 0013 2027 0380 6621 0058
Fundacja GAJUSZ
90-406 Łódź
ul. Piotrkowska 17"*
We wrześniu 2008 roku stan zdrowia maluszka uległ znacznemu pogorszeniu i podjęto decyzję o dializowaniu. Filip dzielnie znosi codzienną 9 godzinną dializę.
Obecnie synek czeka na przeszczep nerki, a w przyszłości na przeszczep mięśni brzucha, co przy jego stanie zdrowia będzie niezwykle skomplikowane i bardzo kosztowne.(...)
Pomimo swojej choroby i wady Filip jest bardzo pogodnym i śmiesznym dzieckiem. Bardzo lubi bawić się ze swoim starszym bratem Danielem, czasami nawet potrafi mu coś spsocić. (...)
Według lekarzy synek miał żyć jedynie kilka godzin, góra kilka dni. Jak widać chęć do życia maluszka jest silniejsza i zaprzecza wszelkim zasadom. Wierzymy, że nad Filipem oprócz opatrzności czuwają również ludzie, którzy swoją dobrocią wspierają nas w walce o każdy dzień. Niestety oprócz wsparcia duchowego synkowi niezbędne jest również wsparcie finansowe.
Można pomóc Filipowi przekazując 1 % swojego podatku lub wpłacając na jego subkonto:
Getin Bank 88 1560 0013 2027 0380 6621 0058
Fundacja GAJUSZ
90-406 Łódź
ul. Piotrkowska 17"*
Jeśli nie możesz pomóc finansowo, to przekaż informacje dalej.
Nie bądźmy obojętni.
Za KAŻDĄ pomoc w imieniu rodziców Filipka - DZIĘKUJĘ
piątek, 22 stycznia 2010
To wiele wyjaśnia
Dzisiaj, mój ulubiony sąsiad wysłał mi linka.
Musicie to zobaczyć.
Ja się posmarkałam.
To wiele wyjaśnia.
Miłego dnia wam życzę
Dzięki Witek
Musicie to zobaczyć.
Ja się posmarkałam.
To wiele wyjaśnia.
Miłego dnia wam życzę
Dzięki Witek
czwartek, 21 stycznia 2010
Procedury
Procedury, dziury, szuje, muje, dzikie węże ...
- W katalogu Porad zabiegowo- diagnostycznych nie ma procedury mówiącej o możliwości sfinansowania przez NFZ wyjęcia implanta -powiedział jakiś specjalista, którego nazwiska nie wymienię, po moim desperackim telefonie do NFZ - ale mogę podać pani adres placówki, która powinna pani pomóc - odpłatnie
Koncert życzeń:
100 lat dla Krzysia - syna mego z okazji 8-ych Urodzinek
Synku rośnij zdrowo i szczęśliwie.
Wszystkiego naj dla naszych i cudzych BABĆ
a szczególnie dla Jadzi, Iwonki, Marzenki ... Zdrówka i radości z wnucząt
- nie chce kataru
- na imieniny - za miesiąc - nie chce implanta.
Przyjmuję więc dobrowolne datki - koszt zabiegu 150 zł
Prywatnie da się to wyjąć choćby w przyszłym tygodniu- dziwne ?!
- W katalogu Porad zabiegowo- diagnostycznych nie ma procedury mówiącej o możliwości sfinansowania przez NFZ wyjęcia implanta -powiedział jakiś specjalista, którego nazwiska nie wymienię, po moim desperackim telefonie do NFZ - ale mogę podać pani adres placówki, która powinna pani pomóc - odpłatnie
Koncert życzeń:
100 lat dla Krzysia - syna mego z okazji 8-ych Urodzinek
Synku rośnij zdrowo i szczęśliwie.
Wszystkiego naj dla naszych i cudzych BABĆ
a szczególnie dla Jadzi, Iwonki, Marzenki ... Zdrówka i radości z wnucząt
- nie chce kataru
- na imieniny - za miesiąc - nie chce implanta.
Przyjmuję więc dobrowolne datki - koszt zabiegu 150 zł
Prywatnie da się to wyjąć choćby w przyszłym tygodniu- dziwne ?!
środa, 20 stycznia 2010
sprzyjające warunki
Dzień ostatniej szansy dla chirurgów Łódzkich, na wyjście z twarzą
Miałam dzisiaj zadzwonić w sprawie nieszczęsnego IMPLANTA. Oczekiwałam konkretnej odpowiedzi :
- tak, wytniemy i kiedy
albo:
- niestety nie, bo ...
