Strony

środa, 10 listopada 2010

Poszukiwany, poszukiwana

- Dzień dobry - powiedziała podejrzliwie rodzicielka , moja do młodzieńca znęcającego się nad domofonem.
-Dzień dobry
- Co, nie chcą wpuścić?!
-yhy (to był z tych małomównych)
- Z takimi pięknymi kwiatami nie chcą wpuścić... A do kogo pan potrzebuje, to może będę mogła pomóc. Bo wie pan, tutaj sporo starszych osób mieszka i albo nie słyszą, albo wolno chodzą...
- Do pani Jadwigi Sz....... - powiedział z mina kota ze Shrecka. Jakby chciał powiedzieć "wpuść mnie, albo dostarcz za mnie dobra kobieto"
- OOOOOOO!!! - wydobyło się z głębokości mojej mamy - To do mnie!
Jakże prze szczęśliwi byli oboje.

Kilka min później
- Siostra, ty nie wiesz co się mamie stało? - usłyszałam w słuchawce głos swojej ulubionej młodszej siostry
- Ale  w sensie że co?
- Dostałam smsa że dziękuje za piękne kwiatki, tylko nie wie z jakiej okazji i ... ja tez nie wiem. Chcieliśmy jej wysłać co prawda ale w maju, na dzień matki ... Czyżby się spóźniły?

Ktokolwiek wie, widział, lub posiada wiedzę jakąkolwiek na ten temat, proszony jest o kontakt.
Do kwiatków dołączona została karteczka "Dziękujemy za wszystko", oczywiście bez nadawcy.
Kolejnym i ostatnim już podejrzanym jest mój braciszek.
Sprawa jest o tyle pilna, iż rodzicielka ma nie zaśnie dopóki nie dowie się całej prawdy -  i jak obudzi mnie w poniedziałek do pracy?!

P.S. Jeśli sprawca się boi, to pragnę uspokoić, obdarowana jest zachwycona.

sobota, 6 listopada 2010

Tramwaj marzeń

To był dzień jak każdy inny.
Ciężkie poranne wstawanie, kilka litrów kawy w pracy. Sztuczne uśmiechy do "ulubionego" szefa. Kilku nudnych klientów, kilka telefonów ... i zaczął się weekend.
Zamyślona, zdołowana trochę cudną jesienną pogodą wracała do domu. Teraz szybko robi się ciemno, więc powroty już nie są takie miłe. Tam gdzie wsiada zazwyczaj do tramwaju, jest jeszcze sporo miejsca. Gorzej zaczyna się przejeżdżając przez centrum Tłum, ścisk, jeden wielki koszmar.Ale to tylko kilka przystanków, więc zazwyczaj zaciska zęby i daje rade. Chroniczny ludziowstręt jest tak ściśnięty, że nie ma szans się odezwać, aż do czasu kiedy się rozluźni. Potem liczy tyko 1-2-3 przystanek i na następnym wysiadka.
Tego dnia, ścisk był wyjątkowy, najprawdopodobniej za sprawą deszczu.
 Ludzie tłoczyli się jak ogórki z reklamy pewnego sklepu. Jakiś stary dziad pchał się na nią niemiłosiernie. Trudno się dziwić, skoro nawet studenci trzymali swoje plecaki w górze.  Z całych sił starała się nie myśleć o średniej świeżości podróżujących i starcu za plecami. W pewnym momencie zauważyła iż pomimo postoju środka komunikacji, starzec porusza się - pewnie nerwowy, albo siku mu się chce - pomyślała.
Nie wytrzymała, kiedy ów stary śmierdziel nie przestając ruszać się dość rytmicznie, zaczął sapać i dyszeć. W szybie zobaczyła, że oczami błądzi gdzieś po suficie.
Nie wytrzymała
- Kurwa mać! - wykrzyknęła odwracając się do sapacza- Czy mógłby się pan o mnie nie ocierać?!?!?!?!
- Ja sie nie ocieram - odpowiedział czerwieniąc się i  nie przestając sapać.
- nie, k...wa - pomyślała - tylko masturbujesz się używając do tego mojej dupy
Sapacz wysiadł na następnym przystanku.
Jej radość nie trwała długo. Na kolejnym przystanku wysiadła znaczna ilość pasażerów, a połowa z pozostałych z uśmiechami dziwnymi patrzyła się na jej wielki zad.
Chciała zapaść się pod ziemię, ale była za daleko od domu.

Tak oto po raz pierwszy w życiu była oficjalnie i publicznie molestowana.

piątek, 29 października 2010

Uprasza się ...


