Lekcje zostały odrobione zanim jeszcze wróciłam z pracy.I potomstwo jakieś takie grzeczne.
I niania dzieci chwaliła.
I podobno Marian był grzeczny i aktywny w szkole (chociaż jak nie będę miała na piśmie, to nie uwierzę)
Jeszcze dobrze się nie zadomowiłam po powrocie z pracy, już kolacja na stole stała. Nie taka jak od Magdy Gessler (nie ujmując pani Magdzie) tylko lepsza. Zrobiona własnołapnie przez krasnale. Bo przecież nie ma to jak wszyscy razem, przy stole ...
- No to teraz mówcie czego chcecie? - zapytałam delektując się koreczkiem
- My? Nic - odpowiedział jeden
- Zupełnie nic mamo - zawtórował bratu drugi
- To co to za akcja? Coś przeskrobaliście? Czy może podlizujecie się świętemu grubasowi tuż przed GWIAZDKĄ?! - szukałam podstępu. Nigdy nie wątpiłam w to że mieszkam z aniołami, ale coś za słodko było.
- Mamo, no coś ty. My tylko tak na zapas.
I wszystko jasne. Zapobiegawczo podlizywali się cały wieczór, żeby w razie jakby co, mieć co przypomnieć.
No i zaczęło się
- Mamooooo ..... (to)
- Mamooooo ....... (tamto)
- Mamooooo ........
Na dźwięk MAMOOOOOO zaczęłam dostawać gęsiej skórki. Jakby to był napis na dropsach co najmniej.
Za którymś razem rozległo się
ŁUP, TRACH, ŁUBUDU - MaaaAaaaMmmmoooOoooo .....
Lecę, pędzę a tam Krzyś zwija się ze śmiechu na swoim łóżku. Marcin w łazience, nie do końca jeszcze ubrany po kąpieli, cały w pianie od pasty do zębów. Wszystko zachlapane niebieskim płynem do płukania ust. Obok młodego leży połamana deska sedesowa.
- No co?! Się wzięła i połamała!
Sama - jaką zdolną deskę miałam.
Chociaż, dlaczego nie?! Myć zęby stoją na kiblu?! Widoczność niezła rozprysk przy płukaniu ust - jak nigdy. A jakby się wredna nie połamała to i do lustra dałoby się spojrzeć.
Na razie straty materialne niewielkie. Ofiar w ludziach i uszczerbku na zdrowiu brak.
Coś mi mówi że to dopiero rozgrzewka.
czwartek, 15 grudnia 2011
piątek, 9 grudnia 2011
Pasje, Rudolf i ja
Różni ludzie rożnymi rzeczami zwykli się zajmować. Z zamiłowania, pasji, musu czy tez przyzwyczajenia.
My ostatnio (od jakichś 2 miesięcy) gromadnie chorujemy na ten przykład. Bo grunt żeby nikt nie czuł się osamotniony, oraz dzielić należy się z każdym.
Szczerze mówiąc nie pamiętam nawet kto zaczął, no ale w moim wieku to już nawet nie wypada mieć dobrej pamięci. Wiem tylko, że we wrześniu już się DZIAŁO, a kombinacji jak w matematyce - wiele.

Marcin
Marcin +Krzyś
Krzyś
Krzyś+Ja
Niania + Sebastian (nie wiem czy nie powinna zastanawiać mnie ta kombinacja)
Marian + Ja + Krzyś lekko w tle
Ostatnio, ktoś na widok mojego zasmarkanego klupocha ktoś zawołał "ZNOWU?!"
Cóż mi pozostało?!
Jak Krzyś baaaardzo chorował, to ja wraz ze swą empatią jednoczyłam się z nim tak bardzo, że sama się pochorowałam. Więc teraz, kiedy najbardziej cierpiało moje młodsze dziecię, miałabym je zostawić samo?
Zawsze lżej, gdy ktoś doskonale nas rozumie. Tak więc jednoczymy się.
Zaczynamy się powoli przyzwyczajać. Gorączka poniżej 39,2 nie robi na nas żadnego wrażenia.