- Proszę o kontakt w przyszłym tygodniu. Nie wykluczone że wytniemy, ale musimy poczekać na bardziej sprzyjające warunki - usłyszałam w słuchawce
Odpowiedź jaką uzyskałam sprawiła ze opadło mi wszystko co jeszcze mogło.
Zastanawiam się tylko co lekarz miał na myśli mówiąc "sprzyjające warunki"
Ze niby będziemy czekać aż śniegi stopnieją - do wiosny, czy poczekamy aż uzbieram pokaźną kopertę zapomogi dla niedouczonych lekarzy?!
Jeśli czeka na to 2gie, to niestety, tu zabrzmi moje stanowcze NIE
Choćby skały srały i żabami padało NIE DAJE - NIE BIORE.
A tak poza tym, to jestem pociągająca - znowu.
Boli mnie wszystko co może.:)
Ale, są też powody do uśmiechu.
Dzisiaj mój prywatny, osobisty Seler ma imieniny. Kochany Sebciu vel Seler życzę ci samych wspaniałości, słodkości, radości i słoneczka.
Niech śnieg topi się na twojej drodze i żaden puchowy płatek ani kropla deszczu, nie ważą się przysiąść na twoim ramieniu.
Życzę ci dnia bez "upierdów" w pracy i miłego wieczoru ;)
Miałam dzisiaj zadzwonić w sprawie nieszczęsnego IMPLANTA. Oczekiwałam konkretnej odpowiedzi :
- tak, wytniemy i kiedy
albo:
- niestety nie, bo ...
- Proszę o kontakt w przyszłym tygodniu. Nie wykluczone że wytniemy, ale musimy poczekać na bardziej sprzyjające warunki - usłyszałam w słuchawce
Odpowiedź jaką uzyskałam sprawiła ze opadło mi wszystko co jeszcze mogło.
Zastanawiam się tylko co lekarz miał na myśli mówiąc "sprzyjające warunki"
Ze niby będziemy czekać aż śniegi stopnieją - do wiosny, czy poczekamy aż uzbieram pokaźną kopertę zapomogi dla niedouczonych lekarzy?!
Jeśli czeka na to 2gie, to niestety, tu zabrzmi moje stanowcze NIE
Choćby skały srały i żabami padało NIE DAJE - NIE BIORE.
A tak poza tym, to jestem pociągająca - znowu.
Boli mnie wszystko co może.:)
Ale, są też powody do uśmiechu.Dzisiaj mój prywatny, osobisty Seler ma imieniny. Kochany Sebciu vel Seler życzę ci samych wspaniałości, słodkości, radości i słoneczka.
Niech śnieg topi się na twojej drodze i żaden puchowy płatek ani kropla deszczu, nie ważą się przysiąść na twoim ramieniu.
Życzę ci dnia bez "upierdów" w pracy i miłego wieczoru ;)
wtorek, 19 stycznia 2010
Jarzynowy poranek
- Pobawimy się w "zgadnij jakie jest moje ulubione warzywo"?
- Dobra, to zaczynaj zgadywać.
- marchewka?
- taaaak ... i ...
- burak ?
- też lubię, ale nie ...
- papryka?
- nie, takie żółte warzywo
- fasolka ?! - krzyknął uradowany Marcin
- kukurydza! przecież to oczywiste - odpowiedział rozczarowany Krzyś. - dobra, teraz ja zgaduje. Hmm, jakie ty możesz lubić warzywo? .... Pomidor?
- tak ... i ...?
- marchewka?
- dobrze, co jeszcze?
- ogórek?
- tak, ... i ... ?
- burak?
- tak ...
- Marcin ty chyba wszystkie warzywa lubisz! - stwierdził Krzyś, nieco znudzony tą wyliczanką
- BRAWO! Zgadłeś!
Nie ma to jak konkret. W końcu dlaczego wszystko nie może być ulubione?!
Krzyś zadowolony - zaczął dzień od wygrania z Marcinem:)
Z uśmiechem pomaszerował do szkoły.
- Dobra, to zaczynaj zgadywać.
- marchewka?
- taaaak ... i ...
- burak ?
- też lubię, ale nie ...
- papryka?
