Strony

niedziela, 21 maja 2023

W GOTOWOŚCI CZYLI CHORA SŁUŻBA ZDROWIA NIE TYLKO W POLSCE


  • Torba do szpitala spakowana.
  • Dokumenty naszykowane,
  • Transport w razie "W" ogarnięty,
  • Menagerowie w pracy poinformowani o tym że to może być w każdej chwili ...

Ciągle czekam na wyznaczenie planowanego terminu, ale kto był w Irlandii, ten wie, że służba zdrowia w tym kraju to tak zwane złudzenie optyczne.

Odkąd wiem, przestałam palić, nie piję, no bo jak?!

Tak więc czekam w gotowości, bo nie znam dnia ni godziny ...

Kiedy to w końcu pozbędę się długo hodowanych kamieni w woreczku zółciowym.


Wskazówka z życia wzięta - w  irlandzkim szpitalu z powodu ostrego bólu brzucha, dostaniecie paracetamol, ale wiecie, taki fancy - w kroplówce oraz ekg. Wszak osoby o zwiększonej masie ciała mają albo zawał albo stres i przesadzają.
Molestujcie swojego lekarza pierwszego kontaktu o badania USG, Gastroskopie ... na które i tak będziecie czekać jakiś rok. Albo tak jak ja, udajcie się poza sezonem do Polandii i zróbcie to przed śniadaniem ... 
Wybierzcie jednak klinikę, która ma opcję wydania opisu w języku angielskim, wszak tłumaczenie przysięgłe nie jest honorowane i będziecie skazani na wątpliwą przyjemność wykonania tych wszystkich badań raz jeszcze, a to trwa ...
Gorzej, jak już podczas badania wycięli wszystko i nie ma skąd wziąć kolejnego materiału do biopsji ...

Mówię wam, cyrk na kółkach.


Badajcie się.

I nie dajcie sobie wmówić hipohondrii!


Ja tym czasem czekam dalej na moje śliczności.

Prawda że podobne do mamusi 😍



czwartek, 16 marca 2023

WIOSENNE ZAKRĘCENIE, CZYLI PO LEKACH NA PRZEZIĘBIENIE SŁYSZĘ I WIDZĘ CO CHCĘ

Już kiedys wspominałam, że u nas na wyspie, to kilka pór roku jednego dnia potrafi być.
Mróz (taki Irlandzki oczywiście w granicach 0'C), śnieg, który w Polsce pewnie nzawany byłby szronem, po kilku godzinach słońce i temperatura w okolicy 10'C i skrobanie szyb na zakończenie dnia.
Zestawienie takie potrafi pojawiac się w różnych konfiguracjach z np gradem jako bonus. Dzięki temu nauczyłam się spontaniczności. Bo jeśli jest ładnie i chciałabym pochodzić po górach, pojechać nad morze czy jak normalny człowiek po parku, to trzeba to zrobić teraz!
Nigdy bowiem nie wiadomo jaka pogoda będzie za kilka godzin.
Albo jadąc nad ocean na ten przykład. Jeśli w tej chwili tam pada, to za 3 godziny jak już tam dojadę, może być pogoda odpowiednia wręcz na kąpiele choćby słoneczne.
Taki worek z niespodzianką.
Nie ma więc mowy o nudzie. 
Dzięki temu, można się bardzo łatwo zahartować, lub jak ja - wyjątkowo łatwo przeziębić.
Tak więc chodzę co chwila wyjątkowo pociągająca, z resztą jak większość mijanych ludzi. Taki mamy klimat.
Żeby funkcjonować, mam swoje ulubione "tabletki bez recepty na grypę".
Żaden katar, czy gorączka mi nie straszne, a i nastrój jakby taki fajniejszy.
Zaczynam podejrzewać, że mój organizm sabotuje moje zdrowie, kiedy spadnie mu poziom substancji czynnej.
Na opakowaniu jest wzmianka żeby nie prowadzić maszyn po zażyciu tabletki na noc.  Zastanawiam się czy te na dzień są zupełnie bezpieczne.

Zatankowałam samochód.
Zapłaciłam.
Wszystko odbyło się jak zwykle.
Stojąc na światłach, obok mnie zatrzymał się rowerzysta.
Uśmiechał się, zapukał w szybę ...
Ja z nosem czerwonym jak Bożonarodzeniowy renifer, pomyślałam sobie że tak mnie jeszcze nikt nie podrywał ...
Z uśmiechem od ucha do ucha puściłam szybę ...
- Słuchaj, masz otwarty wlew. Zamknę go ok? Chciałem tylko ci powiedzieć, żebyś nie myślała że ci grzebię przy samochodzie ...

KURTYNA

P.S.
Dobrze że pamiętałam o odwieszeniu węża z dystrybutora, bo juz bym była gwiazdą internetów.

ŻÓŁTY ROWER

Niby wiosna na naszej wyspie zadomowiła sie już chwilę temu. Pierwsze żonkile i krokusy już zdążyły przekwitnąć, ale ciągle jeszcze zdażają się dni że pizga chłodem.
Rano słońce i człowiek na rowerze podziwia przepięknej urody okolicę, a parę godzin później gradobicie i wieczorem skrobanie samochodu żeby można było do domu z pracy wrócić. Niby łóżek w miejscu pracy mam pod dostatkiem, ale jednak nie ma to jak własne.

A właśnie! Stałam się szczęśliwą posiadaczką roweru.
Wychodzę powoli ze swojej strefy komfortu, i przeganiam traumę.
Poszukiwania roweru zaczęłam już jakiś czas temu. Było kilka pięknych. Niektóre tylko do podziwiana, bo zakup ich wymagałby sprzedania nerki, a tą zostawiam na gorsze czasy.
Generalnie każdy rower który miałam do tej pory, po pół roku stawał się rowerem który słyszała cała wieś. Nie znam się bowiem na hamulcach, przerzutkach ...
Umiem wiele rzeczy, ale jeśli chodzi o rowery to jest to jedna z dziedzin, w której jestem inteligenta inaczej.
Jakie było moje ździwienie że są rowery "dla mentalnych blodynek" - czyli dla takich jak ja.
Są przerzutki w piaście koła, które się ustawia raz na kilka lat, albo hamulce bębnowe, których nie rusza się wcale. Po prostu, wsiadasz na rower i jedziesz. Jedyne o co trzeba się martwić to czy w kołach jest wystarczająco dużo wiatru.
Cud panie, Cud!
Była również ocpja kupienia roweru z uwaga! Wałem Kardana - zamiast lańcucha, ale zdecydowałam się na zwykły, który czasem będę musiała naolejować.
Tak więc jest szansa dla wszystkich którzy tak jak ja o rowerze wiedzą tylko jak wygląda i ewentualnie jak się go używa.
Można takie kupić i to nie za miliony monet!