Oraz plusy dostrzec powoli potrafimy.
1) nie czuje smrodu kloszardów w autobusie, którzy z przyczyn oczywistych - przenikliwy ziąb na zewnątrz- częściej niż latem podróżują
2) Zasadniczo (jak zwykł ostatnio mawiać mój syn Marian) jestem już ucharakteryzowana na święta.
W tym roku będę robiła za RUDOLFA - renifera z zaprzęgu Świętego Mikołaja z pięknym czerwonym nosem.
3) W związku z zaistniałą sytuacją, uroczyście zwolniłam się z gruntownego sobotniego sprzątania.
A co! Bałagan nie zając, nie ucieknie. Jutro będziemy zespołowo się lenić i czytać, czytać i bajki oglądać ...
Dlatego też, jakby to powiedzieć ... szukamy kogoś wspaniałego, o wielkim sercu, kto by obiadek ugotował dla posmarkanych żuczków trzech :) A jak nie ... to sobie pizze zamówimy, albo wyjemy zapas zupek chińskich.
Byle do wiosny :)
Rudolf znaleziony gdzieś w sieci
My ostatnio (od jakichś 2 miesięcy) gromadnie chorujemy na ten przykład. Bo grunt żeby nikt nie czuł się osamotniony, oraz dzielić należy się z każdym.
Szczerze mówiąc nie pamiętam nawet kto zaczął, no ale w moim wieku to już nawet nie wypada mieć dobrej pamięci. Wiem tylko, że we wrześniu już się DZIAŁO, a kombinacji jak w matematyce - wiele.

Marcin
Marcin +Krzyś
Krzyś
Krzyś+Ja
Niania + Sebastian (nie wiem czy nie powinna zastanawiać mnie ta kombinacja)
Marian + Ja + Krzyś lekko w tle
Ostatnio, ktoś na widok mojego zasmarkanego klupocha ktoś zawołał "ZNOWU?!"
Cóż mi pozostało?!
Jak Krzyś baaaardzo chorował, to ja wraz ze swą empatią jednoczyłam się z nim tak bardzo, że sama się pochorowałam. Więc teraz, kiedy najbardziej cierpiało moje młodsze dziecię, miałabym je zostawić samo?
Zawsze lżej, gdy ktoś doskonale nas rozumie. Tak więc jednoczymy się.
Zaczynamy się powoli przyzwyczajać. Gorączka poniżej 39,2 nie robi na nas żadnego wrażenia.
Oraz plusy dostrzec powoli potrafimy.
1) nie czuje smrodu kloszardów w autobusie, którzy z przyczyn oczywistych - przenikliwy ziąb na zewnątrz- częściej niż latem podróżują
2) Zasadniczo (jak zwykł ostatnio mawiać mój syn Marian) jestem już ucharakteryzowana na święta.
W tym roku będę robiła za RUDOLFA - renifera z zaprzęgu Świętego Mikołaja z pięknym czerwonym nosem.
3) W związku z zaistniałą sytuacją, uroczyście zwolniłam się z gruntownego sobotniego sprzątania.
A co! Bałagan nie zając, nie ucieknie. Jutro będziemy zespołowo się lenić i czytać, czytać i bajki oglądać ...
Dlatego też, jakby to powiedzieć ... szukamy kogoś wspaniałego, o wielkim sercu, kto by obiadek ugotował dla posmarkanych żuczków trzech :) A jak nie ... to sobie pizze zamówimy, albo wyjemy zapas zupek chińskich.
Byle do wiosny :)
Rudolf znaleziony gdzieś w sieci
poniedziałek, 5 grudnia 2011
WIEDZO, OCH WIEDZO ... ULOTNA ...
Jakiś czas temu, całkiem niedawno - biorąc pod uwagę ilość czasu spędzona już przeze mnie na świecie. Tak wiec jakieś 2 lata temu, kiedy to byłam świeżo przywróconą w poczet osobników zamieszkujących Polandię po kilkuletniej nieobecności, miałam okazję dość często rozmawiać na temat poziomu edukacji obywateli "zielonej wyspy". W moim odczuciu, my Polacy jesteśmy całkiem nieźle wykształceni, a nawet jeśli tytułów powalających przed nazwiskiem nie mamy, to nasza wiedza zdobyta w ciągu kilku - kilkunastu lat edukacji jest całkiem konkretna.
