Jak to jest z kategoriami wiekowymi filmów? O ile te od 16 czy 18 lat jestem w stanie zrozumieć, o tyle te od 12 roku życia, zazwyczaj mnie zastanawiały. Moje potomstwo, szczególnie to młodsze, często załapuje się na nie właśnie i rzadko kiedy dostrzegam powód dla którego oglądać takiego filmu nie powinien.
Otóż od dzisiaj już wiem.
To wszystko w trosce o dobro i zdrowie psychiczne rodziców!
Połowa filmu spędzona na tłumaczeniu i odpowiadaniu na pytania
- A co to?
- Co to znaczy?
- Czy to oznacza że ...
- Dlaczego on cośtam ...
A jak jeszcze nie daj Boże przez przypadek leci film na jedynym kanale, na którym kiedyś niechcący włączono napisy i z lenistwa tylko rodzicielka nie zgłębiła metody ich wyłączania, to można spodziewać się pytań:
- A dlaczego napisane jest tak, a on powiedział co innego?
Na szczęście młody nie wyłapuje jeszcze różnic w oryginalnym tekście (angielskim) i lektora. To w zestawieniu z napisami byłoby strzałem w kolano.
W dniu dzisiejszym, moje wrodzone: spokój, opanowanie i cierpliwość, zostały mocno nadszarpnięte. Powiedziałabym nawet że coś im się naderwało.
Od jutra:
1 - uważnie patrzę na przedział wiekowy
2- wyłączam napisy
3- kupuję melisę
sobota, 20 kwietnia 2013
środa, 17 kwietnia 2013
GOŚĆ W DOM, BÓG WDOM, CZYLI DZIEŃ OTWARTYCH DRZWI
Mój dom przez wielu uważany jest za otwarty - i słusznie. Jak mawiają pieniędzy, dzieci i gości nigdy dość. Czy jakoś tak.
Ale moja gościnność ma pewne granice o których to miałam okazję przekonać się dni temu kilka.
Było piękne poniedziałkowe popołudnie. Ja w blokach startowych, gdyż wybierałam się do szkoły. Dzieci przekazywane były mojej mamie, kiedy ta dorwała naszykowany dla potomstwa worek na śmieci.
Oczywiście naszykowany do wyrzucenia, nie do zabawy. Bo choć wymagającą matką jestem, to staram się być również humanitarna. Moje dzieci zmywają naczynia na ten przykład po śniadaniu, albo wyrzucają śmieci. Nawet ustalają którego dnia, czyja kolej. Tacy są fajni.
Ale wracając do worka na śmieci.
- Mamo, zostaw ten worek. Naszykowałam, bo Krzyś obiecał że wyrzuci. Zaraz to zrobi.
- Nie. Wiesz, na schodach siedzi i przysypia jakiś "dziad". Lepiej żeby Krzysia nie zaczepiał.
No i poszła rodzicielka moja w siną dal z workiem, a dokładnie do zsypu mieszczącego się na tym samym pietrze. Taki spacer dla zdrowia i kondycji ...
Tu wyjaśniło się po kim mój ulubiony starszy syn odziedziczył nawyk zostawiania drzwi otwartych na oścież. Ja tego nie znoszę. Jak tylko to zauważyłam, a w zasadzie poczułam wiosenny przeciąg otulający moje kostki, grzecznie, cichutko zamknęłam wrota.
Mama wróciła, pokręciła się chwile po pokoju, po czym udała się do kuchni w celu wstawienia wody na herbatkę zapewne.
- No i wpuściłaś go - powiedziała wróciwszy po chwili
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ja?
- A kto, ja?
- No przecież nie ja - nasza wymiana zdań nabierała tempa
- Ale o co chodzi?!
- No wpuściłaś go.
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ale gdzie?
- No siedzi w kuchni.
Szanowny pan "dziad" korzystając z okazji i otwartych drzwi, wpakował mi się do mieszkania i grzecznie rozsiadł się w kuchni na jedynym stołeczku jaki tam znalazł.