Teraz nie dość że pięknie się prezentuję na mojej żółtej strzale, to jeszcze jak z kimś rozmawiam o przerzutkach czy hamulcach, to brzmię co najmniej jak bym się na tym znała.
Jeden używany rower, a człowiek od razu czuje sie mądrzejszy.

Tylko koszyka jeszcze mi brak!


środa, 25 stycznia 2023

BEZDŹWIĘCZNA NAWIGACJA, CZYLI JAK TO OKAZAO SIĘ ŻE NIE UMIEM MYĆ SAMOCHODU

Irlandia to kraj przecudnej urody. Od ponad 9 lat jestem niezmiennie w nim zakochana. 

Góry, morze, onean ... wszystko w zasiegu ręki i pod dostatkiem. Nawet na brak deszczu nie mona narzekać.

Od kilku lat, jak tylko mam trochę czasu, to staram się zwiedzać, albo chociaż odwiedzać moje ulubione zakamrki .
Kilka razy w roku wpadam na kawę do mojej ulubionej Margo, która zawsze planuje nam super wycieczki. No i tak właśnie ostatnio wylądowałyśmy nad oceanem, na plażach, które nie są specjalnie reklamowane, dzięki czemu są jeszcze bardziej wyjątkowe, bo dzikich tłumów tam się nie spotka.
Ale nie miało być o zwiedzaniu wyspy, bo to by trzeba było książkę pisać, a ja jestem zbyt leniwa.
No więc wyobraźcie sobie, wracamy z M, a nawigacja w telefonie pokazuje cos koło 2 godzin do celu. 
Oczywiście zagadana, przegapiłam zakręt. Stwierdziłam wówczas że to nic, bo przynajmniej będziemy miały 15 min wiecej na gadanie, a umówmy się że do milczących nie należę. 
W pewnym momencie, M zorientowała się że jesteśmy gdzieś, gdzie być nie powinnyśmy. 
To byl moment, kiedy właczyłyśmy dźwięki w nawigacji.
Prawdopodobnie ominęłam jeszcze kilka zakrętów, bo zamiast chwilę po 17, dotarłyśmy na miejsce po 19 ...

Dzięki tej wycieczce, a później drodze powrotnej do domu, mój samochód, kolorem  zaczął przypominać samochód off roadowy. 
Należę do grupy osób, które myją samochód tylko przed ważnymi wydarzeniami, jak na przykład przegąd. Wychodzę z założenia że tu i tak często pada, ja codziennie jeżdżę autostradą, więc to strata czasu i pieniędzy. Dla tych co się właśnie wzdrygnęli z obrzydzeniem, - o higienę osobistą dbam reguralnie.
Ale do brzegu. Postanowiłam złamac swoje zasady, przede wszystkim dla tego, iż szyby stały się mało przejrzyste. 
Na myjnię automatyczną nie wjade - próbowałam raz, ale chyba mam klaustrofobię. Wycofywałam z prędkością światła.
Postanowiłam zrobić sobie Dzień Dziecka i pojechać na myjnię gdzie przystojni panowie, jak na filmach tańczą z gąbkami - nie tańczyli (pewnie dlatego że padało). Poza tym kolejka była taka długa, że musiałabym wziąć dzień wonlny z pracy.
Wygrała myjnia ręczna. W sensie samoobsługowa. Nabyłam drogą kupna kod, wklepałam w maszynę, ale piana i woda to jakoś tak skromnie działały. Jako że nie znam się na tym, uznałam że tak właśnie ma być. Po kilku minutach mojego szaleństwa, jakiś uprzejmy pan, który już miał łzy w oczach od śmiechu, powiedział mi że muszę nacisnąć przycisk ... Takich jak on była cały parking.
Udało się. Umyłam auto, sama wyglądałam jak bym też z tego mycia korzystała (tylko zmarnowałam w domu ciepłą wodę na prysznic rano).
Dumna z siebie byłam tak bardzo, że aż mi kilka centymetrów wzrostu przybyło.
Jak dojechałam do domu, samochód zdążył wyschnąć ... Nie umiem znaleźć odpowiednich słów do opisania wzorów na moim aucie. Te mazy, to jest coś bez nazwy. 


Na szczęście zaraz jadę do pracy. Ustawię się za jakąś ciężarówką i kolor się wyrówna.

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Próba 1594, czyli dzisiaj będzie pomidorowa

To nie jest postanowienie noworoczne.
Już od jakiegoś czasu myślałam o powrocie na blogowe salony.
Postanawiam po raz 1594 zacząć od nowa.
Kiedyś myślałam o zmianie nazwy na "1001 PRZYPADKÓW BRACI G", ale bracia "G" wyrośli. 
Już nie są tacy śmieszni.
Wyobrażacie sobie, że moje małe robaczki już są dorosłe?! 
Tak, tak. Obaj pełnoletni, a 18tka Marcina, to był mój "Dzień Wyzwolenia". 
Kocham ich nad życie i ciągle karmię, a raczej udostepniam kuchnię, ale prawny obowiązek został zakończony. 
Obyło się bez ofiar w ludziach.
Teraz tytuł bloga powinien brzmieć "1001 przypadków Matki Polki".


Niby nic się nie dzieje, ale jednak ciągle się coś wydarza.
Odwołane loty, zagubione samochody na parkingach, podróż na gapę w wagonie towarowym ...

Tak więc moi kochani - wracam.

Dzisiaj bez fajerwerków, na spokojnie, jak na kobietę w srednim wieku przystało.

Jako osoba bywająca, ba , nawet sypiająca w kuchni, raczej średnio z niej korzystam. Dzisiaj z okazji dnia wolnego, postanowiłam zaskoczyć potomstwo domowym obiadem. Normalnie to oni pełnią rolę kucharzy. 
Im wychodzi to zdecydowanie lepiej.
Lasagne w wersji bez makaronu, że niby zdrowiej.