Złodzieje byli, są i będą. 
Jedni "skaczą" na banki, inni wynoszą rzeczy z warzywniaka. Zazwyczaj towarzyszy akcji zamieszanie oraz kłopoty, lub chociażby utrudnienie życia dla poszkodowanego.
Wczoraj mieliśmy włamanie (w sensie że w pracy).
Pan złodziej był jednakże tak uprzejmy, że psując zamek, nawet drzwi nie zadrapał. Szanowny waszmość zabrał drobne z kasy (grube są na koncie) oraz 3 komórki, w tym jedna działającą.
Dlaczego tylko tyle?! Bo największe skarby firmy - czytaj Marzenka i ja - wygrzewały się w domowym zaciszu. Rozejrzał się, nabałaganił i poszedł.
Utrudnienie powstałe w wyniku odwiedzin nieproszonego gościa - teraz chodzimy z kłódką.
Jak zawsze, można znaleźć tez pozytywne strony.
Będziemy miały nowy telefon. Może nawet taki, którego nie trzeba będzie ładować codziennie.
Oraz, jesteśmy teraz najbardziej strzeżoną firmą. Co chwila ktoś do nas zaglada z zaprzyjaźnionych firm na piętrze z pytaniem czy wszystko u nas ok.
Chyba poproszę szefa z tej okazji o zakup nowych filiżanek, żebym miała w czym kawa poczęstować szanownych ochroniarzy :)
Korzystając z okazji,
Uprasza się szanownego złodzieja, aby następnym razem zgasił za sobą światło.

środa, 27 października 2010

ZIMA

Co co roku robi zima?
Zima co roku zaskakuje drogowców.
Co zrobiła dzisiaj?
Chuchnęła i wystraszyła wszystkich.
Zaszroniła i zamgliła miasto całe.
Teraz się śmieje złośnica z za rogu i patrzy jak szanowni szarzy ludzie czekają na przystankach na tramwaje i autobusy które wystraszyły się najbardziej i nie przyjeżdżają.

Skoro świt,  o 6:30, pół godziny po tym jak budzik mój wspaniały rozhulał się w celu przywrócenia mnie do stanu przytomności, sygnały dźwiękowe zaczęły docierać do mojego mózgu.
Po krótkiej kłótni z poduszką, zwlokłam cielsko swe szanowne i posunęłam w celu zamknięcia rozszczelnionego okna.
Obudziłam się widząc widok za oknem
Biało!
Śpiącą jeszcze rączka, wymacałam na stole bryle swoje szanowne.
- Pchiiiiii - dodałam,  pośpiesznie nasunąwszy na nos denka i odzyskując tym samym ostrość widzenia
- ?? - wydobyło się spod kołdry, w miejscu gdzie Seler zwykł spać.
- Nic nic Selerku. Tylko biało za oknem
- ???
- Myślałam że śnieg,a tu szron :(  Duuuużo szronu.
Rozczarowana bardzo, poczłapałam do kuchni, by kawą rozpocząć kolejny dzień.

Na przystanku, tłum ludzi, jakby z odpustu wracali. Przez chwilę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie ma jakiejś imprezy w mieście, albo może gdzieś coś za darmo dają.
Po chwili stania, wystarczająco długiej żeby zmarznąć, zaparować okulary i obudzić się z powody rześkości powietrza. Kiedy to tłum narastał, zamiast maleć, podjęłam męską decyzję.
Pozwolę, aby Seler miło jak nigdy rozpoczął dzień - postanowiłam.
Czy może być coś milszego, niż wychodzenie pół godziny wcześniej do pracy niż zwykle i odwożenie szanownej spóźnionej mnie przez zakorkowane i zamglone miasto?!
Oczywiście nie.

Pomimo szronu, mgły i korków na drogach - miłego dnia wam życzę.
Co będzie jak zima przestanie straszyc, tylko przyjdzie?!
Ale będzie jazda - jak co roku.

niedziela, 24 października 2010

Marianowe kwiatki

Któraż z nas, pięknych niewiast nie lubi kwiatków?
Nie znam takiej.
Nawet jeśli są one żelkowe i od koleżanki z pracy, a nie od cichego wielbiciela i wzdychacza do naszych wdzięków ...
Każde cieszą równie bardzo.
Pewnego piątkowego popołudnia, a dokładnie 2 dni temu, dostałam od mojej ulubionej Marzenki słodkie kwiatki (w dosłownym tego słowa znaczeniu).
W sensie że jestem super i najlepsza na świecie, o skromnosci swej nie wspominając.

