Strony

czwartek, 8 listopada 2012

JEST SPOSÓB

Jest sposób!
To pewne. Jeszcze nie wiem jaki, ale się dowiem prędzej czy później. Pewnie później, tylko oby nie za późno. Jest sposób na odmładzanie! Odkryty przez mojego syna. Chyba że podpatrzył go gdzieś i sam wykorzystał "niewiemkiedy".
To co wiem na pewno: obyło się bez skalpela, SPA i innych ingerencji ...

- Ciociu, ty nie lubisz jabłek? - zapytał zdziwiony Marcin opiekunki
- Wiesz, nie przepadam.
- Jak to jest możliwe? - ciężko było uwierzyć roślinożercy pochłaniającemu owoce i warzywa w ilościach hurtowych, że ktoś może nie lubić świeżych jabłek!
- Wiesz, jak byłam młoda, to bardzo lubiłam (ciekawe kiedy zaczyna się starość, jesli "ona" nie jest już młoda). Teraz wolę na przykład banany ...
- No tak. - dodał z wyrazem pełnym zrozumieniem młody - Jak ja byłem duży, to tez lubiłem banany.
- Jak byłeś duży?!
- Eheś - Marian przebywał w swoim zamyśleniu gdzieś pomiędzy Jowiszem, a Saturnem, bo jeszcze łapał kontakt z bazą ale jakby już przez mgłę.
- A teraz nie lubisz?!
- Nie nie, lubię bardzo ...

Jakie to szczęście, że znów jest piękny i młody. Żyłabym ze świadomością że coś mnie ominęło.
Jak się już dowiem co to za sposób, to go przetestuję. Jak zadziała, to się z wami nim podzielę.
Mam nadzieję tylko że za bardzo się nie cofnę (w rozwoju), bo wtedy już tylko zostanie mi chodzenie z potomstwem na imprezy i szukanie swojej połówki w gronie ich znajomych. Chyba że w międzyczasie znajdzie się desperat, który bez "cofania się" (mu oraz mnie - w rozwoju) się zainteresuje ;)
Ja to chyba wolałabym się zatrzymać niż cofnąć. Może dostępna będzie wersja medium?!

wtorek, 6 listopada 2012

ALERGIA

Na widok Tosi ozdobionej pięknym,rumieniem w czerwonym kolorze, sama dostałam wysypki.
Moją reakcję alergiczną pogłębiły moje dzieci!!!

Dzisiaj mam ALERGIĘ na me potomstwo!
  1. Śmierdzą rybą (babcia przyniosła).
  2. Jeden uważa że cały świat jest dzisiaj przeciwko niemu z rodzicielką na czele, bo poprosiła np o spakowanie plecaka do szkoły.
  3. Drugi z trzecim pokłócił się o krzesło stojące na środku pokoju.
  4. Kolejni dwaj posprzeczali się o bajkę jaką będą oglądać na dobranoc.Po wyłączeniu przeze mnie komputera (bo tak, bo nie będą się wyzywać o tej ani o żadnej innej porze), cała zgraja strzeliła focha i z wyrazem twarzy "nic do mnie nie mów kobieto" zaległa pod kołdrami.
  5. Jak tylko rodzicielka posadziła swoje szanowne na kanapie z nadzieją na minut kilka w stanie "nicnierobienia", rozległo się donośne "mamowanie". Do 7go pietra słyszeli na bank. Nie zagłuszył go nawet telewizor i zamknięte drzwi (o ile drzwi mogą zagłuszać)
  6. Jeszcze jeden dopominał się o buziaka na dobranoc, nadal śmierdząc rybą, pomimo umycia zębów.
  7. Następnego boli palec i domagał się zwolnienia z zajęć WF-u. Po moim stanowczym sprzeciwie, stwierdził że ma mnie dość.

Ja ich dzisiaj też.
Tego wieczoru miałam wrażenie ze nastąpiło cudowne rozmnożenie i że z moich dzieci szt 2 zrobiło się całe stado marudzących istot.
Dobrze że już śpią.