Miał być cód miód i orzeszki ...
Wyszła całkiem przyzwoita pomodorowa :)
Tu wychodzą braki z fizyki, chemii może?! 
Warzywa puszczaja wodę!

Ktoś chetny?
zapraszam!



P.S. potomstwo po zjedzeniu, żyje!


niedziela, 14 marca 2021

EDUKACJA. CZYLI POST POD ZNAKIEM ZAPYTANIA

Człowiek całe życie się uczy .. i głupi umiera.

Myślałam że już mnie nic nie zaskoczy. A jednak.



Czy to znaczy że całe życie byłam w błędzie?  Myślałam że jestem Europejką.

Grenlandia o której wiem co prawda niewiele, okazuje się być Europą? A my mieszkamy w Azji? 

Czy to jedna z tych rzeczy , która w zależności od kontynentu wyglada inaczej? W Australii na ten przykład używają map świata do góry nogami (w porównaniu z tym co my znamy). 

Szablon zamówiłam z Chin. Czy stamtąd świat wygąda inaczej?

Czy może powinnam zredukować ilość wina?




sobota, 6 marca 2021

PHOEBE JEST KREATYWNA - CHCIAŁAM BYĆ JAK PHOEBE


Często powtarzam że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Tak samo jak ja. Nie moge umieć wszystkiego, tak?! To że potomstwo przeżyło kilkanaście lat na moim wikcie, nie znaczy że umiem gotować. Przekonałam się oty dzisiaj. 
Zdalne zajęcia.
Cały dzień na wykładach przed komputerem. Oczywiście w wersji domowej. Kamera obejmuje tylko twarz, więc tylko ta część doprowadzona do porzadku. Resztę uznałam za mało istotną, więc założyłam bluzę i radośnie uczestniczyłam w zajęciach. 
W czasie jednej z przerw, ambitnie postanowiłam coś ugotować. Żeby nie było że potomstwo musi samo polować na pożywienie. 
Zupka jarzynowa, powoli "pyrkała" w garnku kiedy to ja wróciłam do zajęć.
W pewnym momencie stwierdziłam że wykłądowca ma dziwny alarm ustawiony. Coś mu w oddali pikało. 
Po zdjęciu słuchawek okazało się że to mój alarm. 

Nic nie spaliłam. Troche się zaparowało, ciecz w garnku stała się gęstym kremem warzywnym - taki był cel oczywiście.

Tak czy inaczej, użądzenie na suficie nie załapało idei mojego gotowania i rozśpiewało sie w najlepsze. Sąsiedzi się zlecieli. Nie to żebym miała jakieś tłumy po sąsiedzku, ale reakcja była. Ja w piżamie ... Widownia na żywo i przed onitorami komputerów.
Sąsiad pomogł mi rozmontować urządzenie, które zamilkło dopiero po wyjęciu baterii. 
Przypomniałam sobie Phoebe z "Przyjaciół" - tam był jakiś guzik resetujący. U mnie go nie ma. W każdym razie ja nie widzę. Chciałam, z buta, ale trylko trampki w zasięgu ręki.


Niby człowiek żył przez 30 lat bez alarmów, ale jakoś się do niego przywiazałam i tak dziwnie będzie bez niego. Za kilka misięcy wyprowadzka i jeśi nie rozwiążę zagadki, chyba zostawię go właścicielowi na blacie w kuchni z liścikiem pożegnalnym.

Z tym użądzeniem się nie dogadam.

Jakieś pomysły?




czwartek, 11 lutego 2021

WYCIĄGANIE WNIOSKÓW, CZYLI ZACHCIAŁO SIĘ MAŁGORZACIE KOLORÓW

Dziekuję pieknie za wszystkie trzymane kciuki.

Semestr zaliczony!
Zaczął się kolejny, komoda odmalowana.

To nie był mój pierwszy raz. Ale przyznam  się, że można wyść z wprawy. O tym, że to nie był mój pierwszy raz malowania tego konkretnego mebla, przypomniałam sobie usiłując zdjąĆ fronty. Już je kiedyś przyklejałam. 

Wniosek 1 - "Jak nie siłą to młotkiem", nie sprawdza się w przypadku kleju do drewna. 

Klej nie puszcza! 

ODMALOWANA!
Wniosek 2 - przy składnaniu całości do tak zwanej kupy, młotek pomaga, ale pozostawia ślady!
Moja komoda zatem z daleka prezentuje się moim skromnym zdaniem nienajgorzej. Z bliska nikt jej nie oglada. Wiecie, bezpieczny dystans. Standarodowo po złozeniu jej do kupy pozmieniałabym kolejność kolorów. Ale ponieważ szuflad z niej się nie wyjmuje, musiałabym przemalowywać wszystko od nowa ... 

Wniosek 3 - na starość zapał i cierpliwość dużo szybciej idą się paść!

Teraz znowu doniczek zaczyna mi brakować, bo oczywiście nowe zieleninki wpdły do koszyka. 

Same!
Od ostatniego wpisu przybyłoi mi 7. Oficjalnie wydałam już tegoroczny budżet na kwiaty. Dzisiaj niechcący nabyłam kolejnego, ale dzisiaj tłusty czwartek, więc zamiast  pączków. No i doniczkę ma przecudnej urody.

Czy to się leczy?

Ja już szczypiorek kupuje w doniczce. Co prawda wieki temu skończyłam technikum ogrodnicze, ale to baaardzo dawno więc już dawno powinno mi przejść.

Potomstwo do tej pory sapało na widok nowych nabytków, ostatnio już się nie dziwią, a starszy nawet docenił kilka dni temu, że kupiłam tylko kilka roślin i ciągle było miejsce dla niego w samochodzie.

Młodszy w trosce o brak miejsca u mnie w pokoju, podbiera co jakiś czas jakiegoś do siebie. Tak że udziela się.

Jedna rzecz spędza mi sen z powiek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w niedalekiej przyszłości będę musiała się przeprowadzić. Jak ja to wszystko ze sobą zabiorę?

To nic że meble, ubrania. Ale rośliny?!