Został grzecznie wyproszony, bo przy osobach starszych wiekiem (moja rodzicielka) oraz nieletnich, słów ogólnie uznawanych za wulgarne nie należy używać.
Pan był uprzejmy się zdenerwować oraz w geście dezaprobaty dla naszego czynu wyproszenia go z mojej przecudnej urody kuchni, trzasnąć zamaszyście drzwiami. Po czym usiadł ponownie na schodach na wprost mych drzwi i zasnął.
Chwilę potem wymknęłam się cichaczem, co by śpiącego nie obudzić.
Pewnie było by śmiesznie bardzo, gdyby nie to, że chwilę później (w połowie mojej drogi do celu) zadzwoniła moja mama z informacją iż ów człowiek właśnie usiłuje się dostać do mojego mieszkania. Wali w drzwi, grzebie w zamku swoim kluczem, szarpie za klamkę....
W tym momencie już przestała mnie ta sytuacja bawić.
Zadzwoniłam pod 112 oraz zgłosiłam co zaszło. Nie wiedziałam czy to zbłąkany pijaczek, czy może osoba chora, która zabłądziła.
Przepytana w tą i z powrotem otrzymałam informację o przyjęciu zgłoszenia.
Policja przyjechała ... jak już pół godziny wcześniej ów gość zrezygnował i sobie poszedł w siną dal.
Zastanawiam się czy oni zawsze w tak zawrotnym tempie działają, żeby przypadkiem się na napastnika nie natknąć?!
W każdym razie nadszedł czas na sprecyzowanie mojej gościnności.
Osoby mi znane - zapraszam uprzejmie nawet w dużych ilościach.
Osobniki mi obce, proszone są o wcześniejsze umawianie wizyt.
Ale moja gościnność ma pewne granice o których to miałam okazję przekonać się dni temu kilka.
Było piękne poniedziałkowe popołudnie. Ja w blokach startowych, gdyż wybierałam się do szkoły. Dzieci przekazywane były mojej mamie, kiedy ta dorwała naszykowany dla potomstwa worek na śmieci.
Oczywiście naszykowany do wyrzucenia, nie do zabawy. Bo choć wymagającą matką jestem, to staram się być również humanitarna. Moje dzieci zmywają naczynia na ten przykład po śniadaniu, albo wyrzucają śmieci. Nawet ustalają którego dnia, czyja kolej. Tacy są fajni.
Ale wracając do worka na śmieci.
- Mamo, zostaw ten worek. Naszykowałam, bo Krzyś obiecał że wyrzuci. Zaraz to zrobi.
- Nie. Wiesz, na schodach siedzi i przysypia jakiś "dziad". Lepiej żeby Krzysia nie zaczepiał.
No i poszła rodzicielka moja w siną dal z workiem, a dokładnie do zsypu mieszczącego się na tym samym pietrze. Taki spacer dla zdrowia i kondycji ...
Tu wyjaśniło się po kim mój ulubiony starszy syn odziedziczył nawyk zostawiania drzwi otwartych na oścież. Ja tego nie znoszę. Jak tylko to zauważyłam, a w zasadzie poczułam wiosenny przeciąg otulający moje kostki, grzecznie, cichutko zamknęłam wrota.
Mama wróciła, pokręciła się chwile po pokoju, po czym udała się do kuchni w celu wstawienia wody na herbatkę zapewne.
- No i wpuściłaś go - powiedziała wróciwszy po chwili
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ja?
- A kto, ja?
- No przecież nie ja - nasza wymiana zdań nabierała tempa
- Ale o co chodzi?!
- No wpuściłaś go.
- Kogo?
- No tego dziada.
- Ale gdzie?
- No siedzi w kuchni.
Szanowny pan "dziad" korzystając z okazji i otwartych drzwi, wpakował mi się do mieszkania i grzecznie rozsiadł się w kuchni na jedynym stołeczku jaki tam znalazł.
Został grzecznie wyproszony, bo przy osobach starszych wiekiem (moja rodzicielka) oraz nieletnich, słów ogólnie uznawanych za wulgarne nie należy używać.