Jutro będzie nowy dzień. Oby tylko wszyscy się wyspali.

niedziela, 4 listopada 2012

ANIELSKA NIEDZIELA

- Młody, jak się nie uspokoisz, to cię wydziedziczę
- A co to znaczy? - zapytał zainteresowany Marian
- To znaczy, że jak umrę, nie dostaniesz spadku po mnie. Żaden majątek, kasa, samochody ... (oczywiście zakładam że zanim żywota dokonam, zdążę czegoś się dorobić poza nerwicą i garbem)
- OK - zero emocji
Zaczęłam w duchu chwalić potomka, że dobrze wychowany, że nie jest materialistą ....
- Ale nie martw się - dodał po chwili - mieszkanie nie przepadnie. Zaopiekuję się naszym - twoim domkiem (39m2 w bloku awansowało na domek). W razie czego zmienię nazwisko i je sobie wezmę.

No i mam kombinatora.

A z innej beczki.
Znowu lepię, lepię, lepię i maluję. Moje potomstwo ze mną dzielnie maluje robiąc anioły - Afroamerykanów (ciemnoskóre), rasta z dredami, szczerbate i z 1 zębem. Twórczość taka, że trzymajcie mnie.

A ja postanowiłam że poza rozdawaniem ich na prawo i lewo, będę je sprzedawać. Ale nie tak, żeby zarobić na nowego mercedesa, nie.
Mój syn najmłodszy okazał się kumulacją talentów i zainteresowań. Zamiast rozłożyć się na wszystkich sprawiedliwie, on zgarnął prawie wszystko, albo tylko on się ujawnia.
Poza duszą artystyczną, okazał się niezłym pływakiem. Po 3 lekcji, przepłynął całą długość zbiornika wodnego potocznie basenem zwanym, zadziwiając wszystkich oraz powodując że rosnę z dumy ...
Młody na samą myśl o tym że idzie pływać, aż się trzęsie (z radości). Ponieważ placówka oświatowa do której uczęszcza nie umożliwia takiego rozwoju fizycznego, radze sobie sama. No nie zupełnie sama. Płacę ja, ale korzystam z uprzejmości moich koleżanek, które wożąc swoje pociechy, zabierają także i Mariana. Ja co prawda jestem z tej, no, wyższej pie.... sfery znaczy się. Codziennie inny szofer, codziennie inna bryka (volvo, jelcz i inne), ale mimo wszystko ograniczona jestem w temacie transportu dzieci bardzo.
Tak więc młody chodzi na basen raz w tyg. Mam ambitny plan, zarobić na aniołach na dodatkową godzinę w tygodniu. Wychodzi mniej więcej 3-4 anioły za godzinę basenu, więc chyba jest szansa. Już na pierwszą dodatkową mam. W listopadzie zostały jeszcze 3.

Tak więc jeśli ktoś z was, moich ulubionych czytelników, marzyłby o nabyciu drogą kupna za symboliczną kwotę jakiegoś "solankowego" osobnika, to zapraszam.
Mogę zrobić coś na specjalne zamówienie. W planach mamy również ozdoby choinkowe, ale to jeszcze trochę.

Kontakt do mnie większość z was ma. Jeśli nie, piszcie przez stronę.

Poniżej to, co udało mi się robić podczas tego weekendu.
oraz link do ALBUMU, w którym jest część rzeczy które do tej pory zrobiłam. 






niedziela, 28 października 2012

7 NIEBO

Dzieciom niewiele do szczęścia potrzeba. Moim wystarczył przyjazd taty. 
W perspektywie miałam cały długi weekend bez potomstwa.
Jak to w takich sytuacjach bywa, nie wiedziałam co zrobić z taka ilością czasu.  Ostatnio jak ich nie było, zrobiłam remont mieszkania, ale wtedy miałam na to ponad miesiąc. Cóż można zrobić w 2 dni?!
Pomysłów było kilka. Został zrealizowany jeden.
Piękny sobotni dzień spędziliśmy razem. Tylko ja i ON.
Leżeliśmy cały dzień pod kocykiem,  nie robiąc kompletnie nic. No może tylko pranie, i 30 aniołów.
Zapomniałam już jak może być z nim cudnie.
Ale jak to w życiu bywa, wszystko co dobre, musi się skończyć. Czasem wcześniej niż planowaliśmy to na początku.

- Mamo, my chcemy do domu! - w słuchawce telefonu zabrzmiał głos zapłakanego potomka.

Okazało się że w 5 osobowym samochodzie, nie ma miejsca na 3 dorosłe osoby i 2szt dzieci. Nie mogli więc odwieźć taty na lotnisko.

 Cóż matka robi w takiej sytuacji?!  Staje na głowie, rzęsach oraz innych ewentualnych częściach ciała, które na co dzień to stawania nie są używane! Nie zważając na zaspy śnieżne (bo oto mamy regularną zimę w październiku), wiatr, ziąb i inne przeciwności losu ...
Pożegnałam grzecznie swojego gościa. Podziękowałam że był, bo gdyby nie to, to pewnie gdzieś bym polazła i po potomstwo pojechać bym nie mogła.  Przeprosiłam i obiecałam kolejne urocze spotkanie. Na szczęście nie obraził się - mój niezastąpiony LEŃ!!

W perspektywie miałam pokonywanie zasp w drodze po dzieci autobusami,tramwajami, ewentualnie piechotą.
Na szczęście znalazł się taki, co to poświęcił dopiero co otworzone piwo i pojechał ze mną po potomstwo - DZIĘKI!!!

I tak oto 7 NIEBO moich dzieci trwało całą dobę, dokładnie tyle ile moja randka z LENIEM.
I mamy znowu niedzielną sielankę. Wszyscy w komplecie i śnieg za oknem.
Piękna październikowa zima.

Efekt mojego lenistwa.


poniedziałek, 22 października 2012

ZDRADZIŁAM

Zdrada jest nieopłacalna. Tak przynajmniej jest w moim wypadku. A że jednostką w tym temacie jestem niewyuczalną to mam.

Miało być miło.
Nowe doświadczenia w domowym zaciszu no i korzyści materialne również.
Wyszło jak zwykle.
To już chyba trzeci raz, kiedy się o tym przekonałam.
Tego faceta się nie zdradza. Jest najlepszy na świecie - przynajmniej dla mnie. Żaden inny nie jest w stanie mu dorównać.
Raz tylko znalazła się jedna kobieta - moja koleżanka, z którą kiedyś pracowałam, która umiała go godnie zastąpić. Ale kontakt nam się urwał ...


ZDRADZIŁAM swojego fryzjera.
Powierzyłam swoje przecudnej urody włosy znajomej. Na pewno jest świetnym fachowcem, ale z moją specyficzną głową nie bardzo sobie poradziła. Dlaczego nie poszłam od razu do FRYZJERA PRZEMKA?! - Bo miało być taniej i z pewnością genialnie.
Skończyło się jak zwykle, wizytą u wspomnianego czarodzieja w celu uratowania tego co zostało i doprowadzenia mnie do stanu używalności.

Na szczęście włosy nie zęby - odrastają

wtorek, 16 października 2012

CZY JEST NA SALI LEKARZ?

Był miły, zimny, mokry wieczór.
Dzieci już dawno poszły spać.
Postanowiła zapalić. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, udała się na balkon. Znalazła nawet papierosy. Zorientowała się jednak, że nie ma na parapecie zapalniczki.
Udała się więc po nią do kurtki. Kiedy znalazła się w przedpokoju, przez jej czoło myślą niezmącone nie przebiegł pomysł aby zanurzyć dłoń w przepastnej kieszeni w poszukiwaniu celu. Nawet nie wpadła na to że o czymś zapomniała. Uznała że szła do łazienki, żeby się wykąpać.
Wzięła prysznic, powiesiła pranie ...
O tym, że chciała zapalić, przypomniał jej 2 godziny później papieros samotnie leżący na parapecie gdzieś pomiędzy doniczką i zdjęciem dzieci.
Była już zbyt zmęczona, a pogoda za oknem niezbyt sprzyjająca wyjściu na balkon w celu realizacji planu.
Poszła spać.

Czy kwalifikuję się już na terapię?
Czy jest na sali lekarz?

czwartek, 11 października 2012

SKLEROZA?!

- Od czego boli cię brzuszek?
- Nie wiem, ale boli mnie jak siedzę i stoję. W ogóle to cały czas mnie boli.
- Może coś zjadłeś? - usiłowałam znaleźć powód Marianowych dolegliwości.
- Nie, nie mam apetytu.
- A kiedy robiłeś siku?
- Wczoraj rano?! - oznajmił z niepewnością.
- I od wczoraj nic?
- Nie. Zapomniałem!

Ot i mamy winowajcę. Skleroza! Marian zapomniał od 2 dni zrobić siku!
Po problemach, które skończyły się kilkudniowym pobytem w szpitalu z wycięciem dziwnych rzeczy z pęcherza potomka, na dźwięk "infekcja pęcherza" dostaję drgawek.

Podejrzenie - zapalenie dróg moczowych.
Po lekach pamięć mu wróciła. Czekamy na wyniki badań.

To, że ja zapominam o różnych rzeczach, wie każdy.
Moi znajomi przyzwyczaili się już do tego. Przypominają mi o wszystkich, nawet najbardziej oczywistych oczywistościach. Ale żeby zapomnieć gdzie jest toaleta?
Zaniki pamięci rzuciły mu się dziwnie. Nie zapomniał o odrobieniu lekcji. Nawet tych, których nie miał zadanych, wywołując niemałe zamieszanie wśród kolegów i koleżanek.

Taka wybiórcza skleroza z urojeniami.

poniedziałek, 8 października 2012

PODMIANKA?!

- Człowieku, daj sobie na dzisiaj spokój z lekcjami.
- Mamo, ale ja nie mogę!
- Marian, jest piątek, godzina 21:30. Cały weekend przed tobą.
- Ale ja nie mogę się powstrzymać.
- Synu, jutro rano, jak wstaniesz wyspany, to zrobisz szybciej i dokładniej. Ja też będę wyspana, to ci pomogę, bo teraz już nawet liter nie odróżniam.
- Mamo, ale ja się niepokoję, że nie zdążę, bo mam tyle zadane.
- Kochanie, ale jutro ci pomogę, zrobimy szybciutko razem.
- Mamo, ale ja nie będę mógł zasnąć z obawy że nie zdążę ...
- MARIAN!!!!! - zawyłam korzystając z okazji że nie ma jeszcze 22, oraz pokazując wszystkim przebywającym w pokoju moją świeżo zaplombowaną górną 6.
- Tak? - zapytał spokojnie znad książek
- Natychmiast to zostaw i odmaszeruj do łóżka!
- Ale jak nie zdążę to będzie twoja wina!

Masakra. Jeszcze dni kilka temu, trzeba było podstępem do lekcji zagonić., Dostało to to takie małe przez przypadek chyba 6 i kilka piątek i się rozkręciło tak, że klękajcie narody.

Na własnej krwi wyhodowałam KUJONA


W ciągu następnych 15 rozegrało się co następuje.
- Marian wstał od stołu. Zastygł w pozycji "zamyślony" przez ok 3 min
- przykucnął koło kanapy na której siedziałam - ok 2 min
- uklęknął zaraz obok - ok 2 min
- usiał na podłodze obok kanapy z głową w między kolanami - ok 5min
- płynnie zsunął się do pozycji półleżącej-podpartej na łokciu - ok 2min
- z gracją przeszedł do pozycji "lezący na brzuchu" z nogami ugiętymi w kolanach

Nie sądziłam, że kiedyś zobaczę mojego syna, który zasnął na podłodze w drodze do swojego pokoju.
WYKOŃCZONY KUJON


P.S.
Potomek starszy nie został w tyle. Umył się, przebrał w piżamkę i zasnął nad lekturą. Obudziwszy się nad ranem, pierwsze co zrobił to złapał się za nią!


PODMIENILI MI DZIECI!!!

sobota, 6 października 2012

PIWNICOWY POTWÓR

- Wam to się do piwnicy chyba ktoś włamał! - przekazała nowinę mojej mamie sąsiadka
- Wysypanie gwoździe, śrubki, drzwi rozwalone. Widać że ktoś przy zawiasach grzebał ...

Jakaż radość wielka moja nastała. Wszak ciemne piwnicę są na jednym z pierwszych miejsc, które lubię najbardziej. Nie dodałam że od końca?!
Nie zejdę sama do piwnicy, choćby skały srały i żabami padało.
Swoją drogą, złodziej to musiał być złośliwą jednostka nad wyraz. Dzień wcześniej uprosiłam Sebastiana żeby ze mną tam zszedł w ciemne zakamary bloku mieszkalnego, gdzie komórka moja się mieści, w celu przytargania obuwia zimowego.  Dał się wykorzystać bez bicia. W sumie to nie wiadomo kiedy taka okazja by się znowu natrafiła. Tylko jakoś nie udało nam się zgrać dni ze złodziejem. Następnym razem wywieszę grafik chyba.
Przez moment to nawet rozważana była opcja czy ten złodziej jeden z drugim (bo to już prawie cały gang się zrobił)  nie został przypadkiem przygnieciony przez klamoty i teraz konają tam w męczarniach w mojej piwnicy. Musieli by się jednak dobrze przytulić, bo pomieszczenie to jest wielkości ciasnego kibla, o zwiększonej pojemności. Bo jak wytłumaczyć fakt, że na powierzchni 0.5x1m zmieścił się regał na klamoty, choinka, stare opony chyba, kartony z bombkami, z butami, narzędziami  i śmieci innych 3 tony.

Tak więc problem powstał.
Roztrząsany dzień i noc (bo śniłam o tych zakamarach także), podczas spaceru z Rybką i psem.
Swą pomoc zaproponowała mi Ola (koleżanka moja, mama koleżanki Mariana, z którą to wraz z Rybką ostatnio wychodzimy z psem/psami). Dziewczę drobniutkie, malutkie, przy którym to ja wyglądam jak BABA. Nie to żebym na co dzień drobną i szczupłą dziewczynką była, ale moje "możliwości" rosną kiedy stoję przy jednostkach zagrożonych zdmuchnięciem przez wiatr. Takie zestawienie kontrastów.
W pierwszej chwili pomyślałam, ze niewiasta żartować sobie raczy. Okazało się że nie, (jak już byłam po). Na szczęście wybaczyła mi nietakt (mam taką nadzieję).
Do piwnicy na ochotnika żwawo i radośnie poszło ze mną całe stado w postaci potomstwa mego.

- O rany, ale tu strasznie i ciemno - skomentował się jeden z bohaterów ...

Odbyło się wszystko nad wyraz szybko, bez ofiar i upływu krwi.
Gwoździe , śrubki, nakrętki walały się po piwnicznym korytarzu. Pikanterii wszystkiemu dodawał półmrok oraz smród trutki na szczury. Kilka pomieszczeń dalej słychać było kapanie kropli wody ...

Okazało się, że będąc tam ostatni raz (dzień przed katastrofą odkrytą przez sąsiadkę) karton z narzędziami został postawiony "na szczycie" .... i się przechylił na tyle stanowczo, że ułatwił śrubkom, nakrętkom i innym gównom uwolnić się z pojemnika (wiaderka) oraz radośnie rozbiec się po korytarzu.

Zastanawiam się tylko skąd te przypuszczenia że z drzwiami coś było nie tak?!
Chyba że złoczyńca był na tyle kulturalny, ze naprawił po sobie drzwi, tylko wiadereczko mu się spierniczyło ?!


piątek, 5 października 2012

RZĘSY

Nie, nie chodzę na rzęsach, chociaż są przecudnej urody.
Ja się na nich opieram, żeby ry ..... to znaczy twarzą nie walić w stół.

- Mamo, czy ty jesteś zła, albo smutna? - Marian wykazał szczyptę troski o stan rodzicielki swojej
- Nie synku, po prostu zmęczona.
- W sensie że od czego?
- Kochanie, jest 21. Właśnie wchodzimy do domu, z którego wyszłam dzisiaj o 8:15. Ja tylko padam z nóg.
- I wcale nie byłaś w domu?!
- Byłam, zabrać spodnie dla cioci o których zapomnieliście.
- Nie zmienia to faktu, że jednak byłaś.

Jakie dowcipne to moje dziecię ...