Strony

czwartek, 8 maja 2014

PRZEPROWADZKA

Dokonało się!
Znalazł się ktoś kto zechciał wynająć mi mieszkanie. W okolicy polski sklep, sklep z narzędziami, monopolowy, przychodnia ... czego chcieć więcej.
Póki co masa kartonów i bałagan nie z tej ziemi. W sumie bałagan jak zwykle, tyle że na razie mam jakieś usprawiedliwienie.
Każdego dnia uczę się czegoś nowego.
Na ten przykład pierwszego wieczoru, włączyłam grzanie wody,  co by potomstwo odmoczyć. Po godzinie, czekania, w kranie ciągle była zimna woda.
Oglądałam bojler z każdej strony i znalazłam inny włącznik - po wydawanym dźwięku, domyślam się że to pompa. Po kolejnej godzinie, kiedy to woda nie zmieniła temperatury, a powiedziałabym wręcz że stan z ciekłego na lekko podchodzący w stały, stwierdziłam że chyba spaliłam grzałkę kiedy to czekałam na zagrzanie wody z pustym bojlerem.
Poddałam się. Chłopcy mieli Dzień Dziecka, a mi pozostała miska (kuchenna, tak żeby sprawdzić jaka jestem elastyczna) i gorąca woda z czajnika.
Następnego dnia rano, robiąc dzieciom śniadanie rozmyślałam nad opcja grzania wody. Wiecie garnki, rondle, czajniki (których nie posiadam zbyt wielu). Po chwili zorientowałam się, że włączyłam kuchenkę dokładnie tym samym włącznikiem co poprzedniego wieczoru wodę, a ta nie chciała się zagrzać.
Po kolejnych poszukiwaniach znalazłam włącznik wody.
Od tej pory myjemy się regularnie w ciepłej :)
Następnego wieczoru wpadłam na to jak ustawiać grzejniki - w zasadzie to czas, kiedy mają się załączać.
Teraz jeszcze czekamy na śmietniki - póki co korzystamy z pomocy ludzi dobrej woli, którzy to zabierają nasze śmieci przy okazji odwiedzin :) oraz na internet - nie mogą nas znaleźć na mapie. Ciekawe jak poczta będzie dochodziła.
I jeszcze domofon. Niby jest, ale u mnie nie działa. Żeby do nas się dostać trzeba do mnie się dodzwonić albo rzucać kamieniem.

Jeśli więc stoisz pod moim mieszkaniem, a ja nie odbieram telefonu ...

... pewnie go nie słyszę.

Jeszcze trochę, a będę musiała zrobić grafik dla odwiedzających. Ale się nie dziwie wcale - sama bym się chętnie odwiedziła.

JEST SUPER!!!

wtorek, 22 kwietnia 2014

JAK TO MATKA POTRAFI USZCZĘŚLIWIĆ POTOMSTWO

Wielkanoc 2014 przejdzie do historii (naszej) to pewne. A już na pewno długo o niej nie zapomnimy.
Jak to powiedziała Kalina, jelitówka w ty roku stwierdziła iż "święta trzeba celebrować przede wszystkim szybkim pasażem ... jelitowym". Cudne stwierdzenie, na które przy tak niskim poziomie elektrolitów w organizmie nie wpadłam samodzielnie. Bo dopadło i mnie. Ocalała jedynie Tośka, za co należy jej się medal. Wszak gdy w domu jest 8 szt, ciężko jest ujść z życiem.
Marian za nią nadrobił.
Poniedziałek zapowiadał się uroczo, pogodnie i niemalże smacznie.  Zapowiadał się, bo ciąg dalszy to już była karetka, szpital ... I Marian z podejrzeniem zapalenia wyrostka.
Okazało się, że to tylko złośliwa grypa pokazała swoje drugie oblicze i wszystko zaczęło się od nowa.

Żal się matce syna zrobiło. Postanowiła umilić potomkowi czas spędzony w domu i kupiła mu PUZZLE. Z miłości i bez odrobiny złośliwości. Jedynie z sentymentem do kamyków.
Bardzo chciał i bardzo się cieszył ... ale radość nie trwała długo.
Pierwszy grymas pokazał się gdy zobaczył wzór

Kolejny, kiedy zobaczył wielkość puzzli.