- nie, takie żółte warzywo
- fasolka ?! - krzyknął uradowany Marcin
- kukurydza! przecież to oczywiste - odpowiedział rozczarowany Krzyś. - dobra, teraz ja zgaduje. Hmm, jakie ty możesz lubić warzywo? .... Pomidor?
- tak ... i ...?
- marchewka?
- dobrze, co jeszcze?
- ogórek?
- tak, ... i ... ?
- burak?
- tak ...
- Marcin ty chyba wszystkie warzywa lubisz! - stwierdził Krzyś, nieco znudzony tą wyliczanką
- BRAWO! Zgadłeś!
Nie ma to jak konkret. W końcu dlaczego wszystko nie może być ulubione?!
Krzyś zadowolony - zaczął dzień od wygrania z Marcinem:)
Z uśmiechem pomaszerował do szkoły.
poniedziałek, 18 stycznia 2010
O IMPLANCIE I ZALOTACH NA KIBEL
Już nie mam siły o nim pisać.
Nie lubię go, nie chce i już.
Chodzi o "Implanta" co to szuka różnych sposobów, żeby go tylko ze mnie nie wyciągnąć.
Używa chyba tajemnych sztuczek, którymi wpływa na otoczenie.
I tkwi w moim ramieniu, wcale nie chciany.
Dzisiaj miałam kolejną wizytę u chirurga, tym razem już taką z litości. A może dla świętego spokoju?!
Pan doktor obejrzał mnie 3 minuty.
- Wyjecie tego nie będzie takie proste. Wie Pani o tym?
Następny znawca się znalazł.
Pomarudził coś jeszcze ze nie dobrze że od rana nie mam czasu ...
W mordę misia, przecież ktoś w tym kraju musi pracować, tak?
- Dlaczego nie wyjęła pani tego w Irlandii?? - zapytał
- Bo mi się nie chciało - pomyślałam.
Dostałam skierowanie do szpitala w Zgierzu (dobrze że nie do Gdańska, bo bym się pewnie po pracy nie wyrobiła). Mam tylko nadzieję że się nie pomylę i nie trafię do szpitala psychiatrycznego. Jak bym tam zaczęła tłumaczyć ze mam coś jak zapałkę w ramieniu i chcę ją wyjąć, ale jej jakby nie widać na RTG, to czuję, że czekało by mnie dłuuuugie leczenie na oddziale zamkniętym. Mam zadzwonić w środę. Jeśli pan "głowa szpitala" się zgodzi, to powie mi kiedy na zabieg.
Obawiam się tylko ze nic z tego nie będzie. Nie miałam ze sobą pękatej koperty, ani nawet bombonierki z likierem - nie wiem jak mogłam.
No, ale zobaczymy.
W każdym razie Pan Grzegorz z rejestracji ma u mnie kawę. To on "załatwił" mi ta wizytę.
Wiecie co jeszcze zrobił ?! - dał mi klucze do toalety dla personelu, bo powiedział że w tej dla pacjentów strasznie śmierdzi i lepiej żebym tam nie szła.
Panie Grzesiu - bardzo dziękuje ;)
Rwanie na kibel - nieźle co?
Oczywiście, to było z życzliwości, a ja sobie tylko humor poprawiam. Do toalety poszłam sama - bo jak coś to tylko z Selerem w duecie ;)
Instrukcja wyjęcia implanta jest mniej więcej taka:
Nie lubię go, nie chce i już.
Chodzi o "Implanta" co to szuka różnych sposobów, żeby go tylko ze mnie nie wyciągnąć.
Używa chyba tajemnych sztuczek, którymi wpływa na otoczenie.
I tkwi w moim ramieniu, wcale nie chciany.
Dzisiaj miałam kolejną wizytę u chirurga, tym razem już taką z litości. A może dla świętego spokoju?!
Pan doktor obejrzał mnie 3 minuty.
- Wyjecie tego nie będzie takie proste. Wie Pani o tym?
Następny znawca się znalazł.
Pomarudził coś jeszcze ze nie dobrze że od rana nie mam czasu ...
W mordę misia, przecież ktoś w tym kraju musi pracować, tak?
- Dlaczego nie wyjęła pani tego w Irlandii?? - zapytał
- Bo mi się nie chciało - pomyślałam.