Wielokrotnie miałam okazję przekonać się o tym, iż nasza wiedza, podstawową zwana jest ciężka do ogarnięcia dla wielu "tubylców".
Na ten przykład kraje Europy. Kto by pomyślał że Polska w samym środku jej leży. Dla większości z nich to już głucha Syberia. Albo co najmniej maleńka jakaś, nie to co na ten przykład OGROMNA Portugalia. Oczywiście o innych kontynentach nie wspominając.
Albo cytując przykład z tegorocznych egzaminów GCSE (gimnazjalnych) w UK
"Podaj przykład sześciu zwierząt żyjących w Arktyce"
odp. 2 białe niedźwiedzie i 4 foki
Matematyka - dziedzina znienawidzona przez wielu, ale w moim odczuciu, podstawy zna każdy. Dodawanie, odejmowanie, proste mnożenie i dzielenie. Na jednej z moich rozmów rekrutacyjnych (na zielonej wyspie) dostałam arkusz takich przykładów, o trudności 24+12, czy 123:4 metodą pisemną. Osoba przeprowadzająca tą rozmowę, była zdziwiona, kiedy poprosiłam o kawałek kartki, zamiast kalkulatora. W tym samym czasie, przy drugim biurku siedziała młoda Irlandka, która z takim samym testem, trzymając kalkulator w ręku prawdopodobnie zastanawiała się jak go włączyć.
Wówczas opinia o NAS - Polakach w moich oczach jeszcze bardziej wzrosła.
Dzisiaj okazało się, że chyba na wyrost.
Jeden z moich kolegów w pracy miał sen. Koszmar wręcz. Kazano mu coś podzielić pisemnie, a on nie wiedział jak. W dniu dzisiejszym był to temat przewodni w moim miejscu pracy. Testowali wszystkich, którzy im się podwinęli pod rękę. Okazało się że nie licząc jednej przypadkowej "klientki", byłam jedyna osobą, która umiała to uczynić.
Dumna z siebie, że zakres klasy IV szkoły podstawowej mam opanowany zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to powód o ubieganie się o podwyżkę w związku z posiadana wiedzą.
Chociaż może to powód do szukania innej pracy?!
Obrazek znaleziony w sieci
Wielokrotnie miałam okazję przekonać się o tym, iż nasza wiedza, podstawową zwana jest ciężka do ogarnięcia dla wielu "tubylców".
Na ten przykład kraje Europy. Kto by pomyślał że Polska w samym środku jej leży. Dla większości z nich to już głucha Syberia. Albo co najmniej maleńka jakaś, nie to co na ten przykład OGROMNA Portugalia. Oczywiście o innych kontynentach nie wspominając.
Albo cytując przykład z tegorocznych egzaminów GCSE (gimnazjalnych) w UK
"Podaj przykład sześciu zwierząt żyjących w Arktyce"
odp. 2 białe niedźwiedzie i 4 foki
Matematyka - dziedzina znienawidzona przez wielu, ale w moim odczuciu, podstawy zna każdy. Dodawanie, odejmowanie, proste mnożenie i dzielenie. Na jednej z moich rozmów rekrutacyjnych (na zielonej wyspie) dostałam arkusz takich przykładów, o trudności 24+12, czy 123:4 metodą pisemną. Osoba przeprowadzająca tą rozmowę, była zdziwiona, kiedy poprosiłam o kawałek kartki, zamiast kalkulatora. W tym samym czasie, przy drugim biurku siedziała młoda Irlandka, która z takim samym testem, trzymając kalkulator w ręku prawdopodobnie zastanawiała się jak go włączyć.
Wówczas opinia o NAS - Polakach w moich oczach jeszcze bardziej wzrosła.
Dzisiaj okazało się, że chyba na wyrost.