- Ale ekstra. Skąd masz te kwiatki? - zapytał Krzyś odbierany przez mą wspaniałą osobę ze szkoły. Nie czekając na moją odpowiedź - no tak, Marcin ma imieniny w niedziele. Będą dla niego. Super!


Kilka minut później, w domu
- Mamo, jakie piękne kwiaty! - zapiszczał Marian
- Dostałam od Marzenki - powiedziałam w nadziei iż uda mi się odkręcić nieporozumienie, zanim jeszcze Marcin się o nim dowie
- Od tej twojej koleżanki z pracy?
- Tak, właśnie od niej.
- Są wspaniałe! Jak to miło z jej strony ze pamiętała o moich imieninach! Czyż ona nie jest słodka?

Tak oto przestałam być właścicielką kwiatów swych.

Wszystkim Marcinom świata obchodzącym dziś swoje imieninowe święto, życzę samych słodkości i radości.

poniedziałek, 18 października 2010

Baby boom


-Mamo! Kiedy znowu zachorujesz na tą chorobę? - zapytał czas jakiś temu Marian
- Na jaką synku? - zdziwiłam się, wszak choroby nawet wrogowi się nie życzy, a tu potomek własny, osobisty ...
- No, na ta co będziesz w ciąży i urodzisz nam dzidziusia.
- No cóż, obawiam się że nasz limit na dzieci się już skończył.
- To już nie ma dla nas żadnego w niebie?
- Wiesz, tego nie wie nikt, ale szanse są niewielkie. Musicie chyba porozmawiać z ciocią Dorotką.
- To ona urodzi i nam da?

Dorotce, czyli mojej ulubionej młodszej siostrze, pomysł nie do końca się spodobał. Rodzeństwo dla córki swojej to i owszem, ale o oddawaniu nawet nam, nie ma mowy.

Panowie próbowali różnych argumentów.
Jeden chciał brata, drugi siostrę. W ramach kompromisu zgodzili się na jednego brata ...
Póki co, nic nie jest w stanie mnie przekonać. No chyba żeby niespodzianka. Niespodzianki są fajne.

- Moje dzieci będą miały rodzeństwo - dodałam od niechcenia, ścinając włosy koleżanki.
Mina słuchaczy - bezcenna.
- Ale jak to? Który to tydzień? - zapytał  ździwiony nr 1
- Piąty - odparłam zgodnie z prawdą
- A jak się czujesz? - dodał ździwiony nr 2
- Ja? Dobrze, dziękuję

Jak to małe niedopowiedzenie, może zwiększyć zainteresowanie naszą osoba.
Dopowiadając.
Moje dzieci będą miały rodzeństwo.
Ich tata, czyli mój ulubiony były monż oraz jego wybranka, spodziewają się potomstwa.
Ja zostałam wyręczona, moi synowie uszczęśliwieni.
Morał - byli współmałżonkowie bywają pożyteczni.

Przyszłym rodzicom składamy szczere GRATULACJE!


Bociana znalazłam tu

piątek, 15 października 2010

Jagódki, Tereski i inne laski

- Mamo, zobacz! Tam są moje koleżanki z przedszkola! - Wykrzykiwał w podskokach uradowany Marcin - O! jest Madzia i jeszcze jedna ... hmmm ...
- Nie pamiętasz jak ma na imię?! - zapytałam
- Pamiętam. Tylko że nie wiem jak ci to powiedzieć ... Bo ona mnie kocha i ...  i ja ją też!
Zatkało mnie.
Marian wykorzystał chwilę mojego zawieszenie i pobiegł do Krzysia
- Halo! - zawołałam za nim - Syn, wróć!  Powiedz mi chociaż jak ma na imię moja przyszła synowa!
- Helena! Wiesz, Madzia też jest fajna. Ja ja bardzo lubię.
- Ale jak to? To dwie na raz?
- No i mam 2 laski, ale całuje się tylko z Heleną! I jeszcze jest bardzo zabawna - zawołał radowany. - Poza tym. Madzia mnie na razie bardzo lubi. Powiedziała że się zastanowi czy się we mnie zakocha.
- To którą w końcu bardziej lubisz?
- Helenę mamo. Helenę!

No i zaczęło się.
Nie poznaję syna. Jeszcze niedawno opowiadał jak to jakaś koleżanka pocałowała go podstępnie w usta i prawie zwymiotował, bo to przecież obrzydliwe i można kogoś poślinić ...