Dostałam skierowanie do szpitala w Zgierzu (dobrze że nie do Gdańska, bo bym się pewnie po pracy nie wyrobiła). Mam tylko nadzieję że się nie pomylę i nie trafię do szpitala psychiatrycznego. Jak bym tam zaczęła tłumaczyć ze mam coś jak zapałkę w ramieniu i chcę ją wyjąć, ale jej jakby nie widać na RTG, to czuję, że czekało by mnie dłuuuugie leczenie na oddziale zamkniętym. Mam zadzwonić w środę. Jeśli pan "głowa szpitala" się zgodzi, to powie mi kiedy na zabieg.
Obawiam się tylko ze nic z tego nie będzie. Nie miałam ze sobą pękatej koperty, ani nawet bombonierki z likierem - nie wiem jak mogłam.
No, ale zobaczymy.
W każdym razie Pan Grzegorz z rejestracji ma u mnie kawę. To on "załatwił" mi ta wizytę.
Wiecie co jeszcze zrobił ?! - dał mi klucze do toalety dla personelu, bo powiedział że w tej dla pacjentów strasznie śmierdzi i lepiej żebym tam nie szła.
Panie Grzesiu - bardzo dziękuje ;)
Rwanie na kibel - nieźle co?
Oczywiście, to było z życzliwości, a ja sobie tylko humor poprawiam. Do toalety poszłam sama - bo jak coś to tylko z Selerem w duecie ;)
Instrukcja wyjęcia implanta jest mniej więcej taka:
- wyczuć intruza pod skórą
- odkazić "okolice"
- zaznaczyć
- znieczulić
- zrobić 2-3 mm nacięcie
- wyjąć pęsetą
- upewnić się że wszystko wyjęte
- zalepić plastrem
środa, 13 stycznia 2010
13go ...
- Data zabiegu 13.01.2010 godzina 16:00
- Świetna data - odpowiedziałam
- Niech się Pani nie martwi, jeszcze żadem pacjent nam nie zszedł 13 go - odpowiedział dowcipnie pan w rejestracji.
Już wiem dlaczego
Na dzień 13go, wzięłam urlop, wszak "kroić" mnie maja i trzeba się do tego psychicznie przygotować.
Pokonałam przeszkody komunikacyjne. Dotarłam na miejsce o czasie. Wyciągnęłam kartę, kupiłam i założyłam "buty ochronne" i grzecznie usidłam, czekając na swoją kolej.
- Niech się pani wcześniej pokaże Pani doktor - krzyknął ktoś za mną z rejestracji.
Uczyniłam co kazano. Przeprosiłam pacjentów w kilometrowej kolejce i wcisnęłam się do lekarza.
- Pani doktor, jestem na zabieg. Czy mam poczekać w poczekalni? - zameldowałam, zapytałam
- Proszę wejść. Musimy porozmawiać. Muszę Pani wyjaśnić dlaczego nie zrobimy zabiegu.
W tym momencie ciśnienie mi się delikatnie podniosło, nóż w kieszeni otworzył, w myślach przypomniałam sobie wszystkie mi znane przekleństwa ..
Przez ostatni miesiąc, mieli problem, bo nie wiedzieli jak. Wydrukowałam już instrukcje obrazkową.
Pojawiła się nowy problem: nie można tego sklasyfikować, chora kasa za to nie zapłaci.
Rozbawił mnie tekst lekarki:
- Proszę Pani, to nie problem wyciągnąć implant, nie takie ciała obce usuwaliśmy.
Top ja się k.....wa pytam, po jakiego h.....ja oni tyle razy kazali mi przychodzić, kupić znieczulenie (dostałam receptę na całe opakowanie 10szt - jakby mnie mieli całą znieczulać - kupiłam 2 szt), marnować czas na szukanie instrukcji, skoro wiedzą jak. Jak by nie mogli od razu mi powiedzieć ze nie wytną i już.
Polak potrafi po prostu znaleźć problem.
Okazało się że nawet jak ja za to zapłacę, to mi nie wytną, bo to państwowa przychodnia.
Mam udać się do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do poradni w CZMP. Niestety nie dają głowy czy tam mi wytną. Możliwe że będę musiała zrobić to prywatnie.
Ostatni ratunek w tym, że uda mi się skorzystać z "przysługi" pewnego lekarza owej przychodni, któremu może uda się to pod coś podciągnąć. Okaże się w pon albo wt. Jeśli nie, impreza imieninowo (Sebcia) - urodzinowa (Krzysia) będzie krwawą.
Planuje upić się i wydłubać to g....no.
