- Dziecko, chodź podetniemy ci trochę włosy ... - zaproponowałam nieśmiało jakiś czas temu swojemu potomkowi. Zarósł wszak niemiłosiernie.
- Mamo, no proszę cię. Nie obraź się, ale wiesz, ty jesteś mamą a nie fryzjerką. Raczej się nie znasz!.
Co prawda to prawda. Fryzjerką (przynajmniej z zawodu) nie jestem. Ale czy tak zupełnie się nie znam?! Jak wszystkim wiadomo, matki posiadają wiele różnych funkcji, niektórych nawet bardzo pożytecznych. Jedną z moich jest pasja znęcania się nad włosami - cudzymi. Nie wyobrażałam sobie jednak przykutego młodego do krzesła, ścinanego na siłę. Mógłby jeszcze o naruszenie swobody własnej osoby mnie posądzić i nie odzywać się co najmniej kilka dni. Odpuściłam więc, choć nie powiem, perspektywa "cichego tygodnia" kusiła ...
W perspektywie niedalekiej, a raczej bliskiej bardzo pojawił się wyjazd potomstwa na ferie zimowe. Niby w czapkach bo zimno, niby nic nie widać, ale czasem nakrycie głowy zdejmować chyba będą?! Przekonałam potomstwo, w liczbie szt 2, na zmianę fryzur. Oczywiście pod ręką profesjonalisty. Bo przecież matka wiekowa, staroświecka się nie zna.
Jakże ciekawe były ich miny po wyjściu od fryzjera ...
Chłopcy płakali pół drogi do domu.
- Mamo, jakie to szczęście że mamy ferie. Przez najbliższe 2 tygodnie nie wychodzę z domu, a już na pewno nie zdejmuję czapki. I niech nikt nie waży się nas odwiedzać - zanim mi włosy nie odrosną! - oznajmił Marian
- Wiesz, chyba jednak ty ścinasz najlepiej na świecie! - ze łzami w oczach wyszeptał Krzyś.
To że pani fryzjerce nie poszło, to trzeba jej przyznać. Ale od czego jest najlepsza na świecie rodzicielka?! Od ratowania pociech swych ukochanych!
Krzysia włoski wyrównane. Znowu wygląda jak syn. Marian potargany i wy-żelowany stwierdził że przeżyje odrastanie i jak tylko grzywka będzie miała więcej niż 2 mm poprosi o "naprawienie" moją ręką.
Wiara w rodzicielkę odzyskana! Pewnie przez najbliższe kilka miesięcy będę mogła znowu z radością pastwić się nad ich włosami wymyślając ogólnie akceptowalne dziwactwa. Szkoda tylko że słono mnie to kosztowało.
Rysunek made byMEAART
poniedziałek, 30 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
POBUDKA
Normalnie, godzina 6 rano wydaje się być bardzo niehumanitarną jeśli chodzi o wstawanie. Tego dnia jednak, coś się zmieniło...
- Mamo, już się ubrałem - dotarło do mnie z za światów, kiedy to właśnie rozkoszowałam się w najlepsze urokami snu, już nie tak głębokiego.
- hyyy?? - wydobyło się z wnętrza mnie. Nie byłam w stanie wyartykułować nic więcej, ponieważ nie mogłam złapać kontaktu "z bazą"
- Ubrałem się już, umyłem zęby. Czy zanim zrobisz mi śniadanko, mogę włączyć sobie komputer? - zapytał słodko.
- Ok, ale obudź Krzysia, ja już wstaję.
To powiedziawszy, zamknęłam oczy na minutkę, marząc żeby to był tylko jakiś głupi żart. Usłyszałam z daleka ...
- Krzysiu wstawaj! Krzysiu! Krzysiek ...
Po chwili Marianowe wołanie zabrzmiało nad moją głową.
- Mamo, chyba nie powinienem jeszcze krzyczeć co?
- No raczej nie, bo normalni ludzie jeszcze śpią.