Pan był uprzejmy się zdenerwować oraz w geście dezaprobaty dla naszego czynu wyproszenia go z mojej przecudnej urody kuchni, trzasnąć zamaszyście drzwiami. Po czym usiadł ponownie na schodach na wprost mych drzwi i zasnął.
Chwilę potem wymknęłam się cichaczem, co by śpiącego nie obudzić.
Pewnie było by śmiesznie bardzo, gdyby nie to, że chwilę później (w połowie mojej drogi do celu) zadzwoniła moja mama z informacją iż ów człowiek właśnie usiłuje się dostać do mojego mieszkania. Wali w drzwi, grzebie w zamku swoim kluczem, szarpie za klamkę....
W tym momencie już przestała mnie ta sytuacja bawić.
Zadzwoniłam pod 112 oraz zgłosiłam co zaszło. Nie wiedziałam czy to zbłąkany pijaczek, czy może osoba chora, która zabłądziła.
Przepytana w tą i z powrotem otrzymałam informację o przyjęciu zgłoszenia.
Policja przyjechała ... jak już pół godziny wcześniej ów gość zrezygnował i sobie poszedł w siną dal.
Zastanawiam się czy oni zawsze w tak zawrotnym tempie działają, żeby przypadkiem się na napastnika nie natknąć?!
W każdym razie nadszedł czas na sprecyzowanie mojej gościnności.
Osoby mi znane - zapraszam uprzejmie nawet w dużych ilościach.
Osobniki mi obce, proszone są o wcześniejsze umawianie wizyt.
niedziela, 14 kwietnia 2013
JAK ZOSTAĆ PERFRKCYJNĄ ŚNIADANIOWĄ MAMĄ?!
Powracam do życia.
Mam nadzieję że wkrótce powrócę na blogowe łono, które ostatnimi czasy znacznie zaniedbałam.
Przepis "jak zostać perfekcyjną śniadaniową mamą"
Codzienne śniadanie potomstwa mego, składa się zazwyczaj z miski ciepłego mleka i płatków. Szybkie, nie wymagające większej uwagi, nie stwarzające ryzyka tragedii w przypadku mojej osoby niekoniecznie zalogowanej w pełni do rzeczywistości.
Ale jak przychodzi weekend ... możemy poszaleć. Za sprawą mojej ulubionej młodszej siostry, niemalże rytuałem sobotniego poranka stały się omlety ze szczypiorkiem. Jeśli tylko produkty niezbędne w domu występują, w zasadzie zawsze w sobotę rano serwuję takie dane potomstwu na śniadanie.
- Mamo, to są najpyszniejsze omlety jakie jadłem! - odparł smakowicie mlaskając Marian - W tym tygodniu! - dodał po chwili.
Tak wiec raz w tygodniu jestem najlepszą śniadaniową mamą.
Od razu człowiekowi samoocena rośnie.
Byle do przyszłej soboty.
Tym czasem nastrajamy się na kolejny tydzień. Jakże inny w porównaniu z ostatnim miesiącem. Po 4 tygodniach, mój ulubiony młodszy syn, postanowił wyzdrowieć.
Koncerty w oskrzelach i płucach ucichły. Wracamy do szkoły!
Oł jeeee
Mam nadzieję że wkrótce powrócę na blogowe łono, które ostatnimi czasy znacznie zaniedbałam.
Przepis "jak zostać perfekcyjną śniadaniową mamą"
Codzienne śniadanie potomstwa mego, składa się zazwyczaj z miski ciepłego mleka i płatków. Szybkie, nie wymagające większej uwagi, nie stwarzające ryzyka tragedii w przypadku mojej osoby niekoniecznie zalogowanej w pełni do rzeczywistości.
Ale jak przychodzi weekend ... możemy poszaleć. Za sprawą mojej ulubionej młodszej siostry, niemalże rytuałem sobotniego poranka stały się omlety ze szczypiorkiem. Jeśli tylko produkty niezbędne w domu występują, w zasadzie zawsze w sobotę rano serwuję takie dane potomstwu na śniadanie.