Jeden z moich kolegów w pracy miał sen. Koszmar wręcz. Kazano mu coś podzielić pisemnie, a on nie wiedział jak. W dniu dzisiejszym był to temat przewodni w moim miejscu pracy. Testowali wszystkich, którzy im się podwinęli pod rękę. Okazało się że nie licząc jednej przypadkowej "klientki", byłam jedyna osobą, która umiała to uczynić.
Dumna z siebie, że zakres klasy IV szkoły podstawowej mam opanowany zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to powód o ubieganie się o podwyżkę w związku z posiadana wiedzą.
Chociaż może to powód do szukania innej pracy?!
Obrazek znaleziony w sieci
poniedziałek, 21 listopada 2011
PREMIA
Moi koledzy w pracy nazywają ją" KWARTALNA NIEWIDZIALNA, ROCZNA NIEWIDOCZNA" i coś w tym jest.
Po miesiącu z dobrymi wynikami pracownicy banku dostali premie. Prezes zadowolony z dodatkowej gotówki zakupił nowy sportowy samochód, a resztę zainwestował na lokatach.
Chcąc sprawdzić, czy jego pracownicy są tak samo zadowoleni jak on, dzwoni do dyrektora makroregionu:
- Cześć, była premia ?
- A była.
- A zadowolony jesteś ? Co kupiłeś ?
- No pewnie, że zadowolony. Kupiłem sobie żaglówkę.
- A co z resztą ?
- A reszta na lokaty :-)
Dyr. makroregionu również chcąc sprawdzić jak poziom zadowolenia wygląda u jego podwładnych dzwoni do dyr. regionalnego:
- Cześć, była premia ? Zadowolony ? Co kupiłeś ?
- A no zadowolony, kupiłem nowy zestaw kina domowego.
- A co z resztą ?
- A reszta na lokaty :-)
Dyr. regionalny poczuł się zobowiązany dowiedzieć się co o premii sądzą jego pracownicy, więc dzwoni do kierownika placówki:
- Jak tam premia ? zadowolony ?
- No oczywiście, kupiłem rowery dla całej rodziny.
- A co z resztą ?
- Reszta na lokaty :-)
Kierownik placówki, widząc że wszystkim w Banku podobała się premia, chciał sprawdzić co o niej sądzą jego pracownicy. Udał się na salę i pyta opiekuna klienta:
- Jak tam premia ? Była ?
- A była.
- I co ? zadowolony jesteś ? co sobie kupiłeś ?
- Pewnie, że zadowolony. Buty sobie kupiłem.
- A reszta ?
- A RESZTĘ MAMA DOŁOŻYŁA.
I w sumie nic dodać, nic ująć.
poniedziałek, 14 listopada 2011
GRUNT TO DOBRA I PRZEMYŚLANA DECYZJA
Są decyzje, których nie można, a już na pewno nie powinno się podejmować zbyt pochopnie, bez wcześniejszego kontaktu "z bazą", czyli punktem odpowiedzialnym za myślenie u danego osobnika, gdziekolwiek by się on (ten punkt) znajdował.
W zasadzie nasze życie to nic tylko decyzje, wybory, decyzje którym towarzyszą inne wybory ...
-Wiesz mamo, myślę że to był bardzo dobry wybór! - stwierdził Marcin
- Bardzo się cieszę że tak sądzisz. A jaki wybór masz na myśli?!- zapytałam lekko zdziwiona
- No, że wybrałeś mnie zanim się urodziłem. Z pośród tylu dzieci aniołków, wybrałaś właśnie mnie! Teraz masz takiego kochanego i mądrego synka. - zapomniał dodać "skromnego"
Zabrzmiało to jak oczywista oczywistość. Zabrakło mi jeszcze tylko "HeloOołłł"
To fakt. Na swoim koncie mam kilka decyzji mniej lub bardziej przemyślanych. Ale ta jedna, a w zasadzie dwie, są zdecydowanie najlepsze na świecie.
piątek, 28 października 2011
ZUCH
Młody, przystojny ... chociaż ciężko jest mi to ocenić obiektywnie.