I tak o to po godzinie mamy już ramkę.

Potomstwo zrezygnowało (wszystkie 2 szt), na polu walki zostałam sama z Dorotką. Dobrze że wino uszło z życiem przez święta. Będziemy miały zajęcie i to myślę że na nie jeden wieczór.

No i będę musiała rozejrzeć się za bardziej humanitarnym wzorem do układania


niedziela, 20 kwietnia 2014

NA WSZYSTKO TRZEBA ZAPRACOWAĆ, CZYLI CO ZROBIĆ ŻEBY SIĘ NAROBIĆ - NA ŚWIĘTA - I Z TEGO NIE SKORZYSTAĆ

Co trzeba zrobić, żeby matka dzieciom w środku nocy Pepsi do picia przynosiła?!
A no trzeba sobie zasłużyć. Jelitówką na ten przykład. A w zasadzie to wyłącznie - innej opcji na Pepsi do łóżka nie ma.
Nie ma to jak grypa żołądkowa na Wielkanoc.
Nocne spotkania w przedpokoju, pod toaletą z miską ...
Na 8 szt domowników - 2 szt właśnie zakończyły, 4 są w trakcie, 2 w poczekalni (Tośka i ja  w kolejce).
Ale system jest dobry. Nie wszyscy na raz, grupami, żeby misek i dostępu do toalety nie zabrakło.
Moje dzieci humanitarnie w nocy na zmianę szalały dając mi szanse na 20 min snu w przerwach.

Bigos, żurek, sałatka jarzynowa, ciasto ... poczekają, albo rozdamy głodnym.
Żadnego Świątecznego śniadania, obiadu.

Tak sobie myślę, że zdrowia to chyba z zaciśniętymi pośladami nam życzyliście?!
Przyznać się!
Ale my i tak życzymy wam zdrowych (bo chore, są niefajne),
radosnych (bo mimo wszystko może być fajnie),
rodzinnych i pogodnych Świąt.
Niech wam zmartwychwstały Chrystus błogosławi,
a dla tych mniej wierzących albo wcale - cudownego czasu na odpoczynek.


czwartek, 27 marca 2014

SŁOWA DOTRZYMALIŚMY RAZEM

Obiecałam że nie będzie marynarki i garnituru, po tym jak on obiecał że będzie krawat do białej koszuli.
No i słowa dotrzymaliśmy oboje.
Krawat był - w szafie.
Tym razem winę biorę na własną klatę - zapomniałam o nim.
Syn więc wyglądał na ceremonii zwyczajnie, ładnie, ale bez szału.
Na tle niektórych powiedziałabym nawet że szałowo.
Przekrój bowiem był spory. Od sukni balowych, po dresy, co w tym kraju zupełnie mnie nie dziwi.
Niestety zdjęcia nie przeszły pomyślnie autoryzacji, wiec upublicznione być nie mogą - nie popatrzycie sobie. Wytężcie swoją wyobraźnię. 
Przeżyliśmy. Ofiar w ludziach nie było, więc odhaczyć można.
Czekam na kolejne atrakcje.


wtorek, 25 marca 2014

REMIS NA POLU WALKI

Nie będzie garnituru - ufff
Marynarki też nie. Znajoma przekonała mnie,  że sztruksowa sportowa marynarka faktycznie nie będzie fajna w tym kraju dla człowieka w tym wieku.
Ja się nie znam, pewnie ma rację.
Ostatecznie będzie biała koszula z krawatem - na Bierzmowanie potomka.
Jak to mawiają wilk najedzony i osioł ocalony.

A widzieliście Candy u Magdy?
Jak tam stoję w kolejce.