- Mamo, to są najpyszniejsze omlety jakie jadłem! - odparł smakowicie mlaskając Marian - W tym tygodniu! - dodał po chwili.
Tak wiec raz w tygodniu jestem najlepszą śniadaniową mamą.
Od razu człowiekowi samoocena rośnie.
Byle do przyszłej soboty.
Tym czasem nastrajamy się na kolejny tydzień. Jakże inny w porównaniu z ostatnim miesiącem. Po 4 tygodniach, mój ulubiony młodszy syn, postanowił wyzdrowieć.
Koncerty w oskrzelach i płucach ucichły. Wracamy do szkoły!
Oł jeeee
piątek, 5 kwietnia 2013
TESKNIĘ ZA TOBA JAK JUŻ DAWNO ZA NIKIM, CZYLI WIOSNO PRZYBYWAJ
Dzisiaj będzie marudzenie.
Takie nasze, swojskie, POLSKIE narzekanie.
Bo mam już dość, jak większość w tym kraju.
Bo mam już po kokardki śniegu, ciapy i zimowego płaszcza. Nawet moja przecudnej urody czapka z szalikiem zaczynają mnie gryźć zespołowo.
Chcę słońca i zielonej trawki. Wcale nie musi być szału z temperaturą. Zadowolę się każdą, byle bez tej wstrętnej białej brei!!!!!!!!!!!!
Niech już wstrętne zarazki pójdą sobie precz. Dlaczego muszę skupiać się tylko na nas? Pewnie nie tylko, ale tak się jakoś na nas uwzięły, że niech je chudy byk.
W zasadzie to upodobały sobie Mariana.
Po 3 tygodniach kaszlu, w tym 1 tygodniu na antybiotyku z powodu zapalenia oskrzeli, właśnie sobie przypomniały że na płucach dawno nie były ...
Się dziecku weekend świąteczny przedłużył.
1, 2, 3, 4, ... 10 - byle do wiosny!
Takie nasze, swojskie, POLSKIE narzekanie.
Bo mam już dość, jak większość w tym kraju.
Bo mam już po kokardki śniegu, ciapy i zimowego płaszcza. Nawet moja przecudnej urody czapka z szalikiem zaczynają mnie gryźć zespołowo.
Chcę słońca i zielonej trawki. Wcale nie musi być szału z temperaturą. Zadowolę się każdą, byle bez tej wstrętnej białej brei!!!!!!!!!!!!
Niech już wstrętne zarazki pójdą sobie precz. Dlaczego muszę skupiać się tylko na nas? Pewnie nie tylko, ale tak się jakoś na nas uwzięły, że niech je chudy byk.
W zasadzie to upodobały sobie Mariana.
Po 3 tygodniach kaszlu, w tym 1 tygodniu na antybiotyku z powodu zapalenia oskrzeli, właśnie sobie przypomniały że na płucach dawno nie były ...
Się dziecku weekend świąteczny przedłużył.
1, 2, 3, 4, ... 10 - byle do wiosny!
niedziela, 31 marca 2013
WESOŁEGO ALLELUJA
wtorek, 19 marca 2013
GRUNT TO DOBRA INFORMACJA
Co trzeba zrobić żeby być najbardziej doinformowaną osobą w moim otoczeniu?!
Trzeba się ze mną kumplować. Oczywiście nie to ze każdy zakumplowany wie wszystko i wcale nie mam tutaj na myśli faktu iż jestem gadułą. Działam wybiórczo, powiedziałabym nawet że jakiś systemem, którego nie mogę rozpracować. Co jakiś czas wysyłam smsy do innych osób niż zamierzone. Potem się dziwę że nie odpisują. Jestem gotowa obrazić się nawet mocno. Na szczęście nauczona doświadczeniem, po dłuższym czasie bez odpowiedzi, sprawdzam historię korespondencji ... Zauważyłam że już coraz rzadziej przypadkowi odbiorcy informują mnie o pomyłce. Upajają się zapewne moim zakręceniem i nieświadomością! Albo przyjęli to za taką normę że już im się nie chce ?!