Z pełna odpowiedzialnością, mogę stwierdzić iż jestem jego pierwszą kobietą w życiu, bez pamięci w nim zakochaną. Dla mnie zawsze będzie "przystojniakiem". Właściciel specyficznego humoru. Zawsze wie jak się ustawić, żeby było dobrze, wygodnie.
Słodki kociak z pazurkiem.
Wydarzenie dnia dzisiejszego urosło do rangi WYDARZENIE ROKU.
Normalnemu facetowi, wystarczy jedna kobieta. Ale nie jemu.
Siedział otoczony 3 pielęgniareczkami. Jedna czule trzymała za rękę, druga szeptała miłe słówka w celu odwrócenia uwagi. Trzecia - wykonywała powierzone jej zadanie.
Cierpiał strasznie, czy raczej grał doskonale.
Otoczony młodymi pannami - przeżył.
Krzyś - syn mój pierworodny - przeżył pobranie krwi!
ZUCH, a może kombinator i manipulant?!
Otwierać szampana w celu świętowania powodzenia i braku ofiar?!
A może poczekam do Sylwestra. Kto wie co się jeszcze wydarzy?!
Kiciuś znaleziony w sieci
wtorek, 25 października 2011
IAIO A'LA MARIAN
Oczywiście nazwa oraz przepis objęte są prawem autorskim potomka mego:
IAIKO NAPU
KEĆUP.MAIOZEN
I PIEPSZ
Pisownia oryginalna zachowana.
A jajka - wyśmienite
SMACZNEGO
wesołe iaia znalezione w sieci
piątek, 7 października 2011
GOLLLL
Piłka nożna jest to taka dyscyplina sportu, która zdecydowanie do mioch ulubionych nie należy. Powiedziałbym wręcz że znacząco mnie uczula każda jej forma. Od ogladania na czynnym uczestnictwe kończąc. Ale czegórz matka nie zrobi dla dzieci swoich w ramach uszczęśliwiania i spełniania marzeń?! Więc zrobi wszystko co tylko bedzie mogła we wszechświecie. Tak myślę. Przynajmniej ja tak mam.
Tak wiec zdarzyło mi sie nie raz, nie pięć a ze dwadzieście grać na pozycjach przeróżnych w rozgrywkach ... nazwijmy je "podwórkowymi".
Kiedy w TV jest mecz, pokornie oddaje się prasowaniu albo błąkaniu po necie. Wtedy również Marian może liczyć na długie usypianie z przytulaniem i pogaduchami, na które nie zawsze jest czas. Pewnie dlatego - ku mojej radości - syn mój młodszy nie przepada za tą gra wspaniałą.
Wożę na treningi 4 razy w tygodniu starszego potomka. Chociaż "wożę" w moim przypadku ogranicza sie raczej do "organizuje transport". W kazdym razie jak na razie skutecznie.
Słucham relacji z superakcji na boiskach ...
- Mamo! Strzeliłem gola! - wykrzykiwał Krzyś radosnie po powrocie z treningu
- Super. - opdowiedziałam z lekko udawanym zainteresowaniem.
- Ale wiesz jak to było?
- No opowiadaj.
- No więc to było troche przypadkiem. Jak stałem tak koło bramki i tamten strzelił tak mocno że ona mi sie odbiła o brzuch. Zgięło mnie w pół i wpadła bo bramki.
- No to rzeczywiscie niezły przypadek.
- Tylko że ona wpadła nie do tej bramki co powinna.
Po chwili namysłu dodał
- Ale liczy sie sztuka nie?
Tak więc rośnie mi w domu strzelec wyborowy.
Byle tylko goli w postaci pał w szkole za dużo nie strzelił.
GOL znaleziony w sieci
Tak wiec zdarzyło mi sie nie raz, nie pięć a ze dwadzieście grać na pozycjach przeróżnych w rozgrywkach ... nazwijmy je "podwórkowymi".
Kiedy w TV jest mecz, pokornie oddaje się prasowaniu albo błąkaniu po necie. Wtedy również Marian może liczyć na długie usypianie z przytulaniem i pogaduchami, na które nie zawsze jest czas. Pewnie dlatego - ku mojej radości - syn mój młodszy nie przepada za tą gra wspaniałą.
Wożę na treningi 4 razy w tygodniu starszego potomka. Chociaż "wożę" w moim przypadku ogranicza sie raczej do "organizuje transport". W kazdym razie jak na razie skutecznie.
Słucham relacji z superakcji na boiskach ...
- Mamo! Strzeliłem gola! - wykrzykiwał Krzyś radosnie po powrocie z treningu
- Super. - opdowiedziałam z lekko udawanym zainteresowaniem.
- Ale wiesz jak to było?
- No opowiadaj.
- No więc to było troche przypadkiem. Jak stałem tak koło bramki i tamten strzelił tak mocno że ona mi sie odbiła o brzuch. Zgięło mnie w pół i wpadła bo bramki.
- No to rzeczywiscie niezły przypadek.
- Tylko że ona wpadła nie do tej bramki co powinna.
Po chwili namysłu dodał
- Ale liczy sie sztuka nie?
Tak więc rośnie mi w domu strzelec wyborowy.
Byle tylko goli w postaci pał w szkole za dużo nie strzelił.
GOL znaleziony w sieci
środa, 5 października 2011
U FOTOGRAFA
Potomstwo me znane jest z niezwykłej żywotności, radości ogólnej, wyobraźni niezmierzonej i ogólnego zakręcenia. Tę ostatnia cechę mają oczywiście po matce.
To że nie zdąrzę zrobić młodemu zdjęcia do legitymacji, było do przewidzenia. Wszak zawsze można zrobić to później lub kiedy indziej, ale wtedy zazwyczaj jest już za późno oraz tysiąc innych rzeczy nagłych wyskoczy. Jak na ten przykład zdejmowanie gipsu, czy wizyta alarmowa u stomatologa. Swoją drogą, czy wiedzieliście że gips ściąga się 5 godzin?! Nasze placówki medyczne są najlepsze na świecie!
No ale nie o placówkach medycznych i chorej służbie zdrowia miało być.
Wszak brak zdjecia do legitymacji, kiedy informacja wyraźna DO WTORKU, to sprawa poważna.
Marian wizje miał najstraszliwsze. Od pały na wydaleniu ze szkoły kończąc.
Ja oczyma wyobraźni widziałam "szczęśliwą" minę pani sekretarki, na wieść o tym, że "Galińskie" znowu czegoś nie mają, zapomnieli, zgubili, wyprali... Wszak ostatnio już prawie groziła mi śmiercią jak grzecznie poinformowałam że zagubiłam dzieciom karnety na obiady - ZNOWU. 150 uczniów spożywających posiłki nie ma problemów, tylko zawsze MY.
Zapewne na dźwięk naszego nazwiska, pani sekretarce opadaja ręce i rajtuzy falują oraz dostaje dreszczy. No ale w sumie dzięki temu jesteśmy zapamiętywalni :)
Tak czy inaczej problem zdjęcia był. Bo jak pojechać do fotografa, kiedy wracam z pracy po 18tej, a wszystkie mi znane automaty do zdjęć uległy biodegradacji?! Z pomcą przyszla nam NASZA NIANIA. Zabrała krasnali w celu wyżej wymienionym.
Historie z "u fotografa" znam niestety tylko z opowiadań ...
Syn mój artysta, aktor i wszystko inne w jednym przepięknie ustawił się do zdjęcia. Pani fotograf zachwycona była postawą potomka mego, do czasu ...
- To teraz PATRZ na mnie i się uśmiechnij ... PSTRYK
W tym momencie następowało zamiast skupienia, rozluźnienie i Marcin posmarkany musiał pozować jeszcze razy kilka.
W oczekiwaniu na wywołanie zdjęcia
- Zobaczcie chłopcy. Na tym zdjęciu w złotej ramie to jest chyba pani fotograf! - powiedziała nasza Agatka
- No! - odpowiedzieli znudzeni. Po chwili dodali - ale musiała być tu baaaaardzo młoda!
Młodzież latała po pracowni szukając co ciekawszych eksponatów. W pewnym momencie, NASZA NIANIA zauważyła, że panowie z zainteresowaniem, wielkim oraz chichotaniem pod nosem oglądają jeden z albumów położonych zapewne do oglądania. A tam pośród portretów i zdjęć przeróżnych prawie AKT. Co prawda pani na zdjęciu miała szarfy przesłaniające jej walory, ale dzieciom w tym wieku wiecej nie potrzeba. Zadowoleniu nie było końca.
Jak już ów album został zwiniety przez NASZĄ NIANIĘ, chłopcy znaleźli sobie inne zajęcie. Stały tam bowiem różne rekwizyty, jak na ten przykład konie na biegumach. Krzyś wskoczył na mniejszy, Marian na większy i urządzili wyścig po zakładzie. Nasza Agatka czekała tylko na moment, kiedy zostanie wezwana ochrona i wszyscy razem zostaną usunięci.
Były zdjęcia prawie posmarkane, uchachane oraz z nienaturalnym wytrzeszczem oczu, wszak dziecko starało się bardzo.
Nie wiem jakim cudem, ale im się udało.
Zdjęcie wygląda całkiem fajnie, a w zasadzie to syn mój na zdjęciu.
Nie trzeba będzie zanosić do szkoły zdjęcia z przed 4 lat :)
A nasza niania .... jest aniołem :)
To że nie zdąrzę zrobić młodemu zdjęcia do legitymacji, było do przewidzenia. Wszak zawsze można zrobić to później lub kiedy indziej, ale wtedy zazwyczaj jest już za późno oraz tysiąc innych rzeczy nagłych wyskoczy. Jak na ten przykład zdejmowanie gipsu, czy wizyta alarmowa u stomatologa. Swoją drogą, czy wiedzieliście że gips ściąga się 5 godzin?! Nasze placówki medyczne są najlepsze na świecie!
No ale nie o placówkach medycznych i chorej służbie zdrowia miało być.
Wszak brak zdjecia do legitymacji, kiedy informacja wyraźna DO WTORKU, to sprawa poważna.
Marian wizje miał najstraszliwsze. Od pały na wydaleniu ze szkoły kończąc.
Ja oczyma wyobraźni widziałam "szczęśliwą" minę pani sekretarki, na wieść o tym, że "Galińskie" znowu czegoś nie mają, zapomnieli, zgubili, wyprali... Wszak ostatnio już prawie groziła mi śmiercią jak grzecznie poinformowałam że zagubiłam dzieciom karnety na obiady - ZNOWU. 150 uczniów spożywających posiłki nie ma problemów, tylko zawsze MY.
Zapewne na dźwięk naszego nazwiska, pani sekretarce opadaja ręce i rajtuzy falują oraz dostaje dreszczy. No ale w sumie dzięki temu jesteśmy zapamiętywalni :)
Tak czy inaczej problem zdjęcia był. Bo jak pojechać do fotografa, kiedy wracam z pracy po 18tej, a wszystkie mi znane automaty do zdjęć uległy biodegradacji?! Z pomcą przyszla nam NASZA NIANIA. Zabrała krasnali w celu wyżej wymienionym.
Historie z "u fotografa" znam niestety tylko z opowiadań ...
Syn mój artysta, aktor i wszystko inne w jednym przepięknie ustawił się do zdjęcia. Pani fotograf zachwycona była postawą potomka mego, do czasu ...
- To teraz PATRZ na mnie i się uśmiechnij ... PSTRYK
W tym momencie następowało zamiast skupienia, rozluźnienie i Marcin posmarkany musiał pozować jeszcze razy kilka.
W oczekiwaniu na wywołanie zdjęcia
- Zobaczcie chłopcy. Na tym zdjęciu w złotej ramie to jest chyba pani fotograf! - powiedziała nasza Agatka
- No! - odpowiedzieli znudzeni. Po chwili dodali - ale musiała być tu baaaaardzo młoda!