***

Dzisiejsze imieninowe kwiatki są dla Teresek, Jadź i Jagódek, a szczególnie dla babci Jadzi, w sensie ze rodzicielki mojej. Wszystkiego naj słodziutkie

niedziela, 10 października 2010

KÓŁKO I KRZYŻYK czyli właściwy człowiek na własciwym miejscu

Jedna z zalet naszego domku, jest to że pomieści jak często się da i ile się da. Materacy ci u nas dostatek, a magiczne 38 m2 okazuje sie być bardzo pojemne.
Była już u nas moja ulubiona Daria z córcią z zielonej wyspy (już za nią tęsknimy), był mój ulubiony starszy brat również z krainy koniczyny. Aktualnie jest u nas moja ulubiona młodsza siostrzyczka skąd?! -  oczywiście z Irlandii.
z moją ulubioną młodszą siostrzyczka Dorotką
Z racji tego iż nie widuję się z nią często, te kilka dni potraktowane zostało w naszej rodzinie niemalże jak święto narodowe. Seler wziął wolna sobotę, żeby odebrać Młodą z lotniska, ja mam wolny poniedziałek, żeby potowarzyszyć jej w załatwianiu różnych spraw. Nawet nasza rodzicielka zgodziła się, bez stawiana oporu na opiekę nad bąkami podczas sobotniego wieczoru, żebyśmy mogli wspólnie (Młoda, Seler i ja) zakosztować radości jaką niesie seans w kinie.
Film był fajny, nie powiem, ale ... Kilka chwil mi umknęło i koniecznie będę musiała obejrzeć go raz jeszcze.
Do kina dotarliśmy na tyle wcześnie, aby spokojnie zakupić bilety (mieliśmy nawet możliwość wyboru 3 z 6 ostatnich wolnych miejsc), oraz aby zakupić jakiś płyn do zwilżania ust swoich.
W trakcie seansu, Młoda cichaczem czmychnęła tam, gdzie królowie piechotą chadzają. Wracając, ze łzami w oczach wypiszczała szeptem
- Pamiętaj jakby co, że kółko.
Efekt - obie prawie leżałyśmy usmarkane pod siedzeniami.
A co stało się za drzwiami?
Ściskając nóżęta swoje popędziła w stronę wyjścia z sali. Jak tylko znalazła się na korytarzu, nerwowo zaczęła rozglądać się za toaletą. Ku radości jej oczu i pulsującego już pęcherza, ujrzała na ścianie neon przedstawiający pana i panią. Gdy dobiegła do drzwi, stanęła załamana. Kółko i trójkąt.
- SERIO?!?! - wydała z siebie rozkładając ręce
- Kółko!!! - Usłyszała z tyłu
Prawdopodobnie skończyłoby się to tragedią, gdyby nieoceniona pomoc pana biletera.
Właściwy człowiek na właściwym miejscu

czwartek, 7 października 2010

W KRAINIE PRÓŻNOŚCI

W KRAINIE PRÓŻNOŚCI czyli z wizytą u fryzjera.

- Czy już sobie wymyśliłaś co chciałabyś mieć na głowie? - Zapytał mój nowy ulubiony fryzjer Przemek
- No, chciałabym tu ściąć, tam wycieniować, pasemka w tym i tamtym kolorze ...
- Coś jeszcze chcesz? - dodał jak skończyłam już swoja wyliczankę.
Na myśl mi się automatycznie sunęło "buzi". Wszak fryzjer niczego sobie, ale Seler mój sprawuje się póki co nieźle i nie cierpię na brak jakikolwiek, no i fryzjer żonaty, dzieciaty...
- eee... chyba to już - odpowiedziałam niepewnie, widząc jego minę.
- No dobra, to mam zrobić tak jak ty chcesz, czy tak żebyś fajnie wyglądała?
Biała flaga pojawiła się nad moja głową, a że wietrznie było, więc trzepotała radośnie.
- Poddaje się - odparłam. Ty tu jesteś artystą. Czyń zatem swoja powinność.
Grzecznie podreptałam za mistrzem.
Byłam dzielna. Z trudem opanowywałam się żeby nie mruczeć podczas mycia głowy, czesania ...

Wyszłam zadowolona jak już dawno nie byłam. Może to dla tego, że do fryzjera "NA WYPASIE" chodzę średnio raz na 3 lata?!