Musze szukać domu w którym to wszystko się zmieści. Już mi sie dzisiaj przyśnił. 

Teraz tylko zmaterializować sny!

poniedziałek, 25 stycznia 2021

ŻYCIE NA KRAWĘDZI

Oficjalnie zakończyłam semestr. 

Mam nadzieję że zakończyłam, bo jeszcze się zdarzyć może, iż mojej wykładowczyni nie przypadnie do gustu moja pisanina. 

Wszyscy trzymają kciuki, bo ja teraz mam w planach malowanie komody, a nie pisanie kolejnych prac. Muszę efektywnie wykorzystać 2 tygodnie wolności, zanim kolejny semetr się rozpocznie.

Komoda dotknięta zębem czasu, wymaga lekkiej reanimacji. Poza tym, taka obdrapana nie pasuje do moich roślinek, które muszą na niej stanąć. Bo nie wszyscy wiedzą, ale ostatnio liczba roślin w moim mieszkaniu znacząco się zmieniła.

Mam na to 2 teorie.

Pierwsza, to skutek uboczny lockdownu. Człowiek nie czuje się jak skończony dziwak gadając do roślin. Lepiej tak, niż do samego siebie.

Druga opcja równie prawdopodobna - niektóre kobiety, dla towarzystwa kupują koty. Nie powiem że taki pomysł nie przebiegł przez me czoło myślą niezmącone, ale wynajmujemy mieszkanie. Już i tak ukrywamy zająca. Z kotem byłby problem. W moim przypadku zamiast kota - dżungla

Mam 2 tygonie na przearanżowanie wnętrza, półek ... ponieważ zielenina opanowała nawet moje biórko i nie mam jak pracować. Dosłownie, życie na krawędzi. A tu z kazdej strony kuszą, dzielą się szczepkami, promocje roślin, coraz to fajniejsze doniczki ...
Już na zakupy staram się chodzić wtedy i tam, gdzie akurat nie ma ciekawej oferty. Pokapowali się i wstawiają rośliny nawet do sklepów spożywczych. Jeszcze nie umiem robić zakupów z zamkniętymi oczami!

Mam mało czasu.
Szkoła zaczyna się za 2 tygodnie, a w czwartek podwójny atak. Lidl i Aldi straszą promocją.

Jak tu życ?!

sobota, 23 stycznia 2021

Peter, czyli esej może poczekać

Jest sporo rzeczy których robić nie lubię. Nie sprawiają mi przyjemności, a powinny - po co tracić czas na rzeczy niemiłe?!- albo po prostu nie i koniec. 
Nigdy nie lubiłam gotować. Żadna nowość. To tylko fakt, o którym wiedzą ci co mieli przyjemność. Poznać, nie spróbować. Bo chociaż do czynności nie pałam entuzjazmem, to ofiar w ludziach jeszcze nie odnotowałam. Albo o nich nie wiem, bo już nie moga nic powiedzieć. Najbardziej na świecie z domowych obowiazków nie lubię: 
- ściągać naczyń z suszarki - nie dorobiliśmy sie zmywarki, chociaż ona chyba nie posiada takiej opcji 
- składać prania 
- zmywać naczyń - ciagle nie mamy zmywarki 
- prasowania - niestety zapodziałam gdzieś żelazko, które ostatnio prasowało okleinę na stoliku. 
Jest wiele innych o których pozwolicie że nie wsponmnę. 
 Ale to juz tak jest, lubisz, czy nie, to trzeba. Odkąd moje dzieci, a szczególnnie młodsze urosło ponad poziom kuchenki - chciałoby się powiedzieć że w kuchni jestem gościem. Nie dokońca byłoby to prawdą, ponieważ mam salon z kuchnią - wiecie - open space (nie wiem jak wstawić wymiotującego emotika)- w którym to salonie mieści się moja sypialnia, pracownia i wszystko inne. Więc o zgrozo - jestem w kuchni w dzień i w nocy. W kazdym razie młody opanował kuchnię. Gotuje tak, że Pascal wymięka. Serio. Jestem na to żywym dowodem! 
Ale miało być o rzeczach których robić nie lubię. 
Po 40 latach stwierdziłam, że nie lubię studiować. Nie to że zupełnie nie lubię się uczyć. Chyba wolę jednak to, co mnie interesuje niż rzeczy które ktoś mi powiedział że muszę. Bo jak niektórzy z was wiedzą, po skończeńiu colegu (jak to się w ogóle pisze?) w zeszłym roku, poszłam jeszcze na studia uzupełniające ... No stara i głupia. No i teraz mam. 
Mam do napisania esej. 3000 słów. Zabieram się jak do jeża. Z kazdej strony. Wszystko tylko nie pisanie. Generalnie jest to przedmiot, który ciągle wprawia mnie w zadumienie. Po 6 miesiącach ciągle nie mogę zrozumieć powiązania z kierunkiem moich studiow. Żeby nie było, przeczytałam lektury obowiązkowe, i nawet kilka artykułów ponad program, a jak. Rozpisałam plan i kilka wewnętrznych myśli - mamy już 856 słów ( w tym bibliografia, cytaty i spis treści) Oprócz tego mam zrobione 3 prania, w tym 2 poskładane, kotlety, szarlotkę i rosół. No dobra, bulion warzywny. Nie znoszę rosołu. 
Czy rosół nie pachnie wam jak siki?! Podobno mają ten sam skłąd chemiczny ;) 
Wyszorowałam łazienką łącznie z sufitem ... W ramach pomocy swojej własnej osobie, właczyłam standardowo muzykę. YT przyszedł z pomocą. I co?! Było pięknie. Dopóki po pół godzinie motywującej muzyki nie wskoczyła następna lista. (Ci co puszczaja piosenki, chyba znają nasze preferencje).

Peter Bence. Nie, nie promuję i nie sponsoruję tu niczego. Ale przy Afryce zawsze miękną mi kolana. Zawsze miałam słabość do pianistów. Dobrze że ten Węgier (daleko) i młody. Gra tak, że zamiast się rozpędzić z pisaniem, zaczęłam robić świeczki z potomkiem mlodszym ... Który oświadczył że obrzydziłam mu Afrykę na Amen 

Uprzejmie uprasza się o nie dzwonienie i nie pisanie do mnie w dniu jutrzejszym, t.j. 23 - 24.01.2021. Będę kończyć esej którego nie dokonczyłam bo poszłam w tany z Peterem.

niedziela, 10 stycznia 2021

ROZGRZEWAJACY WPIS

Zima, zima. Prawie środek zimy. 