Godzina wczesno-poranna. W moim obecnym stanie - unemployed - uznawana za niehumanitarną.
Dzwoni telefon!
Spoglądam na wyświetlacz, a tam rodzicielka moja osobista.
Z racji tego iż ma ze mną do czynienia od kilku lat, wie że rano jestem w fazie zerowego kontaktu z bazą. Budzik uznaję zazwyczaj jako miłą dla ucha melodię. Zasypianie opanowane mam do tego stopnia, że w 30 minut jestem w stanie wyszykować dzieci do szkoły i siebie do wyjścia. Może bez pełnego makijażu, bo takiego raczej nie noszę, ale ludzie na ulicy nie uciekają na mój widok!
Tak więc dzwoni wspomniany.
Odrzuciłam połączenie raz, drugi, za trzecim odpisałam
- Wstaję o 7!
Kto to słyszał żeby budzić mnie pół godziny wcześniej!
Za chwilę słyszę jak dzwoni telefon potomka. Do pokoju po cichutku wszedł równie nieprzytomny Marian
- Mamo, babcia mówi że masz już wstać - na odchodne dodał - Przepraszam że cię obudziłem.
Koło południa dotarło do mnie że sms nie zadziałał i że moja rodzicielka jest najwidoczniej bardzo upartą osobą. Zajrzałam do historii smsów ...
The winner is ... koleżanka XY.
Jakże cudny musiała mieć poranek w związku z tym iż JA osobiście poinformowałam ją o której zamierzam zwlec swój zwłok ...
Najśmieszniejsze jest to, że jej imię i nazwisko ma się nijak do tego w jaki sposób zapisana jest moja mama w telefonie, czyli do MAMA - ICE. Ja to chyba robię na zasadzie losowania. Na kogo wypadnie na tego bęc. Może powinnam aplikować do totalizatora sportowego. Bardziej uczciwego losowania nie można sobie wyobrazić.
Tydzień temu wysłałam wiadomość do koleżanki w celu umówienia się na ZUMBĘ. Zapewne gdzieś owa dotarła, ale z pewnością nie do niej. Do dzisiaj nie wiem kto został szczęśliwym odbiorcą. Oraz najwyraźniej nie miał ochoty pójść ze mną, ponieważ moja propozycja pozostała bez odzewu.
A dzisiaj ...
spędzam miły poranek z Michaelem Buble i jego koncertem oraz posmarkanymi i szczekającymi dziećmi w drugim pokoju - dawno nie chorowali!
Swoją drogą, jeśli ktoś kiedyś bardzo by chciał, zabrać mnie na koncert wyżej wspomnianego, to ja nie odmówię. Obiecuję że bronić się długo nie będę oraz nie z całych sił. Powiedziałabym nawet że poszłabym z przyjemnością.
Trzeba się ze mną kumplować. Oczywiście nie to ze każdy zakumplowany wie wszystko i wcale nie mam tutaj na myśli faktu iż jestem gadułą. Działam wybiórczo, powiedziałabym nawet że jakiś systemem, którego nie mogę rozpracować. Co jakiś czas wysyłam smsy do innych osób niż zamierzone. Potem się dziwę że nie odpisują. Jestem gotowa obrazić się nawet mocno. Na szczęście nauczona doświadczeniem, po dłuższym czasie bez odpowiedzi, sprawdzam historię korespondencji ... Zauważyłam że już coraz rzadziej przypadkowi odbiorcy informują mnie o pomyłce. Upajają się zapewne moim zakręceniem i nieświadomością! Albo przyjęli to za taką normę że już im się nie chce ?!
Godzina wczesno-poranna. W moim obecnym stanie - unemployed - uznawana za niehumanitarną.
Dzwoni telefon!
Spoglądam na wyświetlacz, a tam rodzicielka moja osobista.