INSTRUKCJA OBSŁUG 12 LATKA POSZUKIWANA

Może ktoś ma takową?!
Albo chociaż streszczenie?!
Obsługa człowieka w wieku lat 12 spacerem po parku nie jest. Powiedziałabym że to raczej grzęzawiska.
W którą stronę by się nie odwrócić, co by nie powiedzieć ...
Co dziennie jakieś rewelacje. Na razie jesteśmy na etapie ubioru na Bierzmowanie.
To już w najbliższą środę. Póki co z porozumienia w tym temacie nici.
Jak wytłumaczyć takiemu "osiołowi" że marynarka (jedyna jaka ma), która wisi w szafie jest cool.
I że wygląda w niej świetnie ...
- Synek założysz tą marynarkę, jeansy i biała koszulę
- No chyba raczej nie - odpowiedział potomek podnosząc wzrok z nad tabletu
- No przecież nie pójdziesz w dresach?!
- W dresach nie, ale też nie w marynarce.
- To biała koszula i krawat?!
- Oszalałaś?! Biała koszula.
- I?!
- I już
- Założysz marynarkę, albo kupie ci garnitur. To dopiero będzie wieś - Dumna ze swego błyskotliwego pomysłu byłam przez chwilę. Krzyś i garnitur?! Jakoś nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić.
- Ok, ale idę do sklepu z tobą i razem coś wybierzemy
- ??? Serio???
- No raczej!

No i mam.  W sumie sama chciałam. Ale nie sądziłam że aż tak.
Jak namówić go na marynarkę która jest w domu?!
Przekupstwo nie wchodzi w grę.
Jakieś argumenty?!

piątek, 21 marca 2014

PRZED KONTAKTEM SKONSULTUJ SIĘ Z LEKARZEM LUB FARMACEUTĄ

Było nudno i miło, ale się skończyło.
Przyszła wiosna, zazieleniło się, chociaż z tego co pamiętam, to "zimą" tez było zielono. Muszę przyznać że tegoroczna mnie bardzo rozczarowała. Nie ta na wyspie, nie. Rozczarowała mnie Polska zima. Byłam pewna że będę miała okazję po napawać się radością że my to mamy zimę w wersji light, a w Polandii śnieg po kolana ... No i zima była jednakowa. A nie ukrywam iż był to argument przemawiający za tą krainą. Jak się okazuje - nieaktualny, wszak różnicy wielkiej nie dostrzegłam.

Kolejnym argumentem był domniemany brak biurokracji.
O jakże naiwna w swej naiwności byłam.
Moja przygoda z urzędami miała być krótka, nudna, czyli prosta i przyjemna.
Po dzisiejszym dniu, kiedy to pani urzędniczka podniosła mi ciśnienie do poziomu zagrażającemu jej życiu i zdrowiu (powinnam mieć na czole wytatuowane "przed kontaktem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż nieumiejętne wkurzenie może zagrażać twojemu życiu lub zdrowiu"), doszłam do wniosku że daleko to my w Polsce jednak nie odbiegamy od Europy. Powiedziałabym nawet że jesteśmy w centrum, a kontakt z urzędnikami można uznać za całkiem owocny i przyjemny, oraz wiem co mówię.
Wersja zdarzeń miała być zupełnie inna. Ale jak wszystkim wiadomo, co zaplanujemy (a z pewnością ja), można sobie odpuścić bo na pewno taki projekt nie przejdzie, lub w znacznie zmienionej formie.
Jeszcze pół roku temu oczyma wyobraźni widziałam te kolejki pracodawców bijące się o takiego pracownika jak ja, agencje mieszkaniowe które licytują się, kto mi wynajmie mieszkanie ...
A tym czasem...
Do swobodnego, samodzielnego wynajęcia mieszkania nadal brakuje mi niestety pełnego etatu, co stwarza niemały problem. Postanowiłam więc na początku roku postarać się o dofinansowanie do mieszkania. Nic czym chwalić by się wypadało, ale sytuacja okazuje się wartą śledzenia (tak myślę).
Odwiedziny nr 1 w urzędzie 
Z wypełnionym odpowiednim formularzem oraz zgromadzonymi dokumentami według listy.
W okienku sympatyczna, uśmiechnięta pani.
- Dokumenty dobrze skompletowane, brak jednego stempelka z ważnego urzędu - aplikacji nie przyjęto. Gdyby została przyjęta termin wizyty wyznaczony by został na koniec miesiąca lutego 2014.
Sprawa zrozumiała i oczywista.

Odwiedziny nr 2 w urzędzie
Dzień następny. Posiadając stempelek z ważnego urzędu.
Inna pani w okienku, średnio miła.
- Brak przepracowanych 52 tygodni na terenie ROI - nie kwalifikuję się

Zrobiło się niefajnie. Jednego dnia mogę, a następnego już nie ...