Nawet śnieg mieliśmy 2x po 4 godziny. 

Umówmy się, że jak na Irlandię, to limit śniegu wyczerpaliśmy na ten rok.

Jest to jeden z powodów, jak myślę, kiepskiego budownictwa. Domy stoją i mają się nieźle, ale izolacje, szczególnie w sarych budynkach pozostawiają wiele do życzenia. Nie ma potrzeby opatulać budowli, jeśli zima z temperaturą -5'C jest uznawana za zimę stulecia.
W jednym z takich zabytków mieszkam wraz z potomstwem. Jest ok, choć bywa chłodnawo.

Wczoraj na ten przykłąd, podczas zajęć na uczelni (zdalne), uświadomiłam sobie, iż temperatura 14,9'C jest przyjemna, pod warunkiem iż jest się ciągle w ruchu. Siedzenie w takich warunkach przed komputerem wzmacniało tylko moje cierpienie związane z nudnym wykładem.

Swoją drogą jak to jest, że wiosenne 15'C jest tak przyjemne, że można w krótkim rękawku zwiedzać świat?!

Ale ja nie o tym.
W łazience przestałam sprawdzac temperaturę, po tym jak dnia pewnego po pracy radośnie wskakując pod prysznic odnotowano 10,5'C.

Jak człowiek nie wie, to jakoś tego tak nie odczuwa. 


W dzień miałam jakies 15 stopni w pokoju. Termometr ustawiony jest obok kanapy na której sypiam. Wyobraźcie sobie moje miłe zaskoczenie, kiedy po pół godziniy przebywania w tejże okolicy, temperatura otoczenia wzrosła do 16,4'C!

Jestem gorąca sztuka!

Nawet w średnio wyjściowym ciasteczkowo-potworowym Onesie, które odziedziczyłam w spadku po swoich synach. 

Swoją drogą to świetny wynalazek. Mega ciepły i chyba ratujący moje zmysły w tych tropikach. Jedna uwaga dla przyszłych użytkowników. Na samym początku użytkowania poćwiczcie szybkie robieranie w celu skorzystania z toalety. Może być to zaskakujące doświadczenie jeśli nie ma się wprawy.
Na szczęście mam jeszcze Kaczora Daffy w zapasie.

Ciepłego dnia kochani.

piątek, 8 stycznia 2021

CO PRZYNIESIE 2021, CZYLI JAK STOMATOLOG O PACJĘCIE ZAPOMNIAŁ

2020 był dziwnym rokiem dla wielu, jesli nie dla większości.
Był też dla mnie totalnie milczącym rokiem na blogu.
Od kilku tygodni walczę ze sobą czy nie zacząć znowu pisać ... 
Nie mam postanowień noworcznych, bo i po co?! I tak nic z nich nie wynika. Zastanawiałam sie jednak nad powrotem w blogowe przestrzenie. 

Ostatnio znajoma, z którą nie widziałam sie od kilku tygodni zapytała się mnie co u mnie słychać? Ja na to, a ile ma czasu?

Tak, dzieje się. 2021 ledwo się zaczął, a ciągle sie coś wydarza. Coś, co przytrafić może się tylko mi.

Tak więc z lekką dozą niesmiałości wracam. Mam nadziję, że tym razem na dłużej.

Bo jak nie wpomnieć o dentyście, który o mnie zapomniał?

Słyszałam wiele o służbie zdrowia w Polsce i w Irlandii. Szpitalne SORy to poczekalnie dla odważnych, którzy mają na zbyciu kilka godzin. Zdarzyło mi się kiedyś czekać na wizytę do lekarza rodzinnego, chociaż na szczęście tego nie odwiedzam zbyt często. 

Dzisiaj miałam przyjemność odwiedzić lokalnego stomatologa. Zazwyczaj moja dentystka z Polski jest pierwszą osobą która wie że kupiłam bilet na podniebny autobus. W tym roku się nie udało. Pewnie dlatego że w 2019 przekroczyłam limit. Innego powodu nie widzę. 

Rano przywitał mnie śnieg. Tak, w Irlandii tez czasem pada. Krótko terminowy, bo po 4 godzinach nawet kałuży po nim nie zostało, ale co sprytniejsi nawet bałwana zdążyli ulepić. Radosnie poczłapałam do gabinetu. Standardowy ubaw po tym jak zostałam zapytana o swoje imie i nazwisko. Chyba nigdy nie przestanie mnie to bawić. Dla tych niezorientowanych, Małgorzata, to dość trudne imię do wypowiedzenia przez Irlandczyków, o podwójnym nazwisku z ogromną ilością "sz" i cz" nie wspominając. Drugi człon nazwiska w spadku po ulubionym byłym mężu, którgo to nazwiska zapomniałam zmienić jak był na to czas. Wszyscy po próbie wypowiedzenia i ćwiczeniach buzi i języka zostają przy Gosia pisane przez "h" czyli Gosha- to chyba już kiedyś grali w jakimś filmie.

Tak więc zasiadłam w ciepłej, przytulnej poczekalni. Po godzinie zorientowałam się że już przynajmniej 2 osoby, których wizyty były na późniejszą godzinę, zostały przyjęte. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, jako że gaduła jestem a towarzystwo trafiło się równie rozmowne. 
Przy nadarzającej sie okazji w postaci przemykajacej obok recepcjonistki, zapytałam się czy o mnie nie zapomnieli ...
Już dawno nikt mnie tak nie przepraszał!

Na jej obronę tylko wspomnę że kobiecina jest na ostatnim zakresie ciąży i baby-brain mógł ją dopaść.

Zostałam przyjęta. Nikt się nade mną nie znęcał. Zęby okazały się zdrowe.

Teraz tylko mnie zastanawia jak to jest możliwe? Jestem osobą, którą ciężko przeoczyć. Czyli że duża i nijaka?  

Jak tylko sezon czapkowy sie skończy, rozważę opcję przefarbowania włosów na jakiś wyjątkowy kolor. Może zielony?