Z racji tego iż ma ze mną do czynienia od kilku lat, wie że rano jestem w fazie zerowego kontaktu z bazą. Budzik uznaję zazwyczaj jako miłą dla ucha melodię. Zasypianie opanowane mam do tego stopnia, że w 30 minut jestem w stanie wyszykować dzieci do szkoły i siebie do wyjścia. Może bez pełnego makijażu, bo takiego raczej nie noszę, ale ludzie na ulicy nie uciekają na mój widok!
Tak więc dzwoni wspomniany.
Odrzuciłam połączenie raz, drugi, za trzecim odpisałam
- Wstaję o 7!
Kto to słyszał żeby budzić mnie pół godziny wcześniej!
Za chwilę słyszę jak dzwoni telefon potomka. Do pokoju po cichutku wszedł równie nieprzytomny Marian
- Mamo, babcia mówi że masz już wstać - na odchodne dodał - Przepraszam że cię obudziłem.
Koło południa dotarło do mnie że sms nie zadziałał i że moja rodzicielka jest najwidoczniej bardzo upartą osobą. Zajrzałam do historii smsów ...
The winner is ... koleżanka XY.
Jakże cudny musiała mieć poranek w związku z tym iż JA osobiście poinformowałam ją o której zamierzam zwlec swój zwłok ...
Najśmieszniejsze jest to, że jej imię i nazwisko ma się nijak do tego w jaki sposób zapisana jest moja mama w telefonie, czyli do MAMA - ICE. Ja to chyba robię na zasadzie losowania. Na kogo wypadnie na tego bęc. Może powinnam aplikować do totalizatora sportowego. Bardziej uczciwego losowania nie można sobie wyobrazić.
Tydzień temu wysłałam wiadomość do koleżanki w celu umówienia się na ZUMBĘ. Zapewne gdzieś owa dotarła, ale z pewnością nie do niej. Do dzisiaj nie wiem kto został szczęśliwym odbiorcą. Oraz najwyraźniej nie miał ochoty pójść ze mną, ponieważ moja propozycja pozostała bez odzewu.
A dzisiaj ...
spędzam miły poranek z Michaelem Buble i jego koncertem oraz posmarkanymi i szczekającymi dziećmi w drugim pokoju - dawno nie chorowali!
Swoją drogą, jeśli ktoś kiedyś bardzo by chciał, zabrać mnie na koncert wyżej wspomnianego, to ja nie odmówię. Obiecuję że bronić się długo nie będę oraz nie z całych sił. Powiedziałabym nawet że poszłabym z przyjemnością.
piątek, 15 marca 2013
BĘDĘ ...
Idzie wiosna - czas na zmiany.
U mnie zaczęły się już jakiś czas temu.
Trwa proces przewartościowywania oraz ustalania co ja w zasadzie bym chciała w życiu robić?!
Że myślenie jak się okazuje bywa zaraźliwe, dołączył się do rozważań Marian. Dumał, dumał i wymyślił.
- Będę architektem! A dla przyjemności perkusistą!
Już wiem kto mi zaprojektuje pierwszy dom -zamyśliłam się wyobrażając sobie piękny przytulny domek z ogrodem ...
- A w wakacje będę podróżnikiem. Będę jeździł po dżunglach i szukał różnych robaków i będę robił im zdjęcia ....
Blech.
Zastanawiam się jak to możliwe, że jesteśmy spokrewnieni?!
A tym czasem szukam nowej pracy, szkolę się i działam powolutku.
U mnie zaczęły się już jakiś czas temu.
Trwa proces przewartościowywania oraz ustalania co ja w zasadzie bym chciała w życiu robić?!
Że myślenie jak się okazuje bywa zaraźliwe, dołączył się do rozważań Marian. Dumał, dumał i wymyślił.
- Będę architektem! A dla przyjemności perkusistą!
Już wiem kto mi zaprojektuje pierwszy dom -zamyśliłam się wyobrażając sobie piękny przytulny domek z ogrodem ...