Odpuściłam sobie, szukając innych opcji na rozwiązanie problemu. W związku z tym iż nie pojawiały się tłumnie, zaczęłam znowu grzebać w internecie. Specjalistą nie jestem, ale z tego co udało mi się wyczytać (dodam że oficjalny, urzędniczy język angielski w wielu przypadkach jest nadal dla mnie zagadką) zrozumiałam iż się jednak należy.
2 miesiące (od wizyty pierwszej) później ...
Udałam się do punktu zwanego Informacją, a tam ...
Przesympatyczna pani. Taka złośliwa ruda zadziora - polubiłam ja już w drzwiach.
Usłyszawszy mą historię zagotowała się lekko. Powiedziała że to niemożliwe, i że artykuł który napisali mi w odpowiedzi nie ma w moim przypadku zastosowania. Zaraz szybko wygrzebała w internecie odpowiednią ustawę, zadzwoniła do biura głównego ... I okazało się że można.

Odwiedziny nr 3 w urzędzie
Z kartką od rudej zadziory, ze starym wnioskiem, średnio miła pani w okienku.
Niestety nie mogę złożyć wniosku, bo nadal obowiązują 52 tygodnie, a pani nic nie wie o zmianie przepisów. Poprosiłam wiec grzecznie o jej imię i nazwisko i nr tel. Nie dała mi, postanowiła się dopytać koleżanek. Oczywiście wszystkie zgodnie (na ucho jakieś 5 szt) - jak najbardziej artykuł ma zastosowanie, ale w sumie to pewności nie mają i zadzwonią ... Zadzwoniły, dowiedziały się. Okazało się że można.
Zostałam poproszona o uaktualnienie dokumentów. Po ich otrzymaniu zostanie wyznaczona data - okolice końca maja.

Odwiedziny nr 4 w urzędzie
Dzień następny - po skompletowaniu wszystkich papierków, stempelków i innych. Dokumenty ułożone w kolejności jak na liście.
Pani w okienku była wyjątkowo niezadowolona z pogody panującej na zewnątrz lub inne niedogodności losu ją spotkały - nie wnikałam. Oczywiście znowu usłyszałam historię że nie mogę, bo 52 tygodnie ...
Poszła się zapytać koleżanek - mogę
Zaczęła sprawdzać załączone dokumenty (dokładnie te same, jakie sprawdzano 2 miesiące wcześniej)...
Dostałam nowa listę brakujących rzeczy.
Tłumaczenia, wyciągi, listy od landlorda ...
Złośliwie zapytałam się czy mam przetłumaczyć wszystkie 12 potwierdzeń przelewu na moje konto alimentów - usłyszałam - TAK.
Jak zapytałam się czy sobie żartuje i czy ewentualnie chciałaby zapłacić za tłumacza - stwierdziła że pójdzie się zapytać bo nie wie - okazało się że wystarczy 1szt.
Na każde zadane przeze mnie pytanie, słyszałam - zapytam się koleżanek, bo nie mam pewności.

Jutro składam aplikacje do pracy w urzędzie - ja też mogę pracować nie mając zielonego pojęcia o tym co robię i do czego jestem potrzebna, mając za ścianką działową koleżanki z komputerem.

Zanim wyszłam, usłyszałam tylko że muszę skompletować dokumenty, dopiero wyznaczą mi termin. Nie mogą przyjąć ode mnie tych dokumentów co mam. 
Zakładając że zajmie mi to co najmniej kilka tygodni - jest szansa że jeszcze w tym roku.

Zapytałam się więc pani już mniej grzecznie, czy nie mógł mi tego nikt powiedzieć 2 miesiące temu, kiedy to przeglądano moje papiery ...
Co usłyszałam - nie jestem pewna ...

Plan na najbliższą przyszłość:
Udam się do urzędu po raz kolejny. Może natrafię na kogoś innego i usłyszę kolejną wzruszająca historię. Może się uda zanim pojadę go głównego biura.
Tym czasem kompletowanie dokumentów trwa ...


*
Do ewentualnych osób potencjalnie zaniepokojonych naszym losem.
Jeśli jesteś o nas spokojny, możesz już zamknąć stronę.