- No, a on wcale nie chce wstać! - dodał oburzony.
Podniosłam swój zwłok i kątem oka spojrzałam na zegarek, a że wzrok mam średniej jakości, w ciemności wymacałam okulary, bo coś dziwne cyfry mi się bez nich ukazywały.
Jakże wielka radość moja nastała.
- Synu, jest 2:20! Środek nocy. Możemy jeszcze SPAĆ!
- To ty sobie pośpij, a ja sobie pogram i obejrzę bajkę.
Rozczarował się biedak, kiedy zdecydowanie poprosiłam aby w trybie natychmiastowym znalazł się w łóżku.
Tak o to marzenie o śnie nieco dłuższym niż 2 godziny się spełniło.
Następnej nocy, Marian znowu usiłował wykorzystać nocne przebudzenie.
- Mamo, jest 2ga, a ja się już wyspałem. Mogę ... yyyy ... czy może nie?! Chyba lepiej pójdę spać?!
- Brawo. SPAĆ! Ale najpierw powiedz mi nazwy miesięcy!
- Styczeń, luty, marzec ....ja chyba jednak jestem śpiący. Ale to jest terror, żeby w środku nocy dziecko przepytywać.
Od tej pory nawet nie usiłuje wstawać wcześniej niż przyzwoitość pozwala, a nazwy miesięcy wyrecytuje nawet w środku nocy!
Rysunek made by MEAART
- Mamo, już się ubrałem - dotarło do mnie z za światów, kiedy to właśnie rozkoszowałam się w najlepsze urokami snu, już nie tak głębokiego.
- hyyy?? - wydobyło się z wnętrza mnie. Nie byłam w stanie wyartykułować nic więcej, ponieważ nie mogłam złapać kontaktu "z bazą"
- Ubrałem się już, umyłem zęby. Czy zanim zrobisz mi śniadanko, mogę włączyć sobie komputer? - zapytał słodko.
- Ok, ale obudź Krzysia, ja już wstaję.
To powiedziawszy, zamknęłam oczy na minutkę, marząc żeby to był tylko jakiś głupi żart. Usłyszałam z daleka ...
- Krzysiu wstawaj! Krzysiu! Krzysiek ...
Po chwili Marianowe wołanie zabrzmiało nad moją głową.
- Mamo, chyba nie powinienem jeszcze krzyczeć co?
- No raczej nie, bo normalni ludzie jeszcze śpią.
- No, a on wcale nie chce wstać! - dodał oburzony.
Podniosłam swój zwłok i kątem oka spojrzałam na zegarek, a że wzrok mam średniej jakości, w ciemności wymacałam okulary, bo coś dziwne cyfry mi się bez nich ukazywały.
Jakże wielka radość moja nastała.
- Synu, jest 2:20! Środek nocy. Możemy jeszcze SPAĆ!
- To ty sobie pośpij, a ja sobie pogram i obejrzę bajkę.
Rozczarował się biedak, kiedy zdecydowanie poprosiłam aby w trybie natychmiastowym znalazł się w łóżku.
Tak o to marzenie o śnie nieco dłuższym niż 2 godziny się spełniło.
Następnej nocy, Marian znowu usiłował wykorzystać nocne przebudzenie.
- Mamo, jest 2ga, a ja się już wyspałem. Mogę ... yyyy ... czy może nie?! Chyba lepiej pójdę spać?!
- Brawo. SPAĆ! Ale najpierw powiedz mi nazwy miesięcy!
- Styczeń, luty, marzec ....ja chyba jednak jestem śpiący. Ale to jest terror, żeby w środku nocy dziecko przepytywać.
Od tej pory nawet nie usiłuje wstawać wcześniej niż przyzwoitość pozwala, a nazwy miesięcy wyrecytuje nawet w środku nocy!
Rysunek made by MEAART
czwartek, 5 stycznia 2012
Z serii ważne telefony
- MamoOo - usłyszałam Marianowe w słuchawce telefonu - bo wiesz co?! Ja dostałem uwagę. Ale ją zakleiłem, bo pani dawała karteczki ... i przykleiłem ...