Wracając do domu zahaczyłam o galerie i kilka sklepów. Miałam zamiar w celu poprawienia humoru i trochę zdrowia, nabyć drogą kupna jakieś buty.
Zdrowia, bo zamszowe buty nie zdają egzaminu na śniegu i jeszcze nie zdążę wyjść z domu, a już mam skarpetki mokre do kostek.
Odwiedziłam w sumie 9 sklepów i d...pa zbita. Jeśli już się coś nadawało, to kosztowało 5 razy tyle ile byłam w stanie zapłacić, albo nie było kajaków ( mojego rozmiaru), a tak to wspaniałe kozaki na 15cm obcasie ...
Nie nauczyłam się chodzić na szczudłach.
W rezultacie, kupiłam sobie 5 par skarpet żebym mogła częściej zmieniać.
- Świetna data - odpowiedziałam
- Niech się Pani nie martwi, jeszcze żadem pacjent nam nie zszedł 13 go - odpowiedział dowcipnie pan w rejestracji.
Już wiem dlaczego
Na dzień 13go, wzięłam urlop, wszak "kroić" mnie maja i trzeba się do tego psychicznie przygotować.
Pokonałam przeszkody komunikacyjne. Dotarłam na miejsce o czasie. Wyciągnęłam kartę, kupiłam i założyłam "buty ochronne" i grzecznie usidłam, czekając na swoją kolej.
- Niech się pani wcześniej pokaże Pani doktor - krzyknął ktoś za mną z rejestracji.
Uczyniłam co kazano. Przeprosiłam pacjentów w kilometrowej kolejce i wcisnęłam się do lekarza.
- Pani doktor, jestem na zabieg. Czy mam poczekać w poczekalni? - zameldowałam, zapytałam
- Proszę wejść. Musimy porozmawiać. Muszę Pani wyjaśnić dlaczego nie zrobimy zabiegu.
W tym momencie ciśnienie mi się delikatnie podniosło, nóż w kieszeni otworzył, w myślach przypomniałam sobie wszystkie mi znane przekleństwa ..
Przez ostatni miesiąc, mieli problem, bo nie wiedzieli jak. Wydrukowałam już instrukcje obrazkową.
Pojawiła się nowy problem: nie można tego sklasyfikować, chora kasa za to nie zapłaci.
Rozbawił mnie tekst lekarki:
- Proszę Pani, to nie problem wyciągnąć implant, nie takie ciała obce usuwaliśmy.
Top ja się k.....wa pytam, po jakiego h.....ja oni tyle razy kazali mi przychodzić, kupić znieczulenie (dostałam receptę na całe opakowanie 10szt - jakby mnie mieli całą znieczulać - kupiłam 2 szt), marnować czas na szukanie instrukcji, skoro wiedzą jak. Jak by nie mogli od razu mi powiedzieć ze nie wytną i już.
Polak potrafi po prostu znaleźć problem.
Okazało się że nawet jak ja za to zapłacę, to mi nie wytną, bo to państwowa przychodnia.
Mam udać się do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie do poradni w CZMP. Niestety nie dają głowy czy tam mi wytną. Możliwe że będę musiała zrobić to prywatnie.
Ostatni ratunek w tym, że uda mi się skorzystać z "przysługi" pewnego lekarza owej przychodni, któremu może uda się to pod coś podciągnąć. Okaże się w pon albo wt. Jeśli nie, impreza imieninowo (Sebcia) - urodzinowa (Krzysia) będzie krwawą.
Planuje upić się i wydłubać to g....no.
Wracając do domu zahaczyłam o galerie i kilka sklepów. Miałam zamiar w celu poprawienia humoru i trochę zdrowia, nabyć drogą kupna jakieś buty.
Zdrowia, bo zamszowe buty nie zdają egzaminu na śniegu i jeszcze nie zdążę wyjść z domu, a już mam skarpetki mokre do kostek.
Odwiedziłam w sumie 9 sklepów i d...pa zbita. Jeśli już się coś nadawało, to kosztowało 5 razy tyle ile byłam w stanie zapłacić, albo nie było kajaków ( mojego rozmiaru), a tak to wspaniałe kozaki na 15cm obcasie ...
Nie nauczyłam się chodzić na szczudłach.
W rezultacie, kupiłam sobie 5 par skarpet żebym mogła częściej zmieniać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




:
