Strony

poniedziałek, 14 listopada 2011

GRUNT TO DOBRA I PRZEMYŚLANA DECYZJA


Są decyzje, których nie można, a już na pewno nie powinno się podejmować zbyt pochopnie, bez wcześniejszego kontaktu "z bazą", czyli punktem odpowiedzialnym za myślenie u danego osobnika, gdziekolwiek by się on (ten punkt) znajdował.
W zasadzie nasze życie to nic tylko decyzje, wybory, decyzje którym towarzyszą inne wybory  ...


-Wiesz mamo, myślę że to był bardzo dobry wybór! - stwierdził Marcin
- Bardzo się cieszę że tak sądzisz. A jaki wybór masz na myśli?!- zapytałam lekko zdziwiona
- No, że wybrałeś mnie zanim się urodziłem. Z pośród tylu dzieci aniołków, wybrałaś właśnie mnie! Teraz masz takiego kochanego i mądrego synka. - zapomniał dodać "skromnego"

Zabrzmiało to jak oczywista oczywistość. Zabrakło mi jeszcze tylko "HeloOołłł"

To fakt. Na swoim koncie mam kilka decyzji mniej lub bardziej przemyślanych. Ale ta jedna, a w zasadzie dwie, są zdecydowanie najlepsze na świecie.

piątek, 28 października 2011

ZUCH


Młody, przystojny ... chociaż ciężko jest mi to ocenić obiektywnie.
Z pełna odpowiedzialnością, mogę stwierdzić iż jestem jego pierwszą kobietą w życiu, bez pamięci w nim zakochaną. Dla mnie zawsze będzie "przystojniakiem". Właściciel specyficznego humoru. Zawsze wie jak się ustawić, żeby było dobrze, wygodnie.
Słodki kociak z pazurkiem.
Wydarzenie dnia dzisiejszego urosło do rangi WYDARZENIE ROKU.

Normalnemu facetowi, wystarczy jedna kobieta. Ale nie jemu.
Siedział otoczony 3 pielęgniareczkami. Jedna czule trzymała za rękę, druga szeptała miłe słówka w celu odwrócenia uwagi. Trzecia - wykonywała powierzone jej zadanie.
Cierpiał strasznie, czy raczej grał doskonale.
Otoczony młodymi pannami - przeżył.
Krzyś - syn mój pierworodny - przeżył pobranie krwi!
ZUCH, a może kombinator i manipulant?!

Otwierać szampana  w celu świętowania powodzenia i braku ofiar?!
A może poczekam do Sylwestra. Kto wie co się jeszcze wydarzy?!


Kiciuś znaleziony w sieci

wtorek, 25 października 2011

IAIO A'LA MARIAN

Najlepsze na świecie jest JAJO i każdy doskonale o tym wie. Nikomu nie trzeba o tym przypominać. Nie każdy jednak miał okazję próbować JAJA FASZEROWANEGO a'la MARIAN.


Oczywiście nazwa oraz przepis objęte są prawem autorskim potomka mego:

IAIKO NAPU
KEĆUP.MAIOZEN
I PIEPSZ

Pisownia oryginalna zachowana.
A jajka - wyśmienite
SMACZNEGO


wesołe iaia znalezione w sieci

piątek, 7 października 2011

GOLLLL

Piłka nożna jest to taka dyscyplina sportu, która zdecydowanie do mioch ulubionych nie należy. Powiedziałbym wręcz że znacząco mnie uczula każda jej forma. Od ogladania na czynnym uczestnictwe kończąc. Ale czegórz matka nie zrobi dla dzieci swoich w ramach uszczęśliwiania i spełniania marzeń?! Więc zrobi wszystko co tylko bedzie mogła we wszechświecie. Tak myślę. Przynajmniej ja tak mam.
Tak wiec zdarzyło mi sie nie raz, nie pięć a ze dwadzieście grać na pozycjach przeróżnych w rozgrywkach ... nazwijmy je "podwórkowymi".
Kiedy w TV jest mecz, pokornie oddaje się prasowaniu albo błąkaniu po necie. Wtedy również Marian może liczyć na długie usypianie z przytulaniem i pogaduchami, na które nie zawsze jest czas. Pewnie dlatego - ku mojej radości - syn mój młodszy nie przepada za tą gra wspaniałą.
Wożę na treningi 4 razy w tygodniu starszego potomka. Chociaż "wożę" w moim przypadku ogranicza sie raczej do "organizuje transport". W kazdym razie jak na razie skutecznie.
Słucham relacji z superakcji na boiskach ...

- Mamo! Strzeliłem gola! - wykrzykiwał Krzyś radosnie po powrocie z treningu
- Super. - opdowiedziałam z lekko udawanym zainteresowaniem.
- Ale wiesz jak to było?
- No opowiadaj.
- No więc to było troche przypadkiem. Jak stałem tak koło bramki i tamten strzelił tak mocno że ona mi sie odbiła o brzuch. Zgięło mnie w pół i wpadła bo bramki.
- No to rzeczywiscie niezły przypadek.
- Tylko że ona wpadła nie do tej bramki co powinna.
Po chwili namysłu dodał
- Ale liczy sie sztuka nie?

Tak więc rośnie mi w domu strzelec wyborowy.
Byle tylko goli w postaci pał w szkole za dużo nie strzelił.


GOL znaleziony w sieci

środa, 5 października 2011

U FOTOGRAFA

Potomstwo me znane jest z niezwykłej żywotności, radości ogólnej, wyobraźni niezmierzonej i ogólnego zakręcenia. Tę ostatnia cechę mają oczywiście po matce.
To że nie zdąrzę zrobić młodemu zdjęcia do legitymacji, było do przewidzenia. Wszak zawsze można zrobić to później lub kiedy indziej, ale wtedy zazwyczaj jest już za późno oraz tysiąc innych rzeczy nagłych wyskoczy. Jak na ten przykład zdejmowanie gipsu, czy wizyta alarmowa u stomatologa. Swoją drogą, czy wiedzieliście że gips ściąga się 5 godzin?! Nasze placówki medyczne są najlepsze na świecie!

No ale nie o placówkach medycznych i chorej służbie zdrowia miało być.
Wszak brak zdjecia do legitymacji, kiedy informacja wyraźna DO WTORKU, to sprawa poważna.
Marian wizje miał najstraszliwsze. Od pały na wydaleniu ze szkoły kończąc.
Ja oczyma wyobraźni widziałam "szczęśliwą" minę pani sekretarki, na wieść o tym, że "Galińskie" znowu czegoś nie mają, zapomnieli, zgubili, wyprali... Wszak ostatnio już prawie groziła mi śmiercią jak grzecznie poinformowałam że zagubiłam dzieciom karnety na obiady - ZNOWU. 150 uczniów spożywających posiłki nie ma problemów, tylko zawsze MY.
Zapewne na dźwięk naszego nazwiska, pani sekretarce opadaja ręce i rajtuzy falują oraz dostaje dreszczy. No ale w sumie dzięki temu jesteśmy zapamiętywalni :)
Tak czy inaczej problem zdjęcia był. Bo jak pojechać do fotografa, kiedy wracam z pracy po 18tej, a wszystkie mi znane automaty do zdjęć uległy biodegradacji?! Z pomcą przyszla nam NASZA NIANIA. Zabrała krasnali w celu wyżej wymienionym.

Historie z "u fotografa" znam niestety tylko z opowiadań ...

Syn mój artysta, aktor i wszystko inne w jednym przepięknie ustawił się do zdjęcia. Pani fotograf zachwycona była postawą potomka mego, do czasu ...
- To teraz PATRZ na mnie i się uśmiechnij ... PSTRYK
W tym momencie następowało zamiast skupienia, rozluźnienie i Marcin posmarkany musiał pozować jeszcze razy kilka.
 W oczekiwaniu na wywołanie zdjęcia
- Zobaczcie chłopcy. Na tym zdjęciu w złotej ramie to jest chyba pani fotograf! - powiedziała nasza Agatka
- No! - odpowiedzieli znudzeni. Po chwili dodali - ale musiała być tu baaaaardzo młoda!
Młodzież latała po pracowni szukając co ciekawszych eksponatów. W pewnym momencie, NASZA NIANIA zauważyła, że panowie z zainteresowaniem, wielkim oraz chichotaniem pod nosem oglądają jeden z albumów położonych zapewne do oglądania. A tam pośród portretów i zdjęć przeróżnych prawie AKT. Co prawda pani na zdjęciu miała szarfy przesłaniające jej walory, ale dzieciom w tym wieku wiecej nie potrzeba. Zadowoleniu nie było końca.
Jak już ów album został zwiniety przez NASZĄ NIANIĘ, chłopcy znaleźli sobie inne zajęcie. Stały tam bowiem różne rekwizyty, jak na ten przykład konie na biegumach. Krzyś wskoczył na mniejszy, Marian na większy i urządzili wyścig po zakładzie. Nasza Agatka czekała tylko na moment, kiedy zostanie wezwana ochrona i wszyscy razem zostaną usunięci.

Były zdjęcia prawie posmarkane, uchachane oraz z nienaturalnym wytrzeszczem oczu, wszak dziecko starało się bardzo.
Nie wiem jakim cudem, ale im się udało.
Zdjęcie wygląda całkiem fajnie, a w zasadzie to syn mój na zdjęciu.
Nie trzeba będzie zanosić do szkoły zdjęcia z przed 4 lat :)

A nasza niania .... jest aniołem :)

wtorek, 4 października 2011

Romans

Jego podchody trwały długo.
Od kilku tygodni kręcił się gdzieś w okolicy. Zaprzyjaźnił się z potomstwem, kolegami z pracy. Ostatnio nawet posunął się do bliskiej znajomości z Selerem.
Wprosił się na imprezę do znajomych ...
Czy było mi żal że mnie nie zauważa ?! Nie bardzo.
Powiedziałbym nawet, że starałam się ograniczać kontakt z osobami z którymi aktualnie przebywał. Nie specjalnie przypadł mi do gustu.
Okazało się jednak,  że jego podchody miały konkretny cel.
Uśpił moją czujność.
Jak już byłam pewna, że moja skromna osoba w ogóle go nie interesuje, że nawet nie obróci się za siebie przechodząc obok - DOPADŁ mnie.

Najdziksze bywają wieczory. Rozpala mnie wtedy do nieprzytomności, nie pozwala spać ...
Mam nadzieję, że nasza znajomość nie potrwa długo. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Sypia się z nim niewygodnie ...
Tylko jak mu to powiedzieć, żeby nie urazić?!
Dostrzegam jednak  plusy tej znajomości. Po raz pierwszy w pracy usłyszałam od swoich kolegów
"Kosa, ależ ty pociągająca dzisiaj jesteś ..."

Romans z KATAREM musi zostać zakończony!

środa, 28 września 2011

STEFAN

Wziął i zaginął.
Uległ biodegradacji.

STEFAN zwiał.
Po powrocie do domu nie zastaliśmy go w słoiku.
Może nie smakowały mu muszki własnoręcznie upolowane przez Mariana?!
 Albo mrówki?!
Marcin ostatnio postanowił nawet się nie myć, aby pod gipsem robale dla Stefana się zalęgły.
A on wziął i wyparował.
Niewdzięcznik

czwartek, 22 września 2011

NIANIA



W życiu części mam przychodzi moment zwany "szukam niani".
Taki etap nastał i w moim .
W końcu babcia będzie babcią a nie opiekunką.


Najpierw na ogłoszenie "CASTING DO ROLI NIANIA" odzew był, ale inny niż oczekiwany. W sensie że kilka osób chętnych od zaraz , tyle tylko że od kilkuset do kilku tysięcy kilometrów dalej. Cóż, mimo wszystko jednak trochę za daleko.
Po jakimś czasie okazało się że muszę umawiać spotkania tylu chętnych ... Z różnym skutkiem, ale zawsze wybór jest lepszy niż jego brak.

Jedna z kandydatek
Starsza pani, miła. To ze zamiast zębów ma narośl - to nie jej wina. To że śmierdzi i nie można po jej wizycie wywietrzyć mieszkania - zdarza się. Ale jej komentarze ...
- Kochaniutka, niech się pani niczym nie martwi. Dzieci będą chodzić jak w zegarku. Będzie rygor, no ale wie pani, to są chłopcy. Na spacerek będziemy razem wychodzić ....
- Pani miła, niech się pani nie martwi że ja pani coś z mieszkania wyniosę. - w tym momencie się rozejrzała - U pani to nawet nie ma co wynosić.
- A chce pani od 16? A nie lepiej od 15? Tak? To świetnie. A może od 14?! Nie? No jak już tam sobie miła pani chce - tu nastąpił tak zwany foch (zapomniałam dodać że umawiam się na stawkę godzinową).

Tak wiec MIŁA PANI raczej nie będzie nianią chłopców  ku radości synów moich.
Mamy za to na oku jedna taką, fajowską. Tylko na razie ciśśśśś bo czekamy na jej odpowiedź (oby tak, oby tak)

A żeby nie było że się obijamy i nic nie robimy, to dzisiaj właśnie mieliśmy wizytę na pogotowiu w celu zagipsowania górnego przeszczepu latorośli mej najmłodszej.
Wziął i złożył się razem z kierownicą roweru. Na szczęście się nie połamał, tylko "poodpryskiwał?!
Radość wielka, bo teraz będzie szpan w szkole ...
Mam nadzieje że limit gipsów na to życie mamy już wyczerpany.


Niania znaleziona w sieci

środa, 14 września 2011

ZIEWANIE

- Mamo, bo z ZIEWANIEM to jest tak! Ziewa się, jak człowiek jest baaardzo szczęśliwy. I to tak ze szczęścia właśnie! - oznajmił mi Marcin podczas wieczornych operacji pt."idziemy do łóżkowic"
- Ja tam ziewam zawsze w kościele - skomentował Krzyś
- No właśnie. Oznacza to, że wtedy właśnie jesteś  bardzo, ale to bardzo szczęśliwy! - kontynuował młody - Ja na przykład, jak kiedyś bardzo długo bawiłem się na placu zabaw i zjeżdżałem ze ślizgawki, to cały czas ZIEWAŁEM. Taki byłem radosny! A teraz często ziewam na lekcji religii.
- O, zobacz mamo jaki ze mnie szczęściarz. Nic tylko bym ziewał ze szczęścia. Ale jestem radosny!

Ziewnąwszy ucałowali rodzicielkę, utulili i zasnęli.
Moje szczęśliwe i uduchowione dzieci





Ziewulce znalezione w sieci

piątek, 2 września 2011

STEFAN


Zazwyczaj NORMALNE dzieci,w lesie bawią się patykami, szyszkami, włażą na powalone drzewa ... Opcji jest cała masa. Nigdy nie twierdziłam że moje własne, osobiste pociechy mieszczą sie w standardzie, ale ...

Czym w lesie może bawić się Marian?!
Tam jest tyle robaków o różnej ilości odnóży, żuki, żaby, krety ... A to wszystko niezwykle fascynujące.
Nie raz usłyszałam z jego ust słowo "KRĘGOWIEC", czy "Z RODZINY PAJĘCZAKÓW"
Sam kiedys groził, że jak będzie dorosły to zostanie ARTYSTĄ albo ROBALOLOGIEM.
Jak dla mnie bomba. Artystą może być zawsze, a taki robalolog na ten przykład w roli leśniczego.
Byleby tylko moja skromna osoba nie musiała z tym wszystkim mieszkać.

- Mamo, zobacz co złapałem! - zawołał radośnie Marcin powracajac z bandą dzieciorów (w tym moje osobiste 2 szt) z nad stawu, trzymając w ręku COŚ.
- Co to synku?
- STEFAN! Sam złapałem!

Tak oto od tygodnia mamy w domu Żabę. Mieszka w dużym słoju z kamorem, wodą i roślinkami. Aktualnie czeka na przydział własnego M1 pt "wygodne akwarium".

- Mamo, nakarmiłem go ĆMEM! Ale pająk mu nie smakował! Ten żywy też!
Najbardziej na świecie lubi mrówki i małe muszki, które to Marian dzielnie łapie. Zakupiony pokarm dla żółwi (podobno dla żab też odpowiedni) nie przypadł do gustu wrażliwego podniebienia Stefana. Ale kto by chciał suszone krewetki?!

Na szczęście zwierz został dobrze wychowany przez swoich rodziców, bo nie załatwia swoich potrzeb fizjologicznych na podłodze, oraz nie gubi sierści. Może dlatego że takowej nie posiada oraz nie wychodzi ze słoika.

Ciekaw z czym jeszcze przyjdzie mi mieszkać.