- I...? - czekałam na ciąg dalszy opowieści.
- Bo to znaczy że ona jest, ale jakby jej nie było?!
- No w zasadzie to tak
- I wściekła jesteś na mnie?
- Wiesz, nie powinieneś tak robić, ale się sam przyznałeś, więc nie.
- I nie urwiesz mi głowy? - zapytał zdziwiony
- Mogę się pozłościć i wymyślić jakąś karę, ale generalnie to nie widzę takiej potrzeby
- To kiedy wracasz? - zapytał odetchnąwszy z ulgą.
Ciekawe czy gdybym zagroziła rozczłonkowaniem ciała, albo chociaż szlabanem na komputer w dniu dzisiejszym, to wymieniłby zamki?!
A może starałby się udobruchać swoją rodzicielkę tak zwanym podlizywaniem?! I chociaż czynność ogólnie uznana za mało higieniczną, mogłaby w tym przypadku zaowocować na ten przykład kolejnym pięknym malowidłem, albo co najmniej porządkiem na biurku (jeśli uznałby iż przewinienie popełnione, było ogromne)
Następnym razem będę musiała mocno się zastanowić zanim powiem ostatnie zdanie.
Rysunek made by MEAART
- I...? - czekałam na ciąg dalszy opowieści.
- Bo to znaczy że ona jest, ale jakby jej nie było?!
- No w zasadzie to tak
- I wściekła jesteś na mnie?
- Wiesz, nie powinieneś tak robić, ale się sam przyznałeś, więc nie.
- I nie urwiesz mi głowy? - zapytał zdziwiony
- Mogę się pozłościć i wymyślić jakąś karę, ale generalnie to nie widzę takiej potrzeby
- To kiedy wracasz? - zapytał odetchnąwszy z ulgą.
Ciekawe czy gdybym zagroziła rozczłonkowaniem ciała, albo chociaż szlabanem na komputer w dniu dzisiejszym, to wymieniłby zamki?!
A może starałby się udobruchać swoją rodzicielkę tak zwanym podlizywaniem?! I chociaż czynność ogólnie uznana za mało higieniczną, mogłaby w tym przypadku zaowocować na ten przykład kolejnym pięknym malowidłem, albo co najmniej porządkiem na biurku (jeśli uznałby iż przewinienie popełnione, było ogromne)
Następnym razem będę musiała mocno się zastanowić zanim powiem ostatnie zdanie.
Rysunek made by MEAART
sobota, 31 grudnia 2011
HAPPY NEW YEAR
Podsumowanie minionego roku ...
Bilans ogólny wychodzi raczej na +, bo jakże mogłoby by inaczej.
Jesteśmy zdrowi, mam pracę. Wzbogacona o kilka życiowych doświadczeń, przez co mądrzejsza?!
Pewnie i kilka małych dobrych uczynków na koncie by się znalazło.
Jest SUPER.
Postanowienia noworoczne?!
- będę lepszym człowiekiem
- będę mniej krzyczeć i przestanę być wredną jędzą
- zacznę pisać książkę - wymyślenie np tytułu to również można uznać za początek
- moje dzieci nie będą się mnie wstydzić kiedy śpiewam - przestanę śpiewać lub ograniczę się do miejsc odludnych
Prognoza długoterminowa, na najbliższe dziesięciolecie
- dorobię się samochodu
- nauczę się grać na pianinie, lub saksofonie- grę na nerwach opanowałam do perfekcji
- napiszę książkę - tą, którą zacznę w tym roku
A Wam/Nam
Bilans ogólny wychodzi raczej na +, bo jakże mogłoby by inaczej.
Jesteśmy zdrowi, mam pracę. Wzbogacona o kilka życiowych doświadczeń, przez co mądrzejsza?!
Pewnie i kilka małych dobrych uczynków na koncie by się znalazło.
Jest SUPER.
Postanowienia noworoczne?!