Młodzież latała po pracowni szukając co ciekawszych eksponatów. W pewnym momencie, NASZA NIANIA zauważyła, że panowie z zainteresowaniem, wielkim oraz chichotaniem pod nosem oglądają jeden z albumów położonych zapewne do oglądania. A tam pośród portretów i zdjęć przeróżnych prawie AKT. Co prawda pani na zdjęciu miała szarfy przesłaniające jej walory, ale dzieciom w tym wieku wiecej nie potrzeba. Zadowoleniu nie było końca.
Jak już ów album został zwiniety przez NASZĄ NIANIĘ, chłopcy znaleźli sobie inne zajęcie. Stały tam bowiem różne rekwizyty, jak na ten przykład konie na biegumach. Krzyś wskoczył na mniejszy, Marian na większy i urządzili wyścig po zakładzie. Nasza Agatka czekała tylko na moment, kiedy zostanie wezwana ochrona i wszyscy razem zostaną usunięci.
Były zdjęcia prawie posmarkane, uchachane oraz z nienaturalnym wytrzeszczem oczu, wszak dziecko starało się bardzo.
Nie wiem jakim cudem, ale im się udało.
Zdjęcie wygląda całkiem fajnie, a w zasadzie to syn mój na zdjęciu.
Nie trzeba będzie zanosić do szkoły zdjęcia z przed 4 lat :)
A nasza niania .... jest aniołem :)
wtorek, 4 października 2011
Romans
Jego podchody trwały długo.
Od kilku tygodni kręcił się gdzieś w okolicy. Zaprzyjaźnił się z potomstwem, kolegami z pracy. Ostatnio nawet posunął się do bliskiej znajomości z Selerem.
Wprosił się na imprezę do znajomych ...
Czy było mi żal że mnie nie zauważa ?! Nie bardzo.
Powiedziałbym nawet, że starałam się ograniczać kontakt z osobami z którymi aktualnie przebywał. Nie specjalnie przypadł mi do gustu.
Okazało się jednak, że jego podchody miały konkretny cel.
Uśpił moją czujność.
Jak już byłam pewna, że moja skromna osoba w ogóle go nie interesuje, że nawet nie obróci się za siebie przechodząc obok - DOPADŁ mnie.
Najdziksze bywają wieczory. Rozpala mnie wtedy do nieprzytomności, nie pozwala spać ...
Mam nadzieję, że nasza znajomość nie potrwa długo. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Sypia się z nim niewygodnie ...
Tylko jak mu to powiedzieć, żeby nie urazić?!
Dostrzegam jednak plusy tej znajomości. Po raz pierwszy w pracy usłyszałam od swoich kolegów
"Kosa, ależ ty pociągająca dzisiaj jesteś ..."
Romans z KATAREM musi zostać zakończony!
Od kilku tygodni kręcił się gdzieś w okolicy. Zaprzyjaźnił się z potomstwem, kolegami z pracy. Ostatnio nawet posunął się do bliskiej znajomości z Selerem.
Wprosił się na imprezę do znajomych ...
Czy było mi żal że mnie nie zauważa ?! Nie bardzo.
Powiedziałbym nawet, że starałam się ograniczać kontakt z osobami z którymi aktualnie przebywał. Nie specjalnie przypadł mi do gustu.
Okazało się jednak, że jego podchody miały konkretny cel.
Uśpił moją czujność.
Jak już byłam pewna, że moja skromna osoba w ogóle go nie interesuje, że nawet nie obróci się za siebie przechodząc obok - DOPADŁ mnie.
Najdziksze bywają wieczory. Rozpala mnie wtedy do nieprzytomności, nie pozwala spać ...
Mam nadzieję, że nasza znajomość nie potrwa długo. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Sypia się z nim niewygodnie ...
Tylko jak mu to powiedzieć, żeby nie urazić?!
Dostrzegam jednak plusy tej znajomości. Po raz pierwszy w pracy usłyszałam od swoich kolegów
"Kosa, ależ ty pociągająca dzisiaj jesteś ..."
Romans z KATAREM musi zostać zakończony!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