Ewentualnie jak otworzą sklepy obuwnicze, to zaopatrzę sie w odblaskowe ciżemki. Co by już nikt o mnie nie zapomniał.


Tym czasem ściskam was mocno i z niecerpliwością czekam co ten dziwny rok przyniesie.

sobota, 16 listopada 2019

KRÓTKI PRZEPIS NA POPRAWIENIE HUMORU MAŁGORZACIE CZYLI MAŁE RZECZY KTÓRE CIESZĄ

Tak się czasem zastanawiam czy nie zmienić tematyki tego bloga.
Jakos ostatnio u mnie mało rzeczy wartych wspomnienia się dzieje. Więcej emocji wywołują u mnie ludzie robiący zakupy (albo i nie) w sklepie w którym pracuję. Normalnie możnaby książke napisać. Pomysłowość i niejednokrotnie głupota ludzka nie zna granic. Serio, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Moja chociaż ogólnie uznawana za dość bujną, - wymięka.
Za każdym razem, kiedy przez me czoło myślą niezmącone przebiegnie pomysł żeby zakończyć po raz kolejny bloga, bo nuda - staje się coś, o czym muszę, no po prostu muszę napisać.

Wyobraźcie sobie sytuację.
Ja, "poważna" pani, zbliżająca się wielkimi krokami do 40!, robię zakupy z potomstwem. W koszyku mamy również płyn z niewielką zawartością alkoholu. Niby nic, ale na monitorze wyskakuje informacja, iż transakcja będzie musiała być potwierdzona przez pracownika ...
No i podchodzi młodzieniec. Spogląda na chłopaków, na moja skromną osobę i z uśmiechem pyta się czy mam przy sobie dokument potwierdzający mój wiek. Zignorowałam człowieka, bo myślałam że ewidentnie się ze mnie nabija. On jednak pytającym wzrokiem wpatrywał się we mnie, więc zapytałam się czy napewno chodzi mu o mnie - potwierdził.
No i teraz opcji jest kilka.
1) Młody człowiek jest nowym pracownikiem i zanim nauczy się elastycznie podchodzić do tematu, będzie legitymował nawet 80 letnie staruszki.
2) Zorientował się że jego pytanie było bezsensowne, ale z grzeczności już go nie odwoływał.
mógł popatrzec uważnie i powiedzieć, coś w stylu, ..."a nie, nie. Nie zauwazyłem że jesteś taka stara"
3) W lekkim makijarzu prezentuję się nie najgorzej.
Bez wzgledu na to która opcja jest właściwa, człowiek ten poprawił mi nastrój na jakiś tydzień. Z wielką radością pokazałam mu prawo jazdy. Byłam gotowa głośo się zapytać czy ktoś jeszcze chciałby zobaczyć.
Powstrzymałam się.

A tak poza tym,

  • Hiszpan, okazał się kobietą - ciąglenie nie ma imienia
  • Przez chwilę umiałam otworzyć wlew, żeby go zatankować - już mi przeszło.
  • Rozważam opce zmiany koloru włosów co by był bardziej adekwatny do tego co się dzieje u mnie pod sufitem.





wtorek, 12 listopada 2019

ESEJ O KRZEŚLE CZYLI MATYLDA W ROLI GŁÓWNEJ

Mam napisać esej o krześle. Rozumiecie? O krzesle!
No dobra, zdanie o projektancie, może dwa. Słówko o epoce, bo to ma być z przed 1900 roku.
krowa MATYLDA by M.G.
Ale cóż można napisac o krzesle? Ileż można opisywac materiał z którego zostało zrobione i technikę.
Nigdy  nie miałam problemu z pisaniem, chociaz ostatnio to chyba bardziej fizyczna niż umysłowa się zrobiłam.
Jakby mi kazali takie stare na ten przykład przerobić- to z ogromna przyjemnością. Ale pisac?! Ja chyba jednak nie wydam tej ksiązki. O zaliczeniu projektu na uczelni nie wspomnę.
Ja już sobie wymyśliłam jak owo siedzisko możnaby przerobić. Zleciłam nawet Marianowi opracowanie wzoru na materiale który zostanie użyty do obicia. Stary "Ludwik" będzie przyodziany w łaty, wszak krowa Matylda występuje tutaj w roli głównej, Żeby nie było że tylko lamparcie centki mogą być ozdobą.

1200 słów o krześle!!!

czwartek, 7 listopada 2019

BLONDYNKA NA POKŁADZIE

Zawsze uważałam się nieskromnie za dość mądrą osobę. Może lekko zakręconą, ale raczej zaradną. Jestem gotowa nawet na stwierdzenie że nie jedn facet mógłby ze mną konkurować w obsłudze wiertarki, piły, wyżynarki i innych bardzo "kobiecych" sprzętów. Nie to żebym była jakąś feministka straszną, ale życie nauczyło mnie że trzeba sobie umiec radzic samemu. Zrobie sobie stół, położę płytki na balkonie, wytapetuję mieszkanie ... Żeby nie było, paznokcie tez umiem sobie pomalować.
Dzisiaj jednak po raz kolejny rozwaliłam system.
Kilka dni temu musiałam się pożegnac z KIAnką. No dziewczyna sobie nie radziła. Podobno jeźdzła tylko siłą woli (chyba mojej). Od teraz będe jeździć z Hiszpanem, a co?!
Chłopak jest trochę młodszy, brzmi poważniej - bardziej jak traktor. Taki maczo znaczy się.
Tak więc dzisiaj po raz pierwszy pojechałam z nim na stację benzynową. W głowie powtarzałam sobie: "Deasel", "Czarne", "Nie zielonemu" ...
I co zrobiłam?!
Nie, nie zatankowałam benzyny. Ja po prostu nie umiałam otworzyć wlewu. Kombinowałam, próbowałam, nic. Uparty sie nie dał wykręcić. Z pomocą przyszedł YouToube. Filmik na szybko, bo już głuio zaczęłam wyglądać walcząc z własnym samochodem. - NIC. No po prostu temu na filmie działało a mi nie. Już pomyślałam że kupiłam samochód bez możliwości tankowania i w głowie obliczałam czy się doturla, ewentualnie czy dopcham go do domu.
Poddałam się. Schowałam swoją dumę głęboko w kieszeń i poprosiłam panią na stacji benzynowej o pomoc. Oddelegowała swojego męża który akurat podjecgał. 3 sekundy - otworzone. Patrzyłam się mu na ręce jak złodziejowi, kodując każdy ruch.
Zatankowane, pojechane. Tyle że za Chiny nie pamiętam jak on to zrobił.
Tak więc mam czas do końca baku żeby przetrenowac otwieranie wlewu.
A dopiero co wspominałam stare czasy jak to będąc włascicielką Malucha, pierwszy raz zatankowałam go po roku!. A to dzieki temu, iż mój ulubiony były mąż zawsze dbał o to żeby samochód był gotowy do jazdy - Dzię
ki Łukasz. Pierwsze tankowanie - cóż to był za stres!
Tak więc mam małą powtórke z rozrywki.