- będę lepszym człowiekiem
- będę mniej krzyczeć i przestanę być wredną jędzą
- zacznę pisać książkę - wymyślenie np tytułu to również można uznać za początek
- moje dzieci nie będą się mnie wstydzić kiedy śpiewam - przestanę śpiewać lub ograniczę się do miejsc odludnych
Prognoza długoterminowa, na najbliższe dziesięciolecie
- dorobię się samochodu
- nauczę się grać na pianinie, lub saksofonie- grę na nerwach opanowałam do perfekcji
- napiszę książkę - tą, którą zacznę w tym roku
A Wam/Nam
Życzę dużo miłości,
Bo jak bez miłości żyć?!
Życzę Wam/Nam radości,
Bo lepiej pogodnym być.
Kasy odrobinkę, bo choć szczęścia nie daje,
To czasem się przydaje
Mądrych decyzji, szalonych zdarzeń.
Życzę Wam/Nam spełnienia marzeń.
Życzę Wam/Nam
lepszego 2012
niedziela, 25 grudnia 2011
CZYNNE od 7 do 22
W godzinach późno wieczornych, jak na małoletnich powiedziałabym nawet nieprzyzwoicie późnych, rodzicielka potomstwa swego zasiadła wygodnie na kanapie po dłuuugim Świątecznym dniu. Zaliczyła wcześniej głupawkę wieczorną z domownikami, po czym ułożyła nieletnich do łóżek ...
- MaaaaMoooooo - rozległo się donośne z pokoju potomstwa
- Słucham ja was
- Mogę poczytać?
- Nie
- A ja? - zapytał drugi
- Nie, bo jest za późno
- Uśpisz mnie?
- Nie - odpowiedziałam grzecznie
- Czy nie czujesz potrzeby zaspokojenia naszych potrzeb?
- Owszem, ale w godzinach 7-22
- Od 7?! - zapytał Krzyś z podstępnym uśmieszkiem
- Tak, ale w dni wolne od pracy dopiero od 10:00
Zakładając że będą się stosowali do godzin pracy, jest szansa że jeszcze jutro się wyśpię.
Rysunek made by MEAART
- MaaaaMoooooo - rozległo się donośne z pokoju potomstwa
- Słucham ja was
- Mogę poczytać?
- Nie
- A ja? - zapytał drugi
- Nie, bo jest za późno
- Uśpisz mnie?
- Nie - odpowiedziałam grzecznie
- Czy nie czujesz potrzeby zaspokojenia naszych potrzeb?
- Owszem, ale w godzinach 7-22
- Od 7?! - zapytał Krzyś z podstępnym uśmieszkiem
- Tak, ale w dni wolne od pracy dopiero od 10:00
Zakładając że będą się stosowali do godzin pracy, jest szansa że jeszcze jutro się wyśpię.
Rysunek made by MEAART
piątek, 23 grudnia 2011
Wesołych Świąt
PRZY STOLE WIGILIJNYM SIADAJĄC
BIAŁY OPŁATEK W RĘKU TRZYMAJĄC
ZŁÓŻMY SOBIE ŻYCZENIA
NAJSKRYTSZYCH MARZEŃ SPEŁNIENIA
RADOŚCI, MIŁOŚCI, GWIAZDKI Z NIEBA
WSZYSTKIEGO, CZEGO NAM POTRZEBA
SZCZĘŚCIA I DNI RADOSNYCH BEZ LIKU
TYLE, ILE RODZYNEK W SERNIKU
ILE W MAKOWCU ZIARENEK MAKU - PIENIĘDZY
I JESZCZE RAZ MIŁOŚCI, RADOŚCI
... I JESZCZE WIĘCEJ
PO PROSTU CUDNYCH ŚWIĄT
Oraz kartka dla was w prezencie
niedziela, 18 grudnia 2011
X - FACTOR
Znalazła sobie w końcu godne miejsce. Stanęła na szafce, żeby na wszystkich spoglądać z góry.
Choinka.
Tak więc do świąt w zasadzie przygotowani jesteśmy.
Żeby nie było że wszystko plastikowe, kilka świeżych gałązek znalazło się w wazonie.
Wśród młodzieży wywiązała się dyskusja
- Mamy dwie choinki
- To dostaniemy po dwa prezenty! Pod każdą po jednym
- Chyba po dwie rózgi! Przecież niegrzeczni jesteśmy
- No i będziemy mieli ślady w kształcie X
- X- FACTOR
Nic tylko oczekiwać grubasa z workiem prezentów, albo rózgami dla wyróżnionych
czwartek, 15 grudnia 2011
ROZGRZEWKA
Lekcje zostały odrobione zanim jeszcze wróciłam z pracy.I potomstwo jakieś takie grzeczne.
I niania dzieci chwaliła.
I podobno Marian był grzeczny i aktywny w szkole (chociaż jak nie będę miała na piśmie, to nie uwierzę)
Jeszcze dobrze się nie zadomowiłam po powrocie z pracy, już kolacja na stole stała. Nie taka jak od Magdy Gessler (nie ujmując pani Magdzie) tylko lepsza. Zrobiona własnołapnie przez krasnale. Bo przecież nie ma to jak wszyscy razem, przy stole ...
- No to teraz mówcie czego chcecie? - zapytałam delektując się koreczkiem
- My? Nic - odpowiedział jeden
- Zupełnie nic mamo - zawtórował bratu drugi
- To co to za akcja? Coś przeskrobaliście? Czy może podlizujecie się świętemu grubasowi tuż przed GWIAZDKĄ?! - szukałam podstępu. Nigdy nie wątpiłam w to że mieszkam z aniołami, ale coś za słodko było.
- Mamo, no coś ty. My tylko tak na zapas.
I wszystko jasne. Zapobiegawczo podlizywali się cały wieczór, żeby w razie jakby co, mieć co przypomnieć.
No i zaczęło się
- Mamooooo ..... (to)
- Mamooooo ....... (tamto)
- Mamooooo ........
Na dźwięk MAMOOOOOO zaczęłam dostawać gęsiej skórki. Jakby to był napis na dropsach co najmniej.
Za którymś razem rozległo się
ŁUP, TRACH, ŁUBUDU - MaaaAaaaMmmmoooOoooo .....
Lecę, pędzę a tam Krzyś zwija się ze śmiechu na swoim łóżku. Marcin w łazience, nie do końca jeszcze ubrany po kąpieli, cały w pianie od pasty do zębów. Wszystko zachlapane niebieskim płynem do płukania ust. Obok młodego leży połamana deska sedesowa.
- No co?! Się wzięła i połamała!
Sama - jaką zdolną deskę miałam.
Chociaż, dlaczego nie?! Myć zęby stoją na kiblu?! Widoczność niezła rozprysk przy płukaniu ust - jak nigdy. A jakby się wredna nie połamała to i do lustra dałoby się spojrzeć.
Na razie straty materialne niewielkie. Ofiar w ludziach i uszczerbku na zdrowiu brak.
Coś mi mówi że to dopiero rozgrzewka.
I niania dzieci chwaliła.
I podobno Marian był grzeczny i aktywny w szkole (chociaż jak nie będę miała na piśmie, to nie uwierzę)
Jeszcze dobrze się nie zadomowiłam po powrocie z pracy, już kolacja na stole stała. Nie taka jak od Magdy Gessler (nie ujmując pani Magdzie) tylko lepsza. Zrobiona własnołapnie przez krasnale. Bo przecież nie ma to jak wszyscy razem, przy stole ...
- No to teraz mówcie czego chcecie? - zapytałam delektując się koreczkiem
- My? Nic - odpowiedział jeden
- Zupełnie nic mamo - zawtórował bratu drugi
- To co to za akcja? Coś przeskrobaliście? Czy może podlizujecie się świętemu grubasowi tuż przed GWIAZDKĄ?! - szukałam podstępu. Nigdy nie wątpiłam w to że mieszkam z aniołami, ale coś za słodko było.
- Mamo, no coś ty. My tylko tak na zapas.
I wszystko jasne. Zapobiegawczo podlizywali się cały wieczór, żeby w razie jakby co, mieć co przypomnieć.
No i zaczęło się
- Mamooooo ..... (to)
- Mamooooo ....... (tamto)
- Mamooooo ........
Na dźwięk MAMOOOOOO zaczęłam dostawać gęsiej skórki. Jakby to był napis na dropsach co najmniej.
Za którymś razem rozległo się
ŁUP, TRACH, ŁUBUDU - MaaaAaaaMmmmoooOoooo .....
Lecę, pędzę a tam Krzyś zwija się ze śmiechu na swoim łóżku. Marcin w łazience, nie do końca jeszcze ubrany po kąpieli, cały w pianie od pasty do zębów. Wszystko zachlapane niebieskim płynem do płukania ust. Obok młodego leży połamana deska sedesowa.
- No co?! Się wzięła i połamała!
Sama - jaką zdolną deskę miałam.
Chociaż, dlaczego nie?! Myć zęby stoją na kiblu?! Widoczność niezła rozprysk przy płukaniu ust - jak nigdy. A jakby się wredna nie połamała to i do lustra dałoby się spojrzeć.
Na razie straty materialne niewielkie. Ofiar w ludziach i uszczerbku na zdrowiu brak.
Coś mi mówi że to dopiero rozgrzewka.
piątek, 9 grudnia 2011
Pasje, Rudolf i ja
Różni ludzie rożnymi rzeczami zwykli się zajmować. Z zamiłowania, pasji, musu czy tez przyzwyczajenia.
My ostatnio (od jakichś 2 miesięcy) gromadnie chorujemy na ten przykład. Bo grunt żeby nikt nie czuł się osamotniony, oraz dzielić należy się z każdym.
Szczerze mówiąc nie pamiętam nawet kto zaczął, no ale w moim wieku to już nawet nie wypada mieć dobrej pamięci. Wiem tylko, że we wrześniu już się DZIAŁO, a kombinacji jak w matematyce - wiele.

Marcin
Marcin +Krzyś
Krzyś
Krzyś+Ja
Niania + Sebastian (nie wiem czy nie powinna zastanawiać mnie ta kombinacja)
Marian + Ja + Krzyś lekko w tle
Ostatnio, ktoś na widok mojego zasmarkanego klupocha ktoś zawołał "ZNOWU?!"
Cóż mi pozostało?!
Jak Krzyś baaaardzo chorował, to ja wraz ze swą empatią jednoczyłam się z nim tak bardzo, że sama się pochorowałam. Więc teraz, kiedy najbardziej cierpiało moje młodsze dziecię, miałabym je zostawić samo?
Zawsze lżej, gdy ktoś doskonale nas rozumie. Tak więc jednoczymy się.
Zaczynamy się powoli przyzwyczajać. Gorączka poniżej 39,2 nie robi na nas żadnego wrażenia.
Oraz plusy dostrzec powoli potrafimy.
1) nie czuje smrodu kloszardów w autobusie, którzy z przyczyn oczywistych - przenikliwy ziąb na zewnątrz- częściej niż latem podróżują
2) Zasadniczo (jak zwykł ostatnio mawiać mój syn Marian) jestem już ucharakteryzowana na święta.
W tym roku będę robiła za RUDOLFA - renifera z zaprzęgu Świętego Mikołaja z pięknym czerwonym nosem.
3) W związku z zaistniałą sytuacją, uroczyście zwolniłam się z gruntownego sobotniego sprzątania.
A co! Bałagan nie zając, nie ucieknie. Jutro będziemy zespołowo się lenić i czytać, czytać i bajki oglądać ...