- A w wakacje będę podróżnikiem. Będę jeździł po dżunglach i szukał różnych robaków i będę robił im zdjęcia ....
Blech.
Zastanawiam się jak to możliwe, że jesteśmy spokrewnieni?!
A tym czasem szukam nowej pracy, szkolę się i działam powolutku.
czwartek, 14 marca 2013
IDZIE WIOSNA, CHYBA ŻE SIĘ ROZMYŚLIŁA
Na pewnym portalu społecznościowym, ktoś zamieścił zdjęcie z komentarzem w stylu (zacytuję co pamiętam bo odnaleźć nie mogę) "Wiosna zrobiła takie wejście, że zima wróciła żeby popatrzeć".No i się napatrzeć nie może, bo puki co za oknem jakby biało?!
Ale czuję że jest już blisko. Jeśli nie wiosna to święta na pewno. Rodzinną tradycją się stają wyjazdy przedświąteczne na nocny dyżur stomatologiczny. Za każdym razem inny potomek. Na szczęście opcje - co do potomstwa- się wyczerpały. Chyba że los padnie na innych członków rodziny. Bądźcie czujni.
W każdym razie jeden z moich ulubionych synów okazał się dzielnym zuchem.
- Nie płacz słoneczko - pocieszała pani dentystka spłakanego jak bobra Mariana - Nic się nie bój!
- Ale ja się nie boję - odpowiedział przez łzy - tylko mnie boli.
Pani była ciut zdziwiona. Że jak to tak?! Że dziecko samo buzię otwiera? Że nie ucieka z paszczą?! Że tylko się wypytuje i z ciekawością na wszystko patrzy?!
CUD jakiś!
Teraz dzielnie czekamy aż sen przyjdzie i leki przeciwbólowe zaczną działać.
To będzie ciężka noc!
Chciałam z tego miejsca również nadmienić, że na pogotowiu dentystycznym w ŁODZI wbrew ogólnie przyjętej opinii pracują bardzo sympatycznie lekarze.
Wizyta nie była traumatyczna - UFFFFF.
Jest szansa że dla potomstwa mego dentysta nadal będzie przyjacielem. Nie ulubionym może, ale jednak.
piątek, 8 marca 2013
BYLE DO WIOSNY
Wolne mi nie służy.
Jak zwykle nie mam na nic czasu, bo znajduję sobie milion zajęć.
W tym tygodniu na ten przykład odwiedzam moją Gruszkę, która szczęśliwie urodziła synka Dawida.
W moim mieszkaniu panuje ład i porządek taki, że gdyby przysłali kogoś z sanepidu, zapewne zamknęli by ten lokal. Nie to że syf z gilem, ale wszystko wszędzie (czyt. pod ręką) bardziej niż zwykle. Któregoś dnia wyprasowałam wszystko co się dało. Ci którzy mieli przyjemność mnie poznać, pewnie nie byliby w stanie sobie tego wyobrazić.
"Miszczem" kulinarnym tez zapewne nie zostanę. Okazuje się że potrafię przypalić nie tylko ryż czy zapiekanki, ale również ugotować wodę na twardo, zrobić zupę - krem bez blendera ... Na szczęście potomstwo jada obiady w szkole.
Dzisiaj przyszła do mnie koleżanka oddać mi pożyczoną walizkę. Przyszła o 14, wyszła po 22. Taka ciężka walizka była. W między czasie, przy okazji obcięłam włosy mojej mamie, synowi koleżanki, Selerowi, koleżance i zrobiłam jej (koleżance) pasemka.
Zaczynam marzyć o dniu kiedy będę chodziła do następnego dnia w piżamie i będę robiła nic.
Punktem kulminacyjnym dzisiejszego dnia była wizyta kuriera o nieprzyzwoitej jak na "doręczyciela przesyłek" porze.
O 21 zadzwonił domofon
- Przesyłka dla pani M.Sz-G
Moim oczom ukazało się ...
Sądząc po reakcji kuriera, moja mina była bezcenna.