A jak nie opanuję techniki otwierania, to sobie znajdę faceta który będzie w posiadaniu tejże tajemnej wiedzy.
Taki pomysł na casting sobie wymyśliłam!

czwartek, 31 października 2019

CZY TO SIĘ LECZY?

Tak, wiem, zakręcona jestem od urodzenia. Ale serio, teraz to już chyba osiągnęłam level Master.
Zaczynam się zastanawiać nawet czy to nie jest jakas jednostka chorobowa. Zdecydowanie łączenie kropek nie wychodzi mi ostatnio najlepiej.
Zazwyczaj zwalałam to na zmęczenie, zbyt wiele spraw na głowie. Ale teraz takie wymówki nie przejdą. W zeszłym roku o tej porze, byłam już po przynajmniej 4 kryzysach, kiedy płakałam ze zmeczenia. W tym roku jest plaża - jak na razie 1 mały kryzysik. 


Taka sytuacja.

Zostawiłam samochód na myjni. Wiecie, takiej ręczniej, do odbioru za godzinę. Blisko, bo za rogiem, czyli prawie że u siebie. Co zrobiłam zapytacie? - Zpomniałam. Pobiegłam na kilka minut przed zamknięciem. Zapłaciłam grzecznie, odebrałam kluczyki. Nie mogłam wyjechać bo jakiś mentalny blondyn mnie przyblokowal. Ale jak wspomniałam, myjnia jest prawie pod domem, wiec postanowiłam ze przeparkuje później, jak już się wszystkie sklepy pozamykają ... 
Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy wychodząc z domu kilka godzin później nie zastałam samochodu na jego stałym miejscu parkingowym. Normalnie stan przedzawałowy. Potrzebowałam kilka dłuuugich sekund żeby połaczyć fakty. 

CZY TO SIĘ LECZY?

środa, 24 lipca 2019

NIEZAPOWIEDZIANE WIZYTY PORANNE

Mam jakąś traumę jeśli chodzi o dźwięk domofonu. W sumie to głównie chodzi o listonosza który to nie czekając na odpowiedź po prostu zmyka. Tak więc na ten dźwiek jestem wyczulona bardzo. Generalnie śpię snem sprawiedliwego. Mało co jest w stanie mnie obudzić. Myślę że mogę zaryzykować stwerdzenie iż możnaby mnie wynieść z łóżkiem na zewnątrz i obudzłabym się dopiero gdyby padało. Jednak dźwięk dzwonka do drzwi stawia mnie na równe nogi w 3 sekundy.

Tego poranka wybudziły mnie głosy dobiegające z zewnątrz. Jest środek lata, upały. Nawet w radiu mówili że zapowiada się gorący dzien +16'C. W związku z tym, okna pootwierane mamy cała dobę. Ponieważ przed budynkiem w którym mieszkam, przebiega trasa "z" i "do" pobliskich pubów, takie dźwięki z reguły nie robią na mnie wrażenia. Dopiero po dźwięku domofonu oprzytomniałam i zaskakująco szybko uświadomiłam sobie iż 6:30 w niedzielę to średnia pora na wizyty domowe, a pub jest w odległości 3 minuty piechotą i został zamknięty jakieś 4 godziny wcześniej.
Szybka analiza i uznałam że to pewnie pomyła i osobnik ów chciał sie dostać do sąsiada. Pozostałam niewzruszona. Zdjęłam tylko słuchawkę z widełek co by mi potomstwa nie obudził.
Okazało się iż to jakiś Irlandczyk dyskutował z kierowcą taxówki. Opcje są dwie. Był bardzo pijany albo miał bardzo małe stopy co nie dawało mu stabilnej podstawy, bo miał problem z utrzymaniem pionu.
Chwile to trwało. Taksówkarz odwiózł gonawt do bankomatu, ale czemu go przywiózł ponownie pod mój adres, tego nie rozumiem. Starałam się nie zwracać uwagi na ich orzywione dyskusje aż do momentu kiedy usłyszałam dźwięk jakby gniecionego plastiku. Jakby ktoś deptał po śmietnikach. Moja ciekawość wówczas wygrała. Podniosłam się i spojrzałam w okno. Zobaczyłam tylko łokieć. (Dla tych co nie wiedzą, mieszkam na dość wysokim piętrze). Wystraszyłam się, pobiegłam do Krzyśka, wszak jego pokój był następny. Nic nie zauważyłam. Pognałam do Mariana który niczego sie nie spodziewając błogo spał na lóżku ustawionym pod oknem, Wtedy zobaczyłam już całą rękę owego osobnika w srodku, na wyskokości głowy młodego.
Nie kazdy wie, ale w Irlandii okna otwierają się na zewnątrz. W moich otwiera sie tylko lufcik. W związku z tym wejście z zewnątrz jest utrudnione, ale nie niemożliwe.
Człowiek ten regularnie chciał wejść mi do mieszkania przez okno. Jak lwica nabrałam tchu i wyrecytowałam "what the f* you think you're doing here?".

Czlowiek na parapecie odparł "oł, sorry", po czym odwrócił się i zaklął radośnie. Podejrzewam że wówczas połączył kropki i zorientował się że
a) pomylił adresy
b) wspiął się nieco wyrzej niż myślał i teraz musi zejść na ziemię, wszak nie jest mile widziany gościem.