Dlatego też, jakby to powiedzieć ... szukamy kogoś wspaniałego, o wielkim sercu, kto by obiadek ugotował dla posmarkanych żuczków trzech :) A jak nie ... to sobie pizze zamówimy, albo wyjemy zapas zupek chińskich.
Byle do wiosny :)
Rudolf znaleziony gdzieś w sieci
My ostatnio (od jakichś 2 miesięcy) gromadnie chorujemy na ten przykład. Bo grunt żeby nikt nie czuł się osamotniony, oraz dzielić należy się z każdym.
Szczerze mówiąc nie pamiętam nawet kto zaczął, no ale w moim wieku to już nawet nie wypada mieć dobrej pamięci. Wiem tylko, że we wrześniu już się DZIAŁO, a kombinacji jak w matematyce - wiele.

Marcin
Marcin +Krzyś
Krzyś
Krzyś+Ja
Niania + Sebastian (nie wiem czy nie powinna zastanawiać mnie ta kombinacja)
Marian + Ja + Krzyś lekko w tle
Ostatnio, ktoś na widok mojego zasmarkanego klupocha ktoś zawołał "ZNOWU?!"
Cóż mi pozostało?!
Jak Krzyś baaaardzo chorował, to ja wraz ze swą empatią jednoczyłam się z nim tak bardzo, że sama się pochorowałam. Więc teraz, kiedy najbardziej cierpiało moje młodsze dziecię, miałabym je zostawić samo?
Zawsze lżej, gdy ktoś doskonale nas rozumie. Tak więc jednoczymy się.
Zaczynamy się powoli przyzwyczajać. Gorączka poniżej 39,2 nie robi na nas żadnego wrażenia.
Oraz plusy dostrzec powoli potrafimy.
1) nie czuje smrodu kloszardów w autobusie, którzy z przyczyn oczywistych - przenikliwy ziąb na zewnątrz- częściej niż latem podróżują
2) Zasadniczo (jak zwykł ostatnio mawiać mój syn Marian) jestem już ucharakteryzowana na święta.
W tym roku będę robiła za RUDOLFA - renifera z zaprzęgu Świętego Mikołaja z pięknym czerwonym nosem.
3) W związku z zaistniałą sytuacją, uroczyście zwolniłam się z gruntownego sobotniego sprzątania.
A co! Bałagan nie zając, nie ucieknie. Jutro będziemy zespołowo się lenić i czytać, czytać i bajki oglądać ...
Dlatego też, jakby to powiedzieć ... szukamy kogoś wspaniałego, o wielkim sercu, kto by obiadek ugotował dla posmarkanych żuczków trzech :) A jak nie ... to sobie pizze zamówimy, albo wyjemy zapas zupek chińskich.
Byle do wiosny :)
Rudolf znaleziony gdzieś w sieci
poniedziałek, 5 grudnia 2011
WIEDZO, OCH WIEDZO ... ULOTNA ...
Jakiś czas temu, całkiem niedawno - biorąc pod uwagę ilość czasu spędzona już przeze mnie na świecie. Tak wiec jakieś 2 lata temu, kiedy to byłam świeżo przywróconą w poczet osobników zamieszkujących Polandię po kilkuletniej nieobecności, miałam okazję dość często rozmawiać na temat poziomu edukacji obywateli "zielonej wyspy". W moim odczuciu, my Polacy jesteśmy całkiem nieźle wykształceni, a nawet jeśli tytułów powalających przed nazwiskiem nie mamy, to nasza wiedza zdobyta w ciągu kilku - kilkunastu lat edukacji jest całkiem konkretna.
Wielokrotnie miałam okazję przekonać się o tym, iż nasza wiedza, podstawową zwana jest ciężka do ogarnięcia dla wielu "tubylców".
Na ten przykład kraje Europy. Kto by pomyślał że Polska w samym środku jej leży. Dla większości z nich to już głucha Syberia. Albo co najmniej maleńka jakaś, nie to co na ten przykład OGROMNA Portugalia. Oczywiście o innych kontynentach nie wspominając.