DZIĘKUJĘ
I tym oto optymistycznym akcentem zamykam tydzień. Bo weekend to tylko chwila oddechu przed następnym tygodniem.
A patrząc za okno na świeże zaspy śniegu, chciałoby się powiedzieć:
Byle do wiosny!
Jak zwykle nie mam na nic czasu, bo znajduję sobie milion zajęć.
W tym tygodniu na ten przykład odwiedzam moją Gruszkę, która szczęśliwie urodziła synka Dawida.
W moim mieszkaniu panuje ład i porządek taki, że gdyby przysłali kogoś z sanepidu, zapewne zamknęli by ten lokal. Nie to że syf z gilem, ale wszystko wszędzie (czyt. pod ręką) bardziej niż zwykle. Któregoś dnia wyprasowałam wszystko co się dało. Ci którzy mieli przyjemność mnie poznać, pewnie nie byliby w stanie sobie tego wyobrazić.
"Miszczem" kulinarnym tez zapewne nie zostanę. Okazuje się że potrafię przypalić nie tylko ryż czy zapiekanki, ale również ugotować wodę na twardo, zrobić zupę - krem bez blendera ... Na szczęście potomstwo jada obiady w szkole.
Dzisiaj przyszła do mnie koleżanka oddać mi pożyczoną walizkę. Przyszła o 14, wyszła po 22. Taka ciężka walizka była. W między czasie, przy okazji obcięłam włosy mojej mamie, synowi koleżanki, Selerowi, koleżance i zrobiłam jej (koleżance) pasemka.
Zaczynam marzyć o dniu kiedy będę chodziła do następnego dnia w piżamie i będę robiła nic.
Punktem kulminacyjnym dzisiejszego dnia była wizyta kuriera o nieprzyzwoitej jak na "doręczyciela przesyłek" porze.
O 21 zadzwonił domofon
- Przesyłka dla pani M.Sz-G
Moim oczom ukazało się ...
Sądząc po reakcji kuriera, moja mina była bezcenna.
DZIĘKUJĘ
I tym oto optymistycznym akcentem zamykam tydzień. Bo weekend to tylko chwila oddechu przed następnym tygodniem.
A patrząc za okno na świeże zaspy śniegu, chciałoby się powiedzieć:
Byle do wiosny!
piątek, 1 marca 2013
DO WZIĘCIA
Młoda, piękna, skromna, z poważną wadą wzroku (ale to może być i zaletą, bo wielu rzeczy dzięki temu nie dostrzegam) szuka przystojnego, nadzianego, może być z lekkim akcentem, najlepiej bruneta lub rudego, chociaż innych opcji nie wykluczam.
W sumie to może nawet być kobieta - długonoga blondynka, brunetka lub łysa. Opcji z tą samą płcią nie próbowałam jeszcze. A co tam, raz się żyje.
Jednym słowem SZUKAM NOWEGO PRACODAWCY.
Mój uroczy szef po wczorajszych kłamstwach prosto w oczy, że będzie cudnie, wspaniale, miód rzeką płynący, wręczył mi wypowiedzenie jak już wychodziłam. Domyślam że upije się dzisiaj z radości (on znaczy się).
W związku z powyższym, poprzedni post można uznać za nieaktualny.
Z tą książką też żartowałam jakby co.
Czekam na ciekawe propozycje ;)
W sumie to może nawet być kobieta - długonoga blondynka, brunetka lub łysa. Opcji z tą samą płcią nie próbowałam jeszcze. A co tam, raz się żyje.
Jednym słowem SZUKAM NOWEGO PRACODAWCY.
Mój uroczy szef po wczorajszych kłamstwach prosto w oczy, że będzie cudnie, wspaniale, miód rzeką płynący, wręczył mi wypowiedzenie jak już wychodziłam. Domyślam że upije się dzisiaj z radości (on znaczy się).
W związku z powyższym, poprzedni post można uznać za nieaktualny.
Z tą książką też żartowałam jakby co.
Czekam na ciekawe propozycje ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