*
Chciałam tylko zaznaczyć, że nie narzekam. Pomimo wku.......cych sytuacji nie jest najgorzej.
Jeszcze mamy gdzie mieszkać oraz  co jeść. Pani z warzywniaka regularnie dokarmia moje dzieci mandarynkami i cytrynami, więc witamin nam nie brakuje.
Niedługo wzejdzie rzodkiewka i szpinak w ogródku - będzie szał

środa, 5 marca 2014

JEST CIN CIN - JEST IMPREZA

Tosia postanowiła zrobić postęp.
Marcin już nie jest Sisiem jak Krzyś, tylko jest CINCIN-em, albo moze Sinsin-em?
Ciężko wyczuć i usłyszeć. Na pewno jednak można zorientować się już o którym synu moim mówi.
Tak z CinCinem balowała, że teraz siedzi z miską na kolanach - taka impreza była.
Mamy nadzieję że to jednak tylko wirus i nikt więcej go nie zaliczy.

A tym czasem poznaliśmy wyniki egzaminów Krzysia.
Nie są to precyzyjne liczby, bo z tego wszystkiego uznałam że nie są najważniejsze.
Wiadomo na pewno, że jeśli tylko będzie chciał (a chcemy), będzie miał dodatkowy język - polski. Będzie mógł później napisać z niego maturę.
Będzie miał dodatkowy angielski.
Z matematyki na bdb potrzeba było 100 pkt. Krzyś dostał 117 - nie zrobił wszystkiego, ze względu na to iż nie był w stanie zrozumieć wszystkich poleceń.

I jak ja mam nie być dumna ...
No nie da się!

wtorek, 4 marca 2014

BO KOBIETA ZMIENNĄ JEST

Miałam się nie chwalić, dopóki nie skończę.
No właśnie miałam.
Ale zdanie zmieniłam.
Na prośbę niektórych, aktualizacje na froncie ogrodowym.

KOMPOSTOWNIK

REGAŁ NA DONICZKI

ŁAWKA DLA DZIECI

poniedziałek, 3 marca 2014

TO CO TYGRYSKI LUBIĄ NAJBARDZIEJ ...

Co najbardziej mnie cieszy?!
Głupie pytanie.
Oczywiście że potomstwo moje osobiste. Ale zaraz potem w kolejce stoją deski, palety i miejsce do rozprawiania się z nimi.
Tego ostatniego ci u mnie dostatek. Od soboty palet również.
Co prawda w ciągu doby z ilości 15 zrobiło się 6 ...
Przywiozłam w sobotę (dziękuje ci mężu koleżanki mojej Eweliny) szt kilka. Zapełniliśmy dokładnie miniwana. A że w dnia tego pogoda była przecudna (czyt. nie padało) ...
Do domu wróciłam dopiero na kolację, zapominając po drodze o całym świecie.
Przez chwile nawet potomstwo chciało mi pomóc, ale jak uskutecznili zamach na me życie piłką, podczas gdy właśnie trzymałam w ręku wyrzynarkę, stwierdziłam "albo ja, albo oni".
Więc wygoniłam dzieci do domu, co by ofiar w ludziach nie było.
Póki co, nie ma się czym chwalić. Tylko kompost z drzwiczkami (na zawiasach), regał na doniczki i w sumie "skrojona" ale nie dokończona ławka do siedzenia dla dzieci.
Dzisiaj kończyłam to, co wczoraj zaczęłam - w garażu, bo pogoda nie była aż tak łaskawa jak w dniu wczorajszym. Dzisiaj na zmianę deszcz, słońce, grad, mżawka, słońce ...
Kończyłam wspomniany regał na doniczki, który w swej wdzięczności postanowił mnie zaatakować.
Nie miałam gdzie uciec, więc poleciałam na stertę palet czekających na swoja kolej.
Ofiary dnia dzisiejszego - podrapane czoło - szt 1 x2, rozwalone kolano - szt 1,  podrapana i posiniaczona łydka - szt 1.
Ławka dla dziewczyn czeka jeszcze na końcowe skręcenie, wyszlifowanie i polakierowanie, co by w dupki drzazgi nie powchodziły.
A w kolejce jeszcze:
podjazd dla wózka, zabudowa kominka, skrzynki na rośliny, szafka pod TV dla bratowej ...
Chyba wykupię abonament na palety ...

I jak ja mam iść do pracy, kiedy tu tyle rzeczy do zrobienia czeka ?!