Albo cytując przykład z tegorocznych egzaminów GCSE (gimnazjalnych) w UK
"Podaj przykład sześciu zwierząt żyjących w Arktyce"
odp. 2 białe niedźwiedzie i 4 foki
Matematyka - dziedzina znienawidzona przez wielu, ale w moim odczuciu, podstawy zna każdy. Dodawanie, odejmowanie, proste mnożenie i dzielenie. Na jednej z moich rozmów rekrutacyjnych (na zielonej wyspie) dostałam arkusz takich przykładów, o trudności 24+12, czy 123:4 metodą pisemną. Osoba przeprowadzająca tą rozmowę, była zdziwiona, kiedy poprosiłam o kawałek kartki, zamiast kalkulatora. W tym samym czasie, przy drugim biurku siedziała młoda Irlandka, która z takim samym testem, trzymając kalkulator w ręku prawdopodobnie zastanawiała się jak go włączyć.
Wówczas opinia o NAS - Polakach w moich oczach jeszcze bardziej wzrosła.
Dzisiaj okazało się, że chyba na wyrost.
Jeden z moich kolegów w pracy miał sen. Koszmar wręcz. Kazano mu coś podzielić pisemnie, a on nie wiedział jak. W dniu dzisiejszym był to temat przewodni w moim miejscu pracy. Testowali wszystkich, którzy im się podwinęli pod rękę. Okazało się że nie licząc jednej przypadkowej "klientki", byłam jedyna osobą, która umiała to uczynić.
Dumna z siebie, że zakres klasy IV szkoły podstawowej mam opanowany zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to powód o ubieganie się o podwyżkę w związku z posiadana wiedzą.
Chociaż może to powód do szukania innej pracy?!
Obrazek znaleziony w sieci
Wielokrotnie miałam okazję przekonać się o tym, iż nasza wiedza, podstawową zwana jest ciężka do ogarnięcia dla wielu "tubylców".
Na ten przykład kraje Europy. Kto by pomyślał że Polska w samym środku jej leży. Dla większości z nich to już głucha Syberia. Albo co najmniej maleńka jakaś, nie to co na ten przykład OGROMNA Portugalia. Oczywiście o innych kontynentach nie wspominając.
Albo cytując przykład z tegorocznych egzaminów GCSE (gimnazjalnych) w UK
"Podaj przykład sześciu zwierząt żyjących w Arktyce"
odp. 2 białe niedźwiedzie i 4 foki
Matematyka - dziedzina znienawidzona przez wielu, ale w moim odczuciu, podstawy zna każdy. Dodawanie, odejmowanie, proste mnożenie i dzielenie. Na jednej z moich rozmów rekrutacyjnych (na zielonej wyspie) dostałam arkusz takich przykładów, o trudności 24+12, czy 123:4 metodą pisemną. Osoba przeprowadzająca tą rozmowę, była zdziwiona, kiedy poprosiłam o kawałek kartki, zamiast kalkulatora. W tym samym czasie, przy drugim biurku siedziała młoda Irlandka, która z takim samym testem, trzymając kalkulator w ręku prawdopodobnie zastanawiała się jak go włączyć.
Wówczas opinia o NAS - Polakach w moich oczach jeszcze bardziej wzrosła.
Dzisiaj okazało się, że chyba na wyrost.
Jeden z moich kolegów w pracy miał sen. Koszmar wręcz. Kazano mu coś podzielić pisemnie, a on nie wiedział jak. W dniu dzisiejszym był to temat przewodni w moim miejscu pracy. Testowali wszystkich, którzy im się podwinęli pod rękę. Okazało się że nie licząc jednej przypadkowej "klientki", byłam jedyna osobą, która umiała to uczynić.
Dumna z siebie, że zakres klasy IV szkoły podstawowej mam opanowany zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to powód o ubieganie się o podwyżkę w związku z posiadana wiedzą.
Chociaż może to powód do szukania innej pracy?!
Obrazek znaleziony w sieci
Subskrybuj:
Posty (Atom)