Marian usiadł na łóżku i kilka sekund zajęło mu ustalenie co się stało. Wyglądał jakby na moje pytanie co tam robi chciał odpowiedzieć że śpi. Okazało się że usiłował ustalić czy nie ma czasem jakiśc imienin, urodzin i w co go wkręcam.

Nasuwają mi się dwa wnioski:
1. Nie nalerzy mnie odwiedzać w niedzielę przed 7 rano. NIe wpuszczę, będę kazała czekać na schodach
2. Moje dzieci już nic nie zaskoczy. Chyba odkryły że ich matka normalna nie jest. A ja tak się starałam zachować pozory.

środa, 19 czerwca 2019

CASTING

Z tego co pamiętam, wspominałam już o tym że sny miewam dziwne i jakże realne. Czasem oprócz śmiechu dostarczaja mi również tematów do rozmyślań. Pierwszy pomysł jaki przebiegł przez me czoło myślą niezmącone dzisiejszego poranka - Muszę zmienić pracę.
To nic że mój 3 miesięczny okres próbny dopiero się skończyl. To nic że źle znoszę zmiany. 
Przyśniło mi się ze poszłam na profesjonalny manicure. I to nie byle jaki, ale taki do ślubu. Przytomnie zdążyłam sie zapytać czyj to ślub. Okazało się że mój własny. Możecie sobie tylko wyobrazić moje ździwienie. Nie przypominam sobie co by ktoś w ogóle był zainteresowany moją osobą, a już tak że do ołtarza ... Ale nie to zmartwiło mnie najbardziej. Najgorszy byl stan moich paznokci. One w zasadzie nie istnieją. To znaczy są, ale króciutkie bardzo. Inaczej byłyby wiecznie połamane i brudne. Opcji na delikatny manicure nie ma żadnej. Jedyne co to jakieś sztuczne, naklejane. Nawet nie wiem co się teraz nosi. Zbyt zajeta byłam szkołą i praca żeby śledzić aktualne trendy. A może powinnam?! Tak wiec teraz zapuszczam pazury, czyli musze zmienić pracę.
zdjęcie pożyczone
Chociaz może najpierw poczekam na potencjalną ofiarę.
 Zrobiłambym Casting, ale nie mam za bardzo czasu. 
Ale jak już skończę college i zacznę nową karierę zawodową ...



piątek, 7 czerwca 2019

W PODSKOKACH WKROCZYŁAM W WIEK ZWANY ŚREDNIM I DOBRZE MI Z TYM

Z wewnetrznym niepokojem czekałam na nadejście tego dnia. Drżałam niczym potomek przed pierwszym egzainem maturalnym (powodzenia młody). Powiem wam szczerze że dzisiejszego poranka czułam się dokładnie jak wczoraj. Z taką samą intensywnością chrupały mi kości podczas porannego wstawania. Dokładnie tak samo mi się nie chce ... Nawet samochód mnie nie zawiódł - wciąż te same dziwne dźwięki wydaje. Mechanik mówi że czas się pożegnać, że skrzynia do wymiany, że się nie opłaca ... Jak można kogoś skreślać ze względu na wiek?!
Tak wiec szukam nowego domu dla Kijanki. Podobno jeszcze pochula. Miesiąc temu wpakwałam w nia cała swoja wypłatę - kolejnej nie planuję. Wymienione jest wszystko łącznie z oponami. Porysowana jest troche dziewczynka, no ale uczyłam się nią jeździć po innej stronie niż reszta świata. Zgubiła już swoje różowe kapcie. Kilka lat temu, zaśmiałam sie do koleżanki z pracy, że chyba jednak powinnam przefarbowac włosy na blond, bo jeżdżę jak jakaś pokręcona (nie to żebym coś do blondynek miała). Odpowiedziała mi wówczas iż nie muszę, bo mam różowe kołpaki. No więc wydaje mi się że już nie potrzebuję, chociaż takie na ten przykład pomaranczowe z brokatem kuszą bardzo.

Tak więc zaczęłam ostatni rok z 3 z przodu. Czuje się świetnie.
Syn młodszy, ten niezestresowany maturą, popełnił tort który wysniła dzień wczesniej moja rodzicielka. Dostałam też jak to nazwali, "Urnę na prochy". Zawsze marzyłam żeby odwiedzić Central Perk Czy to ważne czy za życia, czy pośmiertnie? Mam jednak nadzieję że nie będę musiała jej za szybko wykorzystać. tym barddziej że planuje zrealizowac kolejny dzisiejszy prezent - koncert.
Pędzę prasować kieckę. Życzę wam równie cudownego 7 czerwca!

czwartek, 23 maja 2019

ZIMA W ŚRODKU LATA

Jestem śpiochem. To tylko jedna z wielu moich "zalet". Jak przystało na panią w średnim wieku, zdarza mi się nawet popelnić drzemkę w ciągu dnia. Zazwyczaj robię to z radością, szczególnie iż śnią mi się takie rzeczy ... Filmy akcji, romanse i Bóg jeden raczy wiedziec co jeszcze. Jakiś tydzień temu na ten przykład śniło mi się że zarywałam do Roberta Wieckiewicza. Reklamował kominki. Jedyny kominek na jaki mogłam sobie w swoim życiu pozwolić to taki własnoręcznie zrobiony z kartonów, na który to zamocowałam choinkę zrobioną z desek od palety. Właśnie to czytam i słysze jak to brzmi.
Wiem że jest środek lata (przynajmniej tutaj w Irlandii) a ja o Bożym Narodzeniu ...
W kazdym razie nigdy nie mogłam pozwolić sobie na kominek i pewnie długo nie będę mogła ze względów technicznych, o finansowych nie wspomnę.
Oto siła reklamy, perswazji i prania mózgu. Jeden Wieckiewicz wystarczył żebym zaczęła rozważac zakup. Weszłam do sklepu a tam ON sam, nie tylko na zdjeciu, wyświetlony, ale żywy, we własnej osobie. Z nieznaną mi do tej pory pewnoscią siebie zaczęłam do niego zarywać. JA! Rozumiecie? To jakiś kosmos.
- Co myslisz o tym kominku? Polecilbyś go? A ty wchodzisz w skład zestawu? Bo jak nie, to nie biorę ...
Jak to dobrze że ja tylko w snach mogę mieć takie pomysly i tyle odwagi.