W dniu wczorajszym byłam obiektem ochów i achów.
Mój własny, prywatny, osobisty starszy syn mnie nie poznał.
-Krzysiu, wiesz, mama dzisiaj była u fryzjera. Jako prawdziwy mężczyzna powinieneś pochwalić mamę - udzielała instrukcji potomkowi memu babcia w drodze ze szkoły.
- A co jesli nie bedzie mi sie podobało? Mam okłamać mamę?
- No nie, nie kłam, ale na pewno uda ci się wymyślić coś miłego, zgodnego z prawdą.
Kilka minut później
- Babciu, z kim idzie Marcin? - zapytał zdziwiony widząc nas z daleka

W tak zwanym międzyczasie w przedszkolu.
- Ojej, mamo, dlaczego masz inne włosy? - zawołał zdziwiony Marian zbiegając ze schodów placówki oświatowej.
- Dlaczego tak pięknie wyglądasz? - dodał po chwili, miziając mój nowy image.

Zachwycony Seler, przyszła teściowa, koleżanka spotkana na ulicy.
Podoba mi się kraina próżności. Zazwyczaj do niej nie zaglądam. Byłam w niej wczoraj i jeszcze dzisiaj zostanę ... Jutro już wracam na ziemie.
Obietnica, jaką wczoraj otrzymałam, prawdopodobnie spowodowana była chwilowym zauroczeniem - dlatego piszę w celu oficjalnego potwierdzenia ze stadem świadków.
Otóż, Seler uroczyście obiecał sponsorować moje podróże do krainy próżności co jakieś 3-4 miesiące.
Żeby mi tylko tak nie zostało - mam  już idealnie zadarty nosek.


***

Oczywiście pamiętałam, ale wyleciało mi z głowy. Chyba rozjaśniło mi nie tylko pasemka, ale także kilka komórek mózgowych.
W każdym razie Poluniu - z przedwczoraj, Krzysiu I - z wczoraj i Sylwku - z dzisiaj, urodzinowe Niezapominajki - że pamiętam i myślę, tylko czasem wylatuje ...
Czego chcecie, albo jeszcze więcej.
No i buziaki z uściskami oczywiscie

poniedziałek, 13 września 2010

15 LAT I INWESTYCJA DŁUGOTERMINOWA

- Dostałam 15 lat
- Za co?
Chciałam odpowiedzieć że za darmo, ale rozmijałoby się to z prawdą.
- Za 60 zł!

Pół godziny wcześniej
- Ma pani niezły MEKSYK w oczach - odparł lekarz wydający zaświadczenia dla kierowców, spoglądając na moja ostatnią receptę okulistyczną.
- Czy oprócz pięknych oczu, posiada pani ...
- Owszem, urok osobisty i dzieci szt 2 - odpowiedziałam nie czekając aż dokończy pytanie.
- Ale ... chodziło mi o wady.
No i się wydało. Całe życie może nie, ale na pewno odkąd pamiętam, uważałam swoje piękne oczęta za jedną ze swoich zalet, a nie wad! Może nie działają jak powinny, ale prezentują się niczego sobie. Tak przynajmniej myślałam.

- Czy pani wie, że nie powinienem wystawić pani zaświadczenia na dłużnej niż rok ?!
Tu zatrzepotałam rzęskami swymi, chociaż nie z taki zdecydowaniem, jak bym to zrobiła 10 minut wcześniej, zanim poznałam kolejna ze swoich wad.
- A pani chce żebym przedłużył pani prawo jazdy o 5?
- Nie, absolutnie! Ja poproszę bezterminowo. - Tu wykorzystałam swój uśmiech nr 3, w obawie że oczy nie zadziałają no i słynną minę kota ze Shreka.
- No to dam pani 15 lat.
- Dziękuję - odparłam nie zdradzając swojego wewnętrznego entuzjazmu, który gdzieś tam głęboko fikał koziołki i wiwatował z radości.
- Pewnie i tak wcześniej będzie musiała panie zmieniać dokumenty - dodał uśmiechając się pod nosem
Czyżby wiedział o czymś, o czym ja również powinnam?
- Pewnie będzie pani zmieniała adres. Do jakiejś willi się przeprowadzi...
- A tak, tak. Aktualnie czekam na wygrana w totka.
- Proszę pani, jaki totolotek. Chłopa trzeba odpowiedniego znaleźć! Bo proszę pani. Mężczyznę należy traktować jak INWESTYCJĘ DŁUGOTERMINOWĄ.
No i teraz już wiem, dlaczego mieszkam w wieżowcu, a nie w willi z ogrodem :)

P.S. Moja  własna, osobista Inwestycja Długoterminowa, zagroził(a), że kiedyś będziemy mieli domek. Wczoraj nawet taki jeden oglądaliśmy, w ZOO niedaleko żyraf i tygrysów - od razu z ochroną :)



Na zdjęciu mój nowy sąsiad LEW z łódzkiego ZOO.